Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 96

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:04, 24 Paź 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 96

Spis Treści: Przygoda Roberta Ballarda. Spotkanie z Mr. Titanikiem. Odnalezienie "Titanica".

Przygoda Roberta Ballarda
Roberta Ballarda od dziecka fascynowały morskie głębiny. Już jako młody chłopak został płetwonurkiem. Jednak zamiłowa­nie do poszukiwania wraków spoczywających na dnie morza, które miało mu przynieść sławę, nie ujawniło się od razu. Pierw­szą pasją Ballarda była bowiem geologia i oceanografia. Więk­szość osób, które w jakiś sposób zajmują się morskimi głębinami, jest zafascynowana wszelkiego rodzaju wrakami. Podobnie było z Cousteau, a także członkami Boston Sea Rovers, jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych klubów zajmujących się podmorskimi eksploracjami.
„Titanic” był jednym z typowych tematów rozmów w takich klubach. I właśnie tam Robert Ballard zaczął myśleć o zaginio­nym statku jako o celu swojej misji. Jak każdy badacz morskich głębin, doskonale znał historię tragedii „Titanica”, lecz nie intere­sował się nią, dopóki członkowie Boston Sea Rovers nie zaczęli o nim mówić jako o „wraku”, porzuconym kadłubie par excellance. Ambicja, żeby go odnaleźć, zrodziła się u niego pod wpływem rozmów z osobistościami ze świata nauki, które przybywały do klubu na doroczne spotkania. Wielu z tych słynnych badaczy wskazywało, że przebadanie pokładów statku od kilkudziesięciu lat leżącego na dnie oceanu byłoby niezwykle interesujące z naukowego punktu widzenia. Pomysł tak bardzo spodobał się Ballardowi, że podjął go i doprowadził do jego realizacji.

Robert Ballard z modelem "Titanica". Od kiedy w 1973 roku Ballard został zatrudniony jako geolog w Woods Hole Oceanoghraphic Institution, zajmował się przede wszystkim badaniami na dużych głębokościach, przyczyniając się do opracowania licznych projektów i realizacji urządzeń, które wykorzystał później w czasie poszukiwań wraku "Titanica".
[link widoczny dla zalogowanych]

W 1967 roku, choć był w marynarce wojennej, zatrudnił się w Woods Hole Oceanographic Institution (WHOI) w stanie Massachussets. WHOI, założona w 1930 roku przez grupę oceanografów, to połączenie ośrodka badawcze­go i przedsiębiorstwa. Jego pracownicy muszą sami szukać funduszy na sfinansowanie prowa­dzonych przez siebie badań, a zatem muszą nauczyć się promować swoje projekty. W zamian za dofinansowanie projektów instytut daje gwarancję profesjonalizmu badacza i jego wiarygodności w dziedzinie oceanografii.
WHOI daje swoim badaczom pełną niezależność, czuwając jedy­nie, by nie zostało naruszone dobre imię instytutu. Na początku swojej kariery w WHOI, w 1967 roku, Ballard nie mógł oczywiście wystąpić z projektem poszukiwania trans­atlantyku spoczywającego na dnie oceanu. Najpierw musiał zdo­być sobie solidną reputację jako badacz. W roku 1973, w wieku trzydziestu jeden lat, zaraz po odejściu z marynarki wojennej, wszedł do grupy badawczej „Alvin”. Był to trzyosobowy batyskaf zaprojektowany przez Ala Vine’a w 1964 roku. Choć w zamyśle miał służyć do eksploracji oceanicznych łańcuchów górskich, mógł schodzić na głębokość 2000 metrów, czyli mniej więcej połowę średniej głębokości oceanów. Limit ten wynikał z wytrzy­małości materiału, z którego skonstruowano jego korpus, tj. stali HY100. Dopiero w 1973 roku stary korpus zastąpiono nowym, wykonanym ze stopu tytanu, co pozwoliło badaczom schodzić do głębokości 4300 metrów. Wyposażeni w takie narzędzie pracy geolodzy mogli wreszcie współzawodniczyć z geofizykami.

Mimo niewielkich rozmiarów "Alvin" to precyzyjna konstrukcja złożona z wielu skomplikowanych urządzeń wykorzystujących najnowocześniejsze technologie stosowane do badań dna oceanu. Na zdjęciu widać pojemny kosz służący do przenoszenia próbek zebranych przez zdalnie sterowane ramię.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ci ostatni byli bardziej zaawansowani w eksploracjach podwod­nych łańcuchów górskich, posługiwali się hydrolokacją i wykona­li mapy dużej części dna, nie byli jednak w stanie go obejrzeć. Teraz, dzięki nowemu batyskafowi „Alvin” geologowie mogli pokonać dystans, dzielący ich od geofizyków, filmując to, co dotychczas można było tylko wywnioskować z badań elektroaku­stycznych. Przejście od stali do tytanu przekonało Ballarda, że nadszedł czas, żeby zająć się jego projektem. „Alvin” był w stanie zejść na głębokość 4300 metrów, a zatem istniała możliwość sfil­mowania „Titanica”. Powodzenie tego rodzaju przedsięwzięcia nie pozostałoby także bez wpływu na akademicką karierę jego auto­ra. Przekładało się to na możliwość zdobycia funduszy na kolejne projekty i sławę, która z pewnością byłaby pomocna. Sukces misji „Titanic” pozwoliłby także na realizację nowocześniejszych urządzeń do eksploracji oceanicznych głębin. Ballard marzył o bezzałogowym pojeździe do eksploracji głębin. Według jego projektu miała to być konstrukcja połączona ze statkiem przewo­dem, służącym do sterowania i przesyłania sfilmowanych obra­zów na pokład. Obrazy te miały być w czasie realnym wysyłane do laboratoriów na całym świecie. System udało się później tak udoskonalić, że przekazywane były w systemie telekonferencji. Pomysł, by batyskaf zastąpić zdalnie sterowaną konstrukcją połą­czoną ze statkiem specjalnym przewodem był rewolucyjny z powodu głębokości, na jakiej urządzenie to mogło być wyko­rzystywane. Dotychczas stosowano bowiem ROV, tj. kamery telewizyjne z elektrycznym napędem, połączone z monitorem na powierzchni. Były one w stanie zejść do głębokości 500 m. Używano ich w strefie przybrzeżnej i do wojskowych poszukiwań materiałów wybuchowych, ale operacje na dnie oceanu wymagały nowych rozwiązań. Ballard był przekonany, że jego pomysł pozwoli rozwiązać liczne problemy związane z wykorzystaniem batyskafów. Autonomia batyskafu na dnie morskim zależy m.in. od akumulatorów i odporności załogi. Nie należy przy tym zapominać, że w razie awarii, wypadku lub utraty batyskafu, płaci się ogromną cenę, przede wszystkim ludzkiego życia. Załoga batyskafu musi przez wiele godzin, zazwyczaj od 4 do 20, przeby­wać w swego rodzaju metalowej puszce. Przebywanie w tego rodzaju pomieszczeniu wiąże się z koniecznością przekroczenia barier intymności. Zapachy, które są nieprzyjemne nawet na wol­nym powietrzu, na tak małej przestrzeni stają się nie do zniesienia. Do tego dochodzi zapach substancji chemicznych używanych do przewodów, urządzeń elektrycznych i taśm wideo. Wszystkie one wydzielają zdecydowanie nieprzyjemne opary. Niska tempera­tura i wilgotność utrudniają oddychanie, do tego stopnia, że cza­sem w czasie zanurzenia konieczne jest przyjmowanie leków antyhistaminowych redukujących alergiczne reakcje organizmu. Członkowie załogi muszą być ubrani warstwowo. Równie poważ­nym problemem jest załatwianie naturalnych potrzeb organizmu, takich jak jedzenie i oddawanie moczu, by nie wspomnieć o nie­możliwości przyjęcia wygodnej pozycji.

"Angus" (skrót od Acoustically Navigated Geological Underwater Survey), kolejne urządzenie badawcze wykorzystane przez Ballarda, to konstrukcja ze stalowych rur ciągnięta przez statek. Na urządzeniu "Angus" zamontowane były aparaty fotograficzne i reflektory. Sterował nim hydrolokator, pozwalający dokładnie określić jego położenie.
[link widoczny dla zalogowanych]

Poza ograniczeniami związanymi z załogą, z pewnością decydują­cymi, pewne ograniczenia związane są z samym batyskafem. Pierwsze i najważniejsze dotyczy zapasu energii elektrycznej. Poza tym przed każdym zanurzeniem konieczne jest przeprowa­dzenie dokładnego przeglądu batyskafu. Procedura ta przypomi­na w jakimś stopniu kontrolę promu kosmicznego. Konieczna jest także wymiana ekwipunku (balast, różnego rodzaju urządze­nia pomocnicze) oraz naładowanie akumulatora. Dopiero wtedy batyskaf może być ponownie zanurzony i jest gotowy do następ­nej misji.
Zastosowanie bezzałogowego, zdalnie sterowanego pojazdu miało pozwolić na wyeliminowanie tego bezproduktywnego czasu. Taki pojazd, kierowany za pośrednictwem przewodu, może pozostać w zanurzeniu przez dłuższy czas, w zależności od potrzeb i warunków atmosferycznych na powierzchni. Energii elektrycznej dostarcza mu statek pomocniczy przez przewód, który służy zarazem do ciągnięcia pojazdu. Dzięki temu urządze­nie nie używa dodatkowego napędu, który jednak posiada i w razie potrzeby może wykorzystać. Sfilmowane przez niego obrazy są przekazywane bezpośrednio na statek, tam rejestrowane i przetwarzane. W razie awarii urządzenie może być w każdej chwili odzyskane, bez konieczności prowadzenia wyścigu z czasem w celu ocalenia załogi. Osoby, zajmujące się pojazdem, mogą być w każdej chwili wymienione. Wystarczy, że ten, kto nim kieruje, wstanie z krzesła i ustąpi miejsca swemu zastępcy. Jeśli zorganizuje się pracę na zmiany, pojazd może pracować przez całą dobę siedem dni w tygodniu. Od roku 1973 do 1980 Ballard zajmował się właśnie udoskonalaniem systemu „Angus”, a później „Argo” i „Jason Junior”.

Spotkanie z Mr. Titanikiem
Pomysł poszukiwania „Titanica” i dążenie do potwier­dzenia swoich naukowych hipotez w pewnym momen­cie stały się dla Ballarda tym samym. Ceł i środek zlały się w jego umyśle w jedno, podobnie jak w rzeczywi­stości. Idea zaczęła nabierać kształtów i przeradzać w projekt i badawczy. Nie obyło się bez trudności finansowych, które zawsze napotykają nowatorskie rozwiązania. Uzyskanie fundu­szy okazało się ogromnym wyzwaniem. Trzeba było do tego szczęścia i spotkania z takim człowiekiem jak William H. Tan­tum VI z „Titanic Historical Society”, zwany Mister Titani­kiem. Zdaniem Ballarda nie było człowieka, który wiedziałby o „Titanicu” tyle, co Tantum. W przeszłości pracował on już z Cousteau w czasie poszukiwań „Britannica”. Ballard godzina­mi wysłuchiwał opowieści Billa Tantuma i korzystał z jego zbioru książek i eksponatów. Bill stał się jego najbardziej odda­nym zwolennikiem i w przekonaniu, że Ballardowi na pewno uda się znaleźć wrak „Titanica”, pomógł mu uzyskać fundusze. Zresztą hipoteza Tantuma co do położenia „Titanica” okazała się niezwykle trafna. Statek znajdował się w bardzo niedużej odległo­ści od miejsca, które przewidział Tantum.

"Argo". Konstrukcja ta miała być ciągnięta na długim przewodzie nad samym dnem przez statek macierzysty, który miał odbierać obrazy rejestrowane przez zamontowane na niej kamery telewizyjne.
[link widoczny dla zalogowanych]

W czasie, kiedy doszło do zatonięcia „Titanica”, technika pozwala wyciągać kadłuby leżące na głębokości co najwyżej kilkudziesię­ciu metrów. Rodziny ofiar katastrofy zaproponowały wyciągnię­cie wraku „Titanica” znanemu przedsiębiorstwu o nazwie Merrit and Chapman Berrick and Wrecking Company. Spotkały się jed­nak z odmową, umotywowaną brakiem technologii umożliwiają­cej wyciągnięcie z dna wraku o wadze 46 tys. ton. Większość wra­ków, które wyciągano, znajdowała się na mieliznach i niedaleko wybrzeży. Poza tym zajmowano się tylko kadłubami zachowanymi w całości albo przełamanymi na dwie oddzielne części.
W 1953 roku statek „Help”, należący do Risdon Beasley Ltd., rozpoczął poszukiwania wraku „Titanica”. Wykorzystano w tym celu podwodne eksplozje i technologię hydrolokacji. Poszukiwa­nia polegały na tym, że przeprowadzano podwodny wybuch, a następnie badano, jak rozchodzi się powstała po wybuchu fala uderzeniowa. Technologię tę stosowano przy wydobyciu węglo­wodorów. Nazywano ją technologią „sejsmiczną” i mogła być wykorzystywana także do lokalizacji wraku, ale tym razem "Titanica” nie udało się odnaleźć.
W październiku 1977 roku Ballard przekonał WHOI do wyko­rzystania statku „Seaprobe” z Alcoa Aluminium do zlokalizowa­nia „Titanica”. Udało się przekonać dyrekcję instytutu, że tego rodzaju sukces przyniesie mu sławę i zaszczyty. Wypadki potoczyły się jednak inaczej, niż przewidywano. Specjalista zajmujący się sondą nie wsiadł na statek „Seaprobe”. Długa sonda perforacyjna złamała się i poszła na dno, zabierając ze sobą większość kosztownych urządzeń, które Ballard pożyczył od marynarki wojennej i kilku amerykańskich przedsiębiorstw. Obok szkód materialnych, wydarzenie to sprawiło, że kariera Ballarda stanęła pod znakiem zapytania. WHOI postanowiła, że poszukiwania tego rodzaju nie będą już prowadzone pod patronatem instytutu. Wówczas Ballard postanowił działać sam.
Z Tantumem i innymi dwoma wspólnikami założył spółkę Seaonics International. Miała się ona zajmować konstruowaniem urządzeń do fotografowania i filmowania na dużej głębokości oraz zdobywaniem funduszy na poszukiwanie wraku „Ttanica”. Dyrekcja WHOI niezbyt przychylnym okiem patrzyła na tę ini­cjatywę, ale po niepowodzeniu pierwszych badań na statku „Seaprobe” Ballard stracił wiarygodność u ewentualnych sponso­rów i musiał w jakiś sposób zdobyć środki na kolejną ekspedycję. Do Seaonics zgłosił się Jack Grimm, przedsiębiorca z Teksasu zajmujący się wydobyciem ropy naftowej, z powodu swojej kolekcji cadillaców zwany Cadillac Jack. Negocjacje zakończyły się jednak fiaskiem i Grimm postanowił prowadzić poszukiwania „Titanica”, korzystając z usług badaczy z Scripps Institute i firmy Lamont-Doherty. Na czele ekspedycji stanął Fred Spiess i Bill Ryan, konkurenci WHOI i Ballarda.
Był rok 1980, dla Ballarda fatalny. Wiedział, że sława i zaszczyty przypadną temu, kto znajdzie „Titanica”, a wszystko zdawało się wskazywać na to, że będzie to Grimm. Na szczęście dla Ballarda ekspedycji Grimma nie udało się odnaleźć wraku transatlantyku. Twierdził jednak, że znalazł kilka interesujących miejsc i zapowiadał, że powróci tam w czasie następnej misji, by szczegółowo je przebadać.

Misje badawcze na pokładzie małego batyskafu "Nautile" nie należały do łatwych. Przez wiele godzin badacze (nie więcej niż trzech) musieli leżeć na boku, żeby móc wyglądać na zewnątrz przez niewielkie bulaje oraz sterować urządzeniami pokładowymi i kamerami telewizyjnymi.
[link widoczny dla zalogowanych]

W rok później istotnie wrócił na miejsce poszukiwań z urządze­niami do wykonywania podwodnych filmów i magnetometrem służącym do wykrywania celów w postaci skupisk metalu i skał. Okazało się jednak, że żadna z przeszkód wykrytych metodą hydrolokacji nie była wrakiem statku. Wszystko to były tylko naturalne formacje. W czasie rejsu powrotnego, przy okazji testo­wania urządzeń telewizyjnych o niskiej rozdzielczości Grimm natrafił na coś, co jak przypuszczał, mogło być śrubą „Titanica”. Niestety obraz był rozmazany i trwał ułamek sekundy. Kiedy go zauważono, statek badawczy był już w drodze powrotnej, daleko od rejonu poszukiwań. Później okazało się, że i to była tylko naturalna formacja skalna, ale pierwotnie Grimm był tak pewny, że udało mu się odnaleźć śrubę „Titanica”, że pragnąc zmylić konkurentów, w sprawozdaniu z operacji podał fałszywe współrzędne tego obiektu.

Odnalezienie „Titanica”
Grimm musiał się poddać i znowu oddać pałeczkę Ballardowi. Misja poszukiwawcza tego ostatniego miała wyruszyć latem 1985 roku. Uzyskawszy fundusze od marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, która była zainteresowana systemami poszuki­wań z wykorzystaniem kamer, Ballard zorganizował ekspedycję francusko-amerykańską we współpracy z IFREMER, francuskim instytutem badań oceanograficznych. Misja obejmowała dwie fazy. Statek „Le Suroit” należący do IFREMER miał przeszukać wyznaczony obszar za pomocą hydrolokatora i magnetometru, natomiast Amerykanie mieli sfilmować przeszkody, w nadziei, że któraś z nich okaże się wrakiem lub jego częścią. W przypad­ku niepowodzenia fazy francuskiej, poszukiwania mieli prowa­dzić dalej Amerykanie za pomocą „Argo”. Misja zakończyła się sukcesem. „Titanic” został odnaleziony 1 września 1985 roku, na głębokości prawie 4 tys. metrów. Wkrótce relacje między dwoma instytutami zaangażowanymi w misję uległy znacznemu pogorszeniu ze względu na niejasne ustalenia dotyczące wykorzy­stania obrazów i samego odkrycia.

Dziób "Titanica" z nienaruszonym jeszcze relingiem wyłania się z ciemności oświetlona przez reflektory "Alvina" i "Jasona Junior", jego zdalnie sterowanego robota. Choć wrak zarył w mule na głębokość około 20 m, nadal robi imponujące wrażenie i zadziwia dobrym stanem. Wciąż można rozpoznać wiele elementów, np. kotwicę, wciągarki i łańcuchy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ekspedycja Ballarda zakończyła się powodzeniem dzięki przyjętej strategii. Zamiast szukać całego wraku jak inni, Ballard na pokła­dzie statku „Knorr” (który zastąpił francuski statek badawczy „Le Suroit”) postanowił przebadać szereg oddalonych od siebie miejsc w poszukiwaniu leżących na dnie małych fragmentów stat­ku. Rejon poszukiwań wyodrębnił na podstawie miejsca, w którym znaleziono szalupy ratunkowe z rozbitkami oraz domniema­nego kierunku prądów oceanicznych. Nie da się ukryć, że miał dużo szczęścia, ale też niewątpliwie dużo sprytu. Obszar pozo­stałości wyrzuconych z tonącego statku był bowiem dziesięcio­krotnie większy niż sam wrak, a tym samym znacznie łatwiejszy do wykrycia przy pomocy systemów wizyjnych.
W lipcu 1986 roku Ballard wrócił na miejsce odkrycia na pokła­dzie statku „Atlantis II” należącego do marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Wraz z nim na statku było 50 badaczy z różnych dziedzin. Ekspedycja przeprowadziła 11 podwodnych misji z wykorzystaniem batyskafu „Alvin”, który łącznie spędził pod wodą 33 godziny. Do tego należy dodać tysiące zdjęć wyko­nanych nocą przez urządzenie „Angus”. Ballard nie pobierał pró­bek materiałów, czy elementów kadłuba, ograniczając się jedynie do umieszczenia na dwóch głównych elementach kadłuba „Titanica” tabliczek upamiętniających misję.
Wkrótce odbyły się kolejne ekspedycje. Rok później Ballard zszedł do wraku w batyskafie „Alvin” i „Jason Junior”. Wrócili także Francuzi z IFREMER, Rosjanie, a nawet reżyser James Cameron kręcący film o katastrofie „Titanica”. Ekspedycja Ballarda jako jedyna nie naruszyła wraku. W jakiś czas później inna spółka uzyskała sądownie prawa do wraku „Titanica”.

Pośród zardzewiałych, powyginanych blach, skorodowanych elementów, świadczących o gwałtownych naprężeniach, jakim poddana została struktura statku w czasie tonięcia, widoczna jest wanna z rurami.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: Poszukiwania w morskiej otchłani. Wyrwa i pozostałości wokół wraku.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin