Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 78

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:02, 18 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 78

Spis Treści: Wreszcie prawie pełna szalupa. Rozstania matek i dzieci. Przypadkowe ocalenie. Wyładowana do połowy dwunastka.

Wreszcie prawie pełna szalupa
Dokładnie w tym samym czasie, kiedy spuszczono na morze szalupę numer 9, czwarty oficer Boxhall wystrzelił w powietrze ostatnią z ośmiu rakiet sygnalizacyjnych, które były do dyspozycji na „Titanicu”. Poprzednie wystrzeliwano z taką częstotliwością, jakiej zażyczył sobie kapitan Smith, tj. co pięć minut.
Niestety statek widoczny na horyzoncie wciąż nie dawał znaków życia. Choć jego oświetlenie zdawało się świadczyć o tym, że na pokładzie toczy się normalne życie, jednostka sprawiała wrażenie głuchej i ślepej. Radiowe sygnały nadawane przez Phillipsa nie spotykały się z żadnym odzewem, rakiety wystrzeliwa­ne przez Boxhalla pozostawały niezauważone. Żadnego efektu nie przynosiły też sygnały nadawane lampą Morse’a przez sternika Rowe’a.
Nikt nie rozumiał przyczyn milczenia i całkowitej obojętności ze strony statku, który jako jedyny mógł przynieść ocalenie tonącemu olbrzymowi. Nagle jarzą­ce się na horyzoncie światełko znikło. W tym momen­cie oficerowie i członkowie załogi, którzy od jakiegoś czasu robili wszystko, co mogli, by nawiązać kontakt z tajemnicza jednostką, zdali sobie sprawę z tego, że zostali na oceanie całkiem sami. Ciemność pochłonęła światełko, a wraz z nim zgasła ostatnia iskierka nadziei. Teraz było już całkiem pewne, że żadna jednostka nie znajduje się na tyle blisko, by zdążyć na czas.
Boxhall, szukając oparcia w kapitanie, spojrzał nań pytająco:
-Panie kapitanie...
Tyle wystarczyło. Słowa były tu zbędne, bo Smith doskonale wiedział, o co chce zapytać jego podwładny. Wystarczył mu jeden rzut oka na napięte rysy twarzy oficera.
-Mamy jeszcze godzinę - odparł, patrząc mu prosto w oczy. - Co najwyżej półtorej. Tak twierdzi inżynier Andrews.

Wraz z iskrami z ostatniej rakiety alarmowej zgasła ostatnia iskierka nadziei na ocalenie, które mógł przynieść tajemniczy statek stojący w odległości zaledwie kilku mil. Niestety statek pozostał obojętny i głuchy na wszelkie sygnały.
[link widoczny dla zalogowanych]

Rozstania matek i dzieci
Edith Louise Rosenbaum podróżowała samotnie pierwszą klasą. W czasie ewakuacji zajęła miejsce w szalupie numer 11. W połach białego futra ukryła maskotkę, która - jak wierzyła
-od lat przynosiła jej szczęście. Była to niewielkich rozmiarów świnka mor­ska. Zabawka miała w środku pozy­tywkę, uruchamianą przez pociągnięcie za ogonek świnki. Dla pani Rosenbaum ta bezwartościowa świnka było swego rodzaju talizmanem i dlatego postanowiła zabrać ją ze sobą do szalupy. Była niemal pewna, że póki ma ze sobą tę figurkę, nic złego jej nie spotka. Pani Rosenbaum należała zresztą do nielicznej grupy pasażerów, która prze­żyła w pełni świadomie całą tragedię „Titanica”,
od chwili zderzenia statku z górą lodową. Traf chciał, że jej kabina usytuowana była na pokładzie A, po prawej stronie. W chwili kolizji pani Rosenbaum nie tylko usłyszała dziwny zgrzyt, ale instynktownie wyjrzała przez bulaj i dostrzegła ogromny ciemny kształt przesuwający się majestatycznie w kierunku rufy. Nie miała najmniejszych wątpliwości: to była góra lodowa.
W tej samej szalupie, numer 11, znalazło się rodzeństwo Philipp Edmund Mock i Emma Schabert. Wracali do rodzinnego miasta
-Nowego Jorku, dokąd wiele lat wcześniej ich rodzice wyemigro­wali z Niemiec. Podróżowali w dwóch kabinach pierwszej klasy, usytuowanych na pokładzie C. Przypadkiem znaleźli się po tej stronie statku, gdzie ewakuacją kierował Murdoch, toteż bez najmniejszego trudu oboje znaleźli miejsce w szalupie.
Rodzina Allisonów wraz całym „orszakiem” była jedną z największych grup spośród pasażerów pierwszej klasy. Z powo­du szeregu nieporozumień zostali rozdzieleni. Jedną z nianiek
-Sarah Daniels, zaraz po kolizji ogarnął paniczny strach.
Na próżno usiłowała przekonać Hudsona Joshuę Ałlisona, że statkowi grozi poważne niebezpieczeństwo. Widząc, że nikt nie daje jej wiary, sama poszła na pokład szalupowy i korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji, weszła do szalupy numer 8, która wkrótce została spuszczona na wodę.

Dla Edith L. Rosenbaum, podobnie jak dla wielu innych przedstawicieli zamożnej amerykańskiej burżuazji, podróż "Titanikiem" była kwestią prestiżu. Była kobietą dynamiczną i niezależną. Nie raz już podróżowała przez Atlantyk, bowiem równie dobrze czuła się w Paryżu i w Londynie, co w rodzinnym Cincinnati.
[link widoczny dla zalogowanych]

Hudson Ałłison dość długo lekceważył sytuację, w przekonaniu, że nie stało się nic poważnego. Kiedy wrócił po żonę i dzieci do kabiny na pokładzie C, okazało się, że zapodziała się gdzieś druga niańka, Alice Cleaver razem ze swoim podopiecznym, małym Trevorem. Przed chwilą zresztą minęli się na korytarzu, ale pan Allison był tak przejęty tym, co się dzieje, że nie zwrócił na nich uwagi.
Alice pomogła się ubrać swojej chlebodawczyni, okrywając ją futrem, ale kiedy do kobiet podszedł steward, żeby przynaglić je do wyjścia na pokład szalupowy, obie panie ogarnął paniczny strach. Dzieci wciąż jeszcze spały. Przekonana, że nie ma ani chwili do stracenia, Alice bez namysłu wyjęła Trevora z kołyski, owinęła go tylko ciepłym kocykiem i zwracając się do przerażo­nej pani Allison, zapewniła ją, że pod żadnym pozorem nie opuści dziecka. Jej słowa nie przynosiły jednak skutku, toteż nie czekając dłużej, Alice ruszyła niemal biegiem na pokład szalupowy, zanim Loraine i Hudson Allisonowie zdążyli się zorientować, co się dzieje.
Znalazłszy się na pokładzie, podeszła do szalupy numer 11. Na chwilę podała dziecko stewardowi Williamowi Faulknerowi, żeby spokojnie wejść do szalupy. Obok przechodził właśnie jeden z oficerów i widząc stewarda trzymającego małe zawiniątko, polecił mu wejść do szalupy ratunkowej. Tak więc, dzięki Trevorowi, także William Faulkner znalazł się na ławce w łodzi ratunkowej obok Alice Cleaver. Amelia Brown, kucharka państwa Allison, wstała i ubrała się jako ostatnia z całej grupy. Podróżowała drugą klasą, w kabinie numer 33, którą dzieliła z trzema kobietami: Seleną Rogers Cook, Amelią Lemore i Elizabeth Nye. Kobiety obudził pukaniem do drzwi kierowca Allisonów, George Swan. Selena udała się na zwiady na pokład szalupowy, ale Mildred, jak rodzina Allisonów nazywała Amelię Brown, całkiem spokojnie leżała w ciepłym łóżku i nie miała najmniejszej ochoty wstać i ubrać się.
Po chwili Selena wróciła do kabiny po cieplejsze ubranie i biżuterię. Kilkakrotnie namawiała przyjaciółkę do podniesienia się z łóżka, ale ta zdawała się nie rozumieć, jak wielkie grozi jej niebezpieczeństwo. Wreszcie zdesperowana Selena straciła cierpli­wość i wrzasnęła, że Amelia jest ostatnią osobą na „Titanicu”, która jeszcze nie wstała.
Teraz dwie przyjaciółki: Mildred Brown i Elizabeth Nye siedziały obok siebie na ławeczce szalupy numer 11. Pozostałe dwie towa­rzyszki podróży - Selena i Amelia - znikły im z oczu. W stroju Elizabeth wyraźnie można było dostrzec ślady pośpie­chu i zamieszania, które zaczynało panować na „Titanicu”: spod spódnicy i płaszcza wystawały bowiem nie buty, lecz pantofle. Tłum rozdzielił nie tylko Allisonów, ale także wiele innych grup podróżnych, choć oczywiście wszystko zależało od przypadku. Podróżująca drugą klasą pani Jane Quick z rodziną miała to szczęście, że wszystkie towarzyszące jej osoby znalazły się w tej samej szalupie. Jane Quick wracała z Plymouth w hrabstwie Devon, dokąd udała się z dwoma córkami: ośmioletnią Winnifred Verą i Phyllis May, która nie miała jeszcze trzech łat. Pani Quick wraz z mężem kilka lat wcześniej przeniosła się do Detroit w stanie Michigan i na początku 1912 postanowiła wrócić w rodzinne strony, żeby odwiedzić krewnych, przede wszystkim babcię. Udało jej się razem z dziewczynkami dostać do szalupy numer 11. Inaczej było w przypadku pani Nellie Becker. Żona Allena Beckera, misjonarza, pracującego w Indiach, nie zdołała dopilnować całej trójki swoich pociech: najstarszej, dwunastoletniej Ruth Elizabeth, czteroletniej Marion Louise i zaled­wie rocznego Richarda. Chłopiec urodził się w Indiach, ale zachoro­wał i dlatego rodzice postanowili, że matka wraz z córkami zawiezie go do Benton Harbour w stanie Michigan.

[link widoczny dla zalogowanych]

Elizabeth Nye (u góry) i Selena Rogers Cook (poniżej) poznały się przypadkiem na "Titanicu", przydzielono im bowiem tę samą kabinę. Jednak w chwili wchodzenia do szalup ratunkowych kobiety zostały rozdzielone.

[link widoczny dla zalogowanych]

Jako że marynarze pomagali wsiadać do szalup przede wszyst­kim dzieciom, dwoje młodszych dzieci, bez wiedzy pani Baugardner znalazło się w szalupie numer 11. Kiedy Nellie zorientowała się, że Marion i Richard siedzą już w szalupie gotowej do spuszcze­nia, zwróciła się do oficera z błaganiem:
-Proszę mi pozwolić wejść, tam są moje dzieci - i nie czekając na odpowiedź, po prostu wskoczyła do szalupy, zostawiając na pokładzie dwunastoletnią córkę. Kiedy znalazła się w łodzi, odwróciła się do córki i krzyknęła:
-Ruth, wsiadaj do tej szalupy - i wskazała pobliską szalupę numer 13.

Przypadkowe ocalenie
Steward James William Chatham Witter, dla przyjaciół Jim, znalazł się w szalupie numer 11 w dość dziwny sposób. W chwili zderzenia pracował w palarni drugiej klasy i to on właśnie został wysłany na pokład szalupowy, żeby sprawdzić, co spowodowało dziwny wstrząs i zgrzyt. Wracając przeszedł przez tzw. Scotland Road. Tam spotkał cieślę Johna Hutchinsona, który opowiedział mu o zalaniu wodą urzędu pocztowego. Po chwili do rozmawia­jących mężczyzn dołączył William Moss, który bez ogródek określił sytuację jako bardzo poważną.
Kiedy padł rozkaz kapitana, by klarować szalupy ratunkowe i zabierać do nich kobiety i dzieci, Witter udał się na pokład szalupowy pomagać w ewakuacji. Dwadzieścia minut po pierw­szej znajdował się obok szalupy numer 11 i usiłował pomóc dostać się do szalupy pewnej starszej kobiecie. Niezdecydowanie i opór pasażerki sprawiły, że w pewnej chwili pchana przez stewarda kobieta zachwiała się i groził jej upadek do morza. Witter w ostatniej chwili zdołał ją pochwycić i razem z nią wpadł do szalupy.
Nie otrzymał rozkazu, by wchodzić do szalupy, toteż miał już wychodzić z powrotem na pokład, kiedy pierwszy oficer dal mu znak, by pozostał w środku i polecił spuszczać szalupę na morze. W tej samej chwili w szalupie numer 11 rozegrał się inny drama­tyczny epizod. Małe dziecko zostało dosłownie wyrwane z objęć matki i podane do szalupy, która właśnie zaczęła powoli opadać w kierunku powierzchni oceanu. Dzieckiem był mały Frank Philip Aks, który 7 czerwca miał skończyć rok.
Jego matka, osiemnastoletnia Leah, była z pochodzenia warsza­wianką. Jej mąż, Samuel od jakiegoś czasu zarabiał jako krawiec w Norfolk w Virginii. Leah wsiadła na „Titanica” w Southamp­ton z biletem trzeciej klasy, by dołączyć do swojego młodego męża. Kiedy po zderzenia stewardzi ogłosili alarm w różnych sektorach statku, Leah jakimś dziwnym trafem znalazła się na pokładzie szalupowym obok Margaret Astor. Tę ostatnią roz­czulił widok małego Filly’ego, jak go nazywała matka i widząc, że dziecko drży z zimna, otuliła jej własnym szałem.

Ruth Becker przeżyła niewątpliwie chwile grozy, kiedy w zamieszaniu przy wsiadaniu do szalup ratunkowych nagle znalazła się całkiem sama, ponieważ jej matka wskoczyła do szalupy numer 11, gdzie siedziało już dwoje młodszego rodzeństwa Ruth.
[link widoczny dla zalogowanych]

Leah Aks stała na pokładzie, kurczowo ściskając swego małego synka i czekając, aż ktoś powie jej, do której szalupy ma wejść. Nagle jeden z marynarzy wyrwał jej dziecko i podał do szalupy numer 11. Filly’ego wzięła w ramiona Elizabeth Nye, która dodatkowo otuliła dziecko kocem. Matka chłopca została pchnię­ta przez marynarzy w kierunku szalupy numer 13. Oficer dał znak, by spuszczać szalupę, w której był mały Filly. Była to zresztą pierwsza szalupa, którą udało się niemal wypełnić.
Fakt, że na „Titanicu” nigdy nie przeprowadzono żadnej próbnej ewakuacji, sprawiał, że nawet sami oficerowie nie byli pewni, czy żurawiki Welina wytrzymają ciężar wyładowanych szalup. Murdoch doszedł jednak do wniosku, że nowoczesne żurawiki są w stanie utrzymać szalupę, ważącą mniej więcej 5,5 tony wraz z sześćdzie- sięciorgiem pasażerów.
W trakcie spuszczania szalupy zauważono, że z jednego z wylotu kondensatora turbiny statku wydostaje się silny strumień wody, grożący zalaniem szalupy.
Strumień wody mógł wypełnić łódź i wywrócić ja, wyrzucając pasażerów do morza. Sternik Sidney James Humphreys, wyznaczony przez Murdocha na dowódcę szalupy, polecił natychmiast starszemu marynarzowi Walterowi T. Brice’owi, a także dwóm innym członkom załogi, by chwycili za wiosła i gdy tylko szalupa znajdzie się na wodzie, zaczęli energicznie wiosłować, żeby jak najszybciej oddalić się do transatlantyku.
Ale dokładnie w chwili, kiedy szalupa dotykała powierzchni oceanu, jeden z fałów zaczepił się. Spadają­ca z łoskotem woda była coraz bliżej. Pasażerów ogarnę­ło przerażenie. Jeden ze stewardów, MacKay próbował najpierw odciągnąć napiętą linę, ale nie mógł sobie z nią dać rady. Jednak świadomość, że od tego zależy zarów­no jego własne, jak i innych pasażerów życie, spróbował po raz kolejny i udało mu się. Marynarze natychmiast zaczęli energicznie wiosłować. Trzynastce udało się uniknąć zatonięcia pod samą burtą „Titanica”. Pasażerowie odetchnęli z ulgą.

Leah i Filly Aks. Matka i syn brutalnie rozdzieleni przez marynarza spotkali się dopiero po zabrania pasażerów szalup ratunkowych przez statki, które nadciągnęły z pomocą "Titanikowi".
[link widoczny dla zalogowanych]

Wyładowana do połowy dwunastka
Potężny transatlantyk coraz bardziej pogrążał się w otchłani oceanu. Przechył na dziób, spowodowany zalaniem dziobowych przedziałów, już nie tylko dawał się wyczuć, lecz wręcz zaczął utrudniać utrzymanie równowagi. W tym samym czasie, kiedy na wodę spuszczano szalu­pę numer 11, po przeciwległej stronie transatlantyku, szalupa numer 12 powoli opadała na powierzchnię oceanu. Odzwierciedleniem różnicy w sposobie działania Lightol- lera - na lewej burcie i Murdocha - na prawej była różna liczba osób zabieranych do szalup. Spuszczona pod nadzorem Murdo­cha szalupa numer 11 jako pierwsza zabrała prawie tylu pasaże­rów, dla ilu została przewidziana. Znalazło się w niej aż - jak na warunki „Titanica” - pięćdziesiąt osób: 6 pasażerów pierwszej klasy, 15 - drugiej i 5 - trzeciej oraz drugie tyle członków załogi: trzech stewardów z drugiej i trzeciej klasy, ponad dziesięć stewardess i dwie osoby z obsługi łaźni tureckiej.
Lightołler natomiast wpuścił do szalupy numer 12 tylko 18 kobiet, z czego większość z drugiej klasy i dwóch marynarzy. Była to najmniej wyładowana szalupa ze wszystkich spuszczo­nych po tej stronie od godziny 24.55. Tym samym - paradoksalnie - w kolejnych szalupach ratunek znajdowało nie coraz więcej, lecz coraz mniej osób. Jedynym uzasadnieniem tego nielogiczne­go, jak by się zdawało, postępowania, mógł być fakt, że oficer chciał bezpiecznie spuścić szalupy na wodę (obawiając się być może przeciążenia) i dopiero wtedy je doładować.
W ciągu tych pięciu minut po lewej stronie spuszczono dwie szalupy: numer 9 i numer 11, natomiast na przeciwległej burcie tylko szalupę numer 12. Koniec wspaniałego transatlantyku zbliżał się nieuchronnie, lecz organizacyjne niedopatrzenia spra­wiały, że szansę na ocalenie z katastrofy miało jeszcze mniej osób niż należałoby przewidywać, uwzględniając ładowność szalup ratunkowych.

W następnym numerze między innymi: Szalupy z pasażerami z trzeciej klasy. Złość w kabinie radiowej.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 22:58, 21 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Krzychu74




Dołączył: 20 Cze 2011
Posty: 312
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Kłodzko
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:51, 24 Wrz 2012    Temat postu:

Witam!
Czy wiadomo dzisiaj co to mógł być za statek, który nie dawał żadnych znaków życia mimo sygnałów z Titanica?

Pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin