Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 84

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:04, 30 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 84

Spis Treści: Ostatnia szalupa. Przerwana partia. Cztery szalupy Engelhardta. Wystrzały na łodzi C.

Ostatnia szalupa
Nierówna walka tocząca się w trzewiach statku dobiegała końca. Działały już tyłko dwa ostatnie kotły w kotłowni nr 2, ałe dalsza praca w tych warunkach była niemożliwa. O 1.40 pozo­stali na dole palacze i trymerzy otrzymali rozkaz przerwania pracy i wyjścia na pokład szalupowy. W kotłowni zostali tylko mechanicy i elektrycy. Pracowali nadal, świadomi czekającego ich losu, a zarazem tego, że od nich zależy, czy statek będzie miał energię elektryczną, niezbędną do oświetlenia pokładu, a przede wszystkim do działania radiostacji.
W całym tym zamieszaniu, kiedy było już jasne, że stawką w tej grze jest życie, niektórzy decydowali się na to, by wbrew wszel­kiej logice zejść pod pokład. Do tych śmiałków zaliczał się szef piekarzy, Charles Joughin, który postanowił zejść do magazynu na pokładzie A. Jednak przechył statku nasilił się na tyle, że praktycz­nie niemożliwe stało się korzystanie ze schodów, toteż Joughin poszedł tylko napić się wody i wrócił na pokład szalupowy. Po drodze spotkał doktora 0’Loughlina, z któ­rym jak gdyby nigdy nic zamienił kilka słów. Na pokładzie kończono właśnie operacje przy ostatniej szalu­pie, „czwórce”. Jako jeden z ostat­nich pasażerów wchodził do niej właśnie trzynastoletni John Ryerson, płynący „Titanikiem” razem z rodzi­cami i rodzeństwem. Chłopak był dość wyrośnięty, toteż nieugięty Lightoller natychmiast zareagował.
-Chłopiec nie może wsiąść! - stwierdził katego­rycznie.
W tej sytuacji zabrał głos pan Ryerson. Równie zdecydowanym tonem rzekł do drugiego oficera:
-Chłopiec idzie z matką. Ma dopiero trzynaście lat!
Oficer zawahał się, łecz ostatecznie zgodził się przepuścić chłopca. John Ryerson zresztą wcale nie wyglądał na zaniepokojonego. Jak przystało na młodzieńca w jego wieku, traktował to wszystko jako wspaniałą przygodę i nawet przez myśl mu nie przeszło, że nazajutrz nie ujrzy już swojego ojca.
-Ale niech mi to będzie ostatni - mruknął Ligh­toller, nie chcąc, by brano go za zbyt uległego.
Emily Ryerson, szczęśliwa, że ma przy sobie całą trójkę dzieci, po raz ostatni pożegnała wzrokiem swego odważnego męża. Pan Ryerson wydawał się pogodny. Starał się dodać żonie otuchy, ze spokojem poddając się nieubłaganemu prawu morza: „najpierw kobiety i dzieci”.
Teraz przyszła kolej na Lucile Carter, która z niepokojem śledziła przebieg rozmowy pana Ryersona z drugim oficerem. Obawiała się, że i jej syna może spotkać ten sam los co Johna, założyła mu więc na głowę swój kapelusz. Pośpiech i zamieszanie zrobiły jednak swoje i chłopak niezauważony przez nikogo z załogi, spokojnie wsiadł do szalupy.

Jeden z licznych kotłów "Titanica", rozrzuconych dziś na dnie oceanu wokół kadłuba statku. Opuszczenie ostatniej kotłowni oznaczało koniec walki człowieka z wodą, wdzierającą się do statku przez rozerwany kadłub.
[link widoczny dla zalogowanych]

Było za pięć druga, kiedy Lightoller dał rozkaz spuszczania ostatniej z szesnastu szalup, będących w wyposażeniu „Titanica”. Na transatlantyku zostały już tylko cztery składane łodzie Engel- hardta, o nieco mniejszej pojemności. Szalupa prawie natychmiast znalazła się na wodzie, jako że pokład znajdował się zaledwie 5 metrów nad powierzchnią oceanu. W czasie spuszczania łodzi pani Ryerson z przerażeniem zobaczyła, że przez otwarte bulaje na pokładzie C woda wdziera się do wnętrza statku. Przelewała się przez luksusowe pomiesz­czenia pierwszej klasy, porywając ze sobą wszystko: dywany, meble, ozdoby. Palące się w kabinach światła sprawiały, że był to widok piękny i przerażający zarazem. Dowodzenie „czwórką” powierzono sternikowi Walterowi Johnowi Perkisowi. Przy wiosłach siedzie­li William McCarthy i John Foley. Kiedy tylko szalupa znalazła się w wodzie, Pcrkins kazał im energicznie wiosłować, kierując szalupę w stronę rufy „Titanica”, skąd zgodnie z rozkazem oficera „czwórka” miała zabrać kolejnych pasażerów. Perkins nie wyglądał na zdenerwowanego. Przeciw­nie, mogło się wydawać, że w gruncie rzeczy nie dzie­je się nic nadzwyczajnego. Siedział przy sterze i paląc fajkę, spokojnie obserwował przebieg wypadków. Po chwili pasażerki szalupy zrozumiały, dlaczego kieruje się ona ku rufie. Niektóre z nich podniosły protesty. Obawia­ły się, że „czwórka” zostanie wessana w wir powstający w czasie tonięcia statku. Ale Perkins, zdecydowany spełnić rozkaz oficera, nie miał zamiaru ulegać ich prośbom.
Na morzu pojawiły się pierwsze oznaki zapowiadające, że statek rychło pójdzie na dno. Między szalupami dryfowały wyrzucone z pokładu przedmioty: krzesła, a nawet drzwi. Część z nich zna­lazła się tam za sprawą Charlesa Joughina, który przez okna na pokładzie B wrzucił do morza kilkadziesiąt drewnianych foteli. Jego samotne zmagania obserwowało wielu pasażerów, ale nikt mu nie pomógł. Wydawało im się to bezsensowne, a dodatkowo wymagające zbyt wiele trudu, zważywszy, że okna były niewiele większe od foteli.

Z mostka kapitańskiego wspaniałego transatlantyku kapitan Smith, dla którego dziewiczy rejs nowego parowca miał być ukoronowaniem długoletniej kariery, musiał wydać rozkaz, najgorszy dla każdego człowieka morza: rozkaz opuszczenia statku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przerwana partia
Kiedy szalupa nr 4 podpłynęła do rufy „Titanica”, nie było tam niestety żadnego mostku, do którego można by było dobić. „Czwórka” oddaliła się więc i znikała za burtą, a wówczas wśród pasażerów zgromadzonych na pokładzie wybuchła panika. Jasne stało się, że nie ma już dla nich miejsca w żadnej szalupie. Kapi­tan Smith przez megafon wzywał szalupy, które spuszczono jako pierwsze i w których było jeszcze dużo miejsca, by podpłynęły bliżej i zabrały większą liczbę pasażerów. Na próżno.
Wśród pasażerów byli jednak i tacy, którzy mimo zbliżającego się końca, zachowali zimną krew, a nawet przyjęli postawę wyż­szości, stawiając się niejako ponad śmiercią.
Major Archibald Butt, Francis Millet, Clarence Moore i Arthur Ryerson nie mieli zamiaru stać w tłumie na pokładzie. Ze spokojem, zupełnie jakby nic się nie stało, prze­szli do palarni pierwszej klasy. Usiedli przy wolnym stoliku i podjęli przerwaną wcześ­niej grę w karty. Wyglądało to jak zwykły wieczór, spotkanie przyjaciół w luksuso­wym salonie, w którym spędzili tyle przy­jemnych chwil w czasie dziewiczego rejsu.

Pani Lucile Carter wraz z dziećmi udało się dostać do szalupy nr 4. Podobnie jak grupa innych, najzamożniejszych pasażerów "Titanica" (w czasie ostatniej uroczystej kolacji Carterowi dostąpili nawet zaszczytu goszczenia przy swoim stole kapitana Smitha), pani Carter wsiadła do szalupy jako jedna z ostatnich.
[link widoczny dla zalogowanych]

Pasażerom trzeciej klasy, którzy z takim trudem przedostali się na otwarty pokład i teraz wiedzieli ich przez okna, ci czterej dżentelmeni musieli się wydawać istotami nie z tej ziemi. Sprawiali wrażenie całkowi­cie obojętnych na rozgrywającą się obok tragedię, zupełnie jakby ich nie dotyczyła. Równie zimną krew zachował Benjaminem Guggenheimem. Zajmował się nim dotąd steward Henry Etches, który jako pierwszy przekazał mu rozkaz, by pasażerowie przy­gotowywali się do ewakuacji. Teraz, w obli­czu nieuchronności tragedii, Guggenheim wrócił do kabiny, żeby się przebrać. Zdjął ciepły wełniany sweter i kamizelkę ratunko­wą, którą kazał mu założyć Etches i założył elegancki frak. Ubrany jak na uroczysty wieczór był gotów przeżyć ten moment tak, jak na dżentelmena przystało.
- Gdyby miało mi się coś przydarzyć, proszę przekazać mojej żonie, że zrobiłem to, co powinienem - poprosił Etchesa. Hazardowy gracz Jay Yates, który zaokrętował się na „Titanica”, licząc na to, że zbije fortunę na grze z bogaczami, wyrwał kartkę z notesiku i naprędce skreślił na niej kilka słów. Prosił, by o jego śmierci zawiadomić siostrę, panią Adams, mieszkającą w Findlay w stanie Ohio. Kartkę przekazał nieznanej kobiecie, po czym oddalił się.

Wygodne leżaki, na których w czasie rejsu tak chętnie odpoczywali pasażerowie pierwszej klasy, niespodziewanie okazały się przydatne w czasie akcji ratunkowej. Wiele z nich wrzucono do morza, by pasażerowie, którzy zdecydowali się na skok do lodowatej wody, mogli się czegoś chwycić w oczekiwaniu na wciągnięcie do którejś z szalup.
[link widoczny dla zalogowanych]

Cztery szalupy Engelhardta
Tłumy pasażerów stojące na pokładach „Titanica” widziały jak szalupy coraz bardziej oddalają się od statku. Niektóre nie były wyposażone w lampy naftowe, toteż bardzo szybko znikały w ciemnościach. Inne, dzięki zapalonym lampkom, widać było dobrze z odległości kilkuset metrów. Ostatnią nadzieją na uratowanie garstki pasażerów były cztery składane łodzie typu Engelhardta. Jednostki te mogły pomieścić nie 65 osób, jak zwykłe szalupy, lecz 47. Łodzie były rozmieszczo­ne po dwie na każdej burcie. Miały 8 metrów długości na 2,5 szerokości. W ich wyposażeniu znajdowały się brezentowe pasy, które można było rozpiąć wzdłuż burt, podnosząc je tym samym i chroniąc przed falami. Szalupy miały lekko zaokrąglone dno i oznaczone były nie numerami, lecz cyframi.

Wystrzały na łodzi C
Murdoch jako pierwszy uporał się ze spuszczaniem wszystkich szalup ratunkowych usytuowanych po jego stronie. Zostały mu już tylko składane łodzie oznaczone literami A i C. Postanowił zacząć operacje od łodzi C, ponieważ znajdowała się tuż obok pustego już żurawika, z którego przedtem spuszczono szalupę nr 1. Kazał więc zaczepić szalupę C do bloków żurawika Wellina i zaczął pomagać pasażerom wchodzić do łodzi. Tłum napierał coraz mocniej i w zamieszaniu do łodzi dostało się kilku mężczyzn.
Tym razem intendent McElroy zareagował zdecydowanie. Chwy­cił pistolet i kilkakrotnie wystrzelił w powietrze, krzycząc:
- Wychodzić! Natychmiast!
Napięcie sięgnęło zenitu. Intendentowi pomogło kilku pasażerów, m.in. Hugh Woolner i Mauritz Hakan Bjórnstróm- Steffansson, którzy wyciągnęli intruzów z szalupy i wyrzucili na zewnątrz. Murdoch natychmiast zabrał się do wprowadzania do łodzi kolejnych kobiet z dziećmi. Możliwość znalezienia miejsca przyciągnęła w pobliże szalupy Jacka Thayera i Miltona Longa, ale widząc obrót spraw, doszli do wniosku, że lepiej nie ryzykować. Oddali­li się więc, w nadziei, że trafi się jeszcze jakaś inna okazja. Sternik George Thomas Rowe wciąż stał na pokładzie i przy pomocy lampy Morse’a usiłował nawiązać kontakt ze statkiem widmem, kryjącym się gdzieś w ciemnościach. Jedno za drugim nadawał wezwania o pomoc, ale czas mijał, a odpowiedź nie nadchodziła. Wreszcie, zdając sobie sprawę z beznadziejności dalszego nadawania sygnału, kapitan Smith polecił mu przestać i przejąć dowodzenie pełną już łodzią C. Wciąż niektóre kobiety nie chciały rozstać się z mężami, choć przecież nie było wątpliwości, są już policzone nie godziny, ale minuty statku. Celiney Yasbeck poderwała się nagle z ławki i próbowała wyjść z lodzi, żeby zostać z mężem. W tym momencie jednak sza­lupa drgnęła i ruszyła w dół. Murdoch wydał rozkaz spuszczania jej na wodę. Krzyk i płacz kobiety zmieszał się z wrzawą dochodzącą z pokładu.

Benjamin Guggenheim, przemysłowiec i milioner, należał do grupy najzamożniejszych pasażerów "Titanica". Zaokrętował się na nowy transatlantyk, ponieważ jego pozycja towarzyska wymagała uczestnictwa w wydarzeniu tej rangi co dziewiczy rejs najwspanialszego liniowca. Kiedy stało się jasne, że statek skazany jest na zatonięcie, Guggenheim zszedł do kabiny założyć frak - najbardziej uroczysty strój, zakładany tylko na galowe wieczory.
[link widoczny dla zalogowanych]

Obok mężczyzn, którzy, chcąc nie chcąc, godzili się z rozkazem kapitana, byli i tacy, którzy nie bacząc na odwieczne prawo morza, wedle którego pierwszeństwo w czasie ewakuacji mają kobiety i dzieci, chcieli skorzystać z zamieszania i uratować własną skórę. Wśród tych śmiałków znalazł się sam prezes kompanii żeglugowej,
Joseph Bruce Ismay. Numer jeden White Star Line skoczył do szalupy C razem z Williamem Ernestem Carterem, który chwilę przedtem umieścił w „czwórce” żonę Lucille, syna i guwernantkę Augustę Serreplan. W pierwszych chwilach po zderzeniu, opanowawszy pierwsze zdenerwowanie, Ismay udał się na pokład szalupowy. Wydawało mu się, że będzie pomocny przy ewakuacji pasażerów, lecz okazało się to nieporawdą. Kręcił się to tu, to tam i zamiast pomagać, przeszkadzał, aż zniecierpliwiony trzeci oficer, Herbert John Pitman, nie zważając na to, z kim ma do czynienia, kazał mu po prostu odejść.

Joseph Bruce Ismay skorzystał z zamieszania w czasie spuszczania ostatnich łodzi ratunkowych i wskoczył do łodzi C.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ismay naprawdę chciał pomóc. Próżno byłoby w nim szukać śladu dawnej arogancji. Przestał się zachowywać jak pan i władca. Wyglądał raczej na zwykłego pasażera. Zarazem jednak w ostat­niej chwili, nie bacząc na los tysiąca pięciuset pasażerów wciąż jeszcze pozostających na pokładzie „Titanica”, opuścił tonący parowiec, myśląc tylko o ocaleniu własnej skóry. Do tej chwili nikt z członków załogi, czy pasażerów nie śmiał skoczyć z pokładu transatlantyku, by wpław dotrzeć do którejś z szalup ratunkowych pływających w pobliżu statku. Na pokład szalupowy wyszła grupa blisko dwudziestu palaczy. Zebrali się na rufie, skąd widzieli zbliżającą się powoli szalupę numer 4, torującą sobie drogę między wyrzuconymi ze statku przedmiotami unoszącymi się na powierzchni pod lewą burtą "Titanica".
Thomas Ranger i Fred Scott doszli do wniosku, że należy skorzy­stać z nadarzającej się sposobności i dostać się do szalupy. Wspię­li się na żurawik rufowy, za pomocą którego spuszczono „szes­nastkę” i zsunęli się w dół po zwisających z niego linach. Ranger miał więcej szczęścia od kolegi. Udało mu się ześliznąć bezpośrednio do szalupy nr 4. Scott wpadł do wody tuż obok i został wciągnięty do środka przez siedzące w szalupie kobiety. Andrew Cunningham, steward obsługujący kabiny najważniej­szych pasażerów pierwszej klasy, m.in. państwa Bradley Cumings i wydawcy Williama Steada, wskoczył do wody razem z Sidneyem Conradem Siebertem. Mężczyźni nie mieli jednak tyle szczęścia co ich poprzednicy. „Czwórka” oddalała się od statku, a w pobliżu nie było niczego, czego można by się było chwycić. Cunningham ruszył wpław w kierunku szalupy. Energiczne ruchy ramion sprawiły, że już po chwili był pod burtą szalupy nr 4 i podobnie jak wcze­śniej Scott, został wciągnięty do środka. Sie- bert miał więcej kłopotów z dopłynięciem.

Świadomość zbliżającego się końca "Titanica", a także fakt, że wszystkie szalupy zostały już spuszczone, skłoniły coraz większą liczbę pasażerów do desperackiego skoku w lodowate wody oceanu. Rozbitkowie liczyli na to, że zostaną wzięci na pokład którejś z szalup lub przynajmniej uda im się uchwycić jakiegoś unoszącego się na powierzchni przedmiotu i w ten sposób doczekać przybycia jakiegoś statku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Chłód przenikał go do szpiku kości. Ostat­kiem sił dotarł do burty szalupy. Kiedy wciągnięto go do środka, leżał przez dłuższy czas na dnie, całkowicie wyczerpany.
W ślady tych czterech śmiałków poszli kolejni członkowie załogi. Ostatecznie do szalupy dowodzonej przez Perkinsa wciągnięto jeszcze pięciu mężczyzn.
Pułkownik Archibald Gracie był jednym z tych, którzy niezwykle pomogli załodze w czasie ewakuacji kobiet i dzieci. Stał teraz oparty o reling, razem ze swymi przyjaciółmi i znajomymi, obserwując przebieg wypadków. Nagle zdał sobie sprawę, że w tłumie, tuż obok niego, stoją przytulone do siebie pani Caroline Brown, trzecia z sióstr Lamson i jej przyjaciółka, miss Edith Corse Evans. Podszedł do nich i zapytał, dlaczego nie opuściły statku w jednej z pierwszych szalup ratunkowych. Oka­zało się, że w zamieszaniu zgubiły pozostałe dwie siostry i przez cały ten czas błąkały się po pokładzie, nie wiedząc, co zrobić.

Niektórym z tych, którzy skoczyli do wody, udało się od razu dopłynąć do burty którejś z szalup i dzięki temu zostali uratowani. Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia. Dla wielu śmiałków skok do wody oznaczał niestety początek powolnej agonii w lodowatych wodach Północnego Atlantyku.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: Początek końca. Ostatnia nadzieja: skok do wody.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tomek_s_1990




Dołączył: 12 Mar 2011
Posty: 873
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:55, 02 Paź 2012    Temat postu:

Dwie uwagi

Cytat:


Pasażerom trzeciej klasy, którzy z takim trudem przedostali się na otwarty pokład i teraz wiedzieli ich przez okna, ci czterej dżentelmeni musieli się wydawać istotami nie z tej ziemi. Sprawiali wrażenie całkowicie obojętnych na rozgrywającą się obok tragedię, zupełnie jakby ich nie dotyczyła.


Czyżby witraże były aż tak przeźroczyste. Na pewno jakiś ruch byłby widoczny ale rozpoznać że to byli panowie dżentelmeni?



Cytat:
Szalupy miały lekko zaokrąglone dno i oznaczone były nie numerami, lecz cyframi.

Wystrzały na łodzi C


Tu wg mnie powinno być napisane oznaczone literami, na co także wskazuje nagłówek następnego rozdziału.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez tomek_s_1990 dnia Wto 23:15, 02 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:11, 02 Paź 2012    Temat postu: Ciekawe

Wiesz może chodzi o to że wiadomo szalup było 20 w tym 4 te składane. Numeryczne je oznaczyli tak żeby było wiadomo ile tych szalup razem jest, pod względem formalnym czyli 20 szalup i basta nie patrząc na rodzaj, ale wiadomo one nie były takie jak tamte 16 więc w bardziej szczegółowy sposób, nazwali je A, B, C, D. Te cztery to też szalupy nazywają się tak samo czyli szalupa ratunkowa służą do tego samego co inne czyli ratowania ludzi (2 osoby do jednej szalupy Blue_Light_Colorz_PDT_15 ) no ale gdzieś jednak musiało być uwzględnione w papierach statku że to racja są szalupy ratunkowe ale składaki A, B, C, D. Wiem rozwiązanie tej zagadki z numerkami i literami trochę dziwne, ale może tak było?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Emhokr




Dołączył: 24 Lut 2014
Posty: 407
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Warsaw
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:52, 03 Lut 2015    Temat postu:

"Ismay udał się na pokład szalupowy. Wydawało mu się, że będzie pomocny przy ewakuacji pasażerów, lecz okazało się to nieporawdą. Kręcił się to tu, to tam i zamiast pomagać, przeszkadzał, aż zniecierpliwiony trzeci oficer, Herbert John Pitman, nie zważając na to, z kim ma do czynienia, kazał mu po prostu odejść"

oczywiście po latach koment, ale co tam... uj. Pitman? Błędy w tej kolekcji są... z tego co pamietam, to mój ukochany Lowe go opieprzył. Było to przy łodzi nr 5... nawet w zeznaniach Lowe o tym mówi. Nie miałpojęcia co to za facet, więc go opitolił jak bura sukę. Dopiero na Carpathii jakiś steward go oświecił z kim miał do czynienia. Wtedy Lowe się trochę wystraszył. Podczas zezniań w stanach nie bardzo chciał przytoczyć swoje słowa, ale w końcu to zrobił, uprzednio pisząc je na kartce i dostając pozwolenie Ismaya na przytoczenie ich. A Ismay? Po tym, jak został odpędzony od lodzi nie powiedział nic, poszedł sobie grzecznie do innej, do łodzi nr 3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin