Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 87

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:03, 06 Paź 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 87

Spis Treści: Krzyki rozbitków. "Titanica" spowija mgła. Składane łodzie Engelhardta A i B.

Krzyki rozbitków
Szczęśliwcy, którzy znaleźli miejsce w szalupach ratunko­wych, mieli przed oczami widowisko prawdziwie apokaliptyczne. Momentem przełomowym stała się chwila, kiedy komin rufowy z ogłuszającym łoskotem runął do wody. Wszelkie nadzieje roz­wiały się. Nie było już najmniejszych wątpliwości, że po zaledwie czterech dniach rejsu przez Atlantyk legendarnym północnym szlakiem żeglugowym - „North Sea Way” wspaniały transatlan­tyk dopłynął do kresu swej wędrówki.
Kapitan Smith starał się przez megafon przekazać dowódcom szalup ratunkowych swoje ostatnie rozkazy. Chciał, by łodzie podpłynęły bliżej statku i zabrały więcej rozbitków. Jednak rozkaz ten trafił w próżnię. Obawa przed wciągnięciem przez ogromną siłę ssącą powstającą w czasie tonięcia sprawiła, że nikt nie spełnił polecenia kapitana. Lawrence Beesley, który siedział w szalupie nr 13, odległej jakieś dwie mile od „Titanica”, wspominał później, że obawiano się, iż siła ssąca dosięgnie łodzi mimo znacznego oddalenia od statku. Mężczyźni w szalupie wiosłowali, ile sił w rękach, starając się jak najbardziej oddalić od wraku. Rozbitkowie siedzący na ławkach szalupy z przerażeniem zobaczyli, że rufa statku unosi się niemal prostopadle do powierzchni oceanu i niczym gigantyczna, ciemna kolumna wznosi się ku niebywale rozgwieżdżonemu tej nocy niebu.
To był łabędzi śpiew „Titanica”.
Nie wszyscy byli w stanie wytrzymać ten widok. Na scenie rozgrywał się ostatni akt tragedii. Joseph Bruce Ismay, prezes kompanii żeglugowej, jeden z trzech mężczyzn, którzy wymarzyli sobie „Titanica” i marzenie to zrealizowali, wolał odwrócić wzrok. Nie był w stanie znieść agonii swego ukochanego dziecka. Ogromny, czarny palec wycelowany w niebo w coraz większym tempie zaczął się pogrążać w wodzie. Jeden po drugim rozległy się cztery ogłuszające wybuchy. Flagowy statek White Star Line, „niezatapialny” „Titanic”, znik­nął na zawsze o godzinie 2.22 w poniedziałek 15 kwietnia 1912 roku w lodowatych wodach Atlantyku. Wraz z nim zatonęło 1500 osób, dla których zabrakło miejsca w szalupach ratunko­wych znajdujących się w wyposażeniu statku. Nad znikającą pod wodą rufą wytworzył się potężny wir, lecz siła ssąca nie była tak potężna, jak się obawiano na podstawie incydentu, do którego doszło w czasie wychodzenia z portu w Southampton, kiedy to „Titanic” o mało nie zderzył się z parowcem „New York”. Razem ze statkiem zginął jego kapitan. Śmierć E.J. Smitha do dziś pozostaje tajemnicą i zapewne nigdy już nie dowiemy się, jak wyglądały ostatnie minuty życia sławnego kapitana. Po przy­byciu do Nowego Jorku niektórzy z rozbitków twierdzili, że widzieli, jak ginie od samobójczego strzału w skroń. Inni z kolei utrzymywali, że zanim utonął, uratował jakieś dziecko. Relacje te jednak były na tyle sprzeczne i mało przekonujące, że nie upoważniają do wyciągnięcia żadnych wniosków.
Dla tłumu rozbitków, którzy pośród leżaków, krzeseł, desek i drewnianych mebli pływali wokół miejsca, gdzie ocean pochło­nął „Titanica”, zostały tylko dwie składane szalupy Engelhardta, A i B. W dodatku pierwsza z nich była do połowy zalana wodą, a druga wywrócona. Pozostałe szalupy znajdowały się już w znacznej odległości od miejsca katastrofy i dopłynięcie do nich było niemożliwe.

„Titanica” spowija mgła
Po chwili nie wiadomo skąd pojawiła się mgła. Lekka i zwiewna niczym całun otuliła miejsce katastrofy, zakrywając unoszące się w wodzie szczątki statku i setki przerażonych, krzyczących roz­paczliwie rozbitków, szukających czegoś, czego można by się uchwycić. Olaus Abelseth, Norweg z trzeciej klasy, który niewiele wcze­śniej stracił dwóch towarzyszy, poczuł, że coś wciąga go pod wodę. Tym razem nie było to olinowanie, jak poprzednio. Jakiś rozbitek, zapewne nie umiejący pływać, kurczowo chwycił go za szyję.
Olaus odepchnął go, krzycząc, żeby go puścił, ale nieszczę­śnik nie dawał za wygraną. Szamocząc się uczepił się go powtór­nie i Olaus był zmuszony oddalić go silnym kopniakiem. We mgle, która sprawiała wrażenie nienaturalnej, unosił się chór nieludzkich, nieartykułowanych głosów. Te głosy setek mężczyzn, kobiet i dzieci, wykrzykiwały w niebo swoją wolę życia, niezbywalne prawo do istnienia. Docierały do krewnych i towarzyszy podróży, którzy w niemym przerażeniu, całkowicie bezsilni, siedzieli w szalupach. Woda była tak zimna, że już po kilku minutach wielu rozbitków całkowicie opadło z sił. Prawdziwym dramatem nie było bowiem utrzymanie się na powierzchni, lecz zniesienie zimna. Pływający w wodzie rozbitkowie mieli wrażenie, że tysiące niewidzialnych noży przeszywa ich ciało. Większość czekała śmierć z wyziębienia.

Zapewne jedna z najbardziej udanych ilustracji opublikowanych tuż po katastrofie "Titanica", wyróżniający się siłą wyrazu i nowoczesnym stylem. Nieznany utalentowany artysta stworzył na zamówienie angielskiego czasopisma "Sphere" obraz, w którym opisowe notki (na biało, pewnie nie widać) podkreślają dramatyzm rysunku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Siedzący w szalupie numer 1 palacz Charles George Hendrick­son krzyknął:
- Musimy tam po nich płynąć.
W łodzi było tylko dwanaście osób. Oznaczało to, że mogła ona pomieścić jeszcze co najmniej trzydziestu rozbitków. Ale strach wziął górę nad wszelkimi szlachetnymi uczuciami. Dowodzący szalupą obserwator George Thomas Symons nie zmienił kursu. Poparła go grupa pasażerów z sir Cosmo Duff Gordonem na czele. Twierdzili, że powrót jest zbyt ryzykowny, ponieważ tłumy rozbitków niechybnie rzucą się na szalupę, wywrócą ją i skończy się na tym, że zamiast kogokolwiek uratować, wszyscy zginą. Relacji tej zaprzeczy! inny palacz, który oświadczył, że siedział obok sir Cosmo i nie słyszał, by arystokra­ta kiedykolwiek powiedział coś podobnego. Jakby nie było, szalu­pa oddalała się od miejsca katastro­fy w kierunku dalekich świateł, które wypatrzył Charles Stengel. W „dwójce” czwarty oficer Joseph Groves Boxhall zapytał pasażerów, czy zgadzają się wrócić na miejsce katastrofy i zabrać rozbitków. Odpowiedziało mu głuche milczenie. Tylko steward James Johnson przychylił się do jego pomysłu. A przecież w szalupie siedziało tylko osiemnaście osób, podczas gdy mogła ona bez trudu pomieścić czterdziestu pasażerów.
Kiedy „Titanic” ostatecznie pogrążył się w oceanie trzeci oficer, Herbert John Pitman, dowodzący szalupą nr 5, odruchowo spojrzał na zegarek:
-Jest 2.20 - zakomunikował pasażerom.
Słysząc rozdzierające krzyki dobiegające z miejsca katastrofy, oświadczył:
-Wracamy.
Teraz szalupie nie groziło już wessanie przez tonący wrak, można było zatem bez obaw wrócić, by ocalić choć kilka osób. Jednak nie wszyscy byli tego zdania. Jakaś kobieta błagalnym tonem zwróciła się do siedzącego przy wiosłach stewarda Henry’ego Etchesa:
-Błagam pana, niech mu pan powie, żebyśmy nie wracali. Nie ma sensu się narażać, to i tak na nic się nie zda.
Poparły ją inne kobiety, a oficer nie miał odwagi przeciwstawić się im. Kazał tylko przerwać wiosłowanie. Łódź zakołysała się lekko na falach i trwała nieruchomo w ciszy, póki dochodzące z oddali rozdzierające krzyki całkiem ucichły. Sternik Robert Hichens dowodzący „szóstką” w obawie przed wessaniem lodzi pod wodę nie spełnił rozkazu kapitana Smitha. Teraz, kiedy wrak znikł pod powierzchnią oceanu, zagrożenia nie było, ale sternik nie zmienił rozkazu. Nie poruszyła go wcale świadomość, że w tak niedużej odległości na ratunek czeka tłum nieszczęśników. Był przekonany, że chwytając się bezładnie burty rozbitkowie wywrócą szalupę i nie omieszkał podzielić się tą wizją z pasażerami. Na nic zdały się błagania Margaret Brown, Helen Candee i Mary Eloise Smith. Kursu nie zmieniono. Starszy marynarz Thomas William Jones dowodził szalupą nr 8. Była to jedna z szalup spuszczonych pod nadzorem Lightollera, toteż siedziały w niej wyłącznie kobiety. Pomysł podpłynięcia na miejsce katastrofy i zabrania choćby kilku nieszczęśników spotkał się z natychmiastowym poparciem hrabiny Rothes i jej kuzynki Gladis Cherry Mimo to i ta szalupa nie ruszyła na pomoc rozbitkom. Zwyciężyła większość, obawiająca się wywrócenia łodzi.
-Dobrze, ale jeśli przypadkiem się uratujemy, niech panie pamię­tają, że ja chciałem do nich płynąć. Wolałbym ryzykować życiem, niż ich tak zostawić - powiedział z wyrzutem do oponujących kobiet.
Nawet tak zdecydowane postawienie sprawy nie wpłynęło jednak na zmianę stanowiska większości pasażerek.

Rufowa część "Titanica" uniosła się niemal pionowo zanim w błyskawicznym tempie znikła pośród fal. W tę jasną noc rozbitkowie, którym udało się znaleźć miejsce w szalupie ratunkowej, bezsilnie przyglądali się tonięciu statku i słuchali wołań o pomoc ogromnej liczby pasażerów na pokładzie. Chwilę później miejsce tragedii spowiła lekka mgła, niczym całun zesłany przez los.
[link widoczny dla zalogowanych]

Porównanie tych szkiców, wykonanych w kilka godzin po zatonięciu "Titanica" i ilustracji u góry pozwala przypuszczać, że szkice szybko się rozpowszechniły i posłużyły jako podstawa do innych ilustracji.
[link widoczny dla zalogowanych]

Składane łodzie Engelhardta A i B
Grupa rozbitków, którzy potrafili pływać i mieli na tyle siły, by to zrobić, dostrzegła szansę na ratunek w dwóch łodziach Engelhardta, A i B. Jeden po drugim podpływali do szalupy A i wdrapywali się do niej. W ten sposób w środku znalazło się ponad dwadzieścia osób. Niestety woda w szalupie sięgała kolan. Upór i cierpliwość Olausa Abelsetha zostały nagrodzone. Całko­wicie wyczerpany, ostatkiem sił dotarł do łodzi A. Kiedy chwycił się burty, ktoś krzyknął do niego ostrym tonem:
-Uważaj, nie wywróć łodzi.
Nie zwrócił na to nawet uwagi. Cudem wydawało mu się to, że dotarł do szalupy. Nie chcąc ryzykować, że zostanie odepchnięty, pozostał w wodzie, kurczowo trzymając się burty. Jednak po kilku minutach poczuł, że siły go opuszczają. Zdawał sobie spra­wę, że jeszcze chwila, a skostniałe ciało odmówi posłuszeństwa.
W tej sytuacji postanowił zaryzykować. Ostatkiem sił zdołał się wciągnąć do środka i bez sił upadł na dno szalupy. Nikt mu w tym nie przeszkodził. Po chwili do łodzi dopłynął Richard Norris II Williams, pasażer pierwszej klasy. Przez cały czas czuł się całkowicie oszołomiony. Wydarzenia tej nocy wstrząsnęły nim tak bardzo, że stracił zupełnie poczucie rzeczywistości.
Miał wrażenie, że to wszystko koszmarny sen, z którego nie jest w stanie się obudzić. Kiedy po zatonięciu statku płynął w kierun­ku składanej łodzi, nagle znalazł się twarzą w twarz z psem, pięk­nym rasowym buldogiem. Jak się później okazało, zanim „Tita­nic” poszedł na dno, ktoś pomyślał o otwarciu klatek. Dzięki temu psy nie zatonęły wraz z wrakiem i podobnie jak ludzie mogły szukać ratunku. Buldog, którego spotkał Williams, nie był snem. To był najprawdziwszy buldog francuski należący do Roberta Williama Daniela.

"Titanic" niknie na zawsze w wodach oceanu. Ta ilustracja, w pięknej granatowej tonacji, ukazała się 4 maja 1912 roku w "Ilustrated London News".
[link widoczny dla zalogowanych]

Do szalupy A dotarła też jakimś cudem Rose Abbott, która w trakcie katastrofy straciła dwoje dzieci: szesnastoletnią Rossmore i trzynastoletniego Eugene. Składana szalupa powoli oddalała się od błagającego o pomoc tłumu rozbitków. Po jakimś czasie znalazła się na tyle daleko, że nikt nie miał już szansy do niej dotrzeć. Kilku innych pływaków skierowało się natomiast w stronę wywróconej łodzi B, pod którą uwięziony był młodszy radiotele­grafista Harold Bride, wyrzucony daleko przez falę powstałą w czasie upadku komina dziobowego. Łódź delikatnie huśtała się na falach i za każdym razem Bride uderzał głową o ławki. Ból stawał się coraz dotkliwszy, w dodatku czuł, że wkrótce nie będzie już w stanie znieść zimna, toteż ostatkiem sił wydobył się na zewnątrz po stronie rufowej i wspiął się na kadłub łodzi.
Jako jeden z pierwszych do łodzi dotarł drugi oficer Lightoller. Dotarł do niej jeszcze zanim ocean ostatecznie pochłonął „Titani­ca”. Wkrótce po nim do łodzi zaczęli dopływać kolejni rozbitko­wie. Wszyscy byli jednakowo wyczerpani. Wspinali się po szalu­pie, starając się wdrapać na stępkę. Jeden po drugim do łodzi dopłynęli trzej pasażerowie pierwszej klasy. Jako pierwszy burty uchwycił się młody Jack Thayer. Skoczył do wody razem z przy­jacielem, Miltonem Clydem Longiem. Niestety, kiedy znalazł się w wodzie, zdał sobie sprawę z tego, że przyjaciel zniknął pod wodą. Zaraz po Jacku do łodzi B dopłynął sędzia Brackworth, mimo nasiąkniętego wodą futra, które niemiłosiernie utrudniało mu ruchy pływackie. Jako ostatni do szalupy dotarł pułkownik Archibald Gracie.
Musiał stawić czoła próbie podob­nej do tej, z jaką zmierzył się Lightołłer. Po skoku znalazł się pod wodą. Desperacko machając ramionami usiłował stawić opór niesłychanej sile ssącej, która wcią­gała go w stronę tonącego wraku. W pewnej chwili udało mu się zaczerpnąć nieco powietrza dzięki ogromnym bąblom powietrza wydobywającym się z wnętrza statku. Kiedy wreszcie udało mu się wypłynąć na powierzchnię, „Titanic” pogrążył się w otchłani oceanu. W miejscu, gdzie zniknął, unosiły się tylko najrozmaitsze szczątki i martwe ciała rozbitków. Wzrok Gracie’a padł na drewnianą skrzynkę dryfującą obok. Pomaga­jąc sobie jakimś kawałkiem drew­na, próbował się na nią wspiąć, ale zsunął się do wody. Druga próba także zakończyła się niepo­wodzeniem. Zaczął się więc rozglą­dać wokół w poszukiwaniu czegoś, co można by dołączyć do skrzyn­ki, tworząc coś na kształt tratwy. Wtedy dostrzegł wywróconą łódź Engelhardta i niewiele myśląc, szybko ruszył w jej kierunku. Nie ulegało wątpliwości, że stano­wiła ona znacznie pewniejszy punkt zaczepienia.

Zatonięcie "Titanica" ostatecznie zerwało więzy trzymające na miejscu szalupy ratunkowe i pasażerów, którzy mieli szczęście znaleźć w nich miejsce. Dla nich wszystkich rozpoczynało się nowe oczekiwanie - oczekiwanie na zapowiedzianą pomoc, która niestety nie nadchodziła.
[link widoczny dla zalogowanych]

Siedziało już na niej jakieś dwanaście osób, w przeważającej mierze członków załogi. Kiedy dopłynął do łodzi, nikt nie pomógł mu wyjść z wody, ale pułkownik był silnym mężczyzną i nie po to wcześniej walczył z żywiołem, żeby się teraz podda­wać. Chwycił się jakiegoś mężczyzny, któremu udało się już wspiąć na stępkę i w ten sposób wciągnął w górę. Po chwili siedział okrakiem na wywróconej łodzi. Stępka łodzi B stopniowo zapełniała się. Wkrótce nie było już na niej miejsca. Kiedy steward Thomas Whiteley próbował się wspiąć na górę, ktoś uderzył go wiosłem. Mężczyzna zachwiał się, ale nie dał za wygraną i po chwili wraz z innymi siedział na szczycie łodzi. Z takim samym przyjęciem spotkał się palacz Harry Senior. Postanowił więc podpłynąć do łodzi od drugiej strony. Tam rzeczywiście trafił na mniej wrogo nastawionych rozbitków. Nikt mu nie pomógł, ale i nie przeszkodził, kiedy mozolnie wspinał się na stępkę. Po chwili, drżąc z zimna, siedział już na górze.
Łodzi w każdej chwili groziło wywrócenie, ponieważ co chwilę ktoś do niej dopływał. Rozbitkowie ostatkiem sił chwytali się jej burt, powodując przechył to na jedną, to na drugą stronę. Jednak dla trzydziestu ludzi, którym udało się na nią wspiąć, ta właśnie, niestabilna łódź była swego rodzaju wysepką, nadzieją na ocale­nie. Zewsząd dochodziły krzyki i błagania o pomoc rozbitków, którzy nie mieli tyle szczęścia. Ale łódź nie mogła już pomieścić nikogo więcej, w przeciwnym bowiem razie groziło jej zatonięcie. Wiosłując wyłowionymi z wody kawałkami drewna kilku męż­czyzn próbowało oddalić się od miejsca katastrofy, usiłując przy tym nie uderzyć rozbitków pływających wciąż jeszcze w lodowatej wodzie.
Jeden z nieszczęśników, usiłujący się wspiąć na stępkę, usłyszał: -Nie możemy cię zabrać. Jeszcze jedna osoba i wszyscy pójdzie­my na dno.
Mężczyzna, którego tożsamości nie udało się ustalić, odpowie­dział pewnym i mocnym głosem, z godną podziwu siłą ducha:
- Dobra chłopaki, nie ma sprawy! Płyńcie. Bóg z wami.

W następnym numerze między innymi: Noc, która trwała wieczność. Zabójcze zimno.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
xx
Gość







PostWysłany: Nie 22:04, 08 Lis 2015    Temat postu: Abott

Rossmore Abott był chłopakiem.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin