Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 83

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:06, 28 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 83

Spis Treści: Dziewięcioletni mężczyzna. "Do zobaczenia w Southampton". Godzina 1.45 - kabina radiowa. Ostatnia szalupa ratunkowa. Madeleine Astor uratowana.

Dziewięcioletni mężczyzna
Minnie Trainer, z pochodzenia Irlandka, wyszła za mąż za Williama Couttsa. Z ich związku urodziło się dwóch synów: William, który w kwietniu 1912 miał dziewięć lat i młod­szy od brata o sześć lat Neville. Couttsowie mieszkali w Southampton, ale w 1911 roku William Coutts zdecydował się wyemigrować do Ameryki w poszukiwaniu pracy, która pozwoliłaby mu utrzymać rodzinę. Przez cały rok regularnie posyłał żonie pieniądze, a jej udało się zaoszczędzić kwotę wystarczającą na zakup biletu trzeciej klasy do Nowego Jorku dla niej i dla synów. Cała trójka z radością zaokrętowała się na „Titanica”, myśląc już tylko o tym, że za niespełna tydzień dołączą do męża i ojca mieszkającego na Brooklynie. Tragicznej nocy po zderzeniu z górą lodową Minnie Trainer została w kabinie, żeby czuwać nad spokojnie śpiącymi synami, nieświadomymi niebezpieczeń­stwa. Czekała cierpliwie na informacje i polece­nia, te jednak długo nie nadchodziły.

Wnętrze kabiny trzeciej klasy z czterema kojami. Podobnie wyglądała kabiny pani Minnie Coutts i jej synów. Kajuty trzeciej klasy nie dorównywały oczywiście wystrojem kabinom pierwszej i drugiej, niemniej były schludne i funkcjonalne.
[link widoczny dla zalogowanych]

Dopiero w godzinę po kolizji dowiedziała się, że pasażero­wie mają założyć kamizelki ratunkowe i wyjść na pokład szalupowy. Wyciągnęła ze schowka kamizelki, ale wtedy okazało się, że w ich kabinie są tylko dwie, toteż założywszy je naprędce synom, Minnie poszła po trzecią. Po drodze zatrzymywała, kogo się dało i prosiła o pomoc, ale okazało się, że nie ona jedna nie ma kamizel­ki. Minnie nie załamała się jednak i tak długo szukała i nalegała, aż jeden z członków załogi zaprowadził ją do kabin personelu pokładowego. Kobieta działała jak w transie. Szybkim krokiem przemierzała schody, korytarze, zaułki. Wszystkie wydawały się jej identyczne, chwilami miała wrażenie, że chodzi w kółko. Wreszcie udało jej się uzyskać to, co chciała. Marynarz wręczył jej upragnioną trzecią kamizelkę i pomógł ją założyć. Na koniec oświadczył:
-Gotowe! Gdyby statek miał zatonąć, proszę o mnie pamiętać. Minnie nie chciała wierzyć własnym uszom. Upewniła się, czy aby na pewno dobrze zrozumiała. Odpowiedź była twierdzą­ca. Marynarz odparł, że godziny statku są policzone. To był wyrok, który dla odważnej matki i jej synów oznaczał kolejną drogę przez mękę. Przez ciemne korytarze, nieznane przejścia i schody ruszyli na pokład, na którym - jak liczyli - dostaną się do szalupy ratunkowej.
Troskliwy marynarz nie mógł im pomóc, ale wskazał pani Coutts drogę. Mimo jasnych wskazówek w pewnym momencie zabłądzi­li. Korytarz nagle się urwał i okazało się, że stoją przed zamknię­tymi na klucz drzwiami. Dalej nie było przejścia. Minnie poczuła rozpacz i z przykrością dostrzegła, że nie uszło to uwagi jej dzie­więcioletniego syna. Chłopiec wyczuwał grożące im niebezpie­czeństwo i udzieliła mu się desperacja matki. Widząc przerażone oczy syna, Minnie wzięła się w garść, chwyciła go za ramiona i patrząc mu głęboko w oczy, rzekła:
-Obiecaj mi, że gdyby coś miało mi się przytrafić, zajmiesz się swoim bratem.
William przytaknął kilkakrotnie, a Minnie chwyciła obu chłop­ców za ręce i ruszyła dalej szukać jakiegoś przejścia. Kilka metrów dalej los uśmiechnął się do niej po raz wtóry. Spotkała marynarza, który zaprowadził ją do schodów prowadzących na pokład szalupowy. Dzięki temu cała trójka dotarła do szalupy numer 2. Wydawało się, że nic już nie stanie na przeszkodzie ich ocaleniu.
W tym momencie jednak niespodziewanie wyrosły przed nimi kolejne trudności. Oficer pełniący służbę przy tej szalupie nie chciał wpuścić do łodzi Williama. Być może z powodu słomko­wego kapelusza wziął chłopca za starszego niż był w istocie. Pani Coutts chwyciłą oficera za rękę, błagając, by przepuścił chłopca.
-Przecież to jeszcze dziecko - oponowała ze łzami w oczach. Zdjęła mu kapelusz, by dowieść, że chłopiec naprawdę nie ma jeszcze dziesięciu lat.
Oficer uległ. Wreszcie całej trójce udało się pokonać przeszkody, piętrzące się przed nimi tej nocy jedna po drugiej. Dla pani Coutts i jej synów los okazał się łaskawy. Inaczej potraktował setki pasażerów trzeciej klasy. Tłumy emigrantów błądziły po gigantycznym labiryncie stat­ku, tu i ówdzie trafiając na zamknięte żelaznymi kra­tami przejścia. Dla nich nie było ratunku.

[link widoczny dla zalogowanych]

Minnie Coutts (powyżej) i jej dwaj synowie, dziewięcioletni William i trzyletni Neville (poniżej). Mimo że z powodu braku informacji wyruszyli z kabiny ze znacznym opóźnieniem, udało im się dotrzeć na pokład szalupowy i wsiąść do jednej z ostatnich szalup.

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

„Do zobaczenia w Southampton”
Na statku słychać już było tylko rozpaczliwe wołania nieszczęsnych pasażerów, którym nie udało się opuścić pokładu w którejś z szalup.
Ustal ogłuszający świst, towarzyszący wypuszczaniu pary. Umilkły też wystrzały rakiet alarmowych, które wcześniej rozświetlały noc. Woda zalała dziób i podchodziła pod maszt z bocianim gniazdem. Stamtąd zaledwie dwie godziny wcześniej obserwator Frederick Fleet zaalarmował, że na kursie „Titanica” dryfuje góra lodowa. Nasilił się także przechył statku na lewą burtę, toteż starszy oficer Wilde rozkazał wszystkim zgromadzonym na pokładzie szalupowym:
- Wszyscy na sterburtę!
Liczył na to, że przemieszczenie na prawą burtę choć trochę zmniejszy przechył. Pozostali na pokładzie członkowie załogi natychmiast wykonali rozkaz oficera. W ślad za nimi ruszyły tłumy pasażerów i zgodnie z przewidywaniem Wilde’a udało się nieco skorygować położenie statku.
Lightoller stał na szczycie schodów ewakuacyjnych prowadzą­cych na pokład C i kontrolował przybór wody. Proces ten stawał się z każdą chwilą szybszy, trzeba więc było przyspieszyć ewaku­ację. Drugi oficer rozkazał czwartemu - Boxhallowi, by objął dowodzenie szalupą numer 2. „Dwójka”, podobnie jak „jedynka”, była mniejsza od pozostałych szalup ratunkowych i mogła pomieścić maksymalnie czterdzieści osób. Choć oczywiste było, że wzbierającej wody nie da się zatrzymać, a na pokładzie nadal było 1700 osób czekających na ocalenie, o godzinie 1.45 wypeł­niona w ledwie dwóch trzecich szalupa nr 2 zaczęła powoli opadać w kierunku oceanu. Anton Kink nie potrafił zachować równie zimnej krwi jak Walter Donald Douglas, który przed chwilą pożegnał się z żoną, Mahalą Dutton. Oparty o reling z rozpaczą wpatrywał się w najdroższe mu osoby, słyszał ich płacz i widział Izy ściekające po policzkach małej Louise.
-Tato, nie zostawiaj mnie - wołała dziewczyn­ka z buzią wykrzywioną rozpaczą. - Chodź z nami!
Anton nie wytrzymał. Za nic nie chciał się z nimi rozstawać. Niewiele myśląc, skoczył do wypełnionej tylko w dwóch trzecich szalu­py. Wylądował szczęśliwie między ławkami, nie ponosząc najmniejszych obrażeń. Nikt nie miał odwagi zaprotestować, czy choćby skomentować tego skoku. Po chwili szczęśliwy Anton trzymał w objęciach wzruszoną żonę i córkę.

Jack Phillips (po lewej) i Harold Bride do ostatniej chwili utrzymywali łączność między "Titanikiem" a innymi jednostkami pływającymi po Atlantyku. Na coraz bardziej rozpaczliwe apele nadawane z tonącego statku odpowiedziało niewiele jednostek i tylko niektóre z nich znajdowały się na tyle blisko, by w ogóle można było myśleć o ruszeniu na pomoc transatlantykowi.
[link widoczny dla zalogowanych]

Kiedy łódź dotknęła powierzchni oceanu oka­zało się, że liny, na których spuszczano szalupę, po raz kolejny zaplątały się i trzeba je przeciąć.
Steward z salonu pierwszej klasy, James John­son, w obliczu niebezpieczeństwa pomyślał o tym, by napełnić sobie kieszenie pomarańcza­mi. Teraz jednak zrozumiał, że znacznie przy­datniejszy byłby zwykły nóż. Krzyknął więc do pasażerów obserwujących spuszczanie łodzi z pokładu, by rzucili mu coś do przecięcia lin. W odpowiedzi McAuliffe zawołał:
-Trzymaj. Ale ten nóż ma do mnie wrócić, James. Oddasz mi go w Southampton!

Godzina 1.45 - kabina radiowa
Jack Phillips i Harold Bride niestrudzenie posyłali w eter depe­sze, powiadamiając cały świat o straszliwej tragedii rozgrywającej się na lodowatym oceanie. Z wszystkich statków, które odpowie­działy na wezwanie o pomoc, najbliżej znajdowała się „Carpathia”.
Starszy radiooperator nalegał:
-Płyńcie do nas jak najszybciej - stukał jak opętany. - Bierzemy wodę. Maszynownia zalana.
Phillips, który do tej chwili nie opuścił stanowiska pracy, doszedł do wniosku, że nadszedł czas, by wyjść i na własne oczy zorien­tować się w sytuacji. Ustąpił miejsca przy kluczu telegraficznym swojemu pomocnikowi, który dotąd zajmował się sporządzaniem notatek w dzienniku kabiny radiowej i kontaktami z kapitanem Smithem, tj. przekazywaniem informacji na temat depesz nadcho­dzących z innych statków. Pierwsze, co Phillips zauważył po wyj­ściu na pokład szalupowy, to że na żurawikach nie wisiała już żadna szalupa ratunkowa. Pokład dziobowy był już niemal całko­wicie pod wodą. W tym samym czasie Bride wyłapał w słuchaw­kach słaby sygnał od innej jednostki White Star Line - „Baltica”. Sygnał był tak słaby, że oczywiste było, iż statek znajduje się zbyt daleko, by przypłynąć na czas. Niemniej postanowił i tak przesłać depeszę, że „Titanic” tonie i bierze wodę od strony dziobu. W tym momencie Jack wszedł z powrotem do kabiny radiowej. Bez ogródek powiadomił kolegę, że sytuacja jest całkowicie bez­nadziejna, po czym ponownie zajął swoje miejsce, zdecydowany do ostatniej chwili posyłać w eter międzynarodowe wezwanie o pomoc.

Szesnaście szalup unosiło się wokół "Titanica", którego dziób znajdował się już całkiem pod wodą. Pokłady statku wciąż były oświetlone, toteż ocaleli pasażerowie odnosili wrażenie, że na statku wciąż trwa rozpaczliwa walka i ostateczny wyrok jeszcze nie zapadł.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ostatnia szalupa ratunkowa
Jako ostatnia z szesnastu szalup ratunkowych spuszczona została „czwórka”, mimo że z niej jako pierwszej zdjęto brezentową plandekę ochronną i zwolniono bloki, zapobiegające przemieszczaniu się w czasie nawigacji. Charles Herbert Lightoller kazał ją opuścić do wysokości pokładu A, żeby pasażerowie pierwszej klasy mogli bez trudu do niej wejść. Okazało się jednak, że jest to niemożliwe. Na przeszkodzie stal zarówno drążek sondy, jak i przeszklone ściany pokładu spacerowego pierwszej klasy.
By przyspieszyć akcję ewakuacyjną, Lightoller zajął się więc inny­mi szalupami ratunkowymi, „czwórkę” pozostawiając na ostatek. Znaleźli w niej miejsce przedstawiciele kilku najbardziej ekspono­wanych rodzin z Nowego Jorku i Filadelfii. Tym samym, choć jako pierwsi na rozkaz Lightollera zeszli z pokładu szalupowego na pokład spacerowy pierwszej klasy, zostali ewakuowani jako ostatni. Po nich ocalenie znalazła jeszcze garstka osób, którym udało się dostać do jednej ze składanych łodzi Engelhardta. Po godzinie pasażerowie zgromadzeni na krytym pokładzie spacerowym usłyszeli, że mają z powrotem wejść na pokład szalupowy. Panie podróżujące pierwszą klasą wraz z dziećmi i służbą cierpliwie ruszyły schodami na górny pokład. Kiedy jednak znalazły się na górze steward z salonu drugiej kłasy, George Charles Dodd, obwieścił im, że mają zejść na pokład A. Tego było już za wiele. Pani Marian Thayer nie wytrzymała napięcia i krzyknęła:
-Dosyć tego! Zdecydujcie się wreszcie, dokąd mamy iść!

[link widoczny dla zalogowanych]

Pochodząca z Kornwalii Elizabeth Hocking (powyżej) płynęła do Ameryki z kilkoma członkami swojej rodziny. Miała tam zamieszkać z dziećmi. Jej syn, George, specjalnie przyjechał z Ameryki, by towarzyszyć matce w czasie rejsu. Z kolei na córkę Elizabeth, Ellen Hocking (poniżej), w Ameryce czekał narzeczony. Podobno w noc katastrofy "Titanica" Ellen usłyszała pianie koguta, co dla mieszkańców Kornwalii jest nieomylnym zwiastunem nieszczęścia.

[link widoczny dla zalogowanych]

W tym czasie dwaj członkowie załogi, Sam Parks i John Foley, zdołali usunąć drążek sondy. Udało się też wreszcie otworzyć okna na pokładzie A.
0godzinie 1.45, po spuszczeniu szalupy nr 2, Lightoller zszedł na pokład spacerowy, by wreszcie zająć się pechową „czwórką”. Po drodze spotkał grupę zaprzyjaźnionych oficerów: intendenta H.W. McElroya, jego asystenta Reginalda Barkera i lekarza pokła­dowego Williama OLughlina z pomocnikiem Johnem Edwardem Simpsonem. Ten ostatni próbował nawet zażartować, zwracając się do drugiego oficera:
-Co jest, Lights? Gorąco ci?
Choć panowało przenikliwe zimno, na czole Lightollera połyski­wały wielkie krople potu. Był bez płaszcza, tylko w swetrze z spodniach od piżamy. Ciężka praca sprawiła, że nie miał czasu poczuć zimna. Przez cały czas od chwili zderzenia dwoił się i troił i teraz zaczynał odczuwać zmęczenie. Przywitał się z nimi ciepło, po czym ruszył w kierunku „czwórki”. Wiedział, że nie ma już chwili do stracenia. Kazał marynarzom ustawić krzesła pod otwartymi oknami.
Po nich pasażerki pierwszej klasy zaczęły wchodzić do ostatniej szalupy „Titanica”.

Madeleine Astor do ostatniej chwili została u boku swojego męża. Żadne z nich nie wykorzystało swojej pozycji społecznej by dostać się do którejś z szalup. Z katastrofy uratowała się tylko Madeleine.
[link widoczny dla zalogowanych]

Madeleine Astor uratowana
Lightollerowi pomagała grupka mężczyzn podróżujących z bile­tem pierwszej klasy. Tym razem drugi oficer nie kazał im się cofnąć, nie miał bowiem wątpliwości, że zacho­wają się jak dżentelmeni. Był wśród nich puł­kownik Archibald Gracie, a także jego przyjaciel James Clinch Smith. Kiedy już pomogli siostrom Lamson wejść do szalupy nr 2, obaj panowie zaczęli pomagać kobietom i dzieciom przedostawać się do szalupy przez rozsunięte okna pokładu szalupowego. Wreszcie nadeszła kolej młodziutkiej Madeleine Astor. Jej mąż i pułkownik Gracie unieśli ją na ponad metr w górę, Lightoller podał jej rękę i pani Astor weszła do ostatniej z szesnastu szalup ratunko­wych. Pułkownik Astor niepokoił się o zdrowie żony, ponieważ Madeleine była w czwartym miesiącu ciąży. Dlatego tez pozwolił sobie zapytać Charlesa Lightollera, czy może towarzy­szyć żonie.
Nie wiadomo, czy oficer rozpoznał Astora, czy nie, niemniej nie zmienił stanowiska:
- Nie, proszę pana. - odparł. - Żaden mężczyzna nie może wejść do szalupy, zanim nie zostaną ewakuowane wszystkie kobiety. John Jacob Astor zapytał, jaki jest numer tej szalupy. Sądził zapewne, że numer ten może mu się przydać, kiedy następnego ranka będzie szukał żony. Z kolei oficer pomyślał być może, że zamożny pasażer chce zaprotestować w kompanii żeglugowej i do tego potrzebuje numeru szalupy. Jednak wbrew obawom Lightollera, pułkownik Astor nie myślał nawet kwestionować jego decyzji. Pożegnał się z żoną, zostawiając jej w rękach swoje rękawiczki i spokojnie oddalił się.
Teraz przyszła kolej na Ryersonów. „Titanikiem” płynął Arthur Ryerson, jego żona Emily i troje dzieci: Suzette, Emily i John. Towarzyszyła im służąca Yictorine Chaudanson i nauczycielka Johna, panna Grace Scott Bowen.

Victorine Chaudanson, służąca Ryersonów, która o mało nie została zamknięta w kabinie. Wróciła do niej w ostatniej chwili przed opuszczeniem statku, żeby zabrać kilka
osobistych rzeczy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Francuska służąca Ryersonów, Victorine, doszła nagle do wniosku, że nie zabrała ze sobą kilku osobistych rzeczy, do których czuła się bardzo przywiązana. Oczekiwanie przedłużało się, ale dopiero teraz, dosłow­nie w ostatniej chwili, zdecydowała się wrócić do kabiny 61 na pokładzie B.
Woda jeszcze tam nie doszła. Victorine właśnie wybierała rzeczy do zabrania, kiedy usłyszała, jak ktoś przekręca klucz w drzwiach. Z krzykiem rzuciła się do drzwi. Steward, zamykający kabiny na klucz, by zapobiec kradzieżom, właśnie miał przejść dalej. Na szczęście usłyszał wołanie i natychmiast wypuścił kobietę.
Po takim przeżyciu Victorine odeszła chęć zabierania czegokolwiek z kabiny. Niewiele myśląc, dołączyła do swoich chlebodawców czekających na pokładzie A.

W następnym numerze między innymi: Cztery szalupy Engelhardta. Wystrzały na łodzi C.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin