Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 86

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:04, 04 Paź 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 86

Spis Treści: Olbrzym przełamany na pół. 2.15. Fala zmywa pokład. Komin.

Olbrzym przełamany na pół
Dwudziestosześcioletni Olaus Jorgensen Abelseth podró­żował trzecią klasą. Jakieś dziesięć lat wcześniej razem z bratem wyemigrował z Norwegii do Ameryki, ale przy końcu 1911 roku wybrał się do swej rodzinnej wioski, żeby odwiedzić krewnych. Na „Titanica” zaokrętował się razem z grupą rodaków. Byli to: jego szwagier Sigurd Hansen Moen, kuzyn Peter Soholt i Adolf Humblen oraz dwie kobiety: Anna Kristine Salkjelsvik i Karen Marie Abelseth. Razem z nimi Olaus wracał do Nowego Jorku, by stamtąd wyruszyć do Minneapolis w stanie Minnesota. Karen Abelseth, choć nosiła to samo nazwisko, nie była jego krewną, lecz córką jego przyjaciół, na czas podróży powierzoną jego opiece. Dziewczyna miała tylko szesnaście lat i Olaus bardzo wziął sobie do serca troskę o nią. W zamieszaniu, które nastąpiło po zderzeniu, zgubili się. Szukał jej przez dłuższy czas w rejonie przeznaczonym dla trzeciej klasy. Kiedy wreszcie, jakimś cudem, udało mu się ją spotkać, postanowił, nie zwleka­jąc, udać się na pokład szalupowy. Był sprytnym i przedsiębior­czym mężczyzną, toteż bez większego trudu udało mu się znaleźć wyjście z podziemnego labiryntu i kabin na pokładzie E, które dla tak wielu pasażerów trzeciej klasy stały się śmiertelną pułapką. Zdecydowanym krokiem, trzymając dziewczynę za rękę, przemierzał korytarze „Titanica” i wreszcie, ku swej radości, trafił na otwartą klatkę schodową położoną przy samym końcu rufy. Tamtędy właśnie wypro­wadził dziewczynę na zewnątrz. Teraz trze­ba było znaleźć miejsce w którejś z szalup. I z tego zadania wywiązał się po mistrzowsku. Karen została wsadzona do szalupy nr 16, a Anna Salkjelsvik do składanej łodzi C. Kiedy obie kobiety były już bezpieczne, Olaus poczuł, że kamień spadł mu z serca. Czekał teraz spokojnie na odpowiedni moment, by skoczyć do oceanu. Razem ze szwa­grem i kuzynem stanęli z boku i przy­glądali się, jak kilkunastu mężczyzn usiłuje zepchnąć składaną łódź Engelhardta. Jeden z oficerów krzyknął:
-Jest wśród was jakiś marynarz?
Olaus instynktownie wysunął się do przodu. Znał morze od dziecka, ponieważ przez wiele lat dzień w dzień niewielką łodzią wypływał na połów ryb. Ale jego towarzysze powstrzymali go, tłumacząc:
-Lepiej, żebyśmy zostali razem.
Żaden z nich nie potrafił pływać. Nie chcąc ich zostawić, Olaus nie odpowiedział na wezwanie oficera. Z okazji skorzystał ktoś inny. Coraz więcej osób skakało do wody, a inni przygotowywali się do tego nieuniknionego skoku. Jednak większość pasażerów stło­czonych na pokładzie szalupowym trzymała się z dala od relingu, pragnąc jak najbardziej oddalić moment spotkania z ciemnymi i lodowatymi wodami Atlantyku.

Skok w czasie. "Titanic" w stoczni w Belfaście tuż przed ukończeniem prac przy kadłubie. Ogromne śróby górują nad robotnikami od Harlanda & Wolffa. W chwili katastrofy gigantyczne łopatki uniosły się w górę i po raz ostatni ukazały się oczom człowieka.
[link widoczny dla zalogowanych]

Thomas W. McCawley, trener zatrudniony w sali gimnastycznej „Titanica”, należał do grona nielicznych, którzy zdecydowali się nie zakładać kamizelki ratunkowej. Zapytany o powód takiej decyzji, wyjaśniał, że jest doskonałym pływakiem, a ciężka i niewygodna kamizelka ratunkowa nie tylko nie pomaga, a wręcz przeszkadza. W tłumie na pokładzie szalupowym pojawi­li się palacze. Czarni, rozgrzani, przypominający bardziej jakieś piekielne istoty niż zwykłych ludzi, wyłonili się z maszynowni, w której nic już nie można było zrobić. Oni także ponieśli klęskę. Wytrwali tam do ostatniej chwili, starając się utrzymać przy życiu olbrzyma.
Na potwierdzenie ich przegranej światła na pokładzie zaczynały przygasać. Nabrały czerwonawej barwy. Oznaczało to, że woda zaczęła zalewać prądnice.

2.15. Fala zmywa pokład
Piętnaście po drugiej pasażerowie stłoczeni na pokładzie szalupo­wym usłyszeli dziwny bulgot. To woda przelewała się w studzience dziobowej. Tłum rzucił się w kierunku rufy. Dwie składane szalupy Engelhardta wciąż jeszcze nie zostały spuszczone na morze. 2 dołu dochodził brzęk tłukących się naczyń, rozbijanego szkła i porcelany. Przechył transatlantyku rósł dosłownie z każdą chwilą. Dziób zanurzał się w wodzie, a rufa wyłaniała się ponad powierzchnię oceanu. Ponad czarną taflę Atlantyku coraz bar­dziej wystawały ogromne śruby parowca. Wyglądało to trochę tak, jakby „Titanic” przygotowywał się zanurkowania. Nagle, mimo spokojnego oceanu, przez pokład rufowy przetoczyła się ogromna fala, powstała wskutek nasilającego się przechyłu statku, przewracając wszystkich, którzy znaleźli się na jej drodze. Star­szy oficer Wilde i pierwszy oficer Murdoch, którzy mozolili się jeszcze nad przygotowaniem do spuszczenia dwóch składanych łodzi Engelhardta, także upadli pod jej naporem. Drugi oficer kątem oka dostrzegł zbliżającą się falę chwilę wcześniej i błyska­wicznie zdał sobie sprawę, że ucieczka w kierunku rufy nie ma sensu. Rzucił się więc do przodu, nurkując w skłębionej topieli. Samuel Hemming, marynarz odpowiedzialny za oświetlenie, który do ostatniej chwili pomagał Lightollerowi, rezygnując z miejsca w szalupie, zdążył tylko zauważyć, że jego zwierzchni­cy znikają pod wodą. W ostat­niej chwili chwycił się jednej z lin, używanych do spuszcza­nia szalup ratunkowych i zsunął się do wody.

Pokonany przez ocean "Titanic" zaczął się coraz bardziej nachylać, a jego rufa unosiła się coraz wyżej, pośród szczęków i zgrzytów pękającej blachy, mieszających się z krzykiem, płaczem, modlitwami i wezwaniami o pomoc 1500 osób uwięzionych na statku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Łódź A wciąż była przywiązana do lin żurawika, ale ten ostatni nie był już do niczego potrzeb­ny. Zmagający się z łodzią steward Brown zrozumiał, że wyciąganie jej na zewnątrz nie ma już sensu. Stal po kostki w wodzie, a składana szalupa unosiła się obok niego. Wsko­czył na ławkę szalupy i jednym ruchem odciął fały dziobowe, po czym krzyknął, by ktoś zrobił to samo z olinowaniem rufowym. Na przeszkodzie stanęła ogromna fala. Łódź niczym łupinka została wyrzueona za pokład. Wypełniła się do połowy wodą i dryfowała teraz za burtą tonącego statku, całkowicie bezużyteczna.
Młodszy radiotelegrafista Harold Bride wybiegł z kabiny radio­wej razem ze swoim szefem - Jackiem Phillipsem. Obaj ruszyli biegiem w kierunku łodzi Engelhardta, które miały być właśnie spuszczane. By nie dać się zmieść z pokładu fali, Bride chwycił się z całych sił jednej z dulek łodzi B, stojącej do góry dnem na pokładzie po nieudanej próbie zepchnięcia jej z dachu kwater oficerskich. Drewniana łódź porwana przez falę przewróciła kilka osób, usiłujących ją odwrócić. Bride wpadł do wody i został uwięziony pod odwróconą szalupą.
Pułkownik Archibald Gracie do tej chwili stał obok swego przy­jaciela, Jamesa Clincha Smitha. Obiecali sobie, że nie rozstaną się do samego końca, ale rozjuszona fala rozdzieliła ich. Smith został zmieciony z pokładu. Uderzył w coś głową, stracił przytomność i znikł pod wodą. Gracie zdołał się jakoś oprzeć furii żywiołu. Fala wyrzuciła go na dach kwater oficerskich. Chwycił się dolnej barierki relingu, na wysokości drugiego komina. Pozostał tak chwilę uczepiony, usiłu­jąc zaczerpnąć tchu, po czym doszedłszy do wniosku, że dalsze czekanie jest jeszcze bardziej niebezpieczne, skoczył do wody. Machał ramionami z całych sił, starając się oddalić od statku, ale żywioł okazał się silniejszy. Czuł, jak niesłychana siła wsysa go pod wodę.
Do pasażera pierwszej klasy, Petera Dennisa Daly’ego, przedsta­wiciela angielskiej firmy Haes & Sons w Limie, podbiegła jakaś pasażerka międzypokładu, która dopiero co wydostała się na pokład szalupowy.
-Proszę mnie uratować! - krzyczała zrozpaczona. - Błagam, niech mnie pan uratuje!
-Proszę pani, - odpowiedział jej z przykrością Dały. - Teraz może już panią ocalić tylko Bóg!
Ale kobieta jakby nie słyszała jego słów. Błagała, by przynajmniej pomógł jej wskoczyć do wody. Dały podał jej rękę, żeby mogła przejść przez reling, ale w tym momencie nadeszła fala i rozdzie­liła ich. Kilka minut wcześniej inna pasażerka trzeciej klasy zwró­ciła się do podkuchennego Johna Collinsa, błagając, by uratował jej dwoje dzieci. Przeszli cały pokład, z jednej strony na drugą, ale nie było już żadnej wolnej szalupy. Niespodziewana fala wywróciła całą czwórkę, a Collins ku swej rozpaczy wypuścił z rąk dziecko powierzone mu przed chwilą przez matkę. Lightołler zanurkował, po czym energicznie machając ramiona­mi, podpłynął do bocianiego gniazda, wystającego z wody kilka metrów przed nim. Instynktownie miał ochotę uczepić się go, ale po chwili opamiętał się. Wiedział, że jeśli chwyci się wraku, zostanie niechybnie wciągnięty pod wodę razem z ogromnym kadłubem. Zaczął więc płynąć w przeciwnym kierunku, starając się jak najbardziej oddalić od statku, ale został dosłownie wessa- ny w kierunku kanału wentylacyjnego, przez który gwałtownie przelewały się fale. Od śmierci uratowała go zamontowana nad nim kratownica. Ogromna siła ssąca wgniatała go w nią, a on starał się za wszelką cenę uwolnić i odpłynąć. Minęło zaledwie kilka sekund, choć jemu zdawało się, że trwały wieczność. Kiedy już zaczynał tracić nadzieję, jakaś niespodzie­wana siła porwała go i jak z katapulty wystrzeliła na powierzchnię. To woda wdzierająca się do pomieszczeń pod pokładem gwałtownie wypierała powietrze. Lightołler zrozumiał, że to jego ostatnia szansa. Świadomość ta sprawiła, że poczuł nagły przy­pływ energii i ponownie podjął próbę oddalenia się od śmiertel­nej pułapki.

Jeden z kominów "Titanica" w czasie transportu do miejsca, w którym olbrzymie dźwigi miały go unieść i umieścić we właściwym położeniu. Zdjęcie uświadamia rozmiary komina. Tym samym nietrudno wyobrazić sobie skutek upadku tego rodzaju struktury na pokład i na pasażerów.
[link widoczny dla zalogowanych]

Komin
Algernon Henry Wilson Barkworth znajdował się w tłumie osób, które w chwili, kiedy fala przetoczyła się przez pokład, znajdo­wały się w środkowej części statku i usiłowały przedostać się w stronę rufy. Tłum napierał bezładnie, zewsząd dochodziły krzyki i lamenty. Przerażeni ludzie falowali to w jednym, to w drugim kierunku, tratując się wzajemnie. Mimo paniki byli i tacy, którzy próbowali w ten chaos wprowadzić jakieś namiast­ki ładu. Ktoś krzyczał, by iść powoli, ale nikt nie zwracał na to uwagi.
Barkworth, sędzia z Hessle w hrabstwie York, doszedł do wnio­sku, że nie ma najmniejszego sensu dać się unosić tłumowi. Postanowił przepchać się na zewnątrz i skoczyć do oceanu. Na kamizelkę ratunkową zarzucił futro i z całej siły cisnął do wody wypchaną walizę, której nie omieszkał zabrać ze sobą z kabiny, w nadziei, że kiedy nadejdzie pomoc, będzie można odzyskać także rzeczy osobiste. W wodzie wokół transatlantyku unosiła się masa żelastwa, toteż Barkworth uznał, że skok do wody może być zbyt ryzykowny. Przelazł przez reling i zsunął się po burcie.
Na rufie dziesiątki pasażerów, przede wszystkim trzeciej klasy, zebrały się wokół ojca Thomasa Bylesa. Duchowny spowiadał, udzielał rozgrzeszenia i prowadził wspólną modlitwę. Wszyscy, bez względu na wyznanie, modlili się teraz razem. Według legen­dy ostatnim utworem wykonanym przez orkiestrę był hymn reli­gijny „Nearer My God to Thee”. Potem muzyka umilkła. Zgasły także światła i „Titanic” na zawsze pogrążył się w ciemności. Kiedy fala zebrała na pokładzie pierwsze żniwo ofiar, pierwszy komin od strony dziobu z wielkim łoskotem przechylił się na sterburtę i runął do wody. W powietrze uniósł się ogromny obłok sadzy i iskier, przypominający bombę. Palacz Walter Hurst, usiłujący się wydobyć z wiru, przez chwilę nie widział nic. Rozbitkowie, którzy wcześniej wpadli do wody i nieszczęśliwie znajdowali się tam, gdzie upadł komin, nie mieli szansy na przeżycie. Zostali zgnieceni.

Nawet czasopisma dla dzieci i młodzieży poświęcały wiele miejsca katastrofie "Titanica", często ubarwiając relacje rozbitków niezbyt realistycznymi szczegółami. Na tej ilustracji z francuskiego czasopisma "Jeunesse" "Titanic" tonie w biały dzień.
[link widoczny dla zalogowanych]

Komin upadł dosłownie kilka centyme­trów od składanej szalupy B. Dla Lightollera i jeszcze kilku osób, bezskutecznie usiłu­jących dopłynąć do niej, okazało się to zrządzeniem opatrzności. Pala powstała w czasie upadku uniosła szalupę i niczym łupinę orzecha przeniosła jakieś trzydzieści metrów dalej.
Drugi oficer, który przez dłuższy czas usiłował przeciwstawić się wsysającemu go pod wodę wirowi, został nagle wypchnięty na powierzchnię przez ogromny bąbel powietrza i niespodziewanie znalazł się właśnie w pobliżu zmytej przez falę szalupy B. Przed oczami mignęła mu jakaś lina, toteż niewiele myśląc, ostatkiem sił podpłynął do łodzi i chwycił się liny. Na stępkę wywróconej szalupy B wspięli się dwaj marynarze. Usiedli na niej okrakiem i przy pomocy pierwszych lepszych kawałków drewna zaczęli energicznie wiosłować, by jak najszyb­ciej oddalić się od potężniejącego z każdą chwilą wiru.
Na pokładzie „Titanica” nie można się już było utrzymać na nogach. Pasażerowie zsuwali się i wpadali do wody niczym marionetki, czepiając się po drodze, czego popadło. Olaus Abelseth i dwaj jego krewni zawiśli na linie jednego z żurawików.
-Trzeba skakać - krzyknął szwagier Olausa, Sigurd Moen. - Wir wciągnie nas pod wodę.
-Nie, poczekajmy jeszcze. Póki nie idzie na dno, lepiej być na powierzchni zaproponował Olaus, który potrafił zachować zimną krew.
Dziób był już całkowicie pod wodą, a rufa podnosiła się coraz wyżej w kierunku rozgwieżdżonego nieba, kiedy powietrze prze­szył kolejny łoskot. W rejonie szczeliny dylatacyjnej, tam, gdzie w kadłubie było najwięcej wolnej przestrzeni, m.in. kanał wenty­lacyjny maszynowni i rufowa klatka schodowa, między trzecim i czwartym kominem, gigantyczny kadłub pękł pod powierzch­nią wody. Ci, którzy byli już w wodzie, nawet nie zdali sobie z tego sprawy. Dziób zapadł się pod wodę jeszcze głębiej, a rufa na chwilę zdawała się odzyskiwać równowagę. Wyprosto­wała się nieco, na chwiłę pozostała nieruchoma, po czym zaczęła się dalej unosić. Po chwili nad wodą sterczały już całe śruby.

Najbardziej realistyczne ilustracje dotyczące zatonięcia "Titanica" powstały w kilka godzin po katastrofie na podstawie relacji Jacka Thayera. Ich autorem był L.D. Skidmore. Pod wpływem ogromnego nacisku, jakiemu w ostatniej fazie tonięcia poddany był kadłub "Titanica", doszło do jego przełamania po stronie dziobowej. Siły oddziałujące na stępkę w trakcie zanurzenia się dzioba i podnoszeniu rufy spowodowały pęknięcie struktury między trzecim a czwartym kominem, a dokładnie w miejscu, gdzie znajdowały się największe wolne przestrzenie statku: rufowa klatka schodowa i pionowy kanał wentylacyjny, ciągnący się od pokładów po maszynownie.
[link widoczny dla zalogowanych]

Olaus Abelseth i jego krewni trzymali się za ręce. Kiedy woda była już ledwie metr od nich, wszyscy w trójkę wskoczyli do wody. Zanurzyli się tylko na chwilę, po czym po wypłynęli na powierzchnię. Olaus poczuł, że zaplątał się nogami w jakąś linę i żeby się od niej uwolnić, puścił ręce towarzyszy. Po krótkiej szamotaninie udało mu się jakoś odczepić, ale w tym momencie kolejna fala zalała jego towarzyszy. W rufowej części statku szef piekarni, Charles Joughin, który dzięki kilku łykom whisky do ostatniej chwili zachował zimną krew i zrezygnowawszy z przeznaczonego dlań miejsca w szalu­pie, pomagał pasażerom na pokładzie szalupowym, wreszcie zde­cydował się sam założyć kamizelkę ratunkową. Po raz ostatni spojrzał na zegarek. Była 2.17. Włożył zegarek z powrotem do kie­szeni. Czas było pomyśleć o uratowaniu własnej skóry. Pokład był tak bardzo nachylony, że nie sposób się już było utrzymać na nogach. Joughin przełazi przez reling na sterburcie i stał tak, trzymając się poręczy, unoszony w górę wraz z rufą.
Ta uniosła się na tyle, że wkrótce znalazł się jakieś pięćdziesiąt metrów nad powierzchnią wody. Ten ruch pozwalał mu odczuć, w jakim tempie statek idzie na dno. Miał wrażenie, że stoi w windzie mknącej w dół, w otchłań oceanu.

W następnym numerze między innymi: Krzyki rozbitków. "Titanica" spowija mgła.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tomek_s_1990




Dołączył: 12 Mar 2011
Posty: 875
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 18:32, 04 Paź 2012    Temat postu:

Wydaje mi się, że ilustracja tonącego za dnia statku przedstawia zatonięcie Lusitanii.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez tomek_s_1990 dnia Czw 18:56, 04 Paź 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin