Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 73

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:02, 08 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 73

Spis Treści: Szalupa numer 8: same kobiety. Ratunek na wyciągnięcie ręki. Zimna krew hrabiny.

Szalupa numer 8: same kobiety
Nawet w tych dramatycznych okolicznościach pasaże­rów trzeciej klasy traktowano z mniejszą uwagę niż pierwszej. Nie dotyczyło to jednak całej załogi. Niektórzy stewardzi pełnią­cy służbę na pokładzie E dokładali wszelkich starań, by nadrobić braki wynikające z dezorganizacji. John Edward Hart miał poważne trudności z namówieniem pasażerów do założenia kamizelek ratunkowych. Podstawowym problemem okazała się w tym względzie nieznajomość języka angielskiego, ale nie tylko.
Trzeba było bowiem z jednej strony zachęcać pasażerów do zakładania kamizelek, nieuchronnie kojarzących się z morską katastrofą, a z drugiej nawoływać do zachowania spokoju i tłumaczyć, że w gruncie rzeczy nie stało się nic poważnego. Poza tym w tak ogromnym labiryncie, jakim był „Titanic”, przedostanie się z pokładu E na pokład szalupowy wcale nie było łatwe. Główne przej­ścia były zamknięte ze względu na ścisły podział na klasy obowiązujący na wszystkich transatlantykach.
W dodatku dla większości pasaże­rów trzeciej klasy była to pierwsza podróż tego rodzaju statkiem, toteż czuli się zagubieni i przerażeni. Właśnie John Hart był jednym z tych stewardów, którzy szczególnie wzięli sobie do serca los najuboższych pasażerów. W koryta­rzu E odnalazł otwarte drzwi, pro­wadzące - jak się okazało - do klatki schodowej drugiej klasy. Tymi schodami można było dojść na pokład szalupowy! Po chwili przy przejściu tłoczyły się już setki kobiet i mężczyzn. Tłum pchał się, słychać było krzyki i płacz dzieci. Wszyscy chcieli jak najszybciej opuścić pokład E. W tej sytuacji Hart postanowił znaleźć jakieś inne przejście. Ponieważ droga prowadziła przez istny labirynt niezliczonych korytarzy, zakamarków i nieznanych nikomu poza zało­gą schodów, sam odprowadzał na pokład szalupowy kolejne grupy pasażerów trzeciej klasy. Z pierwszą grupą przeszedł do jadalni trzeciej klasy, przeprowadził ją przez drugą klasę, przyległą bibliotekę, a stamtąd do pierwszej klasy.

Zaledwie półtorej godziny po zderzeniu "Titanic" miał już bardzo silne zanurzenie w strefie dziobowej. Woda zalała sześć przedziałów wodoszczelnych, a pompy przestawały nadążać. Tylko nieuchronny w takiej sytuacji chaos i gigantyczne rozmiary statku sprawiły, że większość pasażerów nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji.
[link widoczny dla zalogowanych]

Dotarł do korytarza ambulatorium, a następ­nie przez stołówkę dla załogi pracującej w pierwszej klasie do wielkich scho­dów prowadzących prosto na pokład szalupowy.
Kobiety zaprowadził na bakburtę do przygotowywanej właśnie szalupy numer 8. Kiedy był już pewien, że dla wszystkich znalazło się miejsce w łodzi, ruszył z powrotem po kolej­ną grupę pasażerów z niższych pokła­dów. Wolał nie myśleć, co stałoby się bez niego i w głębi duszy odczuwał niejaką dumę, że tyle kobiet jemu właśnie zawdzięczać będzie życie. Nie wiedział, niestety, że gdy tylko się oddalił, kobiety wyszły z szalupy numer 8, żeby się gdzieś schronić przed przejmującym chłodem.

Ratunek na wyciągnięcie ręki
Kiedy pasażerowie wchodzili do sza­lupy numer 8, kapitan Smith polecił drugiemu oficerowi, by łódka zaraz po zwodowaniu jak najszybciej ruszy­ła w stronę stojącej w ciemności jednostki. Statek znajdował się, jak przypuszczano, jakieś 10 mil od „Titanica”, toteż szalupa mogłaby wyładować pierwszą turę pasażerów i wrócić po następ­nych. Rozkaz świadczył dobitnie o tym, jak wielkie nadzieje pokładano w owym majaczącym w ciemności światełku.

Ten wspaniały pierścień należał bez wątpienia do jakiejś bardzo zamożnej pasażerki, być może do samej hrabiny Rothes, która potrafiła zrezygnować ze swoich klejnotów, byle nie tracić czasu. Ten ostatni był pewnie najcenniejszym dobrem w tej dramatycznej sytuacji i hrabina, jako jedna z niewielu, była tego w pełni świadoma
[link widoczny dla zalogowanych]

Zdawało się ono przynosić ocalenie dla wszystkich. Smith, świa­domy, że czas biegnie nieubłaganie i woda przelewa się przez kolejne grodzie wodoszczelne, nieuchronnie przybliżając moment zatonięcia, teraz liczył już tylko na nieznaną jednostkę. Ile czasu potrzeba, zastanawiał się, żeby wiosłową szalupą prze­płynąć jakieś 10 mil? Ile ma przed sobą umierający „Titanic”? Kapitan Smith doskonale znał odpowiedź na obydwa pytania, ale nie chciał, nie mógł, porzucać tej ostatniej nadziei. Jego obo­wiązkiem było spróbować wszystkiego, żeby ocalić setki ludzi, które oddały swój los w jego ręce.
Po rozmowie z Lightollerem Smith wezwał do siebie Rowe’a, sternika i polecił mu podjąć kolejne próby sygnalizacji za pomo­cą lampy Morse’a:
- Niech pan dalej nadaje! Jak tylko odpowiedzą, proszę nadać „Tu «Titanic». Płyńcie do nas. Toniemy!”
Z dziesięć minut wcześniej sygnały świetlne próbował nadawać Boxhall, ale niestety, mimo wielokrotnych prób, z ciemności nie nadchodziła żadna odpowiedź. Rowe był zadowolony, że kapitan polecił także dalej wystrzeliwać rakiety. Sam wcześniej dostarczył je na pokład szalupowy. Wystrzelono już trzy i teraz w niebo strzelały kolejne słupy oślepiających iskier.
Bez namysłu chwycił lampę sygnalizacyjną i zaczął posyłać w mrok dłuższe i krótsze błyski światła. Był pewien, że tak ostre światło nie może nie zwrócić uwagi załogi tajemniczej jednostki stojącej w ciemności. Niestety. Podobnie jak w przypadku Boxhalla, tak i teraz podej­mowane przez Rowe’a próby spełzły na niczym. W mroku wciąż majaczyło światełko, dowodząc, że jakiś statek musi tam być. Ale statek nieruchomy i jakby uśpiony, pozostał obojętny na rozgrywającą się w pobliżu tragedię „Titanica”.

[link widoczny dla zalogowanych]

(U góry). Portret hrabiny Rothes. Przez cały czas, zarówno w czasie ewakuacji "Titanica", jak i w szalupie ratunkowej, hrabina potrafiła zachować zimną krew, co okazało się bezcenne dla towarzyszących jej osób. (Na dole). Portrer młodego Victora de Satode Penasco y Castellana, który uratował swoją młodziutką żonę, oddając ją pod opiekę hrabiny Rothes.

[link widoczny dla zalogowanych]

Lightoller obserwował całą scenę, a poczucie niemocy sprawiało, że wszystko się w nim burzyło. Nie przestawał jednak czuwać nad akcją ratunkową i z udawanym spokojem wypełniać swoje obowiązki. Jednocześnie myślał tylko o tym, że gdyby jakimś cudem miał pod ręką armatę, nie wahałby się wystrzelić w kie­runku tego statku widma. Może w ten sposób zdołałby wyrwać go z letargu, w którym - jak się zdawało - był pogrążony. Mimo to nie przestawał nawoływać pasażerów do zachowania spokoju i porządku. Wskazując nieszczęsne światełko w ciemno­ści tłumaczył, że statek nie może ich nie widzieć i że lada chwila wszyscy będą w bezpiecznym miejscu. W kabinie radiowej Phillips i Bride bez przerwy nadawali wezwanie o pomoc.
Moc radiostacji „Titanica” pozwalała bez trudu nadawać na taką odległość. Trudno było zresztą zrozumieć, dlaczego nikt nie reaguje na wystrzeliwane przez Boxhalła rakiety i sygnały świetlne nadawane przez Rowe’a. Nie sposób było przecież ich nie widzieć. Dlaczego nikt na pokładzie pobliskiej jednostki nie zadaje sobie pytania, co się wydarzyło? W pewnej chwili uwagę Rowe’a przykuło inne światło, nieco bardziej na prawo od poprzedniego. Nie czekając ani chwili, pokazał je kapitanowi, zadowolony, że do czegoś się przydał w tej beznadziejnej sytuacji. Może jednak tam, na horyzoncie, kryła się nadzieja na ocalenie? Smith chwycił bez słowa lornetkę i długo, z uwagą przyglądał się jasnemu punktowi. Sternik z zapartym tchem czekał u jego boku.
Po dłuższej chwili kapitan odłożył lornetkę. Spoglądając na Rowe’a, uśmiechnął się lekko, ze zrozumieniem, na znak, że docenia jego osobiste zaangażowanie. Niestety, to nie był sta­tek, tylko gwiazda wisząca nisko nad horyzontem. Nie musiał tego robić, ale podał sternikowi lornetkę, żeby ten sam mógł się przekonać, że nadzieja na ratunek była płonna.

Zimna krew hrabiny
Lightoller robił wszystko, co było w jego mocy, żeby do szalupy numer 8 wsiadały wyłącznie kobiety. Na przeciwległym pokła­dzie liczne pary małżeńskie opuściły „Titanica” w szalupach numer 7 i 3, ale po tej stronie ściśle trzymano się rozkazów kapi­tana. Chwilę wcześniej intendent, Herbert Mc Elroy, chwalił hra­binę Lucy Noel Marthę Rothes za to, że w odróżnieniu od sporej grupy pasażerów pierwszej klasy, nie poszła natychmiast odbie­rać z depozytu swoich klejnotów. Zgodnie z poleceniem załogi czym prędzej ubrała się i opuściła swoją kabinę 77 na pokładzie B. Dzieliła ją z młodszą o trzy łata kuzynką Gladys Cherry i służącą Robertą Elizabeth Mary Maioni. Hrabina podróżowała do Vancouver w Kanadzie. W rezydencji w Kensington czekali na nią dwaj synowie, dziesięcioletni Malcolm i trzyletni John. Mimo całego zamieszania i atmosfery napięcia Lucy potrafiła zachować zimną krew, wzbudzając tym powszechny podziw
Zaraz po zderzeniu rozmawiała z Lambertem Williamsem, który wyjaśnił jej, że wodoszczelne grodzie powinny uniemożliwić zalanie dolnych pokładów i zatonięcie statku. „Titanic” był prze­cież najnowocześniejszym statkiem na świecie, w którym wyko­rzystano wszelkie nowe technologie i nie miał prawa zatonąć.
W tym momencie podszedł do nich jeden z członków załogi i przekazał polecenie kapitana: pasażerowie mają się ciepło ubrać i w kamizelkach ratunkowych wyjść na pokład szalupowy. Hrabina Rothes i jej kuzynka Gladys dostosowały się ściśle do zaleceń stewarda. Nie mogły jednak znaleźć swoich kamizelek ratunkowych i kiedy poprosiły o pomoc innego stewarda, ten odrzekł uspokajającym tonem:
-Nie trzeba, proszę pani.
Hrabina z kuzynką i służącą poszły więc spo- koj nie na pokład szalupowy. Kręciło się tam mnóstwo ludzi. Widać było, że niektórzy są V wyraźnie zagubieni. Hrabina natychmiast wyłowiła z tłumu znajomą parę młodych małżonków. Byli to Victor Satode Peñasco y Castellana i jego żona Maria Josefa, którzy płynęli do Ameryki w podróż poślubną. On miał zaledwie 18 lat, jego żona - rok mniej.
W czasie poprzednich dni rejsu hrabina rozmawiała z nimi kilka­krotnie. Polubiła ich szczerze, bo wzruszał ją ich widok, rozma­rzone spojrzenia, jakie miewają tylko zakochani. Młodzi pocho­dzili z Madrytu i niezbyt dobrze radzili sobie z angielskim, więc hrabina podeszła do nich od razu i doskonałą francuszczy­zną wyjaśniła, co się dzieje. Bez ogródek dala do zrozumienia, że trzeba się pospieszyć.
Victor pojął w lot powagę sytuacji, nie wahając się ani chwili, oddał swoją siedemnastoletnią żonę pod opiekę rozważnej i doświadczonej hrabiny. I tak hrabina z towarzyszkami, do których dołączyła Maria Josefa i jej służąca Doña Fermina Oliva y Ocana, weszła do szalupy numer 8. Młody Victor de Satode Peñasco zniknął w tłumie na pokładzie.

[link widoczny dla zalogowanych]

(U góry). Państwo Straus pozostali sobie wierni do końca. Postanowili się nie rozstawać, choć doskonale wiedzieli, że ryzykują życiem. Kiedy Ida Straus ostatecznie odmówiła wejścia do szalupy ratunkowej, podeszli razem do leżaków rozstawionych na pokładzie (poniżej) i rozsiadłszy się wygodnie, czekali na to, co w tym momencie nietrudno było sobie wyobrazić.

[link widoczny dla zalogowanych]

W przypadku starszych państwa Straus, wobec nieprzejednanego stanowiska Lightolłera, doszło do interwencji innych pasażerów, m.in. pułkownika Archibalda Gracie i Hugh Woolnera. Poproszo­no, by w drodze wyjątku Isidor Straus mógł wejść do szalupy razem z żoną. Straus, zamożny właściciel domu handlowego Macy’s w Nowym Jorku, w lutym skończył 67 lat i ostatnio czul się nie najlepiej. Jego przyjaciel z Londynu, Woolner, przy pomo­cy tego właśnie argumentu zdołał przekonać Lightolłera, by zro­bił wyjątek od - słusznej skądinąd - reguły:
-Jestem pewien, że nikt nie będzie miał nic przeciwko temu, by taki starszy dżentelmen jak pan Straus wszedł do łodzi. Miejsce przecież jest.
Paradoksalnie najbardziej niechętni temu rozwiązaniu byli sami państwo Straus. Z jednej strony Ida Straus nie chciała nawet słyszeć o rozstaniu z mężem.
-Zawsze byłam u boku mego męża, to jakżebym teraz mogła go opuścić! - powtarzała.Z drugiej, Isidor Straus nie zwracał uwagi na naciski przyjaciół, oświadczając, że nie ma najmniejszej ochoty korzystać z taryfy ulgowej:
- Nie ma mowy. Nie zrobię ani kroku przed innymi mężczyznami. W czasie podróży do Europy państwo Straus wraz córką Beatrice szukali nowej służącej. Jako że we Francji nie udało im się znaleźć nikogo odpowiedniego, zatrudnili w Londynie pannę Ellen Bird. Na „Titanica” zaokrętowali się w Southampton. Beatrice została w Europie.
Podróżowali w dwóch kabinach na pokładzie C, 55 i 57, natomiast słu­żąca Idy i John Frathing, kamerdyner Isidora, zajmowali kabiny 97 i 95.
Jako pierwsza miejsce na ławce w sza­lupie numer 8 zajęła Ellen Bird. Pani Straus rozmyśliła się w ostatniej chwi­li. Już miała postawić stopę w łodzi, kiedy nieodwołalność tego korku uświadomiła jej, że nie czuje się na siłach, by to zrobić. Wszystko się w niej burzyło na samą myśl o rozsta­niu z ukochanym mężem. Odwróciła się, żeby pożegnać się ze służącą i pomyślała, że powinna coś jeszcze dla niej zrobić. Zdjęła więc futro i podała jej, mówiąc:
-Weź. Tobie się bardziej przyda. Podeszła do męża i przytuliwszy się do niego, wyszeptała:
-Jesteśmy już starzy. Zostanę z tobą do końca.
Oboje uśmiechnęli się lekko i bez pośpiechu ruszyli w stronę leżaków. Tam usiedli wygodnie. Czuli, że postąpili słusznie. W tym samym czasie wiele kobiet protestowało przeciwko rozkazowi, zgodnie z którym zmuszane były do rozstania z mężami. Zarazem jednak Ida Straus nie była przypadkiem odosobnionym. Podobnie jak ona, nie dała się przekonać Bess Allison. Państwo Allison podróżowali „Titanikiem” z dwojgiem dzieci, dwoma niańkami, kucharką i kierowcą, a tym samym byli jedną z największych grup na pokładzie.
Sarah Daniels przyszła na pokład szalupowy zaraz po tym, jak dowiedziała się o zderzeniu. Była opiekunką trzyletniej córeczki Allisonów, Loraine. Po zderzeniu ogarnął ją paniczny strach i zapewniania pana Hudsona, że nic się nie stało, zupełnie do niej nie trafiały. Kiedy dotarła na pokład szalupowy, jeden z marynarzy ujął ją pod ramię i zaprowadził do sza­lupy numer 8. Sarah chciała jakoś zawiadomić państwa Allisonów, ale marynarz uspokoił ją:
- Niech się pani nie obawia! Im też pomo­żemy. Proszę wchodzić. To nic poważne­go. Tylko na wszelki wypadek.
Uspokojona nieco Sarah bez oporów weszła do łodzi. Wierzyła, że ktoś z White Star Line pomoże także pozo­stałym członkom rodziny Allisonów.
Traf chciał, że kilka kroków dalej stała pani Bess Allison. Żadna z nich jednak tego nie zauważyła. Pani Allison znalazła miejsce w innej szalupie, razem z Loraine, ale ponieważ nie wiedziała, gdzie jest Trevor, wyszła ’KSk-1 z powrotem na pokład, żeby go odnaleźć. Stała u boku męża i nie chciała nawet słuchać jego argumen­tów, stanowczo twierdząc, że nie wejdzie do żadnej szalupy, póki nie znajdzie Trevor a. Była pewna, że mały jest ze swoją opiekun­ką, Alice Cleaver. Ta ostatnia zabrała dziecko z kabiny i pewnie teraz błądziła gdzieś w tłumie. Mała Loraine, przerażona zamieszaniem, stała uczepiona matczy­nej spódnicy i razem z nią czekała na braciszka.

Panna Alice Clever, niania Trevora Allisona. Z całej grupy zaokrętowanej na "Titanicu", w skład której poza państwem Allison i siostrą Trevora, wchodziła druga niańka, Sarah Daniels, kucharka i kierowca, uratowało się tylko ich dwoje.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: "Titanic" widziany z "Californiana".

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 19:48, 21 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Seraphiel




Dołączył: 03 Lis 2007
Posty: 755
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Sob 1:34, 08 Wrz 2012    Temat postu:

Zainteresowało mnie czy Victor Satode Peñasco przeżył. Wklepałem jego nazwisko w google i dowiedziałem się że jego ciała nigdy nie znaleziono. Jednak co ciekawe ET podaje że miał 24 lata a jego żona 22.

Ogólnie wzruszająca jest postawa Pani Strauss, choć właściwie całkiem normalna...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:09, 09 Wrz 2012    Temat postu: UWAGA!!!

UWAGA! Dziś było mega doładowanie. Zdjęcia mają już 62 numery Kolekcji Titanica.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin