Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 80

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:01, 22 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 80

Spis Treści: Strzały ostrzegawcze. Szturm pasażerów trzeciej klasy. Pierwsze strzały.

Strzały ostrzegawcze
Na pokładzie szalupowym rozgrywały się kolejne drama­tyczne sceny rozstań najbliższych osób. W pierwszych chwilach po zderzeniu „Titanica” z górą lodową pani Mary Eliza Comp­ton z Nowego Orleanu nie dała wiary pogłoskom, jakoby wspa­niały liniowiec skazany był na zatonięcie. Za całkowicie zbytecz­ne uznała więc zakładanie niewygodnej kamizelki ratunkowej. Przekonał ją do tego dopiero kapitan Smith.
-Bardzo proszę założyć kamizelkę - poprosił z właściwym sobie taktem. - Nawet jeśli się nie przyda, będzie pani cieplej.
Mary Compton stała co prawda w pobliżu ostatnich szalup ratunkowych, które miały być wkrótce opuszczone na morze, ale stanowczo odmawiała wejścia do którejś z nich, ponieważ nie wyobrażała sobie, by miała rozstać się z synem. Jeden z oficerów na próżno usiłował namówić starszą panią do zajęcia miejsca w szalupie. Mary Compton nie chciała o tym nawet słyszeć. Czas mijał i ostatecznie Alexander Compton zrozumiał, że jest jedyną osobą zdolną przekonać matkę do wejścia do szalupy.
-Mamo, nie komplikuj sprawy! - powiedział zdecydowanym tonem. - Ty i Sara wsiadajcie do łodzi. Nie martw się, ja sobie jakoś poradzę!
Pożegnał się z matką i siostrą i nie chcąc niepotrzebnie przedłu­żać bolesnej chwili rozstania, odwrócił się i wmieszał w tłum na pokładzie.
Doktorowi Williamowi Edwardowi Minahanowi przyszło się natomiast rozstać z żoną Lillian i siostrą Daisy.
-Nie bój się - powtarzał spokojnie, by podnieść na duchu żonę.
-Bądź dzielna, cokolwiek się stanie.
Po czym razem ze znajomym ruszył w kierunku środkowej części pokładu szalupowego i po chwili zniknął wśród tłoczących się tam pasażerów.
Te cztery kobiety jako jedyne pasażerki pierwszej klasy znalazły się w szalupie numer 14. Większość stanowiły w niej bowiem pasażerki drugiej klasy z dziećmi. Była wśród nich pani Charlotte Annie Collyer. Państwo Collyer z ośmioletnią córką Marjorie opuścili kabinę, po czym zgodnie z zaleceniami stewardów ruszy­li na pokład szalupowy. Tam stanęli bezradni, nie wiedząc, co robić. Los chciał, że trafili we właściwe miej­sce, ale wszyscy troje byli całkowicie nieprzygoto­wani do czekającego ich dramatu. Charlotte nie zdążyła się ani porządnie ubrać, ani uczesać.

Doktor William Edward Minahan, ceniony lekarz z Kanady, odprowadził do szalupy ratunkowej żonę i siostrę, pożegnał się z nimi, po czym, świadom, że widzi je po raz ostatni, a zarazem spokojny, że dwie najdroższe mu osoby uratują się z katastrofy, zniknął w tłumie.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przewiązała tylko włosy wstążką, otuliła córkę kocem i czym prędzej ruszyła po schodach w górę. Jej mąż także zarzucił na siebie to, co wpadło mu w rękę, liczył bowiem na to, że będzie mógł wrócić do kabiny, przebrać się i zabrać rzeczy osobiste, np. cenny zegarek, który zostawił na poduszce.
Państwo Collyer aż do tej chwili czekali z wej­ściem do szalupy, mieli bowiem nadzieję, że uda im się uniknąć rozstania. Ale czas mijał nieubła­ganie, łodzi ubywało, a chętnych do wejścia do nich - wprost przeciwnie.
Minął czas kurtuazyjnych zaproszeń do zajmo­wania miejsca w szalupach. Teraz nikt nie czekał, aż poszczególne pasażerki dobrowolnie podejmą decyzję o wejściu do łodzi. Rozkaz ratowania kobiet i dzieci zyskał w tym momencie całkowi­cie priorytetową rangę, toteż jeden z członków załogi przydzielony do szalupy numer 14 po pro­stu chwycił panią Collyer i na siłę, nie zważając na jej protesty, zaciągnął do łodzi. Kobieta szamotała się przez całą drogę, ale jej mąż, choć serce mu się krajało, zadowolony był z takiego obrotu sprawy. Krzyknął tylko na pocieszenie:
- Idź Lorrie, nie martw się. Znajdę miejsce w jakiejś innej szalupie.

Szturm pasażerów trzeciej klasy
Starszy oficer Henry Tinge Wilde przez pierwsze pół godziny po zderzeniu niechętnie odnosił się do decyzji o spuszczeniu na morze szalup ratunkowych, a nawet wolał, żeby Lightoller zwrócił się bezpośrednio do kapitana Smitha. To on jednak odegrał później kluczową rolą przy organizacji ewakuacji. Ten potężnej budowy mężczyzna już samą swoją posturą wzbudzał respekt. Wielkimi krokami przemierzał pokład od jednej szalupy do drugiej, troszcząc się o utrzymanie dyscypliny pośród człon­ków załogi i porządku wśród pasażerów. Jego prawą ręką był młody, szósty oficer James Moody.
To on właśnie wpadł na pomysł zebrania grupki marynarzy i sformowania kordonu w oobliżu szaluo ratunkowvch. Przez kordon przepuszczano wyłącznie kobiety i dzieci, zgodnie z rozkazem kapitana. Jednak mimo tak drastycznych środków kilkakrotnie doszło do prób szturmu na szalupy przez grupy zdesperowanych mężczyzn.
Kiedy Elizabeth Agnes Mary Davies, pochodząca z Kornwalii pasażerka drugiej klasy, wraz z synem Johnem Morganem jr. zajęła miejsce w „czternastce” obok Charlotte Collyer, zauważy­ła, że pod ławkami ukrywa się kilku mężczyzn. Byli wśród nich marynarze, stewardzi i palacze, ale nie tylko. Także kilku pasaże­rów trzeciej klasy, widząc, jak niewiele szalup pozostało na pokładzie, ukryło się na dnie „czternastki”, licząc na to, że nikt ich nie zauważy, a kiedy łódź znajdzie się na morzu, nikt ich przecież nie wyrzuci. Tak samo postąpił wcześniej Syryjczyk Fahim Leeni, ujawniając swoją obecność w szalupie numer 6 dopiero wtedy, kiedy kołysała się ona łagodnie na spokojnym tej nocy oceanie.

Starszy oficer "Titanica", Henry Wilde, w galowym mundurze na fotografii wykonanej tuż przed ostatnim rejsem. W tragicznych chwilach przed zatonięciem Wilde, swoją postawą, potrafił podnieść morale załogi i utrzymać spokój wśród pasażerów.
[link widoczny dla zalogowanych]

W przypadku „czternastki” wypadki potoczyły się jednak ina­czej. Zaalarmowany przez Mary Davies piąty oficer, Harolda Godfreya Lowe, kazał mężczyznom natychmiast opuścić szalupę. Jego interwencja przyniosła spodziewany skutek. Prawie wszyscy bez słowa wyszli z łodzi. Odmówił stanowczo tylko jakiś młody mężczyzna, z wyglądu prawie nastolatek i Lowe zmuszony był zagrozić mu pistoletem. Drżąc na całym ciele, chłopak mamrotał, że się boi i nie ma zamiaru wejść z powrotem na pokład statku, a widok pistoletu wywołał skutek przeciwny od spodziewanego. Zamiast posłusznie wyjść, młodzieniec, jeszcze bardziej przerażo­ny, kurczowo uczepił się jednej z ławek.
Na ten widok córka pani Collyer, cala rozdygotana z powodu niespodziewanej rozłąki z ojcem, wybuchła płaczem i zaczęła bła­gać oficera, by pozwolił chłopakowi zostać w szalupie.
-Niech się pan zlituje! - prosiła, czepiając się ręki Lowe’a.
-Proszę nie strzelać, proszę go nie wyrzucać.
Młodego oficera rozczulił widok tych nieoczekiwanych dziewczę­cych łez. Schował pistolet i zwrócił się do młodzieńca spokojnym tonem, starając się przemówić do jego poczucia honoru. Nama­wiał, by wobec tych wszystkich kobiet siedzących w szalupie zachował się jak przystało na mężczyznę. Napięcie opadło, a przemowa nieoczekiwanie odniosła skutek. Chłopak uspokoił się i po chwili dobrowolnie wyszedł z szalupy.
Natomiast inny pasażer trzeciej klasy, Edward Ryan, zdołał jakoś umknąć uwadze oficerów i załogi. Owinął głowę damskim sza­lem i w całym tym zamieszaniu został wzięty za kobietę. Dżentelmeńskie posunięcia, w które obfitował pierwszy okres po zderzeniu, teraz były już tylko wspomnieniem.
Świadomość, że koniec zbliża się wielkimi krokami, sprawiała, że coraz więcej pasażerów wpadało w histerię. Nikt już nie miał wątpliwości, że w szalupach nie starczy miejsca dla wszystkich. Większość szalup została już zresztą spuszczona na morze i nie trzeba było być wytrawnym żegla­rzem, by zrozumieć, że parę łodzi czekających na swoją kolej na pokładzie stanowiło ostatnią szansę ratunku dla setek ludzi. Poza tymi łupinami nie było innych możliwości opuszczenia pokładu tonącego transatlantyku.

Charlotte Collyer z córką Marjorie, zwaną Madge, na zdjęciu wykonanym po wyjściu z szalupy ratunkowej. Obydwie owinięte w koce, w które wyposażone były wszystkie kabiny. Udało im się dostać do szalupy numer 14 i do ostatniej chwili miały nadzieję, że Harvey Collyer także znajdzie miejsce w którejś z pozostałych szalup.
[link widoczny dla zalogowanych]

Duża grupa pasażerów trzeciej klasy została uwię­ziona pod pokładem, w zakratowanych korytarzach. Z sektorów tych dochodziły na pokład krzyki roz­paczy. Ci ludzie nie mieli żadnej szansy wydostać się na górny pokład, a tym samym wejść do szalup ratunkowych. Po mnie więcej godzinie od zderzenia i spuszczeniu jakichś dziesięciu szalup, liczba marynarzy na pokładzie wyraźnie stopniała. Ci, którzy pozostali, mieli poważne trudności z utrzymaniem pasażerów trzeciej klasy z dala od pokładu szalupowego. W jednym z korytarzy tłum emigrantów szukają­cych przejścia, umożliwiającego wydostanie się z niższych pokładów, zdołał nawet wyrwać zupełnie solidne drzwi. W innych sektorach pasażerowie trzeciej klasy wybijali otwory w ścianach kabin pierwszej klasy, byle tylko przedostać się wyżej, na otwarty pokład.
Nie było już mowy o żadnych zorganizowanych działaniach. W obliczu paniki zataczającej coraz szersze kręgi wśród pasażerów z niższych warstw społecznych, znikały sztywne podziały panujące dotąd na pokładzie.
Szalupa nr 14 była już całkiem pełna, kiedy nagle, po tym, jak usunięto z niej mężczyzn, którzy próbowali ukryć się na jej dnie i pod ławkami, z rufy transatlantyku dobiegła do niej kolejna, liczna grupa mężczyzn. Widać było, że zdecydowani są na wszystko, byle tylko się do niej wedrzeć. Tym razem sytuację ura­tował starszy marynarz Joseph Scarott, który by utrzymać przy­byłych z dala od szalupy, wyrwał rumpel i zaczął nim wymachi­wać niczym maczugą. Grupa, usiłująca przedostać się do szalupy, była zapewne grupą emigrantów nie znających angielskiego, a tym samym nie rozumiejących rozka­zów wykrzykiwanych przez ofi­cerów i marynarzy. Widoczne na ich twarzach przerażenie nie pozostawiało wątpliwości.
Za wszelką cenę chcieli się urato­wać i gdyby nie zagrodzono im drogi do szalupy, z pewnością, mimo jej przepełnienia, wdarli by się do środka. Niektórym zresztą jakoś się to udało. Widząc to, Scarrott, nieznoszącym sprze­ciwu głosem, kazał im wrócić na pokład. Ci jednak zdawali się nie rozumieć, co do nich mówi, toteż ostatecznie był zmuszony wyciągnąć ich na pokład siłą. Na pokładzie szalupowym zaczynało brakować nie tylko marynarzy, ale także oficerów. Ci, którzy pozostali, zajmowali się z jednej strony nadzorowa­niem operacji ratunkowych, a z drugiej - czuwaniem nad spusz­czonymi szalupami. Na krótko przed pierwszą Murdoch rozkazał trzeciemu oficero­wi Herbertowi Pitmanowi, by pozostał na pokładzie szalupy numer 5.
-Pamiętaj! - rzekł pierwszy oficer, ściskając dłoń trzeciemu. - Do­wodzisz co prawda tą szalupą, ale musisz mieć oko na wszystkie. Pitman półgłosem potwierdził rozkaz, a wtedy Murdoch dodał:
-Żegnaj. Trzymaj się!
Teraz w pobliżu szalup nr 14 i 16 uwijał się piąty oficer Harold Godfrey Lowe i szósty - James Moody, najmłodszy z grona oficerów. Raz na jakiś czas Lowe i Moody zamieniali ze sobą kilka słów. Jak dotąd tylko jeden oficer otrzymał rozkaz pozostania w szalupie. W łodziach potrzebny był jeszcze ktoś z doświadcze­niem, tym bardziej, że szalupy spuszczano w coraz większym tempie, niemal jedną po drugiej, a nie można było pozwolić, by pasażerowie, nie mający pojęcia o żeglowaniu, znaleźli się sami na oceanie. Nie ulegało wątpliwości, że ktoś musi pokierować ruchem szalup i pomóc pasażerom przetrwać do chwili nadejścia pomocy.
Dwaj młodzi oficerowie z jednej strony świado­mi byli tej konieczności, ale z drugiej czuli się w r ? obowiązku zostać na pokładzie i pomóc przy spuszczaniu pozostałych szalup.
-Wejdź do tej! - zachęcał Lowe’a szósty oficer. - Ja się zabiorę następną.

Pani Addie Wells z dwojgiem dzieci (pośrodku), Joan i Ralphem Lesterem, najmłodszym w rodzinie. Na podróż do Ameryki pani Wells zarezerwowała kabinę na "Oceanicu", ale z powodu strajku węglowego White Star Line zmuszona była przenieść na "Titanica" pasażerów ze wszystkich innych transatlantyków.
[link widoczny dla zalogowanych]

Podobnie potoczyły się losy państwa Laroche, którzy mieli odbyć podróż do Ameryki, a potem na Haiti, parowcem "La France". Jednak ze względu na rasowe uprzedzenia na statkach pływających pod francuską banderą pan Laroche, Haitańczyk, nie mógł zaokrętować się na ten liniowiec i zmuszony był poszukaćsobie miejsca gdzie indziej. Jego wybór padł na "Titanica". Kobiety i dzieci uwiecznione na tych dwóch zdjęciach uratowały się w szalupie nr 14.
[link widoczny dla zalogowanych]

Pierwsze strzały
Lowe odwrócił się, by wspomóc Scarrotta, który usiłował powstrzymać kolejną grupę przerażonych pasażerów trzeciej klasy. Ponownie wyciągnął pistolet i krzyknął, ile sił w płucach:
-Odsuńcie się! Jeśli ktoś spróbuje wejść do szalupy, będę strzelał. Po czym zapytał Scarrotta, ile osób wsiadło do szalupy. Mary­narz odparł, że ponad sześćdziesiąt. Lowe obawiał się, że żurawiki mogą nie wytrzymać ciężaru załadowanej szalupy, ale nie miał już wyboru. Musiał podjąć ryzyko. Z ciężkim sercem wydał rozkaz opuszczania szalupy:
-Opuszczać szalupę numer 14!
Kiedy wszedł do szalupy, zauważył, że chce się do niej wedrzeć kilku członków załogi, zapewne palaczy. Lowe przekonany, że szalupa i tak jest już przeciążona, nie wyobrażał sobie, by mogła pomieścić jeszcze kilku mężczyzn. Groziło to, jak sądził, naruszeniem niepewnej równowagi łodzi i przeciążenie utrzymu­jącej ją w powietrzu struktury.

Piąty oficer Harold Lowe był jednym z najmłodszych oficerów na "Titanicu". Powierzono mu dowodzenie szalupą nr 14.
[link widoczny dla zalogowanych]

Po raz wtóry sięgnął więc po pistolet i strzelił kilkakrotnie w powietrze między burtę statku i szalupy. Zdecydowana posta­wa oficera odstraszyła śmiałków. Żaden z nich nie miał odwagi ryzykować. Z każdą chwilą panika na statku rosła. Także po drugiej stronie doszło do „szturmu” na szalupę ratunkową, podobnego do tego, jakiemu musieli stawić czoła Lowe i Scarrott. Na sterburcie pozo­stała już tylko jedna szalupa ratunkowa - „piętnastka” i teraz wła­śnie pierwszy oficer William McMaster Murdoch stanął wobec konieczności opanowania rozjuszonego tłumu, zdecydowanego wedrzeć się do niej.
-Cofnąć się! - krzyczał. - Kobiety i dzieci mają pierwszeństwo. W ostatniej fazie spuszczania „czternastki” zablokowała się lina rufowa, utrzymująca łódź. Ponieważ mechanizm odwijania pozo­stałych lin działał bez zarzutu, po chwili szalupa niebezpiecznie przechyliła się na dziób. Wisiała w tej pozycji jakieś półtora metra nad powierzchnią wody. Przerażone kobiety zaczęły krzyczeć. Konieczna stała się natychmiastowa interwencja,
w przeciwnym razie bowiem pasażerom szalupy groziło wypadnięcie. A przecież ta łupinka stanowiła dla nich jedyną szansę na ocalenie.
W tym momencie po raz kolejny Joseph Scarrott wykazał się nadzwyczajną przytomnością umysłu. Pogrzebał chwilę w kiesze­ni i wyciągnął z niej niewielki scyzoryk. Chwycił zaczepioną linę i jednym ruchem przeciął ją. Szalupa z głośnym pluskiem opadła na wodę. Na szczęście obyło się bez uszkodzeń i nikt z pasaże­rów nie wypadł za burtę. Na tym jednak nie skończyły się przygody „czternastki”. Należało sprawdzić, czy korek spustowy jest właściwie zatknię­ty. W szalupach stojących na pokładzie spusty musiały być otwarte, żeby woda deszczowa zbierająca się w szalupach miała którędy wypłynąć. Scarrott pamiętał i o tym, toteż pozostawało tylko wiosłować, ile sił w rękach.
Kiedy wzdłuż prawej burty spuszczano „trzynastkę”, a wzdłuż lewej - „czternastkę”, do spuszczenia przygotowywano szalupy numer 15 i 16. Pasażerowie ze spuszczanych lodzi mogli po raz ostatni przez bulaje zajrzeć do wnętrza statku i nasycić oczy wszystkimi jego wspaniałościami. Światło nadal oświetlało luksu­sowe pomieszczenia na trzech górnych pokładach, podkreślając urodę stylowych mebli, puszystych dywanów, różowych jedwab­nych abażurów i skrzących się kryształów. Niemożliwe wydawa­ło się, by cały ten przepych i luksus miały na zawsze pogrążyć się w odmętach oceanu.
Jednak kiedy tylko szalupy oddalały się od burt „Titanica”, pasa­żerowie uświadamiali sobie, że chwile statku są policzone. Wspa­niale oświetlony transatlantyk miał rosnący niemal w oczach przechył na dziób. Nachylenie pokładów, na statku wyczuwalne w znacznie mniejszym stopniu, z pewnej odległości było ewi­dentne. Do uszu pasażerów szalup dochodziły z dala dźwięki muzyki. Orkiestra nadal wygrywała modne melodie o synkopowanych rytmach, jakby cała ta tragedia była tylko jakąś dziwną inscenizacją, która wkrótce zakończy się happy endem.

W czasie spuszczania szalup wzdłuż burt pasażerowie mogli po raz ostatni rzucić okiem na luksusowe salony "Titanica", które jeszcze parę godzin wcześniej wypełniały tłumy pasażerów, troszczących się jedynie o to, by dobrze się bawić i wychwalających niezliczone zalety techniczne wspaniałego transatlantyku.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: Panika w szalupach ratunkowych. Odważna dwunastolatka.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:06, 22 Wrz 2012    Temat postu: Koniec wyścigu.

No i Zdjęciowy Wyścig zakończony. Wszystkie obecne numery mają już zdjęcia. Wszystkie następne numery będą już posiadać zdjęcia oraz opis do nich. Pozdrawiam.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin