Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 79

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:01, 20 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 79

Spis Treści: Szalupy z pasażerami z trzeciej klasy. Złość w kabinie radiowej. Szalupa numer 13. Szczęśliwe ocalenia.

Szalupy z pasażerami z trzeciej klasy
Z każdą chwilą sytuacja na pokładzie „Titanica” stawała się coraz bardziej dramatyczna. Brak personelu do pomocy dawał się szczególnie odczuć na pokładzie szalupowym, na który nieprzerwanie napływały nowe fale pasażerów. Trzeba ich było zorganizować i przydzielić do poszczególnych łodzi, w których - teraz było to już jasne dla wszystkich - miejsce mogła znaleźć tylko część pasażerów.
Brakowało także doświadczonych marynarzy, którzy mogliby pomóc oficerom w nadzorowaniu akcji ratunkowej. Na krótko przed północą drugi oficer Charles Herbert Lightołler posłał bosmana Alfreda Nicholsa na pokład A, żeby rozsunął przeszklone drzwi, przez które pasażerowie mieli wchodzić do pierwszej szalupy opuszczonej właśnie do poziomu tego pokładu. Jednak pomysł, by pasażerowie wchodzili do szalup z pokładu A, okazał się bardzo trudny do realizacji i ostatecznie przeszklone drzwi i okna pozostały zamknięte. Pasażerowie, wysłani z pokładu szalupowego na niższy, odkryli ze zdumieniem, że nie mogą wejść do żadnej szalupy, jako że łodzie opuszczono tylko na chwilę, po czym ponownie podciągnięto wyżej.
Bosman zabrał ze sobą sześciu marynarzy. Choć minę­ła już godzina, jak dotąd żaden z nich nie wrócił na pokład szalupowy. Choć przydaliby się do pomocy, nie można było pozwolić sobie na luksus szukania ich po całym statku. Na pokładzie szalupowym i tak było zbyt mało personelu, a poza tym, w miarę opusz­czania kolejnych szalup, liczba marynarzy topniała, nie było więc mowy o dalszym uszczuplaniu szeregów, i to z tak błahej przyczyny. W tej sytuacji Lightołler postanowił przydzielać do każdej szalupy po dwóch marynarzy.

James Moody otrzymał rozkaz nadzorowania załadunku jednej z ostatnich szalup - trzynastki.
[link widoczny dla zalogowanych]

Złość w kabinie radiowej
Ale nadal na „Titanicu” był ktoś, kto prowa­dził desperacką walkę o uratowanie rannego olbrzyma. Dwaj radiotelegrafiści: John Phillips i Harold Bride bez przerwy wysyłali w eter wezwania o pomoc. Odpowiedzi nadchodzące z innych jednostek nie nastrajały optymistycznie. Wynikało z nich jednoznacznie, że w pobliżu „Titanica” nie ma nikogo. W tym samym czasie, kiedy z obu burt „Titanica” spuszczano kolejne trzy szalupy: numer 9 i 11 ze sterburty i numer 12 z bakburty, „Olympic” po raz kolejny wysłał do „Titanica” depeszę o następującej treści:
„Czy jesteście w stanie płynąć na południe, w naszym kierunku?” „Zatrzymaliśmy silniki. Spuszczamy szalupy ratunkowe z kobie­tami i dziećmi” - brzmiała odpowiedź Phillipsa. Radiotelegrafista był niepocieszony, bowiem pytanie wyraźnie wskazywało na to, że na bliźniaczej jednostce wciąż nie zdawano sobie sprawy z dramatycznej sytuacji „Titanica”. „Toniemy, a oni chcą, żebyśmy do nich płynęli” - myślał radiooperator, któremu przypadło w udziale powiadomienie całego świata, że najpiękniej­szy liniowiec powoli znika w lodowatych odmętach oceanu.
Z drugiej strony zdawał sobie sprawę z tego, że na „Olympicu” mieli prawo nic nie rozumieć. Nawet jemu samemu przecież niełatwo było przyjąć do wiadomości fakt, że „Titanic” nie jest niezatapialny. Piękny sen urwał się nagle, ustępując miejsca bru­talnej rzeczywistości. Rozgoryczenie Phillipsa było tym większe, że radiotelegrafista robił, co mógł, by jego depesze były jasne i zrozumiałe. Nadał nawet nowe międzynarodowe wezwanie o pomoc - SOS i wydawało mu się, że nikt nie powinien mieć wątpliwości co do beznadziejnej sytuacji liniowca. Z odbieranych odpowiedzi wynikało jednak niezbicie, że ci, którzy znajdowali się daleko od statku, nie mogli sobie wyobrazić, że statek tonie, i to nawet w obliczu całkowicie jednoznacznego wezwania o pomoc, nie pozostawiającego - jak się zdawało - najmniejszych wątpliwości.

Jednodolarowy banknot oraz jedna z monet znaleziony w kieszeni Gattiego. Szef restauracji nie uratował się, choć dzięki cywilnemu ubraniu zdołał się dostać na pokład szalupowy.
[link widoczny dla zalogowanych]

„Frankfurt” pytał: „Czy w pobliżu są jakieś jednostki?” Phillips powoli tracił cierpliwość. Czyżby wszystko sprzysięgło się przeciw nim? Jakim cudem nikt nie rozumie, że „Titanic” rozpaczliwie potrzebuje natychmiastowej pomocy? Na tak głupie pytanie nie warto było nawet odpowiadać. Ale radiotelegrafista z „Frankfurtu” uparcie wypytywał się o dalsze szczegóły. Tego Phillipsowi było już za wiele:
-Dosyć tego! Zejdźcie z pasma - rozkazał i przycisnął ze złością przycisk nadajnika.
Kapitan Smith pozostawał wciąż w ścisłym kontakcie z radio­operatorami. Nie tracił nadziei, że w ostatniej chwili wydarzy się jakiś cud. Raz na jakiś czas schodził do kabiny radiowej, by dowiedzieć się, czy nie ma przypadkiem jakiś nowych wieści, a jednocześnie przekazać radiotelegrafistom najświeższe informa­cje na temat postępu akcji ratunkowej i zapasów energii elektrycznej, które niestety z każdą chwilą topniały.

Szalupa numer 13
W szalupie numer 13 znaleźli miejsce liczni członkowie załogi, m.in. palacz George William Beauchamp. Opuścił on swoje stanowisko pracy w maszynowni dopiero wtedy, kiedy nic już nie można było zrobić. W ciągu kilku minut woda doszła mu do pasa, a cała maszynownia wypełniła się kłębami pary tak, że z trudem rozróżniał zarysy tego, co go otaczało. Woda wkrót­ce zabarwiła się węglem i smarami. W tej sytuacji Beauchampowi nie pozostawało nic innego, jak wspiąć się po drabince ewaku­acyjnej. W ciemności któryś z jego towarzyszy krzyczał:
-Tak dobrze!
Teraz siedział otępiały na ławce szalupy numer 13, ledwie zdając sobie sprawę z tego, co się wydarzyło i co dalej działo się na jego oczach. Zdawało mu się, że wciąż słyszy przeraźliwy ryk, który nagle rozdarł powietrze niczym piorun w czasie burzy. Co stało się z jego towarzyszami? Czy ktoś został w trzewiach statku, uwięziony przez wodę i parę? Takie i mnóstwo innych pytań cisnęło mu się teraz do głowy, choć dobrze wiedział, że nie ma na nie odpowiedzi.

Jedna z pierwszych ilustracji prasowych towarzyszących wiadomości o zatonięciu "Titanica". Dramatyzm sytuacji podnosi rozszalałe morze i góra lodowa, za którą statek tonie z zapalonymi światłami.
[link widoczny dla zalogowanych]

Wraz z Beauchampem w szalupie numer 13 znalazło się jeszcze czterech palaczy. Był wśród nich niestrudzony szef kotłowni Frederick William Barrett, który walczył z żywiołem najpierw w kotłowni numer 6, później numer 5 i wreszcie numer 4. Na odwrót zdecydował się dopiero wtedy, kiedy nic nie można już było zrobić i także ostatniej kotłowni groziło zalanie. Oprócz palaczy w szalupie numer 13 znaleźli się przede wszyst­kim pracownicy kuchni i stewardzi.
Niestety w tej dramatycznej sytuacji dała o sobie znać niejasna pozycja pracowników restauracji „a la carte”. Jako że byli zatrud­nieni na transatlantyku, nie sposób ich było zaliczyć do grona pasażerów, ale jednocześnie, z administracyjnego punktu widze­nia, nie uznawano ich za członków załogi. Te biurokratyczne sztuczki, których celem było zapłacenie niższego ubezpieczenia, w czasie ewakuacji stały się przeszkodą nie do pokonania. Jako jedyni na pokład szalupowy dotarli szef kuchni Luigi Gatti i jego pomocnik Paul Mauge. Obaj mieli prawo nosić na statku cywilne ubranie i dzięki temu mogli przemknąć niezauważenie wmieszani w tłum pasażerów. Natomiast pozostali pracownicy restauracji, wszyscy w służbowych uniformach, zostali zebrani w kabinach na pokładzie E. Mauge z trudem utorował sobie drogę przez tłum kelnerów, którzy nie mieli prawa wejść na pokład szalupowy, po czym szybkim krokiem ruszył na dziób i wreszcie wydostał się na pokład szalupowy.

Szczęśliwe ocalenia
Przy szalupie numer 13 załadunkiem pasażerów kierował szósty oficer James Moody. W pewnym momencie podeszła doń jakaś dziewczynka i ku jego zdziwieniu grzecznie zapytała, czy może wejść do szalupy. Była to dwunastoletnia Ruth Elizabeth Becker, która z chwilą, kiedy jej matka wskoczyła do szalupy nr 11 do dwójki swych młodszych dzieci, została na pokładzie statku całkiem sama. Jej spokój i nienaganne zachowanie zrobiły na Moodym takie wrażenie, że sam wziął ją na ręce i ostrożnie przeniósł do szalupy.
Jednym z pomocników szóstego oficera był steward Frederick Dent Ray. O dramatycznej sytuacji statku dowiedział się od jed­nego z kolegów, kiedy krążył po pokładzie C w poszukiwaniu jakichś pewnych wiadomości. Od tamtej chwili dwoił się i troił, usiłując pomóc jak największej liczbie pasażerów dostać się do szalup ratunkowych. W pewnym momencie został przydzielony do obsługi szalupy numer 9. Był już w środku, kiedy w ostatniej chwili zmienił zdanie i jednym susem wyskoczył z powrotem na pokład szalupowy. Poczuł, że bez względu na los, jaki ma go spotkać, jego obowiązkiem jest pomagać dalej przy skompli­kowanych operacjach spuszczania szalup, najpierw jedenastki, a potem trzynastki.
Doktor Waschington Dodge, zamożny bankier z San Francisco, do tego wieczora wraz z żoną Ruth i synem Washingtonem Jr. zajmował kabinę 34 na pokładzie A. O tym, że należy jak naj­szybciej wejść na pokład szalupowy, dowiedział się od stewarda. Ubrał się szybko w kamizelkę ratunkową i posłusznie spełnił polecenie stewarda. Niestety, nie miał pojęcia, gdzie jest jego żona. Chodził teraz po pokładzie i wypytywał wszystkich, czy jej gdzieś nie widzieli.
Jakiś oficer zapewnił go, że widział, jak jego żona wraz z synem wchodziła do jednej z pierwszych szalup ratunkowych. Wiado­mość ta oczywiście podniosła go nieco na duchu, acz nie mógł być pewny, czy oficer nie pomylił jego żony z jakąś inną kobietą z dzieckiem. Niepewny co robić, Dodge kręcił się niezdecydowa­nie w pobliżu szalupy. Tuż koło trzynastki jakaś korpulentna kobieta płakała ze strachu:
-Nigdy w życiu nie siedziałam w łodzi! - lamentowała. - Dajcie mi spokój. Moja noga i tak nie postanie w tej szalupie!
-Dosyć tego! - przerwał jej ostro Frederick Ray. - Proszę się uspokoić. Musi pani tam wejść i już!
Mocno ujął kobietę pod ramię i pomógł jej przejść do szalupy, po czym powrócił do przerwanych czynności. Kiedy się odwra­cał, zobaczył doktora Dodge’a. Znał go doskonale, ponieważ na „Olympicu” byl pokojowym państwa Dodge. Widząc, że Dodge jest sam, Ray zapytał, co się dzieje z jego żoną. Na wieść o tym, jak się mają sprawy, z całkowitą szczerością przedstawił doktoro­wi obraz sytuacji, wyjaśniając, że nie ma chwili do stracenia. Chwilę potem ktoś pchnął bankiera do szalupy i w ten sposób jako jedyny z pierwszej klasy Dodge znalazł się w szalupie numer 13.

Dwudziestoletnia Irlandka, panna Bridget Dalia Bradley, która znalazła ocalenie w szalupie numer 13, płynęła do siostry mieszkającej w Ameryce.
[link widoczny dla zalogowanych]

Poza członkami załogi i Dodgem w szalupie tej uratowało się aż 27 pasażerów trzeciej klasy, najliczniejsza jak dotąd grupa, złożo­na w przeważającej mierze z kobiet. Trzeba było spuścić na morze aż jedenaście szalup, zanim znalazło się miejsce dla tak licznej grupy mniej zamożnych pasażerów. Nie można jednak zapominać, że ci pasażerowie z kabin na pokładzie E stanowili nic nie znaczącą garstkę wobec setek pasażerów trzeciej klasy, uwięzionych na niższych pokładach, bez szans przedostania się na pokład szalupowy.
Jeden z nich, młody Irlandczyk Daniel Buckley, przez dłuższy czas kluczył pod pokładem, po czym dotarł do drzwi prowadzą­cych do sektora pierwszej klasy. Tuż przed nim inny emigrant został właśnie brutalnie odepchnięty do tyłu. Steward strzegący przejścia pchnął go tak silnie, że mężczyzna upadł na podłogę. Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Jednak emigrant nie dał za wygraną. Zerwał się na równe nogi, a instynkt samozacho­wawczy dodał mu sił. Z furią rzucił się na drzwi i wyła- ma! zamek. Przejście stało otworem. Steward, zdając sobie sprawę, że w pojedynkę nie zdoła stawić oporu zdeterminowanemu tłumowi, czym prędzej ruszył do H ucieczki. Przejście stało otworem i Daniel Buckley nie H '/ dał się prosić, by skorzystać z okazji. Przez sektor pierwszej klasy przedostał się na pokład szalupowy i wszedł do szalupy numer 13.
W szalupie tej znalazły się także trzy przyjaciółki podróżujące razem trzecią klasą. Jedną z nich była Mary Agatha Glynn. Poprowadził je tam młody Martin Gallagher, który krążył tam i z powrotem między kabinami trze­ciej klasy a pokładem szalupowym, zabierając coraz to nowe grupy pasażerów trzeciej klasy, zagubionych i zdezorientowanych w labiryncie korytarzy wielkiego transatlantyku.
Nagle, niewiadomo skąd, na pokładzie szalupowym pojawiła się plotka, że na bakburcie do szalup wpuszczani są także mężczyź­ni. Nie sprawdziwszy nawet, z jakiego źródła pochodzi ta wiado­mość, panowie chętnie dali jej wiarę i tłocząc się, zaczęli przecho­dzić na przeciwległy pokład. W konsekwencji przepychający się wcześniej koło szalupy nr 13 tłum wyraźnie się przerzedził.
-Czy są jeszcze jakieś kobiety? - krzyknął ktoś koło szalupy. Pytanie powtórzono, a wobec braku odpowiedzi marynarz stoją­cy w szalupie zapytał stojącego obok Lawrence’a Beesley’a, który jako jeden z niewielu mężczyzn nie przeszedł na drugą stronę statku, czy w pobliżu są jeszcze jakieś kobiety lub dzieci.
-Nie - odparł Beesley.
-No to, wchodzi pan, czy nie?
Szalupa była pełna i Moody wydał rozkaz opuszczania. W tym momencie podbiegły do niej jakieś dwie kobiety, a zaraz za nimi Albert i Sylvia Caldwell. Państwo Caldwell podróżowali „Titanikiem” drugą klasą. Wracali z Syjamu, gdzie zarówno Albert Francis Caldwell, jak i jego żona, byli nauczycielami w chrześcijańskiej szkole w Bangkoku. Na wieść, że należy jak najszybciej opuścić kabiny, Sylvia owinę­ła małego Aldena w kocyk i państwo Caldwell ruszyli szukać ratunku drugorzędnym korytarzem na pokładzie C. Po chwili jednak znaleźli się w potrzasku, ponieważ jakiś nadgorliwy ste­ward zamknął drzwi za ich plecami. Usiłowali przywołać pomoc, ale na próżno. Dopiero po jakimś czasie usłyszano ich na wyż­szym pokładzie i spuszczono drabinę, po której wspięli się na górę. Wkrótce udało im się dotrzeć do szalupy nr 13.
Ktoś wepchnął do łodzi panią Caldwell. Jeden z marynarzy chwycił jej dziecko i niczym małe zawiniątko rzucił do szalupy, gdzie tobołek pochwyciły mocne ręce stewarda Raya, który siedział na ławce po stronie rufy.

Sylvia i Albert Francis Caldwell z synem Aldenem. Szczęśliwym trafem cała trójka znalazła się w szalupie numer trzynaście: matka została tam po prostu wepchnięta, syn został wrzucony niczym pakunek, a ojciec wskoczył do łodzi w ostatniej chwili, kiedy łódź była już spuszczana na morze.
[link widoczny dla zalogowanych]

Po trwających wiecznie - jak się jej zdawało - chwilach strachu w zamkniętym korytarzu na pokładzie C, gdzie czuła się osamotniona i opuszczona, Sylvia Caldwell wróciła pamięcią do środowego poranka, kiedy w trakcie zała­dunku bagażu na nabrzeżu w Southampton zapytała jakiegoś marynarza:
-Czy to prawda, że ten statek jest niezatapial­ny, jak mówią?
-Oczywiście, proszę pani - odparł bez waha­nia marynarz. - Nawet sam Bóg nie zdołałby go zatopić.
Ponownie padł rozkaz spuszczania łodzi. Ray wciąż trzymał w rękach zawiniątko, które przed chwilą pochwycił. Wiedziony ciekawo­ścią rozsupłał je i ze zdumieniem stwierdził, że w środku jest dziesięciomiesięczne nie­mowlę - Alden Caldwell. Łódź zaczęła powoli opadać w kierunku czarnej tafli oce­anu. Caldwell stał na pokładzie i patrzył, jak jego żona i syn oddalają się. Przemknęło mu przez myśl, że w tej chwili ważą się jego losy i przezwyciężając strach, dał susa do środka. Rodzina w komplecie znalazła się szalupie numer 13. Jakimś cudem byli ura­towani. W ostatnim momencie do szalupy zdążył wskoczyć jeszcze jeden mężczyzna.
Był to pomocnik szefa kuchni restauracji „a la carte”, Paul Mauge.

W następnym numerze między innymi: Strzały ostrzegawcze. Szturm pasażerów trzeciej klasy.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 23:16, 21 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin