Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 8

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 8:32, 01 Maj 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 8

Spis Treści: Dwa magiczne momenty w jednym. Wodowanie "Titanica". Wyjście w morze "Olympica". Dziewiczy rejs "Olympica".

Dwa magiczne momenty w jednym
Wreszcie nadeszła chwila, kiedy Pirrie, Ismay i Morgan mogli z dumą pokazać całemu światu potęgę i piękno marzenia, które stało się rzeczywistością. Trzej pomysłodawcy „Titanica”, sprzymierzeni w tym wielkim przedsięwzięciu, rozkoszowali się już chwilą, kiedy zostaną koronowani na niepodzielnych władców mórz. Ambicja, która scementowała ich związek, zdawała się nie mieć granic.
Teraz, kiedy żmudna praca na stołach kreślarskich i w pracow­niach projektowych dobiegła końca, kiedy zakończył się trud tych, za sprawą których kawałek po kawałku powstała ta nowa duma żeglugi oceanicznej, trzeba było pomyśleć o publicznej prezentacji rezultatów tego nadzwyczajnego jak na owe czasy wysiłku technologicznego.
Jednak tworzenie wizerunku i reklamowanie wydarzenia także wymagają przyjęcia określonej strategii i opracowania planu. Triumwirat chciał, by wysiłek włożony w budowę liniowców zyskał adekwatny rozgłos, a najprostszą drogą do osiągnięcia tego celu było podniesienie rangi wydarzenia przez połączenie kilku uroczystości i umiejętne powiązanie wymiaru gospodar­czego z wymiarem czysto ludzkim i osobistym.
Gorączkowe prace wykończeniowe na „Olympicu” zostały zakończone w niedzielę poprzedzającą uroczystość. Teraz wszystko było zapięte na ostatni guzik i statek mógł wyruszyć w dziewiczy rejs. I choć było to wystarczającym powodem, by ściągnąć dziennikarzy i szeroką publiczność, postanowiono połączyć wyjście w morze „Olympica” z wodowaniem „Titanica”. Obydwa statki miały być bohaterami tego dnia, a tym samym niejako odzwierciedlać wspólną wolę Morgana i jego wspólników, by przejąć panowanie w żegludze morskiej. Nie chodziło wszak tylko o to, by zyskać przewagę - przewaga ta miała być miażdżąca. Wyjście w morze największego i naj­bardziej luksusowego liniowca świata, który miał wręcz unicest­wić konkurencję, wykorzystano zatem jako sposobność do pochwalenia się „Titanikiem”, który już wkrótce miał stać się jeszcze większy i bardziej luksusowy od siostrzanej jednostki.
O tym, że pomysłodawcy tego niezwykłego projektu stanowili jego integralną część, do tego stopnia, że czuli, jakby samo ich istnienie głęboko zakorzeniło się, niemal wcieliło, w to przedsięwzięcie, świadczy fakt, że na dzień wodowania wybrano dzień 31 maja 1911 roku, tj. dzień urodzin prezesa stoczni Harland & Wolff i jego żony, lorda i lady Pirriech.

Jedno z wielu biur technicznych w stoczni Harland & Wolff. Na tych stołach narodziły się plany konstrukcyjne wielkiego transatlantyku, opracowane i sprawdzone z troską o najdrobniejsze szczegóły.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Owego wiosennego poranka Zatoka Belfast obudziła się skąpa­na w jasnym świetle. Klejnot, oprawiony w błękit, oczekiwał w milczeniu, aż dziennikarze, ważne osobistości i zwykli śmiertlenicy przyjdą go odwiedzić i złożyć mu hołd. Na lądzie trwały ostanie gorączkowe przygotowania do uro­czystości. Już od świtu do stoczni zaczęły się schodzić tłumy. Każdy starał się znaleźć jak najlepsze miejsce, z którego można by podziwiać obydwa wydarzenia.
Z tej okazji na linii prowadzącej do portu wprowadzono dodatkowe tramwaje. Dzięki temu przybyła rekordowa liczba widzów: sto tysięcy - jak szacowano. Ci, którzy dotarli na miejsce najwcześniej, za dwa funty mogli podpłynąć statecz­kiem do „Olympica” i obejrzeć go z bliska. Wyjście w morze w dziewiczy rejs przewidziano na dwunastą w południe, a zatem było dość czasu, by powrócić do portu i uczestniczyć w ceremonii wodowania „Titanica”.
Tylko nielicznym szczęśliwcom udało się kupić bilet wstępu na trybuny zbudowane na terenie stoczni. Liczba miejsc na trybu­nach była ograniczona, a dwie były w całości zarezerwowane dla przedstawicieli władz i wysłanników prasowych.
Prezes White Star Line, J. Bruce Ismay, przybył na uroczystość w towarzystwie córki Margaret. Na jego życzenie należący do floty kompanii parowiec „Duke of Argyll” miał wyruszyć z portu Fleetwood, położonego nieco na północ od Liverpoolu, i przywieźć do Belfastu niektórych znakomitych gości i blisko setkę dziennikarzy z całej Anglii. Stanowiło to potwierdzenie przysłowiowej już niemal dbałości zarządzających White Star Line o jak najlepsze układy z prasą.
Przed wodowaniem koryto rzeki Lagan zostało pogłębione, by „Titanic” mógł bezpiecznie zanurzyć się w jej toni. Na brzegach rzeki zebrała się blisko jedna trzecia mieszkańców miasta. Wszyscy czekali na wodowanie, w czasie którego nie przewi­dziano zwyczajowego chrztu nowej jednostki. White Star, wierna swojej tradycji, wolała nadać wydarzeniu charakter bardziej świecki, który w jakimś stopniu dawał się odczuć także w samym wyborze nazw dwóch nowych transatlantyków. Nawiązanie do słynnych greckich mitów nie było przypadkowe, zupełnie jakby Morgan, Pirrie i Ismay chcieli w ten sposób podświadomie wyrazić wolę dojścia do szczytu i zmierzenia się z bogami z Olimpu. Nowonarodzeni Tytani byli dowodem potęgi człowieka, który dzięki wie­dzy i postępowi naukowemu potrafi okiełznać siły natury, a nawet ją przezwyciężyć, zyskując nowy, niemal nadprzy­rodzony wymiar. Człowieka, który nie musi już zabiegać o przychylność bóstw, lecz może zmierzyć się z nimi jak równy z równym.

Bez takiego zaproszenia ze strony White Star Line nie można było uczestniczyć w wodowaniu.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Wodowanie „Titanica”
Trybuna dla dygnitarzy różniła się od innych centralnym położeniem i czerwono-białą draperią. Pośród znakomitych gości - ku zadowoleniu gospodarzy - znalazł się burmistrz Belfastu. Z dumą reprezentował obywateli miasta i budowni­czych tego tak zachwycającego transatlantyku, który podróżu­jąc po świecie, miał rozsławić ich umiejętności i profesjonalizm. Sygnał do rozpoczęcia manewru wodowania miał dać człowiek numer jeden w stoczni Harland & Wolff. Kilka minut przed jedenastą zamoczono wzdłużniki, tj. liny, które pozwalały nie­dostrzegalnie unieść kadłub „Titanica”, tak by można było wybić bloki stępkowe i obłowe.

31 maja 1911 roku, godzina 12:05. Potężne hudrauliczne bijaki zaczynają działać popychając do przodu stalową masę "Titanica".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Na polecenie lorda Williama Jamesa Pirriego o 12:05 wystrzelo­no dwie rakiety, a po jednominutowej przerwie - trzecią. Po wybiciu bloków podtrzymujących kadłub, uruchomione zostały spychające statek bijaki, których zadaniem było wypchnięcie 23000 ton stali składających się na „Titanica”. Teraz statek miał zsuwać się po pochylni, na którą wylano uprzednio 20 ton mieszaniny łoju, oleju wielorybiego i mydła celem zmniejszenia siły tarcia. O 12:30 olbrzym drgnął. Powietrze przeszył ogłusza­jący ryk zgromadzonych tłumów, do którego dołączyło wycie syren statków i holowników zacumowanych w porcie.

<script>[link widoczny dla zalogowanych]
(u góry) W kilka minut po 12:30 "Titanic" kończył zsuwnie się do wody, gdzie jego pęd hamowało sześć ciężkich kotwic i ponad osiem ton lin i kotwi.
(na dole) "Titanic" wreszcie może swobodnie unosić się w morzu, na którym ma wkrótce objąć panowanie. Przy dziobie i w wodzie widać pozostałości płozy wodowaniowej, która zapewniła perfekcyjne zsuwanie się kadłuba.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

W ten sposób rozpoczęła się faza równoległego zsuwania wodowanej masy. Kadłub ześlizgiwał się po szynach pochylni, najpierw po lądzie, a później, kiedy część rufowa płóz wodowaniowych zaczęła wsuwać się do wody, w częściowym zanurzeniu.
Z każdą chwilą zanurzała się coraz większa część podwodzia, a jednocześnie rosło oddziaływanie poziomych sił, wypychają­cych jednostkę na powierzchnię. Wreszcie rufa uniosła się i sta­tek przeszedł do najbardziej niebezpiecznej fazy, tj. fazy rotacji. Cała wodowana masa obróciła się na punkcie podparcia, znaj­dującym się w zaokrąglonej części dziobowej płóz wodowa­niowych, która była w tym momencie jedynym punktem stycz­nym kadłuba z pochylnią. W tym punkcie koncentrował się cały ciężar statku. W trakcie zsuwania przednia część płóz silnie tarła o podłoże. Jednocześnie stopniowo zwiększał się kąt między płaszczyzną zsuwania a stępką.
Wreszcie wypchnięcie w górę - zgodnie z prawem Archimedesa - pokonało przeciwne oddziaływanie ciężaru i wodowana jednostka, odrywając się całkowicie od nabrzeża, nabrała prędkości przekraczającej 12 węzłów, zanim sześć kotwic i ponad osiem ton mocujących lin gwałtownie nie zahamowało jej pędu.

Stoczniowcy od Harlanda & Wolffa niczym wojsko liliputów wokół "Titanica", zakotwiczonego przy jednym z nabrzeży stoczni, gdzie miały być przeprowadzone prace wykończeniowe.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Wyjście w morze „Olympica”
Po zakończeniu ceremonii wodowania najznakomitsi goście zostali zaproszeni na obiad wydany z tej okazji w sali zarządu stoczni. W tym samym czasie druga część zaproszonych, już nieco mniejszej rangi, została skierowana na bankiet zorganizo­wany w hotelu Grand Central w Belfaście.
Około trzeciej po południu triumwirat, w skład którego wcho­dził finansista, budowniczy i armator, zaprosił ścisłe grono sta­rannie dobranych osób na pokład „Nomadica”, który przewiózł wszystkich na kołyszący się na falach zatoki „Olympic”. Tam stocznia Harland & Wolff oficjalnie przekazała statek kompanii żeglugowej White Star Line. Wreszcie, podczas gdy tłum zaczął się stopniowo przerzedzać, „Olympic” podniósł kotwicę i wraz ze swoimi znakomitymi pasażerami wyruszył do Liverpoolu, gdzie miały się odbyć ostatnie przygotowa­nia przed dziewiczym rejsem przez Atlantyk.
W ciągu dwudziestu dziewięciu miesięcy zbudowano statek, który choć sam był największym i najpiękniejszym liniowcem świata, otwierał drogę nowej jednostce tej samej klasy, która w ciągu najbliższego roku miała go prześcignąć. Kolejne, pozor­nie niemożliwe przedsięwzięcie Johna Pierponta Morgana, zakończyło się sukcesem.

Pierwszy sukces przedsięwzięcia Pirriego, Ismaya i Morgana i dobra wróżba dla "Titanica": "Olympic" z powiewającą na wietrze banderą triumfalnie wsuwa się do wody.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Dziewiczy rejs „Olympica”
Po przebyciu Morza Irlandzkiego „Olympic” dotarł do portu w Liverpoolu i zarzucił kotwicę w ujściu rzeki Mersey. Następnego dnia tłumy ciekawskich mogły wejść na jego pokład i obejrzeć ten nowy cud, świadectwo brytyjskiej potęgi mors­kiej, choć sfinansowane przy pomocy amerykańskich dolarów.
Następnej nocy statek wyruszył w dalszą drogę do Southampton. Tam, zaraz po jego przybyciu, ruszyła wielka machina zorganizowana przez White Star, mająca na celu zaopatrzenie statku we wszystko, co konieczne do przebycia Oceanu. Tym samym przygotowania do dziewiczego rejsu dobiegły końca. Kurs, ten sam, który niewiele później miał obrać „Titanic”, przewidywał zawinięcie do dwóch portów: w Cherbourg we Francji, a później Queenstown w Irłandii. Potem liniowiec miał wypłynąć w otwarty Atlantyk, kierując się prosto na Nowy Jork.

"Olympic" w czasie dziewiczego rejsu do Nowego Jorku.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Dowodzenie statkiem flagowym White Star powierzono naj­bardziej doświadczonemu oficerowi w kompanii, kapitanowi Edwardowi Johnowi Smithowi.
W czwartek, 14 czerwca, wszystkie miejsca na „Olympicu” były już zarezerwowane. Transatlantyk miał przyjąć na pokład mak­symalną liczbę pasażerów. Cóż mogło dobitniej dowieść traf­ności przedsięwzięcia obmyślonego przez Pirriego, przyjętego przez Ismaya i sfinansowanego przez Morgana? Wszystko ukła­dało się dokładnie po ich myśli!
Prawdą jest wszakże, że już wkrótce doszło do nieprzyjemnego - lecz niegroźnego w skutkach - incydentu, który dowiódł, że dotychczasowe doświadczenie, nabyte przy kierowaniu mniejszymi parowcami, w przypadku statku o takich rozmia­rach jest niewystarczające. Oficerowie i załoga musieli „nauczyć się” rozmiarów morskiego kolosa i uświadomić sobie zagroże­nia, powstające przy manewrowaniu tak imponującą masą.
21 czerwca, w tydzień po wyjściu w morze z Southampton, „Olympic” niemal nie staranował własną rufą holownika „O.L. Halenbeck”. Oficerowie kierujący wielkim transatlanty­kiem wciąż musieli się uczyć, że tego rodzaju manewry wyma­gają większej ostrożności z powodu ogromnych sił, które wzbudza taka masa stali, poruszając się na zamkniętym obszarze.
Niemniej ten niebezpieczny incydent w najmniejszym stopniu nie zaniepokoił zarządzających kompanią żeglugową, którzy byli w pełni usatysfakcjonowani osiągniętymi rezultatami i przewidywali, że w najbliższym czasie zainwestowany kapitał zwróci się z nawiązką.
Z drugiej strony nie było czasu na to, by myśleć o drobnych usterkach. Coraz pilniejsze stawało się zakończenie prac nad „Titanikiem”. Osiągnięcie tego celu miało przypieczętować zwycięstwo na międzynarodowym rynku żeglugi pasażerskiej po Północnym Atlantyku.

W następnym numerze: szczegółowy opis układu napędowego "Titanica". Polecam!

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Wto 21:40, 28 Sie 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin