Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 82

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:02, 26 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 82

Spis Treści: Ostatnia szalupa na rufie. Siła perswazji. Osiemnastka Anny Sjoblom. Dwie ostatnie szalupy na dziobie.

Ostatnia szalupa na rufie
Szósty oficer James Paul Moody nie myślał ratować własnej skóry na szalupie, do której go przydzielono. Wolał zostać na pokładzie i pomagać drugiemu oficerowi Charlesowi Herbertowi Lightollerowi przy rozlokowywaniu pasażerów do szalup numer 12,14 i 16. Do ostatniej chwili z całą skrupulatno­ścią spełniał rozkaz kapitana Smitha: „Najpierw kobiety i dzieci”. Do „szesnastki” wsiedli pasażerowie drugiej klasy i blisko dwu­dziestu z trzeciej. Wyjątków nie czyniono nawet wobec członków załogi, wpuszczając do szalupy wyłącznie personel żeński Jedy­nymi mężczyznami w tej szalupie byli zatem marynarze przy­dzieleni do wioseł.
Po 1.30 rufa „Titanica” zaczęła się coraz bardziej wypełnia-' pasa­żerami, którzy tą czy inną drogą dotarli jakoś na pokład szalupo­wy. Część z nich dostała się tutaj bez większego trudu, większość jednak została za żelaznymi kratami, które personel White Star Line zmuszony był zamknąć, by nie dopuścić na pokład zbyt wielkiej liczby osób, przede wszystkim mężczyzn. Ci, którym jakimś cudem udało się tu dotrzeć, stali zdezorientowani, nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić i do kogo się zwrócić. Jesz­cze gorzej przedstawiała się sytuacja pasażerów niezna- jących angielskiego, bowiem rozkazy wykrzykiwane przez oficerów pokładowych pozostawały dla nich całkowi­cie niezrozumiale. Niektórzy próbowali wspiąć się na żurawiki i po nich przedostać się na drugi pokład, albo do sektora pierwszej klasy, z którego z kolei można było bez przeszkód wejść na pokład szalupowy.

Żurawie wykorzystywane do załadunku i rozładunku "Titanica" okazały się opatrznościową drogą ucieczki dla wielu pasażerów uwięzionych na niższych pokładach. Wspinając się po linach, dotarli oni na odkryty pokład szalupowy.


Siła perswazji
Pasażerowie stłoczeni za kratami i zamknięty­mi na cztery spusty drzwiami błagali, by im otworzono, ale załoga była nieugięta. Rozkazy nie pozostawiały wątpliwości - nie mieli prawa przepuścić nikogo. W takiej wła­śnie sytuacji znalazła się szesnastoletnia Mary Katherine Gilnagh. Stała ściśnięta w tłumie razem z Katie Mullen i dwoma siostrami Mary i Kate Murphy. Mimo ich nalegań marynarz odmawiał otwarcia kraty i przepuszczenia ich dalej. Chwilę później obok młodych Irlandek stanął Jim Farrell, ich rodak i ostrym tonem, nie znoszącym sprzeciwu, rozkazał marynarzowi strzegącemu przejścia:
- Na Boga! Proszę otworzyć tę kratę i przepuścić te panny! Zdecydowana postawa Jima niespodziewanie dla niego samego przyniosła skutek. Marynarz otworzył kratę i przepuścił dziew­częta na pokład szalupowy. Tam jednak Katie Gilnagh zgubiła przyjaciółki, z którymi do tego wieczora dzieliła kabinę 161 na pokładzie E. Znalazła się sama na pokładzie spacerowym drugiej klasy, nie mając pojęcia, dokąd iść.

Państwo Dyker. Pokonawszy wszystkie przeszkody, na jakie napotkali pasażerowie trzeciej klasy w drodze do ocalenia, Adolf i Elisabeth, podobnie jak wiele innych par przed nimi, musieli się rozstać, poddając się żelaznemu prawu morza stosowanemu bezwarunkowo po tej stronie statku przez Lightollera.


Do szalupy numer 16 dotarli właśnie państwo Dyker, wracający „Titanikiem” do rodzinnego St. New Haven w stanie Connecti­cut. Pierwszego grudnia 1911 roku zmarł ojciec Adolf Dykera, Frederik Dyker i Adolf musiał udać się do Szwecji pomóc matce załatwiać formalności spadkowe. Państwo Dyker należeli do grupy tych szczęśliwców z trzeciej klasy, którym udało się dostać na pokład szalupowy, jednak już na pokładzie dwudziesto- trzyletni Adolf trafił niespodziewanie na przeszkodę nie do poko­nania. Do szalupy miała prawo wejść tylko jego Elisabeth, a jemu przyszło ustąpić miejsca innym kobietom. Zarówno drugi oficer Lightoller, jak i jego pomocnik James Moody, byli w tej kwestii nieprzejednani. Adolf pocałował żonę po raz ostatni i starając się wypaść przekonująco, zapewnił:
- Nie martw się, spotkamy się za parę godzin. Zaprowadził żonę do szalupy, po czym podał jej woreczek z całym ich majątkiem. Były tam dwa złote zegarki, dwa pierścionki, korale z szafirów i garstka szwedzkich koron. Adolf Dyker doskonale wiedział, że to dla niego ostat­nia okazja, by wyposażyć ją na przyszłość.
Nie robił sobie najmniejszych złudzeń, co do tego, że uda mu się wyjść cało z katastro­fy. Kiedy był już pewny, że Elisabeth siedzi bezpiecznie w szalupie, uśmiechnął się uspokaja­jąco, by dodać jej otuchy, po czym spokojnie oddalił się i zniknął w tłumie.

Osiemnastka Anny Sjoblom
Finka Anna Sofia Sjóblom płynęła „Titanikiem” do ojca mieszkającego w Stanach Zjednoczo­nych. Dokładnie tej niedzieli, 14 kwietnia, obchodziła swoje osiemnaste urodziny. W czasie rejsu dokuczała jej choroba morska, toteż w chwili zderzenia statku z górą lodową leżała w ubraniu na koi. Czuła się akurat na tyle źle, że prawie nie zwróciła uwagi na dziwny zgrzyt i naglą ciszę, która nastąpiła później.

Mary Katherine Gilnagh. Na zdjęciu wykonanym w jakiś czas po katastrofie "Titanica", mary siedzi obok siostry.


Podróżowała wraz z grupą Finów, którzy mieli bilety na „Adriatica”, ale z powodu strajku węglowego całkiem niespodziewanie znalezli się na luksuso­wym „Titanicu”. Do tej samej grupy należał Jakob Alfred Wicklund, jej szkolny kolega, który pomógł jej założyć kamizelkę ratunkową. Wskutek zamieszania panującego szczególnie w sektorze trzeciej klasy, Anna zgubiła resztę grupy i zmuszona była samotnie szukać wyjścia na pokład szalupowy. Krążyła korytarzami tam i z powrotem i w pewnym momencie z jakąś nieznajomą dziewczyną znalazła się przed przeszklonymi ściana­mi restauracji pierwszej klasy. Stanęły obie jak wryte, podziwia­jąc przepych tego miejsca. Stoły były elegancko zastawione do obiadu, który miał się nigdy nie odbyć. Mogła niezauważona wejść do środka i zabrać, co chciała, ale bała się, że ktoś z załogi przyłapie ją na gorącym uczynku. Ruszyła więc na pokład szalupowy, gdzie szczęśliwym trafem dostała się do szalu­py numer 16. W tym czasie Katie Gilnagh krążyła po pokładzie spacerowym, nie spoty­kając ani żywej duszy. Wreszcie zobaczyła, że przy końcu pokładu, opierając się o balustra­dę, stoi jakiś zamyślony mężczyzna. Podeszła do niego i zapytała o drogę na pokład szalu­powy. Mężczyzna wyjaśnił jej uprzejmie, że najprościej będzie przedostać się bezpośrednio w górę. Podniósł dziewczynę na ramiona i pomógł jej wdrapać się na wyższy pokład. Szalupa numer 16 była już pełna. Za chwilę miał paść rozkaz spuszczania jej na morze. Katie, nie widząc wokół żadnych innych szalup, podbiegła do „szesnastki”, ale kiedy stanęła obok, jeden z marynarzy brutalnie ją odepchnął. Dziewczyna krzyknęła, że w szalupie siedzi jej siostra, na co mężczyzna zaskoczony jej reakcją, ustąpił, choć dokładnie w tym samym momencie zaczęto luzować liny. W ten sposób w ostat­niej chwili Kathy udało się znowu dołączyć do przyjaciółek. „Szesnastka” była spuszczana tuż obok „czternastki”, ale kiedy znalazła się w wodzie, szybciej od niej oddaliła się od burty stat­ku. Była 1.35. Dowodzenie tą szalupą powierzono asystentowi pokładowemu Josephowi Henry’emu Baileyowi, któremu mieli pomagać dwaj starsi marynarze: James Forward i Ernest Edward Archer.

(Od góry) Mahala Douglas, Elizabeth Walton Allen i Charlotte Lamson. Wszystkie trzy wsiadły do szalupy numer 2. Elizabeth i Charlotte stały się bezradnymi świadkami dramatu Mahali, która jak wiele innych kobiet musiała się rozstać z najbliższymi. Wszystkie szalupy ratunkowe zostały już spuszczone, oczywiste więc było, że pasażerowie na pokładzie transatlantyku są skazani na zatonięcie.






Dwie ostatnie szalupy na dziobie
Z powodu pewnych komplikacji, które miały miejsce na począt­ku ewakuacji, na bakburcie zostały jeszcze do spuszczenia dwie szalupy, nr 2 i nr 4, umieszczone na żurawiku najbardziej wysu­niętym na dziób statku. Przybywający na pokład szalupowy pasa­żerowie trzeciej klasy przemieszczali się raczej w stronę rufy stat­ku, toteż w szalupach pozostałych na dziobie większość stanowi­ły osoby podróżujące z biletem którejś z wyższych klas. W szalupie nr 2 znalazło się osiem pasażerek pierwszej klasy. Były to kobiety z rodziny Douglas, Robert i siostry Lamson. W następną sobotę Walter Donald Douglas miał właśnie obcho­dzić swoje pięćdziesiąte czwarte urodziny. Wracał do Ameryki z trzymiesięcznej podróży po Europie z żoną Mahalą i francuską pokojówką, mademoiselle Berthe Leroy. Państwo Douglas wsiedli na pokład „Titanica” w Cherbourgu. Walter był przemysłowcem. Wraz z bratem Georgem założył w mieście Cedar Rapid w stanie Iowa kilka wytwórni skrobi i oleju roślinnego. Wytwórnie przynosiły ogromne dochody, czyniąc z Douglasów prawdziwych bogaczy. Walter lubił otaczać się luksusem. Jednym z jego ostatnich pomysłów była rezydencja
wzorowana na francuskim pałacu. Do Europy państwo Douglas udali się m.in. po to, by w antykwariatach poszukać odpowied­nich mebli do nowego domu. W chwili zderzenia państwo Douglas wrócili już z kolacji do kabiny. Ich kabina, oznaczona numerem 86, znajdowała się na pokładzie C, gdzie wstrząs był praktycznie niewyczuwalny. Podobnie jak wielu innych pasaże­rów, nie od razu dowiedzieli się, dlaczego silniki transatlantyku zostały zatrzymane. Korytarz świecił pustkami. Nie było tam ani oficerów, ani nikogo z załogi. Dopiero jakiś czas później zaczęli nim ciągnąć pasażerowie w kamizelkach ratunkowych, udający się na pokład szalupowy.
Douglasowie postanowili uczynić to samo. Ciepło ubrani, w kamizelkach ratunkowych, wyszli na pokład szalupowy razem ze służącą. Kiedy tylko znaleźli się na odkrytym pokła­dzie, ruszyli w kierunku szalup. Nie weszli do nich jednak od razu, czekając, aż będą się mogli zaokrętować całą trójką. O godzinie 1.40 nie było już na co czekać, ponieważ do żurawi- ków Welina zawieszone były już tylko dwie szalupy Walter Donald Douglas zdołał namówić żonę, żeby razem ze służącą weszła do szalupy numer 2. Kobieta zgodziła się, ale kiedy tylko usiadła na ławce, zaczęła błagać męża, by do niej dołączył.
- Nie mogę - odpowiedział spokojnie Walter. - Dżentelmenowi nie wypada.
Ogromnie kochał żonę, ale honor kazał mu oddalić się od szalupy numer 2 i wmieszać się w tłum mężczyzn, na próżno czekających na miejsce w jakiejś szalupie. „Titanikiem” podróżowały też trzy siostry Lamson. Wracały do Ameryki z pogrzebu czwartej siostry, lady Victor Drummond. Malvina Helen Lamson miała pięćdzie­siąt pięć lat. Jej mężem był sędzia, Robert Clifford Cornell. Druga z kolei, pięćdziesięciotrzyletnia W Charlotte Lamson, wyszła za mąż za Edwarda Dale Appletona, zaś trzecia, Caroline Lamson była wdową po wydawcy Johnie Murrayu Brownie. Siostry zajmo­wały razem kabinę 101 na pokładzie C. Pułkownik Archibald Gracie zaofiarował im swoje usługi jeszcze w Southampton, zarówno dlatego, że były przyjaciółkami jego żony, jak i dlatego, że chodził do St. Paul’s School w Concord z mężem Charlotte. Gracie zaprowadził sio­stry Lamson wraz z ich przyjaciółką Edith Corse Evans, do pierwszych szalup, które spuszczano na morze, ale szósty oficer Moody kazał mu odejść. Nie pozwolił mu się nawet zbliżyć i sam zajął się paniami.

Uciekając przed wodą zalewającą pokłady, korytarze i salony, pasażerowie parli ku górze, tłocząc się na otwartym pokładzie. W świetle wciąż jeszcze jarzących się lamp sprawiali wrażenie falującej masy cieni i tak też wryli się w pamięć siedzących w szalupach szczęśliwców, świadków tragedii statku.


Gracie był pewny, że wszystkie dawno już siedziały w jednej z szalup, toteż z niemałym zaskoczeniem zobaczył dwie siostry Lamson, Malvinę i Charlottę, ciągle kręcące się po pokładzie szalupowym i szukające trzeciej z sióstr. Tym razem pułkownik obawiał się powierzyć je opiece oficera odpowiedzial­nego za szalupę. Żeby uniknąć kolejnych niespodzianek, wolał sam wprowadzić je do środka i poczekać, aż zobaczy na własne oczy, że szalupa jest spuszczana.
Charlotte Lamson Appleton siedziała w „dwójce” obok pani Louise Kink. Państwo Kink, należący do licznej grupy emigran­tów podróżujących „Titanikiem”, pobrali się 5 maja 1908 roku. Mąż pani Kink był Austriakiem, pochodził z Mahrensdorf, nato­miast Louise była z pochodzenia Niemką i cztery tygodnie przed ślubem urodziła córkę, której nadała swoje imię.
Po czterech latach spędzonych w Szwajcarii Anton Kink posta­nowił spróbować emigracji do Stanów Zjednoczonych. Razem z nim podróżował jego brat, Vinzenz i siostra, Maria. Trzy kobie­ty z rodziny Kent dzieliły kabinę z innymi emigrantkami, praw­dopodobnie Josefine Arnold Franchi i Aloisią Haas, natomiast bracia Kent spali w męskim sektorze trzeciej klasy.
W godzinę po zderzeniu, w zamieszaniu, które zapanowało w trzeciej klasie, Kinkowie pogubili się. Anton, jego żona i córka trzymali się razem, natomiast Vinzenz i Maria znikli gdzieś w tłumie. Anton Kink pomógł żonie i córce wsiąść do szalupy numer 2. W chwili rozstania targały nim sprzeczne uczucia: z jednej strony cieszył się, że udało mu się zapewnić ocalenie najdroższym osobom, z drugiej, nie mógł się wyzbyć uczucia dojmującej rozpaczy i świadomości, że widzi je po raz ostatni.

W następnym numerze między innymi: "Do zobaczenia w Southampton". Godzina 1.45 - kabina radiowa.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin