Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 95

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:11, 22 Paź 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 95

Spis Treści: Trzeci olbrzym: HMNS "Britannic". Przemiana transatlantyku w statek szpitalny. Eksplozja.

Trzeci olbrzym: HMNS "Britannic"
Inaczej niż planowano potoczyły się także losy „Britannica”, ostatniej z trzech wielkich bliźniaczych jednostek należących do White Star Line. Stępkę pod „Britannica” położono przy jednym ze specjalnych nabrzeży stoczni Harland & Wolff w Belfaście dopiero w 1911 roku, ponieważ trzeba było czekać, aż zwolni się nabrzeże, przy którym powstawał „Olympic”. Wodowanie odbyło się 26 lutego 1914 roku, a rozpoczęcie regular­nych rejsów na trasie Southampton-Nowy Jork przewidywano na wiosnę 1915 roku. Budowa „Britannica” ruszyła niedługo przed katastrofą „Titanica”. Ta ostatnia pozwoliła uniknąć pew­nych błędów projektowych i wprowadzić nowe rozwiązania pod­noszące bezpieczeństwo transatlantyku i uwzględniające wyniki dochodzeń przeprowadzonych w Ameryce i w Wielkiej Brytanii. Przede wszystkim obie burty statku w dwóch trzecich otrzymały drugi, zewnętrzny kadłub. Poza tym, że ta dodatkowa skóra spra­wiała, iż „Britannic” był o 45 cm szerszy od pozostałych dwóch jednostek, miała ona do spełnienia bardzo ważne zadanie: stano­wiła dodatkową ochronę silników i kotłów parowych. Poza tym nowy transatlantyk miał 17 grodzi wodoszczelnych. Zaczynały się one od pokładu B, znajdującego się na wysokości około 13 metrów od powierzchni morza.

Wielkie doki w Belfaście, w których narodził się "Olympic" i "Titanic" nie na długo pozostały puste. Już w 1911 roku dok "Olympica" zajęła stępka i pierwsze blachy "Gigantica", przechrzczonego później na "Britannica", trzeciego olbrzyma zbudowanego w stoczni Harland & Wolff na zamówienie White Star Line.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przy takiej konstrukcji istniało znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, by przy ewen­tualnym uszkodzeniu kadłuba woda zaczęła się przelewać górą do kolej­nych przegród tak, jak to miało miej­sce na „Titanicu”. Statek miał się utrzy­mać na powierzchni nawet w przypadku zalania sześciu przedzia­łów. Zmieniono także konstrukcję grodzi wodoszczelnych, zapewniając ich większą niezawodność niż na „Tita­nicu”. Poza tym grodzie „Britannica” można było zamykać elektrycznie z mostka. Każdy przedział wodo­szczelny posiadał osobny system wypompowywania wody z zaworem odpływowym umieszczo­nym wysoko nad poziomem morza. Tym samym, w przypadku częściowego zanurzenia spowodowanego nabraniem wody, zawór mógłby być wykorzystywany dłużej niż na „Titanicu”. Teoretycz­nie jedna torpeda nie powinna więc była spowodować zatonięcia statku. Zwiększono także liczbę szalup ratunkowych i zrewolu­cjonizowano system ich spuszczania na morze. Każdy z pięciu olbrzymich żurawi zamontowanych na statku obsługiwał sześć dużych szalup znajdujących się na pokładzie. Poza tym żurawie skonstruowano w taki sposób, by mogły opuszczać na morze szalupy nie tylko po tej stronie, po której były zamontowane, ale także po drugiej stronie statku. Mogło się to okazać koniecz­ne w razie, gdyby wskutek przechyłu statku niemożliwe okazało się spuszczenie szalup wzdłuż jednej z burt. Na wypadek konieczności przeprowadzania tych operacji w nocy, każdy z żurawi wyposażono w odrębną instalację oświetleniową. Poza tym każdy posiadał własny silnik elektryczny. Ich konstrukcja umożliwiała także bardziej racjonalne wykorzystanie przestrzeni na pokładzie, co było nie bez znaczenia dla statku handlowego. Wprowadzone na „Britannicu” nowe rozwiązania przewyższały dawne także pod względem estetycznym.

Ogromny pływający żuraw podnosi jeden z kotłów "Britannica" w czasie prac wykończeniowych po wodowaniu, które miało miejsce 26 lutego 1914 roku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przemiana z transatlantyku w statek szpitalny
Według pierwotnego projektu na „Britannicu” miało być zamon­towanych osiem żurawi. Jednak po wybuchu pierwszej wojny światowej (13 listopada 1914 roku) projekt ten został zmodyfiko­wany. Jeszcze w trakcie budowy statek przejęła Admiralicja i aby przyspieszyć prace wykończeniowe, zredukowała ilość nowo­czesnych żurawi do pięciu. Pozostałe szalupy ratunkowe miały być obsługiwane przez tradycyjne żurawie typu Welin. „Britannic” był nieco dłuższy od bliźniaczych jednostek, a nieznaczne zwiększenie szerokości spowodowane wprowa­dzeniem podwójnego kadłuba, wyraźnie zwiększało jego wyporność.
Podobnie jak w przypadku pierwszych dwóch gigantów, tak i tym razem White Star Line nie szczędziła nakładów na luksuso­we wyposażenie statku. Boazerii z drewna doskonałego gatunku było jeszcze więcej niż na poprzednich jednostkach, a faktura ściany w głównej, reprezentacyjnej klatce schodowej przypomina­ła piszczałki ogromnych organów. Projekt przewidywał także inne, równie eleganckie, zdobienia. Ostatecznie jednak zrezygno­wano z nich, ponieważ Admiralicja przekształciła transatlantyk w statek szpitalny, mogący pomieścić na pokła­dzie 3309 rannych i chorych. Kryte pokłady przebudowano tak, by można w nich było ustawić koje szpitalne, jadalnia pierwszej klasy została przeznaczona dla najciężej rannych, wymagających intensywnej terapii, a w wielkim salonie urządzono salę operacyjną. Większość rannych miała leżeć we wspólnych salach na wyższych pokładach, w pobliżu szalup ratunkowych - na wypadek konieczności opuszczenia statku. Kabiny pierwszej klasy przeznaczono dla lekarzy, oficerów, przełożo­nych pielęgniarek, pomocniczego personelu medycznego i kapelanów. Natomiast maryna­rze, pielęgniarki i pielęgniarze, salowe i sea-scouts, czyli morscy skauci, otrzymali kabiny w niższych klasach.

Grupa inżynierów nadzoruje trudną operację montażu ogromnej szesnastotonowej kotwicy na dziobie "Britannica".
[link widoczny dla zalogowanych]


15 lutego 1915 roku HMHS (Her Majesty Hospital Ship) „Britannic”, pomalowany na biało z szerokim zielonym pasem ciągnącym się od dziobu po rufę, przerwanym trzema wielkimi czerwonymi pasami na brze­gach, rozpoczął swoją misję w czasie najwięk­szej - jak dotąd - wojny. Statek był całkowicie odmieniony, ale nie tylko z punktu widze­nia konstrukcji. Zmieniono mu także nazwę. Zamiast „Gigantic”, jak początkowo zakładano, otrzymał imię „Britannic”. Zmiana, podyktowana względami psychologicznymi, politycznymi i patriotycznymi, miała związek z nieszczęśliwym losem siostrza­nej jednostki ochrzczonej „Titanic”. Niemniej White Star Line
nigdy oficjalnie nie uzasadniła zmiany nazwy ostatniego z trzech transatlantyków, ograniczając się do stwierdzenia, że musi się ona kończyć na „ic”.
Wiele uwagi poświęcono wyborowi kapitana nowego transatlantyku. Ostatecznie dowodzenie statkiem szpitalnym powierzono kapitanowi Charlesowi Bartlettowi, od lat pracu­jącemu dla White Star Line i znane­mu ze swej ostrożności i rozwagi. Do Barletta przylgnął przydomek Charlie Góra Lodowa, ponieważ zasłynął z tego, że potrafił „wyczuć w powietrzu” góry lodowe i trzymał się zawsze szlaków przebiegających znacznie na południe od stref ich występowania, jako że była to w jego przekonaniu jedyna pewna metoda ich uniknięcia. Katastrofa „Titanica” jeszcze wyostrzyła jego przysłowiową ostrożność.

Lord William Pirrie, prezes stoczni Harland & Wolff, w czasie inspekcji kadłuba "Britannica" wraz z grupą inżynierów i ekspertów z portu w Belfaście.
[link widoczny dla zalogowanych]

Bartlett doskonale znał powierzony mu statek, ponieważ uczest­niczył w jego budowie jako nadzorujący prace w stoczni z ramie­nia White Star Line. Poza tym zaraz po wybuchu wojny został powołany do służby wojskowej i uczestniczył w licznych patro­lach na Morzu Północnym. W czasie tych misji przekonał się, jak wielkie niebezpieczeństwo stanowią U-booty. Na „Britannicu” jednak nie czuł się zagrożony atakami okrętów podwodnych, ponieważ statek szpitalny chroniony był przez Konwencję Genewską. Poza tym miał pływać po Morzu Śród­ziemnym, gdzie zajęte przerywaniem brytyjskiej blokady morskiej U-booty, były mniej liczne. Niemniej ważny był fakt, że „Britannic” był w stanie rozwinąć prędkość 21 węzłów, znacz­nie przewyższającą maksymalną prędkość łodzi podwodnej, a tym samym miał dużą szansę uniknięcia niebezpieczeństwa. Względny optymizm Bartletta mąciły jednak dwa fakty: pierw­szym było storpedowanie i zatopienie „Lusitanii”, które miało miejsce 7 maja 1915 roku u wybrzeży Kinsale w Południowej Irlandii. Statek bardzo szybko poszedł na dno, a wraz z nim 1198 osób. Cały świat poruszyła wiadomość, że tak cywilizowany naród jak Niemcy mógł zaatakować statek pasażerski. Niemcy odpierali zarzuty, twierdząc, że statek przewodził amunicję (zapewne w istocie tak było). W tej sytuacji nie można było być pewnym, że nie zaatakują statku szpitalnego, jeśli będą podejrze­wali, że na jego pokładzie znajdują się oddziały wojskowe lub broń. Drugim powodem do zmartwienia były miny, które stosowali wszyscy uczestnicy tego konfliktu wojennego. Miny nie przestrzegały przecież żadnej konwencji i jako całkowicie niewidoczne stanowiły znacznie większe niebezpieczeństwo. Co do torped, istniała szansa wypatrzenia ich w porę i - przy odrobinie szczęścia - uniknięcia, dzięki prędkości rozwijanej przez „Britannica”.

Pocztówka upamiętniająca wodowanie trzeciego olbrzyma White Star Line. Wybuch wojny spowodował, że statek został przebudowany i przekształcony w pływający szpital. "Britannic" nigdy nie spełnił roli statku pasażerskiego.
[link widoczny dla zalogowanych]

Pierwsze miesiące na Morzu Śródziemnym przypominały niemal rejs turystyczny. Na pokładzie było niewielu rannych, a lekarze i pielęgniarki mieli jedynie obowiązek utrzymywać statek w sta­nie gotowości. Znajdowali więc czas na pływanie w basenie pierwszej klasy, gimnastykę w siłowni czy grę w krykieta na pokładzie. Ale po zdobyciu Gallipoli sytuacja diametralnie się zmieniła. W Grecji, Palestynie i Mezopotamii zgromadzone były ogromne oddziały wojskowe - setki tysięcy żołnierzy.
Teraz obecność pływającego szpitala stała się niezbędna. W czasie jednego z ostatnich rejsów „Britannic” był tak przepełniony, że w Southampton potrzebne było aż piętnaście pociągów do transportu rannych do różnych miejscowości w Anglii. 12 listopada 1916 roku, w czasie szóstego rejsu, „Britannic” wyru­szył z Southampton do Mudros, położonego na greckiej wyspie Lemnos. 17 listopada zawinął do portu w Neapolu, by uzupełnić zapasy węgla. Załadunek nie był niezbędny, ale chodziło o oszczędzenie cennego czasu w czasie rejsu powrotnego z ranny­mi. Z Neapolu do Mudros było mniej niż dwa dni żeglugi. Kiedy wieczorem zakończono bunkrowanie węgla, zaczął się sztorm i przez dwa dni o wypłynięciu nie było nawet mowy. Wreszcie, 19 listopada, korzystając z względnego spokoju, Barlettowi udało się wyjść z portu. Przez kilka godzin statek zmagał się ze sztor­mem w Zatoce Neapolitańskiej, ale już następnego ranka przy pięknej pogodzie bez trudu pokonał Cieśninę Messyńską.

Elegancka palarnia pierwszej klasy na "Britannicu". Po raz kolejny White Star Line postawiła na luksus i perfekcję wykończenia, które sprawiały, że transatlantyk był w istocie wielkim pływającym hotelem.
[link widoczny dla zalogowanych]

Eksplozja
Rankiem 21 listopada statek wziął kurs na kanał Kea. W odległości jakichś 40 mil na południowy-wschód od Aten wstrząsnął nim niespodziewany wybuch w dziobowej części sterburty. Bartlett rozkazał natychmiast zamknąć grodzie wodoszczelne i posłał oficera, żeby zorientował się w rozmiarach szkód. Zapewne była to mina, ponieważ w tak pogodny dzień torpeda z pewnością nie uszłaby uwagi obser­watorów, z racji wojny licznych i niezwykle czujnych. Mimo podwójnego kadłuba uszkodzenie okazało się poważne. Woda wielkim strumieniem wlewała się do środka, ale na szczęście obyło się bez ofiar. Do wybuchu doszło między drugim a trzecim przedzia­łem wodoszczelnym. Zniszczeniu uległy wodoszczel­ne drzwi prowadzące do kotłowni numer 6. Pierwsze pięć dziobowych przedziałów wodoszczelnych w zawrotnym tempie wypełniało się wodą, ale wybuch uszkodził także gródź wodoszczelną oddzielającą kotłownię nr 6 od kotłowni nr 5. Nie można jej było teraz domknąć, wskutek czego także te dwa przyległe pomieszczenia zaczęły się wypełniać wodą. Przy zalaniu sześciu przedziałów wodoszczelnych „Britannic” miał szansę utrzymania się na powierzchni, jednak pod warunkiem szczelności pozostałych grodzi. Przez chwilę wydawało się, że kolejna gródź wodoszczelna, między kotłownią nr 5 i nr 4, wytrzyma napór wody, jednak nagle statek przechylił się mocno na prawą burtę. Drzwiczki na pokładzie E i F znalazły się poniżej linii zanurzenia. Wiele z nich było otwarte, a tym samym do wnętrza statku przedostała się woda, powodując jeszcze większy przechył. Bartlett miał nadzieję, że grodzie wodoszczelne wytrzymają i liczył na to, że uda mu się dopły­nąć do mielizny przy pobliskim wybrzeżu. Wydał więc rozkaz zwiększenia prędkości, lecz to tylko niebezpiecznie zwiększyło przechył.
W tej sytuacji polecił wyłączyć silniki i nadal przez radio wezwanie pomocy. Jednocześnie wydał rozkaz przygotowania szalup ratunko­wych i zasygnalizowania syreną „generalnego alarmu”. Niestety, zanim kapitan wydał rozkaz spuszczenia szalup, dwie opuściły statek, choć nie zdążono jeszcze zastopować silników. Łodzie zostały wciągnięte przez śruby, które z powodu nasilającego się przechyłu statku zaczynały wystawać ponad powierzchnię i zmiażdżone wraz z pasażerami. Były to jedyne śmiertelne ofiary tej katastrofy. Na szczęście dalsza akcja ratunkowa przebiegała bez zakłóceń. Jako ostat­nia kobieta statek opuściła przełożona pielęgnia­rek. Później rozpoczęto ewakuację mężczyzn.

"Britannic" po przekształceniu w pływający szpital. Na zdjęciu widać wyraźnie nowe duże żurawie, wprowadzone przez projektantów w celu usprawnienia operacji spuszczania na morze szalup ratunkowych. Decyzja okazała się opatrznościowa i przyczyniła się do uratowania wszystkich zaokrętowanych marynarzy, kiedy po wybuchu miny statek doznał poważnego uszkodzenia.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ci wchodzili do szalup po pięćdziesięciu, przy czym jako pierwsi zajęli w nich miejsce skauci i młodsi oficerowie. Co prawda nie wszystkie szalupy zostały załadowane do pełna, a wśród palaczy wybuchła panika, jednak oficerom udało się przywrócić porzą­dek. W niektórych szalupach brakowało marynarzy i pielęgniarki musiały same dać sobie radę z ciężkimi wiosłami. O godzinie 9:07, zaledwie 55 minut po wybuchu, rozbitkowie - blisko tysiąc osób - po raz ostatni ujrzeli „Britannica”. Rufa statku uniosła się pod kątem blisko 60°, kominy runęły, a z kadłuba wydobył się czarny dym. Po chwili ze straszliwym łoskotem wybuchły kotły i statek zniknął pod gładką powierzchnią Morza Egejskiego. Pomoc nadeszła bardzo szybko. Jako pierwszy na miejsce tragedii dotarł pomocniczy krążownik HMS „Heroic”, a niewiele później grecki kuter rybacki. Podczas gdy ten ostatni zaczął zabierać na pokład rozbitków, na miejsce katastrofy przybył także kontr- torpedowiec HMS „Scourge” i „Foxhound” i przed wieczorem wszyscy rozbitkowie zostali przeniesieni na pokłady brytyjskich i francuskich statków w Zatoce Salamina. Tak więc zmiany i ulepszenia w konstrukcji statku nie przyczyniły się do jego ocalenia. „Britannic” zatonął w niespełna godzinę po wybuchu, podczas gdy „Titanic” utrzymał się na powierzchni 2,5 godziny. Jednak dzięki zwiększeniu liczby szalup ratunkowych, wszyscy rozbitkowie zostali uratowani. W mniej niż godzinę na morze spuszczono 35 szalup, natomiast w czasie ewakuacji pasażerów „Titanica” przez dwie i pół godziny na morze spuszczono ich zaledwie 18. Mimo że ofiar śmiertelnych było tylko 30 (byli to w większości pasażerowie dwóch szalup wciągniętych przez śruby) nie ulega wątpliwości, że gdyby do eksplozji doszło w nocy, kiedy większość pasażerów spala w kabinach, ofiar byłoby znacznie więcej. Gdyby zaś „Britannic” miał na pokładzie 3 tysiące rannych, jak w czasie poprzedniego rejsu, niewątpliwie doszłoby do kolejnej tragedii.

22 listopada 1916 roku to zdjęcie znalazło się na pierwszych stronach wielu angielskich gazet. Kolejny powód do dumy brytyjskiej marynarki, spadkobierca "Titanica", legł na dnie morza, choć tym razem nie z powodu góry lodowej, lecz z powodu miny i w czasie misji, która - mimo iż była misją humanitarną - odbywała się na obszarze objętym wojną, co wiązało się z niemałym ryzykiem. By podkreślić wielkość "Britannica", statek zestawiono ze zwykłym ówczesnym statkiem pasażerskim.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: Przygoda Roberta Ballarda. Spotkanie z Mr. Titanikiem.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pon 23:13, 22 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tomek_s_1990




Dołączył: 12 Mar 2011
Posty: 873
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:30, 22 Paź 2012    Temat postu:

Cytat:
Zaczynały się one od pokładu B, znajdującego się na wysokości około 13 metrów od powierzchni morza i dochodziły do pokładu E.

z tego zdania wynika jakby poniżej pokładu E nie było grodzi


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin