Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 88

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:02, 08 Paź 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 88

Spis Treści: Noc, która trwała wieczność. Zabójcze zimno. Zielona rakieta - złudne nadzieje na ratunek.

Noc, która trwała wieczność
Dokładnie wtedy, kiedy na parowcu „Californian” drugi oficer Stone informował kapitana Stanleya Lorda o zniknięciu tajemniczego statku pasażerskiego, który przez kilka godzin obserwowano z pokładu, jakieś dziesięć mil dalej ocaleli rozbit­kowie zaczynali się przygotowywać do oczekiwania na nadejście pomocy Dowodzący „czternastką” piąty oficer Harold Godfrey Lowe postanowił wrócić na miejsce katastrofy. Jako oficer czuł się w obowiązku pomóc rozbitkom, których dramatyczne woła­nia o pomoc odbijały się echem w ciemności.
Lowe, podobnie jak inni, obawiał się, że pływający w wodzie nie­szczęśnicy przypuszczą prawdziwy atak na szalupę, jednocześnie jednak chciał uratować jak największą liczbę rozbitków. Dobrym rozwiązaniem wydawało się więc połączenie kilku szalup: nr 4, 10, 12 i składanej łodzi D. Znajdowały się one sto­sunkowo blisko siebie, a poza tym nie było na nich żad­nego oficera.
- Przejmuję dowodzenie - oświadczał za każdym razem, kiedy do „czternastki” przywiązywano kolejną szalupę. Połączone szalupy tworzyły coś na kształt dużej tratwy i były znacznie lepiej widoczne z dużej odległości. Mogło to więc ułatwić znalezienie ich przez jednostki, które odebrały nadawany przez dwie godziny z „Titanica” sygnał SOS.
Kiedy łodzie zostały powiązane, Lowe zmienił rozmiesz­czenie pasażerów w szalupach ratunkowych. W swojej, „czternastce”, zgromadził najlepszych wioślarzy, by być pewnym, że utrzyma dyscyplinę i przede wszystkim będzie w stanie pomyślnie przeprowadzić misję udziele­nia pomocy rozbitkom, którzy wciąż jeszcze znajdowali się w wodzie. Wiedząc, że każda minuta jest cenna, Lowe przynaglał pasażerów, przenoszących się z jednej szalupy do drugiej. Nagle jego uwagę zwróciła kobieta otulona obszernym szalem. Poruszała się z niezwykłą jak na kobietę zręcznością. Kiedy oficer uchylił nieco szala, jego oczom ukazała się twarz młodego chłopaka. Młodzieniec był tak przerażony, że jego twarz przybrała aż siną barwę. Lowe nie powiedział ani słowa. Popchnął chłopaka na dziób szalupy nr 10, znajdującej się tuż obok „czter­nastki” i dalej dyrygował rozmieszczeniem pasażerów.
Te przetasowania nie były jedynymi tej nocy. Wyjaśnia to, dlacze­go tak trudno jest określić dokładnie liczbę i nazwiska osób, które znalazły ratunek w poszczególnych szalupach. Nie zawsze wiadomo też, kiedy poszczególni pasażerowie weszli do szalup: czy jeszcze na pokładzie „Titanica”, czy dopiero wtedy, kiedy szalupy były już spuszczone na morze. Minęło kilkanaście minut. Wołania o pomoc oddalały się, słabły. Ale te rozpaczliwe błagania tak mocno wryły się w pamięć rozbitków siedzących w szalupach, że nigdy już nie dane im było ich zapomnieć. Kiedy dowodzona przez Lowe’a szalupa z doborową załogą dotarła na miejsce katastrofy, była prawie trzecia nad ranem. Oznaczało to, że tłum rozbitków w kamizelkach ratunkowych, miotany przez fale i prądy morskie, spędził już w lodowatej wodzie Atlantyku czterdzieści minut.
Widok, który ukazał się oczom wioślarzy, był przerażający.
Z większości unoszących się na wodzie ciał życie zdążyło już ujść. W niektórych miejscach ciał było takie zatłoczenie, że szalupa sunęła do przodu powoli, wykonując coś na kształt makabrycznego slalomu między ciałami, w których jeszcze przed godziną pulsowało życie. Teraz unosiły się one bezwolnie i falowały na powierzchni widmowego oceanu.

Szalupy bardzo powoli torowały sobie drogę między szczątkami wraku, starając się oddalić od miejsca zatonięcia transatlantyku. Zewsząd dochodziły rozpaczliwe krzyki rozbitków, którzy starali się zwrócić na siebie uwagę szczęśliwców w łodziach. Szalupy stanowiły dla nich ostatnią deskę ratunku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Mimo że wszyscy mężczyźni wchodzący w skład ekipy ratunko­wej zgłosili się na ochotnika, nie wszyscy byli w stanie patrzeć na ten pejzaż śmierci. Frank Oliver Evans, starszy marynarz, który przeszedł do „czternastki” z szalupy nr 10, poczuł, że musi zamknąć oczy, w przeciwnym razie zemdleje.
Na dziobie szalupy siedział inny starszy marynarz - Edward Buley. Wcześniej dowodził szalupą nr 10. Teraz przypadło mu w udziale smutne zadanie - odwracał skostniałe ciała, szukając wśród nich żywych ludzi.
O „ataku” rozbitków, którego tak bardzo się obawiano, nie było nawet mowy. Ekipie ratunkowej nie pozostawało nic innego, jak klucząc między stosami nieżywych ciał, szukać rozbitków, któ­rym udało się wytrzymać śmiertelny uścisk zimna. Raz na jakiś czas dochodził skądś cichy jęk, ale całkowite ciemności spowijają­ce miejsce katastrofy sprawiały, że odnalezienie żywych było nie­zwykle trudne. Tylko przez dotyk można więc było rozpoznać, czy w danym ciele tli się jeszcze tchnienie życia.
Cudem udało się wyciągnąć z wody jeszcze czte­ry żywe osoby, dziwnym zbiegiem okoliczności: jednego pasażera pierwszej klasy, jednego dru­giej, jednego trzeciej i jednego członka załogi. Można było odnieść wrażenie, że los chciał pokazać, iż w obliczu śmierci wszyscy są jedna­kowi, a podziały społeczne nikną.
Jako pierwszego znaleziono bogatego kupca z Nowego Jorku, Williama Fischera Hoyta. Kilku marynarzy natychmiast rzuciło się, by wciągnąć go do szalupy, ale okazało się, ze Hoyt jest za ciężki. Ostatecznie chwycili go wszyscy marynarze i dopiero wtedy udało im się unieść bezwładne ciało Hoyta i ułożyć je na dnie łodzi. Kiedy jednak Lowe odwrócił Hoyta, okazało się, że mocno krwawi z ust i z nosa. Jego oddech był słaby, a puls ledwie wyczuwalny. Lowe rozpiął mężczyźnie koszulę, by ułatwić mu oddychanie. Nic poza tym nie można było zrobić. Znalezienie Hoyta sprawiło, że marynarze odzyskali wiarę w sens swojej misji. I rzeczywiście, chwilę potem udało się odnaleźć kolejnego żywego człowie­ka. Był to Fang Lang, Chińczyk, podróżujący trzecią klasą. Przywiązał się pasem do drewnianych drzwi i dryfując w ten sposób, zdołał przetrwać cały ten czas. Przeżył także inny emigrant, Włoch, Emilio Portaluppi.
Raz na jakiś czas z ciemności dochodził słaby jęk, ale w tych warunkach niezwykle trudno było okre­ślić, skąd pochodzi. Poza tym ilość martwych ciał była tak ogromna, że szalupa nie była w stanie dość szybko przemieszczać się w pożądanym kierunku. W pewnym momencie marynarze z „czternastki” usłyszeli wyraźnie głos jakiegoś rozbitka. Zaczęli wpatrywać się w ciemność, ale niestety nic nie było widać. Mimo to ruszyli w kierunku, z którego - jak się zdawało - dochodziło wołanie. I jakimś cudem, pośród wielu martwych ciał, udało się znaleźć żywe­go rozbitka. Był to członek załogi Harold Charles William Philllimore.
Phillimore skoczył do wody jeszcze zanim „Titanic” poszedł na dno, gdy kapitan Smith zwolnił załogę z pełnionych obowiązków i kazał każdemu zatrosz­czyć się o własne życie. Z unoszących się na falach niezliczonych szczątków statku marynarz wybrał drewniany panel i wraz z przyjacielem wspiął się nań. Drugi mężczyzna nie wytrzymał jednak niskiej temperatury. Wkrótce całkowicie osłabł, aż ostatecznie bezwład­nie zsunął się do wody, a Phillimore nie miał możliwości przytrzymania go. Nie tracił jednak nadziei. Jego wiara została nagrodzona. Po jakimś czasie ku swej niesłychanej radości zoba­czył zbliżającą się szalupę. To było cudowne zrządzenie losu i Phillimore miał wręcz wrażenie, że to Opatrzność zsyła łódź specjalnie po to, by go ocalić. Kiedy jednak jeden z członków załogi „czternastki” - Alfred Pugh próbował podać mu wiosło i w ten sposób wciągnąć go na pokład, okazało się, że Phillimore nie ma dość siły, by utrzymać się wiosła. Łódź podpłynęła więc doń powoli. Pugh chwycił go za kamizelkę ratunkową i z pomo­cą innych marynarzy wciągnął do środka. „Czternastka” krążyła po tym wodnym cmentarzu pełnym zamarzniętych ciał jeszcze przez blisko godzinę.

Zabójcze zimno
Rozbitkowie z „Titanica” ulokowani w dwudziestu szalupach rozrzuconych po oceanie nie mieli ubrań odpowiednich na panu­jącą tej nocy temperaturę. W niewielkim stopniu chroniły ich przed chłodem kamizelki ratunkowe, ale prawie wszyscy mieli odsłonięte głowy i kończyny. Należeli do grupy szczęśliwców, którym udało się uniknąć zatonięcia, ale teraz pojawiło się kolej­ne pytanie: czy przetrzymają chłód? Czy w tych ekstremalnych warunkach dotrwają do chwili przybycia pomocy?
Z problemem tym radzono sobie na rozmaite sposoby, niezależ­nie od przynależności klasowej i pozycji społecznej. Pani Ruth Dodge siedząca w szalupie nr 5 cala drżała z zimna. Widząc to jakiś marynarz ściągnął ze stóp skarpetki i podał jej. Kobieta nie spodziewała się takiej szlachetności, toteż spojrzała na niego zdumiona. Marynarz przyjął to spojrzenie opacznie, czym prę­dzej więc dodał:
- Zapewniam panią, że są czyste. Włożyłem je dziś rano.
W tej samej szalupie trzeci oficer Pitman, chcąc jakoś ochronić od zimna ubraną w lekki strój Catherine Elizabeth Crosby, otulił ją żaglem. Ogólnie rzecz biorąc, załoga najwspanialszego transatlantyku świata swoim zachowaniem w stosunku do kobiet, stanowiących większość w szalupach ratunkowych, potwierdziła, że opinia na temat jej dżentelmeńskich manier była jak najbardziej uzasadniona. Nie można jednak pominąć epizodów ujmujących honoru zało­dze „Titanica”. Jeden z nich miał miejsce w szalupie nr 6. Sternik Robert Hichens, któremu powierzono dowodzenie tą łodzią, przez cały czas oczekiwania na pomoc nie ruszył się od steru, odmawiając wzięcia do rąk wioseł. Wobec braku wystarczającej liczby mężczyzn w tej szalupie pani Margaret Brown była zmu­szona przejąć inicjatywę w swoje ręce i przydzielić po dwie kobiety do każdych wioseł. Zresztą kobiety okazały się w tej sza­lupie znacznie dzielniejsze. Pani Margaret Brown, widząc, jak jeden z marynarzy drży z zimna, zdjęła futrzaną etolę i owinęła nią gołe nogi zmarzniętego mężczyzny.

Niska temperatura wody była główną przyczyną śmierci dużej liczby rozbitków. Niektórzy zatonęli, straciwszy najpierw przytomność z powodu zimna, podczas gdy u innych nastąpiło stopniowe zatrzymanie wszystkich funkcji życiowych z powodu wychłodzenia organizmu. Szczęśliwcą się udało przeżyć będąc w szalupach a nie w tym piekielnym zimnie jakim był ocean.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przypadek pani Brown nie był odosobniony. Nie na wszystkich szalupach dowodzenie pozostało w rękach osób wyznaczonych przez oficerów z chwilą spuszczania szalup na morze. Zdarzało się, że pasażerowie przejmowali odpowiedzialność za losy rozbit­ków, a członkowie załogi godzili się na to bez oporu. W szalupie nr 1, w której było naj­mniej pasażerów, dowodzenie przejął w zasadzie sir Cosmo Duff Gordon. W szalupie tej rozegrał się wspomina­ny później często epizod. Kiedy „Titanic” szedł na dno, żona sir Cosmo, Lucile, powiedziała do swojej sekretarki:
-Spójrz, przepadła twoja przepiękna suknia wieczorowa!
Słysząc te słowa palacz Robert William Pusey, starając się pocieszyć obie panie, rzekł:
-Niech się panie nie przejmują suk­nią. Ocaliły panie przecież życie. Kupią sobie panie nowe suknie, a nam kompania nie da nawet złama­nego grosza.
Usłyszawszy ten gorzki komentarz, sir Cosmo obiecał wszystkim siedmiu członkom załogi siedzącym w szalu­pie, że po przybyciu do Nowego Jorku da im po pięć funtów, co było sumą wystarczającą na zakup nowego ekwipunku. Tym samym zaskarbił sobie wdzięczność tych ludzi.

Zielona rakieta - złudne nadzieje na ratunek
Do szalupy nr 2 czwarty oficer Joseph Groves Boxhall zabrał ze sobą ze sterówki pudełko zielonych rakiet. Kiedy tylko na pokład łodzi powrócił spokój, doszedł do wniosku, że należa­łoby spróbować wystrzelić rakiety, podobnie jak to czyniono wcześniej z pokładu „Titanica”. Chodziło o to, by jednostki nadciągające z pomocą mogły łatwiej zlokalizować rozbitków. Jednak rakiety miały także inny, natychmiastowy skutek. Zielone światło było zarazem światełkiem nadziei, wyrywając z otępienia przybitych pasażerów.
Niestety, Lightoller wziął strzelający nagle w niebo snop iskier za sygnał wysłany przez jakiś statek. Kazał więc siedzącym na odwróconej szalupie B wiosłować ze zdwojoną energią, by jak najszybciej dotrzeć do owego światła. Sytuacja na składanej łodzi B była nie­zwykle trudna. Znalazło na niej ratunek blisko trzydziestu mężczyzn. Lightoller rozmieścił ich w dwóch rzędach, twarzą do dziobu. Istniało poważne niebezpie­czeństwo, że powietrze uwięzione pod łodzią wydostanie się na zewnątrz. Żeby temu zapobiec, w zależności od nachyle­nia łodzi i ruchu fał, drugi oficer wyda­wał rozkaz pochylenia się na prawą lub na lewą burtę. Kiedy mężczyźni siedzący na łodzi B uświadomili sobie, że zauwa­żone wcześniej światło nie należy nie­stety do żadnego statku, jeden z nich rzekł spokojnie:
-Nie sądzicie, że należałoby się po­modlić?
Następnie ten sam mężczyzna zapytał współpasażerów, jakiego są wyznania. Okazało się, że w szalupie byli katolicy, metodyści i prezbiterianie. Postanowio­no więc odmówić razem „Ojcze nasz” i ten sam mężczyzna mocnym głosem zaintonował słowa tej modlitwy, a pozo­stali rozbitkowie z zapałem do niego dołączyli.
Wsłuchując się w głosy modlących się, siedzący na samym dziobie Lightoller zdał sobie sprawę, że po drugiej stronie, pośród rozbitków siedzi młodszy radiotelegrafista Harold Bride. Mężczyźni zaczęli ze sobą rozmawiać, przekrzykując szum fal. Dopiero teraz, w tych tragicznych okolicznościach, Lightoller dowiedział się o ostrzeżeniu przed polem lodowym przysłanym przez parowiec „Mesaba”. Depesza ta nigdy nie dotarła na mostek. Bride powiedział mu także, jakie jednostki odpowiedziały na wysłane przez „Titanica” wezwanie o pomoc. Były to „Olym- pic”, „Baltic” i „Carpathia”. Zadając kolejne pytania, Lightoller doszedł do wniosku, że jednostką znajdującą się najbliżej miejsca katastrofy jest „Carpathia”. Obliczył także, kiedy i z której strony statek ten przybędzie na ratunek rozbitkom z „Titanica”.
Mimo rozpaczliwej sytuacji, ryzykując utratą nikłej przegrody oddzielającej ich od otchłani, wszyscy odwrócili się w tym kierunku, licząc na to, że świt nadejdzie jak najszybciej. Nie wszy­scy zdołali przetrwać długie godziny oczekiwania. W trakcie tej nocy kilku mężczyzn, wyczerpanych fizycznie i zmarzniętych do cna, zsunęło się bezwolnie do oceanu.

Mimo że składana łódź B była wywrócona do góry dnem, uratowała się na niej spora grupa rozbitków (na tej fotce akurat ich nie ma). Był wśród nich także drugi oficer Lightoller, którego obecność bez wątpienia dodała odwagi ocalałym.
[link widoczny dla zalogowanych]

Pozostali rozbitkowie siedzący na tej odwróconej łupinie orzecha pozostawali pozornie niewzruszeni. Każdy z nich tej nocy widział setki tonących, każdy widział, jak jego przyjaciele, krewni czy znajomi na zawsze nikną pośród fal oceanu, każdy słyszał rozdzierające krzyki setek osób, błagających o pomoc. Te niezwy­kle silne przeżycia sprawiły, że nie mogli sobie już pozwolić na wzruszenia i litość. Musieli myśleć o sobie. Na niektórych łodziach próbowano choć trochę poprawić atmosferę oczekiwania, zapalając pochodnie skręcone naprędce ze szmat umoczonych w benzynie i z papieru. Raz na jakiś czas w ciemności rozbłyskiwały te słabe, drżące światełka, stanowiące sygnał dla pozostałych łodzi.
Z każdą chwilą dotkliwsza stawała się świadomość, że są całkowi­cie sami, zdani na siebie, na środku oceanu, setki mil od wybrze­ża Ameryki, bez wody, zapasów i w większości przypadków na pokładzie nie ma nawet oficera potrafiącego sterować łodzią. Co gorsza na niektórych szalupach nie było nawet doświadczo­nych marynarzy, a dowodzenie na nich przejęli palacze. Tak było np. w szalupie nr 13, którą dowodził Frederick William Barrett i w „piętnastce” dowodzonej przez Franka Dymonda.

W następnym numerze między innymi: Długo wyczekiwana pomoc: "Carpathia". Koniec koszmaru.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin