Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 76

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:47, 14 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 76

Spis Treści: Coraz mniej czasu. Szalupa numer 10. "Spotkamy się w przyszłym życiu".

Coraz mniej czasu
Dziesięć po pierwszej wzdłuż obu burt „Titanica” spuszczano szalupę ratunkową. Tym samym liczba spuszczonych szalup doszła do pięciu. Uratowało się w nich 136 osób, wliczając w to załogę oddelegowaną do szalup. Nadzorujący akcję ratunkową na sterburcie William McMaster Murdoch zdołał w tym czasie doprowadzić do spuszczenia trzech szalup, oznaczonych numerami 7, 3 i 1. Charles Herbert Lightoller, nadzorujący akcję po przeciwnej stronie, przez cały czas ściśle trzymał się kapitańskiego rozkazu, a tym samym na zapełnienie łodzi trzeba mu było więcej czasu. Dlatego udało mu się dotąd spuścić na wodę tylko dwie szalupy - 6 i 8. Na domiar złego i po jednej, i po drugiej stronie, szalupy wykorzystano tylko w 45%, choć oficerowie doskonale wiedzieli, że liczba pasażerów i członków załogi znacznie przewyższa pojemność dwudziestu szalup ratunkowych „Titanica”.
Od kolizji upłynęło już półtorej godziny, a w szalupach znalazło się zaledwie 100 pasażerów, z czego 99 z pierwszej klasy i jeden z trzeciej. To niefrasobliwe podejście wynikało w dużej mierze z braku planu ewakuacji pasażerów, choć nie bez znaczenia pozo­stawało głęboko zakorzenione - zarówno wśród pasażerów, jak i załogi - przekonanie o niezatapialności transatlantyku.

Charles Joughin podczas tragedii pił whisky, której - jak sam wyznał - napił się kilkakrotnie dla kurażu, zanim ruszył na pokład szalupowy pomagać pasażerom.
[link widoczny dla zalogowanych]

Szalupa numer 10
Nie wszystkim dana jest taka sama odwaga, ale w tej dramatycz­nej sytuacji z pomocą mógł przyjść alkohol. Tak było w przypad­ku szefa piekarni, Charlesa Joughina. Niespodziewane wydarze­nia tej pechowej nocy sprawiły, że kilkakrotnie udawał się do kabiny pociągnąć z butelki łyczek whisky dla kurażu.
O 24.30 zgodnie z rozkazem stawił się przy szalupie numer 10. Z niejaką satysfakcją skonstatował, że dzięki whisky - w odróżnieniu od innych pasażerów - wcale nie odczuwa przenikliwego chłodu tej nocy. Pod nadzorem nieugiętego Lightollera Joughin dwoił się i troił, by przekonać kobiety do zaj­mowania miejsc w szalupie. Wobec oporu kilkakrotnie zmuszony był - wraz z innymi członkami załogi - niemal siłą wprowadzać pasażerki do łodzi. Czas płynął nieubłaganie, koniec zbliżał się wielkimi krokami i nie można już było pozwolić sobie na zwle­kanie i wątpliwości. Oficerowie świadomi konieczności zwiększe­nia tempa ewakuacji kobiet, przestali zwracać uwagę na ich opór. W tak dramatycznej sytuacji absurdem było myślenie o etykiecie, która była symbolem White Star Line. Mimo to wiele kobiet nadal nie dawało się namówić do opuszczenia statku. Dwudzie­stodwuletnia Constance Willard ze stanu Minnesota zdecydowa­nie odmówiła wejścia do szalupy. Był przy tym Lightoller, który już wcześniej powoli zaczynał tracić cierpliwość. Jej odmowa ostatecznie wytrąciła go z równowagi.
-Dosyć! Nie traćmy czasu - rzucił zdecydowanym tonem.
-Jeśli nie chce ocalić życia, dajcie jej święty spokój.
Dopiero te ostre słowa oficera uświadomiły młodej kobiecie, że traci właśnie - ostatnią być może - szansę na uratowanie się i przezwyciężając paraliżujący strach, zdecydowała się wejść do szalupy. Niestrudzony Thomas Andrews nie przestawał cierpli­wie tłumaczyć, że nie ma czasu do stracenia i bez znaczenia jest, do której szalupy się wejdzie.
-Zapraszam panie do szalup! - powtarzał bez przerwy. - Proszę nie czekać, tylko wchodzić! Nie ma chwili do stracenia. Bardzo proszę wchodzić!
Na pokładzie szalupowym liczne pary małżeńskie przeżywały trudne chwile rozstania. Byli wśród nich także nowożeńcy. Dziewiętnastoletni Daniel Warner Marvin zaprowadził do szalupy swoją ukochaną Mary, zaledwie osiemnastoletnią, po czym czekał obok, by upewnić się, czy oficer wpuści ją do środka.
-Wszystko będzie w porządku, kochanie - zapewniał łagodnie żonę. - Wchodź i nie martw się o mnie.
Niedaleko inny mąż, Mark Fortune z Kanady, próbował uspoko­ić swoją żonę, Mary. Kiedy wyruszali w podróż Mark nalegał, by zabrali ze sobą kożuch. Pomysł wydawał się cokolwiek dziw­ny, zważywszy, że wybierali się do Egiptu, ale Mark wytłumaczył zdumionej żonie, że kożuch będzie talizmanem i niewątpliwie przyniesie im szczęście.
Kiedy stali tej nocy na pokładzie szalu­powym, Mark zauważył żartem, że miał widocznie słuszną intuicję, bo w taką zimną noc nie ma nic lepszego niż kożuch.
Państwo Fortune zostawili w rezydencji w Winnipeg dwoje najstarszych dzieci: Roberta i Clarę, natomiast zabrali ze sobą w podróż pozostałą czwórkę:
Jice, Ethel, Mabel Helen i Charlesa Alexandra. Tej nocy na pokładzie łalupowym panowało takie zamieszanie, że nawet dziś nie jesteśmy w stanie stwierdzić z pewnością, kto znalazł się w której łodzi. Prawdopodobnie kobiety z rodziny Fortune weszły do szalupy numer 10.

[link widoczny dla zalogowanych]

(U góry). Dziewiętnastoletni Daniel Marvin. (Na dole). Osiemnastoletnia Mary byli kolejną parą nowożeńców podróżujących pierwszą klasą "Titanica". Rejs luksusowym transatlantykiem miał być ukoronowaniem ich miodowego miesiąca.

[link widoczny dla zalogowanych]

Nad operacjami związanymi z jej przygotowaniem i załadunkiem czuwał nieugięty Lightoller. Należy zarazem przypuszczać, że William Sloper, starający się o rękę Alice Fortune, uratował się, ponieważ trafił na przeciwległą burtę, gdzie Murdoch, nie zważając na rozkazy kapitana, wpuszczał do szalup wszystkich pasażerów bez wyjątku.
Mark Fortune starał się dodać żonie otuchy.
-Nie martw się, ja się tym zajmę - powiedział, mając na myśli biżuterię żony, którą zatrzymał przy sobie. - Charles i ja zabie­rzemy się następną szalupą.
W chwili pożegnania jedna z trzech sióstr krzyknęła:
-Charles, opiekuj się tatą!
Rodziny składające się z mężczyzn i kobiet skazane więc były na rozstanie, lecz konieczność ta nie dotyczyła spokrewnionych ze sobą kobiet. Tak było w przypadku Kornelii Theodosii Andrews,
Gretchen Fiske Longley i Anny Louisy Hogeboom. Panie podróżowały do Amery­ki w trzech kabinach: 7, 9 i 11. Kornelia i Anna były siostrami, natomiast Gretchen ich siostrzenicą. Miała dwadzieścia jeden lat.
W chwili zderzenia tylko Kornelia jeszcze nie spała. Tego wieczora niezbyt dobrze się czuła, toteż dość wcześnie położyła się do łóżka, żeby sobie spokojnie poczytać. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. To jej siostrzenica, Gretchen, przyszła się dowie­dzieć, co się stało.
-Musieliśmy się zderzyć z górą lodową -odparła ciotka ze zdumiewającą przenikli­wością. Po czym dodała: - Idź się dowie­dzieć, co się dzieje i czy jesteśmy w niebez­pieczeństwie.
Gretchen ubrała się i ruszyła na rekonesans. Po chwili w korytarzu natknęła się na ste­warda, który uspokoił ją, twierdząc z prze­konaniem, że wszystko jest w porządku i że to tylko zwykła kontrola. Gretchen wróciła więc do kabiny, żeby podzielić się z ciotką pocieszającymi wiadomościami, ale Korne­lia nie dała się przekonać. Instynktownie czuła, że coś poważnego spotkało przepięk­ny transatlantyk, a poza tym uznała za naturalne, że załoga umniejsza niebezpie­czeństwo. Ubrała się więc i sama ruszyła na zwiady, zaczynając właśnie od stewarda, który w czasie rejsu był przydzielony do ich kabin. Dość szybko udało się jej znaleźć znajomego stewarda, a ten podał zupełnie inną wersję wydarzeń. Przyznał, że istnieje poważne niebezpieczeństwo i że najsłuszniej będzie, jeśli panie od razu założą kamizelki ratunkowe i udadzą się na pokład szalu­powy. Niestety, przypuszczenia Kornelii znalazły potwierdzenie.
Natychmiast poszła więc obudzić swoją siostrę, Annę, żonę Johna Hogebooma. Bardzo wzięła sobie do serca ponaglenia stewarda, toteż nie pozwoliła Annie nawet ubrać się porządnie. Kazała jej tylko narzucić na szlafrok coś ciepłego i trzy panie w kamizelkach ratunkowych szybkim krokiem ruszyły w górę. Wkrótce siedziały już w szalupie. Anna Hogebooom w futrze narzuconym na bieliznę.

Pasażerowie szalup, kołyszących się wokół wielkiego transatlantyku, z osłupieniem obserwowali powolną agonię olbrzyma. Statek nabierał coraz większego przechyłu, a światła niższych pokładów powoli znikały w wodzie.
[link widoczny dla zalogowanych]

Między nadburciem transatlantyku i szalupą numer 10 powstała wolna przestrzeń szerokości mniej więcej metra, utrudniająca znacznie przedostawanie się do łodzi. Stojący przy nadburciu L.ightoller pomagał kobietom postawić ten krok dzielący je od ocalenia. Wobec dzieci był jeszcze bardziej zdecydowany. Chwytał je za ubranie i dosłownie przerzucał na drugą stronę, do szalupy ratun­kowej, w ramiona siedzących tam kobiet. W pewnym momencie jakaś ubrana na czarno kobieta po chwili wahania zdecydowała się wejść do szalupy. Chciała przeskoczyć przestrzeń dzielącą szalupę od burty, ale nie udało jej się i gdyby nie refleks Williama Burkę, stewarda z salonu drugiej klasy, który jakimś cudem zdołał ją chwycić za kostkę, spadłaby z wysokości 18 metrów w czarną toń oceanu.
Na pomoc nieszczęsnej rzuciło się natychmiast kilka osób. Pochwycono ją za ramiona i wciągnięto z powrotem na pokład. Zresztą przez chwilę sytuacja stała się niebezpiecz­na, ponieważ kilka osób ciągnęło ją jedno­cześnie w przeciwnym kierunku, na szalupę. Ostatecznie jednak w tym dziwnym poje­dynku zwyciężyła grupa z pokładu i kobieta, cała i zdrowa, choć mocno przerażona, sta­nęła bezpiecznie na pokładzie spacerowym. Mimo chwil grozy nie straciła odwagi, wróci­ła na pokład szalupowy i weszła do szalupy Tym razem wybiła się mocniej, wkładając w skok całą swą energię i udało jej się szczęśliwie wylądować w drewnianej łodzi, obok innych kobiet i dzieci. Starszy oficer Wilde pomagał Lightollerowi w kierowaniu akcją ratunkową na sterburcie. Zebrał grupkę liczącą około 20 kobiet i zaprowadził je osobiście do szalupy numer 10.
Była to pierwsza szalupa, w któ­rej znaleźli się nie tylko pasażero­wie pierwszej klasy. Poza Fahi- mem Leeni z trzeciej klasy, który ukrył się pod ławką w szalupie numer 6, w pozostałych pięciu łodziach znaleźli się wyłącznie pasażerowie pierwszej klasy. Pośród dzieci, które znalazły się w tej szalupie, był Marshall Drew, podróżujący z wujostwem: Lulu i Jamesem Drew. Ośmiolet­niemu Marshallowi pobudka w środku nocy, konieczność opuszczenia wygrzanego łóżka, ubrania się i wyjścia na ziąb, wydawała się zwykłą torturą. Nie zamierzał nawet słuchać wyjaśnień ciotki Lulu. Przez chwilę próbował oponować, że nie ma najmniejszej ochoty iść na pokład i oglądać łodzi, ale ciotka okazała się nieustępliwa. W tej samej szalupie znalazł się także inny chłopiec, znacznie młodszy od Marshalla. André Clement Mallet nie miał jeszcze dwóch lat. Jego rodzice, Albert i Antoinette wracali z Francji do Montrealu. Podróżowali drugą klasą razem z przyjacielem, Emilem Richardem, który niedawno skończył służbę we francuskiej armii i teraz zamierzał wraz Albertem Malletem zająć się importem koniaków. Mężczyźni zostali na pokładzie, a Antoinette Mallet z synem wsiedli do szalupy.

Etykieta przyczepiona do bagażu pasażerów drugiej klasy.
[link widoczny dla zalogowanych]

„Spotkamy się w przyszłym życiu”.
W pierwszej chwili szefowi piekarni Charlesowi Joughinowi kazano przejąć dowodzenie szalupą numer 10. Ale Joughin czuł, że nie ma prawa myśleć o ocaleniu własnej skóry, kiedy na pokła­dzie szalupowym jest tyle do zrobienia. Marynarzy i na począt­ku nie było tu w nadmiarze, wziąwszy pod uwagę niezliczone zajęcia, a w miarę spuszczania szalup ratunkowych ich liczba topniała. Na domiar złego drugi oficer skierował aż czterech marynarzy do szalupy numer 10, która za chwile miała być spuszczona na morze.
Joughin uznał więc, że jeszcze nie jego kolej. Wstał z ławki w szalupie i wrócił na pokład „Titanica”. Lightołler powierzył dowodzenie szalupą starszemu marynarzowi Edwardowi Johno­wi Buleyowi. Jego pomocnikiem miał być inny marynarz, Frank Olliver Evans oraz palacz Charles Rice i William Burkę, steward, który przed chwilą uratował pechową pasażerkę, chwytając ją za kostkę.
Tych ostatnich dodano do szalupy na życzenie kapitana Smitha, który chciał, żeby przynajmniej jedna szalupa dotarła do tajemni­czego statku stojącego w odległości jakiś dziesięciu mil od „Tita­nica”, a widząc, jak ogromne trudności miała szalupa numer 6 z oddaleniem się od burty statku, postanowił wzmocnić załogę kolejnej szalupy.
Szalupa numer 10 została już spuszczona na wysokość pokładu B. Stojący na pokładzie mężczyźni widzieli, jak ich kobiety nieubłaganie się oddalają. O ich losie decydowało żelazne prawo morza. W tłumie stał wielebny Robert James, wracający do Ameryki w towarzystwie szwagierki Ady Bali. Wychylił się za balustradę pokładu, szybkim ruchem odwiązał sobie krawat i rzucił go kobiecie ze słowami:
- Jeśli mielibyśmy się już nie spotkać, z pewno­ścią spotkamy się w przyszłym życiu.
Z wilgotnymi oczami wpatrywał się w niknącą w ciemności szalupę.

W następnym numerze między innymi: Maszynownia: ostatnia grodź wodoszczelna. Woda w maszynowni numer 4.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 20:50, 21 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin