Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 72

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:02, 06 Wrz 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 72

Spis Treści: W szalupach: więcej mężczyzn niż kobiet. 01:00 - szalupa nr 3. Zaczyna się wyścig z czasem.

W szalupach: więcej mężczyzn niż kobiet
Na wieść o przyczynie niezwykłego postoju „Titanica , major Arthur Godfrey Peuchen wrócił do swojej kabiny 104 na pokładzie C, żeby zamiast eleganckiego smokingu założyć coś cieplejszego. Był bardzo zaskoczony tym, co usłyszał w czasie „obchodu” statku i nie całkiem to jeszcze do niego docierało. Wszystko wydawało mu się całkowicie nierealne. Skąd pewność, że statek zatonie, skoro ocean był tak niezwykle spokojny, a zderzenie niemal niewyczuwalne? Transatlantyk takich rozmiarów miał tak
łatwo się poddać? Gdzie w takim razie jego rzekoma nie­zatapialność? Peuchen od samego początku rejsu żywił przekonanie, że Edward John Smith nie nadaje się do dowo­dzenia najnowocześniejszym i największym transatlanty­kiem świata, jednak nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że może dojść do czegoś takiego. Kiedy się ubierał, takie właśnie myśli nie dawały mu spokoju. Zarazem miał świadomość, że w tej sytuacji jedynym dobrem, o jakie warto się zatroszczyć, jest jego własne życie. Na stole przed nim w metalowej kasetce leżało dwieście tysięcy dolarów w papierach wartościowych i sto tysięcy w' akcjach, ale w’ tym momencie ta ogromna fortuna przeszła na drugi plan. Za trzy dni miał skończyć 53 lata i całym sobą zapragnął dożyć tego dnia. Z tą myślą wyszedł z kabiny po raz ostatni, zapominając o wszystkim, co zostawiał za sobą. Kiedy doszedł na pokład szalupowy, udał się na lewą burtę, gdzie ewakuacją pasażerów kierował Lightoller, ściśle przestrzegający zakazu wpuszczania mężczyzn do szalup ratun­kowych.

Pięciofuntowy banknot odnaleziony w torebce na dnie oceanu. Być może banknot ten stanowił część większej sumy pozostawionej w kabinie przez którąś z bogatych pasażerek pierwszej klasy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Lightoller właśnie wydał rozkaz opuszczenia na morze szalupy numer 6. Znajdowała się ona o dwa pokłady niżej, kiedy dowo­dzący nią sternik Robert Hitchens zorientował się, że ma na pokładzie tylko jednego marynarza. Oznaczało to niechybnie, że nie będzie w stanie wypełnić rozkazu, który otrzymał. Nie było bowiem mowy, by wiosłując we dwóch, on i Fleet, zdołali dotrzeć do owego światła na horyzoncie, wskazanego wcześniej przez Lightolłera.
-Panie oficerze, nigdy nie dotrę do tego statku z jednym maryna­rzem w szalupie! - krzyknął do Lightolłera.
Oficer od razu zdał sobie sprawę, że podkomendny ma rację i kazał wstrzymać operację spuszczania szalupy. Obok niego stał Hemming, który miał wejść do tej właśnie łodzi, ale w ostatniej chwili Lightoller uznał, że lepiej będzie, jeśli zostanie razem z nim na pokładzie „Titanica” i będzie mu pomagał w przygoto­wywaniu kolejnych szalup. W pobliżu nie było żadnych innych marynarzy, więc Lightoller zapytał głośno, czy któryś z pasaże­rów ma doświadczenie na morzu.
-Jestem żeglarzem - odparł natychmiast major Peuchen, stojący o dwa kroki od oficera.
Była to prawda. Peuchen był członkiem jacht klubu w Toronto i brał udział w niejednych regatach. Jego natychmiastowa odpo­wiedź podyktowana była w jakiejś mierze owym instynktem samozachowawczym, który niewiele wcześniej skłonił go do pozostawienia na stole w kabinie istnej góry pieniędzy, byle tylko ocalić życie. Nie wierzył własnemu szczęściu. W tym pozbawio­nym nadziei murze wzniesionym przez rozkaz „najpierw kobiety i dzieci” niespodziewanie powstał wyłom.
-Dobrze - bez namysłu rzekł Lightoller. - Jeśli naprawdę jest pan żeglarzem, będzie pan potrafił zjechać do szalupy po linie.
W tym momencie włączył się jednak kapitan Smith, według którego nawet w tak dramatycznym momencie nie należało narażać tak szacownego gościa na nadmierne ryzyko. Poradził Peuchonowi, by zszedł pokład niżej i wskoczył do szalupy przez okno. Major nie mógł sobie jednak pozwolić na zaprzepaszczenie nadziei na ocalenie. Jeszcze kilka sekund wcześniej wydawało się ono nieosiągalne, a oto w tej chwili stało się całkiem realne. Wspiął się na ramię żurawika, pochwycił jedną z lin, oddaloną
o jakieś trzy metry od nadburcia statku i zsunął się siedem metrów niżej na dziób szalupy.

Trzej mężczyźni, którzy zważywszy różnice społeczne, w normalnych warunkach nigdy by się nie poznali. Los chciał jednak, by od nich zależało życie pasażerów w szalupie numer 6: (od góry) Robert Hitchens, Frederick Fleet i major Arthur G. Peuchen.
[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Kiedy tylko Peuchon postawił stopę w szalupie, podjęto przerwa­ną operację opuszczania jej. Hichens polecił mu zatkać spust zanim znajdą się na powierzchni oceanu. Major zaczął więc na czworaka po omacku obmacywać dno szalupy, ale nie mógł trafić na spust. Namówił więc Hitchensa, żeby zrobił to sam, podczas gdy on zajmie się odczepieniem lin. Hitchens przystał na to, po chwili jednak wrócił na swoje miejsce przy sterze, polecając Peuchenowi zająć miejsce przy wiosłach. Hitchens czuł się nieco nieswojo wobec wojskowego autorytetu emanującego z postaci kanadyjskiego majora, dlatego poczuł potrzebę wyraźnego zaznaczenia, kto dowodzi tą szalupą:
-Proszę się zabrać do roboty - pouczył majora. - Statek tonie. Major Peuchen miał nie dowodzić, lecz wespół z obserwatorem Fleetem wiosłować ile sił w rękach, by jak najszybciej oddalić się od burty transatlantyku, kierując się dziobem w stronę światła na horyzoncie.
Pierwszą szalupą, która dotknęła powierzchni oceanu po lewej stronie „Titanica”, była właśnie szalupa numer 6. Było za pięć pierwsza. W łodzi siedziały tylko 24 osoby.
Kiedy szalupa znalazła się na morzu, Fahim Leeni poczuł się pewniej i postanowił opuścić swoją kryjówkę pod ławką. I tak oczom zdumionych pasażerów ukazał się dwudziestosze­ścioletni Syryjczyk, podróżujący „Titanikiem” z biletem trzeciej klasy. Dwukrotnie próbował wejść do szalu­py, ale oficer za każdym razem kazał mu się oddalić, toteż ostatecznie, przerażony perspektywą zatonięcia, Fahim skorzystał z chwili nieuwagi załogi, wskoczył do łodzi i ukrył się pod ławką.

Jedna za drugą szalupy ratunkowe spuszczane wzdłuż burt "Titanica" na ciemną taflę wody, w której odbijały się zapalone jeszcze światła transatlantyku. Choć wszyscy byli już przekonani, że statek musi zatonąć, z niewyjaśnionych przyczyn ewakuacja przebiegała nadzwyczaj powoli.
[link widoczny dla zalogowanych]

01:00 - szalupa nr 3
Na przeciwnej burcie pierwszy oficer William McMaster Murdoch także nadzorował ewakuację pasażerów.
W odróżnieniu od Lightollera nie przejmował się zbytnio powtarzanym wielokrotnie rozkazem kapitana Smitha. Najprawdopodobniej różnice te wynikały z braku komunikacji i koordynacji operacji na pokładzie szalupowym. Kapitan przez cały czas pozostał na lewej burcie, gdzie dowodził Lightoller i uznał, że gdzie indziej tak samo przestrzega się jego rozkazu.

Masa wody z rosnącą siłą wdzierająca się do "Titanica" stopniowo zalewała niższe pokłady, opuszczone już przez pasażerów i załogę. Najpierw ledwie zauważalnie, później coraz wyraźniej, statek zaczął się przechylać w stronę dziobu.
[link widoczny dla zalogowanych]

Z drugiej strony huk wypuszczanej pary i zamieszanie związane z chaotycznym rozmieszczeniem załogi na pokładzie szalupo­wym stanowiły niemałą przeszkodę dla przekazywania rozkazów i obiegu informacji. Po spuszczeniu na morze szalupy numer 7 Murdoch zajął się szalupą numer 3. Pomagali mu John Podesta i William Nutbean, dwaj palacze, którzy na rozkaz bosmana Alfreda Nicholsa natychmiast udali się na pokład szalupowy. Mężowie prowadzący żony do szalup ratunkowych zwykle już w nich pozostawali. Nie było w tym zresztą nic dziwnego, ponieważ szalupy były wciąż prawie puste, a moment desperackiej walki o miejsce jeszcze nie nadszedł.
Dzięki temu w szalupie numer 3 znalazły się aż trzy pary małżeńskie ze służbą - pasażerowie pierwszej klasy.
Pani Cardeza i jej syn od chwili wejścia na pokład „Titanica” wzbudzili powszech­ną ciekawość. Po pierwsze, zajmowali jeden z najbardziej luksusowych aparta­mentów na pokładzie B, złożony z kabin 51, 53 i 55, po drugie, mieli ze sobą iście królewskie bagaże: czternaście kufrów, cztery walizy i trzy kosze. Trzydziestosze- ścioletni pan Thomas Drake Martinez Cardeza zabrał ze sobą osobistego służące­go, Gustave’a Lesurera, natomiast jego pięcdziesięcioośmioletniej matce, Charlotte, towarzyszyła pokojówka, Anna Ward. Dla całej czwórki znalazło się miej­sce w szalupie numer 3.

Pani Charlotte Drake Cardeza należała do najzamożniejszych pasażerów "Titanica". Na jej bagaż składało się 14 kufrów i 4 walizki. Zajmowała najdroższy apartament, za który musiała zapłacić 3300 dolarów. Ta pełna energii kobieta, niezmordowana podróżniczka, przed zaokrętowaniem się na "Titanica" uczestniczyła w safari w Afryce, gdzie wykazała się znacznymi umiejętnościami łowieckimi.
[link widoczny dla zalogowanych]

Najliczniejszą rodziną w tej szalupie byli Speddenowie: rodzice, syn i dwie służące. Frederic Oakley Spedeen pochodził z Nowego Jorku. Bardzo lubił podróże i w grudniu poprzedniego roku wyruszył w podróż razem z żoną Margarettą, zwaną pieszczotliwie Daisy i sześcioipółletnim synem Robertem Dougla­sem, służącą Helen Wilson i opiekunką Douglasa, Elizabeth Margaret Burns.
Parowcem „Caronia” dostali się do Algieru, po czym udali się do Europy, do Monte Carlo i Pary­ża. Podróż skończyła się w Cherbourgu, gdzie postanowili zaokrętować się na najbardziej luksuso­wy transatlantyk świata. Wracali teraz do Tuxedo Park w stanie Nowy Jork, by spędzić letnie miesią­ce w rezydencji Bar Harbour w stanie Maine.
Po zderzeniu powiadomiono ich o konieczności opuszczenia kabiny i wyjścia na pokład szalupowy. Margaret Burns obudziła małego Douglasa, wyjaśniając, że zabiera go na spacer, żeby pooglą­dać gwiazdy. Chłopiec nie zdawał sobie sprawy z rozgrywającej się tragedii. Wszystko to wydawało mu się wspaniałą zabawą, włącznie z białymi rakietami, które wyrastały aż po samo niebo, po czym rozpryskiwały się wokół tysiącem iskier, rozświetlając noc.
Albert Adrian Dick został obudzony przez stewarda, który kilka dni wcześniej pozwo­lił sobie na zbytnią poufałość wobec jego pięknej, młodej żony Very. W pierwszej chwili Dicka ogarnął więc ślepy gniew. Nie mógł uwierzyć, że steward mógł wymyślić coś tak absurdalnego jak zderzenie z górą lodową, jednak po chwili zdał sobie spra­wę, że to nie głupi żart mający przycią­gnąć uwagę, lecz tragiczna rzeczywistość. Państwo Dick ubrali się więc czym prę­dzej i stanęli w drzwiach swojej kabiny numer 20 na pokładzie B.

Kamizelki ratunkowe nigdy nie były finezyjną częścią stroju i te używane na "Titanicu" nie wymykały się tej regule. Niemniej niektórzy pasażerowie potrafili potraktować je z honorem, uznając za oryginalny element garderoby i obnosząc dumnie niczym ostatni krzyk mody.
[link widoczny dla zalogowanych]

Na korytarzu zobaczyli innych, równie zdumionych pasażerów, starających się dowiedzieć, co się dzieje. Jeden z nich, widząc, że pani Dick trzyma w ręce kamizelkę ratunkową, rzekł żartem:
- Niech pani przymierzy, to ostatni krzyk mody!
Państwo Dick wyszli z kabiny.
Na pokład szalupowy towarzyszył im Thomas Andrews, który po drodze potwierdził, że sytuacja jest bardzo poważna. W głowie Alberta kłębiły się ponure myśli i to, co jeszcze kilka godzin wcześniej wydawało mu się dobrą wróżbą dla ich związ­ku, teraz przyjmowało zupełnie inny odcień. Zbieżność daty ich ślubu z dniem wodowania „Titanica” w tym momencie prowadzi­ła go do przekonania, że ich życie jest w jakiś nierozerwalny sposób związane z tym przepięknym parowcem. Wiedział jednak, że nie powinien sobie pozwalać na ponure myśli, a przede wszystkim powinien mieć zaufanie do tak doświadczonych ludzi jak Andrews czy Murdoch. Ten ostatni uprzejmie poprosił jego żonę, by bezzwłocznie zajęła miejsce w szalupie. Vera wychyliła się, by spojrzeć w dół i widok rozta­czającej się tam pustki ścisnął jej żołądek. Ciemna, wysoka ściana ze stali znikała w ciemności jeszcze czarniejszej od samego oceanu. Jak to możliwe, by nadzieja na ocalenie była właśnie
tam? Na szczęście nie miała czasu, by o tym roz­myślać, bo ktoś pchnął ją lekko na ławkę.
Obok państwa Dick w łodzi znalazła się inna para małżeńska: państwo Harper. Na „Titanicu” krążyły na ich temat liczne plotki ze względu towarzyszącego im Egipcjanina, Hamada Hassa- na, oficjalnie tłumacza i przewodnika Henry’ego Sleepera Harpera w czasie afrykańskich wojaży. Sleeper jako jeden z nielicznych od razu zdał sobie sprawę z powagi sytuacji, ponieważ dzie­sięć lat wcześniej przeżył coś podobnego. Kiedy udało mu się pokonać opory żony oraz pokładowego lekarza, który starał się go uspokoić, ubrał się i czym prędzej ruszył na pokład szalupowy. Nie czekał, aż ktoś poprosi go o zajęcie miejsca w szalupie, ponieważ doskonale wiedział, że jedyna szansa ratunku tkwi w tych łódkach, choć przy „Titanicu” sprawiały one wrażenie łupinek orzecha.
Czekał jednak do ostatniej chwili i dopiero, kiedy wydano roz­kaz opuszczania szalupy numer 3, wszedł do niej razem ze służą­cym i pekińczykiem o imieniu Sun Yat-Sen. Usiadł obok żony Myry, która wciąż nic chciała uwierzyć, że statek może zatonąć. Pani Edith Graham i jej dwudziestoletniej córce Margaret towa­rzyszyli do szalupy nr 3 Washington Augustus Roebling II i Howard Brown Case. Kiedy łódź powoli schodziła wzdłuż burty transatlantyku, kobiety dostrzegły błysk papierosa w ustach jednego z panów. Kiedy się żegnali, sprawiali wrażenie spokojnych i pogodnych.

Pani Vera Gillespie i pan Albert Adrian Dick nieświadomie związali swój los z losem "Titanica", bowiem pobrali się w dniu, kiedy wielki transatlantyk został wodowany. Zaokrętowali się na ten statek w drodze powrotnej z Calgary, gdzie mieli zamieszkać po długiej podróży poślubnej po Europie.
[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Zaczyna się wyścig z czasem
W sektorze, gdzie ewakuacją dowodził Murdoch, szalupy przygotowywano zdecydowanie szybciej. Sprawniej przebiegało tam także zajmowanie miejsc w łodziach. Podczas gdy pierwszy oficer zajmował się szalupą numer 3, trzeci oficer Herbert Pitman czuwał nad operacjami przy szalupie numer 5. Na pokładzie panowało niemałe zamieszanie, a załoga pracowała w ogromnym napięciu. W tej sytuacji zupełnie niepotrzebnie zabrał głos Bruce Ismay. Stojąc obok Pitmana pokrzykiwał do niego zdenerwowanym głosem:
- Nie ma czasu do stracenia.
Oficer nie rozpoznał, że dżentelmenem w szlafroku i pantoflach jest prezes White Star Line, toteż po jego kolejnych naleganiach udał się do kapitana Smitha z pytaniem, czy ma spuszczać szalu­pę, nie czekając, aż się wypełni. Kapitan polecił mu kontynuować operacje. Podobnie jak Murdoch, Pitman wpuścił do łodzi wielu męż­czyzn. Stanowili oni blisko połowę z czterdziestu pasażerów, podobnie jak szalupie numer 3: na 19 pasażerów pierwszej klasy, którzy zajęli miejsce w szalupie nr 5, było 10 mężczyzn, 8 kobiet i jedno dziecko, a wraz z nimi siedmioro służących.
Szalupy zostały wreszcie spuszczone. Dotknęły powierzchni oce­anu jakieś pięć metrów jedna od drugiej - o 0:55 szalupa numer 5 i o 01:00 - numer 3.

W następnym numerze między innymi: Szalupa numer 8: same kobiety. Ratunek na wyciągnięcie ręki.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 19:04, 16 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin