Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 77

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:05, 16 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 77

Spis Treści: Maszynownia: ostatnia grodź wodoszczelna. Rothschild i Guggenheim. "Chce pani, żeby mnie zwolniono?" Woda w maszynowni numer 4.

Maszynownia: ostatnia grodź wodoszczelna
Dwadzieścia minut po godzinie pierwszej na powierzch­ni oceanu kołysała się siódma szalupa. Ocalenie znalazło w niej zaledwie trzydzieści osób, choć szalupę zaprojektowano z myślą o dwukrotnie większej liczbie pasażerów. Była to pierwsza łódź, w której znalazły się kobiety, nie będące pasażerkami pierwszej klasy.
Szef piekarni Charles Joughin, wydostał się z szalupy numer 10 z powrotem na pokład i natychmiast zabrał się do pracy.
Najpierw pomógł marynarzom spuścić szalupę, po czym udał się do swojej kabiny po raz kolejny łyknąć sobie whisky dla kurażu. Zastrzyk alkoholu zadziałał niemal natychmiast, niczym cudowny lek na rozluźnienie. Joughin poczuł się spokojny, miał wrażenie, że wszystkie wydarzenia tej nocy toczą się jakby poza nim, jakby oglądał je przez zamgloną szybę. Siedząc na skraju koi, ze stoickim spokojem obserwował cienką strużkę wody, która powoli, acz nieprzerwanie, zalewała jego kabinę.
Whisky nie chroniła przed niebezpieczeństwem, ale przed strachem - tak. Wkrótce woda sięgnęła mu do kostek, ale nie napawało go to przerażeniem. Przeciwnie, z zainteresowaniem podziwiał strumycz­ki, wiry i błyski światła, które jawiły mu się teraz jako coś szczególnie urokliwego.

Być może w podobnej, spokojnej i zamyślonej pozie, George Kemish, jeden z palaczy "Titanica" zobaczył Williama Steada w palarni pierwszej klasy. Sławny dziennikarz schronił się tam w oczekiwaniu na to, co przyniesie los.
[link widoczny dla zalogowanych]

Wspaniały transatlantyk przechylił się na prawą burtę, a fale oceanu lizały już wielki napis „TITANIC” na dziobie. Odległość między szalu­pami czekającymi na spuszczenie a wodą spadla już znacznie poniżej dwudziestu pięciu metrów, w nor­malnych warunkach dzielących pokład szalupowy od powierzchni morza. W szalupie znalazło się blisko piętnastu członków załogi, m.in. palacz George Kemish. Ten ostatni miał cały czas w pamięci obojęt­ny wyraz twarzy Williama Steada, którego zauważył,
przebiegając przez palarnię pierwszej klasy. Dziennikarz siedział tam całkiem sam, pogrążony w lekturze, zupełnie jakby to, co dzieje się wokół niego, w najmniejszym stopniu go nie doty­czyło. Kemish był pod głębokim wrażeniem nierealnej atmosfery panującej w palarni. On sam, w odróżnieniu od Steada, z każdą chwilą bardziej ulegał panice. Przeczuwał, że niedługo rozpęta się prawdziwa walka o życie, więc z ogromną ulgą przyjął możliwość dostania się do szalupy, która miała się wkrótce oddalić od umie­rającego liniowca.
Podobne odczucia miał steward William Ward, jeden z ośmiu członków załogi, którzy znaleźli się w szalupie numer 9. On także był głęboko przekonany, że wygrał los na loterii. Nie mógł się zresztą nadziwić, że tak wielu pasażerów, którym przed chwilą pomagał zakładać kamizelki ratunkowe, całkowicie lekceważyło niebezpieczeństwo. W szczególności pasażerowie pierwszej klasy nie potrafili - jak się zdawało - pojąć, że ten wspaniały, imponujący transatlantyk jest statkiem jak wszystkie inne, bezbronnym wobec potęgi pełnego niebezpieczeństw i niespodzianek oceanu.
Na pokładzie szalupowym nadal panowało zamieszanie i niepew­ność. Przyczyniały się do tego także fałszywe lub przynajmniej zniekształcone wiadomości, które nadal brano za dobrą monetę, choć od zderzenia minęło już półtorej godziny i nie można było mieć wątpliwości co do beznadziejnej sytuacji statku. Na prawej burcie, gdzie ewakuacją kierował pierwszy oficer Murdoch, roze­szła się w pewnej chwili pogłoska, jakoby „Titanic” nawiązał kontakt radiowy z różnymi jednostkami, m.in. z „Olympikiem”. Ten ostatni miał śpieszyć na ratunek bliźniaczej jednostce i - jak twierdzono - dotrzeć na miejsce za nie więcej niż godzinę. Wystarczył okruch prawdy, by pogłoska urosła do rangi pewnej i potwierdzonej wiadomości. Przyczyny takiego stanu rzeczy były dwojakie. Z jednej strony brakowało wiarygodnego systemu przekazu informacji, z drugiej niektórzy członkowie załogi świa­domie budzili płonne nadzieje, licząc na to, że tym sposobem unikną wybuchu paniki.

"Olympic" - siostrzana jednostka, która miała przyjść z pomocą "Titanikowi". Pogłoska o nadciągającej pomocy szybko rozniosła się po całym statku i przyczyniła się do utrzymania spokoju mimo, że coraz większa grupa pasażerów zaczynała zdawać sobie sprawę z dramatycznej sytuacji. Jednak tę wiarę w nadejście pomocy wielu pasażerów przypłaciło życiem, ponieważ zrezygnowali z wejścia do szalup, które wydawały im się zbyt kruche w porównaniu do "Titanica", niemal do ostatniej chwili zapewniającego poczucie bezpieczeństwa.
[link widoczny dla zalogowanych]

Rothschild i Guggenheim
Frederick Dent Ray należał do grupy stewardów, którym poleco­no wejść do szalupy numer 9. Na pokładzie panował jednak tak przenikliwy ziąb, że - nie zważając na ryzyko utraty miejsca
-postanowił wrócić do kabiny po płaszcz. Chciał wejść na pokład E, ale okazało się to niewykonalne, ponieważ cała rufowa część tego pokładu znajdowała się już pod wodą. Musiał więc wejść wyżej i przedostać się do kabiny od przeciwnej strony.
Po drodze spotkał Martina Rothschilda, opuszczającego w tym momencie kabinę 95 na pokładzie C.
-Panie Rothschild - zapytał usłużnie Ray. - Czy mogę coś dla pana zrobić? A gdzie jest żona?
Rothschild wyjaśnił, że jego żona wsiadła do jednej z pierwszych szalup, po czym dodał:
-Myślę, że jeśli chodzi o mnie, nie ma najmniejszej szansy.
Mężczyźni spojrzeli na siebie bez słowa. Choć należeli do zupełnie innych klas społecz­nych, poczuli, że nadciągające niebezpieczeństwo w jakiś tajemniczy sposób splotło ich losy W całkowitym milczeniu ruszyli w stronę wyższych pokładów. Ray ponownie zajął się pomocą przy szalupie, do której go wyznaczono. Osta­tecznie zrezygnował z wejścia do niej i przeszedł do kolejnej szalupy, oznaczonej numerem 11. Poczucie odpowiedzialności nie pozwoliło mu zrejterować tak wcześnie. Wiedział, że brakuje ludzi do pomocy, szczególnie wykwalifikowanych marynarzy, którzy potrafiliby sprawnie spuścić szalupę ratunkową.

Pani Edwina Celia Troutt jako jedna z pasażerek drugiej klasy dostała się do szalupy ratunkowej numer 9, która przyniosła jej ocalenie.
[link widoczny dla zalogowanych]

W szalupie numer 9 większość pasażerów, tj. około 17, podróżo­wała „Titanikiem” z biletem drugiej klasy. Z pierwszej klasy w lodzi tej było tylko kilkoro pasażerów, m.in. pani Elizabeth Lines z córką Mary. Przyglądając się tłumowi ludzi czekających na miejsce w szalupie zaczęła wątpić w to, co pół godziny wcześniej powiedział ste­ward, który pomagał jej i córce zawiązać kamizelki ratunkowe.
- Proszę się nie martwić, pani Lines - przypomniały się jej słowa stewarda, wobec tego co teraz widziała jawiące się jako słodkie kłamstwo. - To tylko środki ostrożności. Jutro rano wrócicie na śniadanie na „Titanicu”.
Jeśli rzeczywiście nie było żadnego niebezpieczeństwa, jaki sens miało całe to zamieszanie, czemu miał służyć pośpiech, dlaczego oficerowie coraz bardziej nalegali, by nie tracić czasu? Czuła, że jakieś nieszczęście, nieprzeniknione niczym czarna otchłań ota­czająca transatlantyk, spadnie na pozłacany raj, jakim jest „Titanic”, choć na razie wspaniały statek, o jasno oświetlonych pokładach, rozbrzmiewających muzyką, zdawał się tryskać życiem.
Pasażerowie zajmowali miejsca w kilku szalupach jednocześnie, ale łodzie spuszczano jedną za drugą. Zdarzało się zatem często, że kobiety, które podróżowały w tej samej kabinie i przyszły na pokład z polecenia oficerów i personelu pokładowego, zostawały rozdzielone, bowiem wchodziły do przyległych szalup.

Panna Susan Webber opuściła rodzinne hrabstwo Devon, by udać się w odwiedziny do bratanka, Charlesa Webbera, mieszkającego w miejscowości Hartford w stanie Connecticut. Była osobą mało zamożną i fakt posiadania niewielkiej ilości bagażu ułatwił jej podjęcie decyzji o opuszczeniu statku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przytrafiło się to np. trzem przyjaciółkom, które podróżowały w kabinie 101 drugiej klasy, usytuowanej na pokładzie E. Nora Keane znalazła się w szalupie numer 10, Edwina Celia Troutt, zwana przez przyjaciół Winnie, w szalupie numer 9 spuszczonej pięć minut później, zaś Susan Weber weszła do szalupy numer 12. Nie planowały rozstania. Po prostu marynarze, którzy przy wypełnianiu poprzednich szalup starali się postępować zgodnie z etykietą, teraz zrezygnowali z przesadnej grzeczności i bezcere­monialnie zmuszali kobiety do wchodzenia do szalup. Dzięki temu szalupy wypełniały się znacznie szybciej i istniała szansa uratowania większej liczby osób. Tak więc panie - wbrew swej woli - zostały przydzielone do trzech różnych łodzi.
Madame Leontine Pauline Aubart - atrakcyjna dwudziestocztero­letnia paryżanka, podróżowała „Titanikiem” w pierwszej klasie, kabinie 35 na pokładzie B. Towarzyszyła jej pokojówka, Emma Sagesser. Kiedy przechodziła z pokładu „Titanica” do szalupy numer 9, potknęła się, lecz tym razem Benjamin Guggenheim, słynny milioner, nie był przy niej i nie mógł jej podtrzymać. Para zaokrętowała się razem w Cherbourgu. Łączyło ich głębokie uczucie, ale robili, co mogli, by nie wyszło ono na jaw, toteż Guggenheim zarezerwował kabinę na tym samym pokładzie, ale z dala od kabiny swojej kochanki.
Co prawda, kiedy wyszli na pokład szalupowy po tej stronie, dzie operacjami ratunkowymi kierował Murdoch, który wpuszczał do szalup także mężczyzn, ciżba tłocząca się na pokładzie rozdzieliła ich. Guggenheim, który przed­tem ostro skrytykował pomysł zakładania kamizelek ratunkowych, został w tyle, w tłumie gromadzącym się przy burtach. Wobec oczywistego faktu, jakim był rosnący z każdą chwilą przechył statku, mit o niezatapialności „Tita­nica” rozmył się. Nie wszystkie panie pozostawały bierne wobec nacisków marynarzy, którzy coraz gwałtowniej namawiali je do wchodzenia do łodzi. Pewna starsza kobieta wywołała niemałe zamieszanie, szamocząc się z jednym z marynarzy. Ostatecznie udało jej się wyrwać i biegiem oddalić się od szalupy numer 9.

Kate Buss płynęła "Titanikiem" do narzeczonego, którego miała poślubić wkrótce po przybyciu do Nowego Jorku. Podobnie jak wiele innych kobiet znalazła się w szalupie ratunkowej niemal przypadkiem, wepchnięta przez marynarzy, którzy nie wahali się działać w sposób niemal brutalny, byle tylkoskłonić kobiety do opuszczenia pokładu transatlantyku.
[link widoczny dla zalogowanych]

„Chce pani, żeby mnie zwolniono?”
W okolicy szalup gromadziły się liczne grupki przyjaciół.
Jedną z nich tworzyli żywo dyskutujący pasażerowie drugiej klasy: panie Kate Buss i Marion Wright oraz towarzyszący im Douglas Norman i Alfred Pain. Znajo­mi spierali się na głos, czy statek zatonie, czy też nie i czy warto wchodzić do szalup ratunkowych, czy może lepiej zostać na pokładzie transatlantyku i czekać na roz­wój wypadków. Marion stała tyłem do szalup. Nie chciała się przyglądać spuszczanym na morze łodziom, ponieważ na ich widok doznawała zawrotu głowy, a wręcz czuła, jakby jakaś dziwna siła ciągnęła ją w dół. Starała się więc zapomnieć o lęku, rozmawiając z przyjaciółmi.
Jeden z oficerów zwoływał głośno pasażerki drugiej klasy i zachę­cał do wejścia do szalup. Norman i Pain przekonali wreszcie przyjaciółki, by podeszły do oficera. Kate i Marion, pchane przez tłum, znalazły się ostatecznie w szalupie numer 9. W łodzi było jeszcze sporo miejsca, a poza tym siedzieli w niej także mężczyź­ni, toteż Marion zawołała Douglasa i Alfreda, żeby i oni skorzy­stali z nadarzającej się okazji.
Było już jednak za późno. Oficer dał rozkaz spuszczania szalupy na morze. Któryś z marynarzy zdecydowanym ruchem ode­pchnął Alfreda Normana, który właśnie chciał wejść do łodzi. Widząc to, panna Buss, skarciła marynarza:
-Czemu pan nie daje wejść mojemu przyjacielowi?
-Otrzymałem rozkaz spuszczania łodzi i muszę go wykonać-odpowiedział zapalczywie mężczyzna. - Chce pani, żeby mnie zwolniono? A poza tym mężczyźni nie mają prawa wsiadać do szalup ratunkowych.

Woda w maszynowni numer 4
Po zalaniu maszynowni numer 5 walka o to, by utrzymać spraw­ność jak największej liczby kotłów, przeniosła się do maszynowni numer 4. Trzeba było utrzymać ciśnienie pary na takim pozio­mie, by mogły działać pompy i instalacja elektryczna. Taki był rozkaz pierwszego mechanika Bella. Jednak ci, którzy mieli doświadczenie w pracy na morzu, wiedzieli, że nic innego nie można było w tej sytuacji robić. Jeśli w ogóle istniała jeszcze jakakolwiek szansa, by ocalić tysiące osób zaokrętowanych na „Titanica”, wszystko zależało od tego, jak długo uda się utrzymać wszystkie podstawowe funkcje statku. Tym samym niewdzięczna praca w trzewiach statku nabrała fundamen­talnego znaczenia.

Pierwszy mechanik, Joseph Bell, przeniesiony na "Titanica" z "Olympica" na życzenie kapitana Smitha, który chciał go mieć u siebie ze względu na jego ogromne doświadczenie.
[link widoczny dla zalogowanych]

Żeby ułatwić przemieszczanie się między pozostałymi kotłowniami, Bell kazał otworzyć wszystkie grodzie wodoszczelne, od maszynowni numer 4 począwszy.
Do pomp zamontowano dodatkowe przewody ssące. Urządzenia przeniesiono z rufy do maszynowni numer 4. Zajął się tym Thomas Patrick Dillon.
2 kolei smarowacz Thomas Ranger otrzymał zadanie wyłączenia wszystkich czterdziestu pięciu wentylatorów. Chodziło o to, by maksymalnie zmniejszyć zużycie energii. Dzięki temu wytwarzaną energię można było wykorzystać tylko do napędzania najbardziej niezbędnych urządzeń, np. prądnic. George Henry Cavell stopniowo wygasił wszystkie kotły w kotłowni numer cztery, aby uniknąć ich wybuchu, nieuniknionego przy zetknięciu rozpalonego węgla z zimną wodą, która prędzej czy później musiała się tu przedostać z przyległej maszynowni numer 5. Tym samym zmniejszała się oczywiście ilość wytwarzanej pary, ale nie było innego wyjścia. Ryzyko wybuchu było zbyt wielkie. Załoga była przygotowana na to, by w chwili, kiedy woda zacznie zalewać kotłownię, natychmiast ponownie zamknąć grodzie. W tej sytuacji należało natychmiast opuścić kotłownię numer 4 i przenieść się do ostatnich niezalanych kotłowni - położonych na rufie statku.
Na pokładzie szalupowym operacja spuszczania łodzi ratunko­wych odbywała się w coraz większym tempie. W tym samym cza­sie Cavell, przebywający w kotłowni numer 4, zauważył, że przez połączenia między blachami powoli zaczyna się sączyć woda.
Po chwili padł rozkaz zamknięcia grodzi. Cavell nie upadł jednak na duchu. Adrenalina zadziałała na niego pobudzająco, dodała sił do działania. Dopiero kiedy woda sięgnęła mu do kolan, uznał, że dalszy opór nie ma sensu. Ruszył w kierunku schodów ewaku­acyjnych, na tyle przejęty, że zapomniał zupełnie o tym, że w kotłowni mogą być jego koledzy. Wszedł już kilka stopni w górę, kiedy uświadomił to sobie, toteż zszedł z powrotem, żeby rozejrzeć się po zalanej już kotłowni. Odetchnął z ulgą widząc, że prócz niego, nikogo tam nie ma. Teraz mógł z czy­stym sumieniem myśleć o uratowaniu własnej skóry.

Kiedy szalupy oddaliły się od burt "Titanica" na tyle, by nie utrudniać spuszczania kolejnych łodzi, wiosła zostały uniesione i szalupy zastygły w oczekiwaniu. Rozbitkowie w łodziach ze zdumieniem oglądali rozgrywającą się na ich oczach tragedię.
[link widoczny dla zalogowanych]

Schodami ewakuacyjnymi przedostał się na wyższy pokład. Podczas gdy we wnętrzu transatlantyku woda stopniowo zalewa­ła kolejne kotłownie - dokładnie według scenariusza przedstawio­nego kapitanowi przez Thomasa Andrewsa - na powierzchni spuszczone dotychczas szalupy ratunkowe coraz bardziej oddala­ły się od burt „Titanica”. Szalupy oznaczone cyfrą parzystą znaj­dowały się po prawej stronie statku. Kapitan Smith polecił dowo­dzącym nimi marynarzom kierować się w stronę majaczącego w oddali światełka i natychmiast przyprowadzić tę jednostkę na miejsce tragedii, żeby uratować pozostałych pasażerów. Szalupy znajdujące się po lewej stronie także oddaliły się od burt „Titanica”, ale w odróżnieniu od łodzi po prawej, zatrzymały się na gładkiej jak stół powierzchni oceanu z podniesionymi wiosła­mi, w oczekiwaniu na rozkazy kapitana transatlantyku.
Ella White z szalupy numer 8, która sama nigdy nie miała w rękach wiosła, teraz usiłowała namówić marynarzy, żeby ujęli wiosła i ruszyli. Na próżno. Pani White osłupiała. Jej los znajdo­wał się w rękach łudzi, którzy w najmniejszym stopniu nie chcieli się jej podporządkować.

W następnym numerze między innymi: Wreszcie prawie pełna szalupa. Rozstania matek i dzieci.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 22:38, 21 Wrz 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:07, 16 Wrz 2012    Temat postu: Informacja

Z zadowoleniem informuje iż już 72 numery z Kolekcji Titanica posiadają swoje zdjęcia i opisy do nich. Wkrótce ostatnie "doładowanie". Pozdrawiam.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin