Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 66

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:02, 25 Sie 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 66

Spis Treści: 25 minut po północy: spuszczać szalupy! Sprzeczne rozkazy.

25 minut po północy: spuszczać szalupy!
Pół godziny po zderzeniu wśród pasażerów na pokładzie „Titanica” wciąż panowało wielkie zamieszanie. Nawet podróżni zajmujący sąsiednie kabiny bardzo rozmaicie zareagowali na to, co się wydarzyło. Niektórzy wciąż byli przekonani, że chodzi o kiepski żart jakiegoś dowcipnisia, choć byli i tacy, których nagły postój statku i domniemana awaria całkowicie wytrąciły z równowagi.
Wiadomości przekazywano sobie z ust do ust w sposób całkowi­cie chaotyczny. Niektórzy prześcigali się w opisach szczegółów, chcąc tym samym udowodnić, że są lepiej poinformowani niż inni. W pierwszej klasie stewardzi chodzili od kabiny do kabiny i grzecznie pukając do drzwi, prosili bogatych podróżnych, żeby jak najszybciej nałożyli ciepłe ubrania i kamizelki ratunkowe i udali się na pokład szalupowy.

Do ostatniej chwili nikt z pasażerów nie zorientował się, że te szalupy ratunkowe rozlokowane równo na pokładzie i traktowane nierzadko jako przeszkoda utrudniająca podziwianie oceanu, nie będą mogły zapewnić ratunku wszystki,.
[link widoczny dla zalogowanych]

Nie brak było też sceptyków, uznających całe to zamieszanie za całkowicie pozbawione podstaw. Kilka osób planowało już, że po przybyciu do Nowego Jorku wystąpi do White Star Line ze skargą na „cały ten cyrk”, nie licujący w najmniejszym stopniu z nienagannym jak dotąd stylem kompanii.
Steward Andrew Cunningham zapukał delikatnie do drzwi kabi­ny 87 na pokładzie C i poprosił znanego brytyjskiego dziennika­rza Williama Thomasa Steada, żeby przygotował się do wyjścia na pokład szalupowy. Stead spełnił jego polecenie niechętnie, ostentacyjnie pokazując, że nie śpieszy mu się do wyjścia.
Nie zważając na jego narzekania, steward pomógł mu zawiązać troki od kamizelki ratunkowej. Po wyjściu z kabiny Stead natknął się na korytarzu na znajomego z Stanów Zjednoczonych, Franka Milleta.
-Co się stało? - zapytał Stead.
-Góra lodowa. Zderzyliśmy się z górą lodową - odpowiedział krótko Millet.
Nie przekonało to jednak pewnego siebie dziennikarza. Wciąż był przekonany, że całe to zamieszanie nie ma najmniejszego sensu i nie omieszkał powtarzać tej opinii na prawo i lewo. Zupełnie inaczej zachowywał się Henry Sleeper Harper, który od razu zdał sobie sprawę z zagrożenia.
Chcąc go jakoś uspokoić, stary doktor 0’Loughlin obiecał, że wyjdzie na pokład szalupowy, żeby zasięgnąć języka. Minęło led­wie kilka minut, a doktor był z powrotem w kabinie 33 na pokła­dzie D i poważnym tonem obwieszczał:
-Wygląda na to, że w ładowni pocztowej wszystko pływa.
Ma pan rację - przyznał, zwracając się do Harpera. - Lepiej jak najszybciej wyjść na pokład.

Piękny naszyjnik znaleziony po kilkudziesięciu latach wśród przedmiotów rozrzuconych wokół wraku "Titanica". Może wypadł z kieszeni właścicielki, kiedy ta w panice skakała do szalupy ratunkowej, a może ktoś zapomniał go w kabinie i woda, która zalała statek, porwała go na zewnątrz.
[link widoczny dla zalogowanych]

Niepokój słynnego amerykańskiego wydawcy i jego pesymistycz­ne przewidywania znalazły tragiczne potwierdzenie. Doświadcze­nie sprzed dziesięciu lat sprawiło, że intuicyjnie wyczuł niebezpieczeństwo. Doktor 0’Loughlin był całkowicie wytrącony z rów­nowagi tym, co zmuszony był przekazać Harperowi. Po wyj­ściu z kabiny natknął się na pokojówkę Mary Sloan. Nie czuł się na siłach ukrywać przed nią wiadomości o grożą­cym wszystkim niebezpieczeń­stwie:
- Niech pani uważa. Wygląda na to, że kiepsko z nami!
Wśród pasażerów byli i tacy, którzy ulegli panice. Jakiś mężczy­zna, nie mogąc otworzyć swojej kabiny, był tak przerażony, że zostanie uwięziony, iż zaczął głośno wzywać pomocy. Steward próbował otworzyć drzwi od zewnątrz to jednymi, to drugimi kluczami z dużego pęku, który trzymał w dłoni, jednak bez powodzenia. Wówczas młody R. Norris Williams, który właśnie opuszczał kabinę wraz z ojcem, doszedł do wniosku, że nie ma sensu tracić czasu na ceremonie i kilkoma mocnymi uderzeniami wyłamał drzwi. Spodziewał się, że zostanie uznany za bohatera, ale zamiast tego usłyszał od stewarda:
- Nie omieszkam zawiadomić White Star o spowodowanej przez pana szkodzie.
Stan ducha pasażerów w tych dramatycznych chwilach wyrażał także wybór przedmiotów, które ze sobą zabierali, decydując się na pozostawienie innych jako „niepotrzebnych”. Mogły to być maskotki na szczęście, pamiątki po bliskich, klejnoty. Pasażero­wie kierowali się w tej kwestii najrozmaitszymi pobudkami. Czynnikiem decydującym, obok przywiązania do ziemskich bogactw, było nagłe poczucie opuszczenia.

Rufowa część pokładu "Titanica" przeznaczona dla pasażerów niższej klasy. Zdjęcie wykonano na trasie Southampton-Cherbourg-Queenstown. Jak widać, także i tutaj starano się wygospodarować dla pasażerów jak najwięcej miejsca.
[link widoczny dla zalogowanych]

Wyraźny podział na klasy stał się jeszcze wyraźniejszy w chwi­lach poprzedzających tragedię. Po opuszczeniu kabin pasażero­wie gromadzili się w pomieszczeniach przeznaczonych dla swojej klasy. Pokaźna grupa gości pierwszej klasy zebrała się we wspa­niałej klatce schodowej na pokładzie D.
Na schodach, wzdłuż balustrad, równym rzędem stali stewardzi. Wzdłuż tego szpaleru pasażerowie pierwszej klasy powoli prze­mieszczali się na pokład szalupowy. Tam pasażerów najbardziej luksusowego i największego transatlantyku na świecie czekał dotkliwy chłód. Większość, nie będąc w stanie znieść tak niskiej temperatury, robiła zwrot w tył i czym prędzej chroniła się w salonie pierw­szej klasy na pokładzie A, gdzie od kilku minut roz­brzmiewały dźwięki beztro­skiej muzyki wygrywanej przez orkiestrę.
Pasażerowie drugiej klasy zbierali się natomiast w zarezerwowa­nych dla nich pomieszczeniach na rufie. W części rufowej groma­dzili się także emigranci i inni podróżni z biletem trzeciej klasy, tam bowiem znajdował się pokład spacerowy trzeciej klasy. Sława statku jako niezatapialnego nie pozwalała przewidywać najgor­szego. Poza tym w salonach jarzyły się światła, muzyka dawała poczucie bezpieczeń­stwa, a kamizelki ratunko­we, nie zawsze zakładane zgodnie z instrukcją, stano­wiły raczej pretekst do żar­tobliwych docinków niż powód do niepokoju. Pasa­żerowie byli poubierani bar­dzo różnie. Można było dostrzec i eleganckie stroje wieczorowe i piżamy, wysta­jące spod płaszczy. Pewien zamożny Anglik na kamizel­kę ratunkową założył futro.
Największe zamieszanie panowało w strefie, którą marynarze nazywali „Scotland Road”. Był to długi korytarz łączący bez­pośrednio rufę z dziobem i pełniący rolę głównej arterii komuni­kacyjnej, którą załoga przemieszczała się z jednej strony statku na drugą. Trochę po dwunastej w nocy w korytarzu zaroiło się od palaczy, którzy opuścili zalane kotłownie rufowe. Brak było rozkazów, toteż palacze kręcili się tam i z powrotem, nie wiedząc co robić. Niestety, determinacja na pokładzie szalupowym, gdzie zało­ga dokładała wszelkich starań, by przygotować łodzie dla pasażerów, nie miała swojego odpowiednika pięć pokładów niżej. Tu królował chaos. Korytarz wypełnili wkrótce także pasażerowie trzeciej klasy. Grupy, złożone z przyjaciół czy rodzin, przemieszczały się razem w kierunku rufy, taszcząc ze sobą skromne bagaże.
Jeden z członków załogi, Albert Pearvey, z własnej inicjatywy starał się zaprowadzić trochę ładu, wskazując najkrótszą drogę na pokład szalupowy. Jednak wszelkie tego rodzaju próby organiza­cji podejmowane przez niektórych marynarzy wynikały tylko z ich zdrowego rozsądku i były konsekwencją braku koordynacji ze strony oficerów. A ci zgromadzili się wszyscy w najważniej­szym, jak uznano, punkcie, czyli na pokładzie szalupowym.

"Titanic" niedługo po wodowaniu. W części dziobowej widać pokład A częściowo już zamknięty obszernymi oknami (wcześniej planowano budowę tak jak "Olympica" czyli pokład A miał być całkowicie otwarty). Dzięki takiemu rozwiązaniu pasażerowie pierwszej klasy mieli zyskać dużą przykrytą przestrzeń, z której mogli podziwiać piękno oceanu.
[link widoczny dla zalogowanych]

Sprzeczne rozkazy
Kiedy kapitan Smith wydał rozkaz przygotowania szalup ratun­kowych, załoga rozdzieliła się na małe grupki i każda z nich udała się do jednej z szesnastu drewnianych łodzi. Połowa szalup znajdowała się po stronie rufowej, a połowa po stronie dziobo­wej, przy czym dzieliła je odległość około 60 m. Marynarze mieli zdjąć brezentowe pokrowce, wyposażyć szalupy w lampy i wyjąć z nich wszelki zbędny sprzęt. Następnie po sklarowaniu lin tak, by rozwijały się szybko i bez przeszkód, instalowali ramiona żurawików. Łodzie miały być opuszczone na tyle, żeby pasażerowie mogli do nich wsiąść. Niestety, operacje nie przebiegały tak sprawnie, jak powinny. Powodem była zarówno niedostateczna liczba mary­narzy, którzy schodzili się na pokład szalupowy powo­li, jak i ogólne zamieszanie i brak sprawnej organizacji. Marynarze nie trzymali się ściśle pole­ceń dotyczących przydziału do poszczególnych czynności i łodzi, co wynikało m.in. z tego, że otrzymywali sprzeczne rozkazy.

Szczegółowa rekonstrukcja ukazuje jak pokład A zmienił swoją strukturę. Po modyfikacji stał się pokładem częściowo otwartym, a częściowo zamkniętym. Kompania wystąpiła o tę zmianę na życzenie pasażerów lecz w czasie katastrofy taka konstrukcja pokładu okazała się ogromnym utrudnieniem przy wsiadaniu do szalup ratunkowych.
[link widoczny dla zalogowanych]

Akcją na lewej burcie kierował Lightoller, ale z wydaniem rozka­zu opuszczenia lodzi ratunkowych czekał na rozkaz starszego ofi­cera Wilde’a, który miał być koordynatorem operacji. W pewnym momencie Lightoller doszedł do wniosku, że przygotowaniem szalup zajmuje się wciąż zbyt mała liczba marynarzy, toteż zapy­tał Wilde’a, czy załoga otrzymała wyraźny rozkaz przybycia na pokład. Na twierdzącą odpowiedź Wilde’a drugi oficer zaczął organizować grupę wokół szalupy numer 4. Dezorganizację na pokładzie pogarszał fakt, że koncepcje oficerów co do przygoto­wania lodzi były całkowicie odmienne. Wilde polecił zdjąć pokrowce i przygotować szalupy, ale nie przenosić ich poza pokład, natomiast Lightoller uważał, że nie ma co zwlekać. Toteż kiedy tylko szalupy były gotowe, Lightoller ponownie udał się
do Wilde’a z pytaniem:
-Czy możemy już spuszczać szalupy?
-Nie. Proszę czekać na rozkazy - padła nieoczekiwana odpo­wiedź starszego oficera.
Z perspektywy czasu te wahania wydają się bezpodstawne, ale pół godziny po zderzeniu - mimo nie pozostawiającego wąt­pliwości werdyktu inżyniera Andrewsa - oficerowie nie tracili nadziei, że statek da się uratować. Także i Lightoller w głębi serca liczył na to, że „Titanic” nie prze­padł, ale zarazem chciał doprowadzić do końca rozpoczęte już operacje i nie widział powodu opóźniania decyzji o spuszczaniu łodzi. 2 drugiej strony obowiązywało go posłuszeństwo wobec starszego stopniem oficera. Toteż jak tylko zobaczył kapitana Smitha, wszedł na mostek i poprosił o pozwolenie na spuszczanie łodzi ratunkowych. Kapitan, nie wahając się, wyraził zgodę.
W tej sytuacji Wilde już nie oponował i Lightoller przystąpił nie­zwłocznie do spełniania rozkazu Smitha. Najpierw kazał wysta­wić łodzie za pokład. W tym czasie Smith przeszedł na sterburtę, żeby ten sam rozkaz przekazać pierwszemu oficerowi Murdocho­wi, kierującemu akcją ratunkową po drugiej stronie. Marynarze zaczęli uruchamiać żurawiki i stopniowo luzować liny. Część łodzi miała być opuszczona na tyle, by zrównać się poziomem z pokładem szalupowym, a część - z pokładem A. Lightoller uważał, że pasażerom łatwiej będzie wsiadać do szalup z pokładu spacerowego, czyli z pokładu A. Tam znajdował się salon, który stał się swego rodzaju punktem zbiorczym dla pasażerów pierw­szej klasy. Poza tym skoczne dźwięki muzyki podtrzymywały tam skutecznie morale pasażerów.
Wreszcie szalupy były gotowe i Lightoller zapytał Wilde’a, czy może przystąpić do rozlokowania ludzi w szalupach. I tym razem padła odpowiedź przecząca. Powtórzyła się scena sprzed kilku minut. Lightoller ponownie wszedł na mostek do kapitana i powtórzył pytanie zdane wcześniej Wilde’owi. Była godzina 24.25. Po chwili namysłu kapitan wydał rozkaz ładowania do sza­lup kobiet i dzieci. Jako pierwszą na pokładzie A spuszczono sza­lupę numer 4. Trzeba było na to zaledwie dwóch minut. Lightoller był przekonany, że dzięki takiej decyzji będzie mógł opróżnić z pasażerów pokład szalupowy, ułatwiając tym samym pracę załodze.

Żurawik do opuszczania szalup ratunkowych. Mimo korozji wciąż można go rozpoznać i wciąż znajduje się na swoim miejscu: na najwyższym pokładzie "Titanica".
[link widoczny dla zalogowanych]

Rozwiązanie to poza tym dawało większą gwarancję bezpieczeń­stwa, ponieważ odległość dzieląca pokład spacerowy od poziomu wody była mniejsza niż w przypadku najwyższego pokładu. Tutaj jednak pojawiała się inna, nieprzewidziana trudność.
Pokład A był pokładem krytym. Lightoller zaokrętował się na „Titanica” 20 marca i zapewne umknął mu ten szczegół konstruk­cji statku, odróżniający go od bliźniaczej jednostki. Wprowadzenia tej modyfikacji zażądał stanowczo sam Ismay. Na jego życzenie pokład wyposażono w stalowe rusztowanie z rozsuwanymi oknami, które miały chronić część pokładu od roz- prysków wody w czasie nawigacji. Żądanie przedstawił zresztą w stoczni Harland & Wolff w Belfaście na krótko przed obiorem statku, uzasadniając je wyraźnym życzeniem pasażerów pierwszej klasy sformułowanym w czasie dziewiczego rejsu „Olympica”. Szalupa numer 4 huśtała się w powietrzu w odległości ponad pół metra od burty statku. Żeby załadować pasażerów, trzeba było otworzyć okna werandy. Nie zwlekając Lightoller wezwał bosma­na Nicholsa, zwanego „Big Neck” i polecił mu udać się natych­miast na niższy pokład i rozsunąć drzwiczki w pobliżu włazu numer 2. Nichols zabrał ze sobą kilku ludzi i poszedł.
Niektórzy pasażerowie zdali sobie sprawę z tego, że ilość personelu na pokładzie jest niedostateczna. Ponieważ rozmawiali wcze­śniej z oficerami i byli świadomi niebezpieczeństwa, zaofiarowali się z pomocą w przygotowaniu szalup. Należał do tej grupy Charles Hays, major Peuchen i pułkownik Archibald Gracie.
W pewnej chwili ten ostatni zauważył, że jeden z członków zało­gi toczy po ziemi beczkę. Zdziwiony zapytał, co jest w środku i w odpowiedzi usłyszał, że chleb.
Kiedy rozkaz zakładania kamizelek ratunkowych i udania się na pokład szalupowy dotarł do piekarni, nie wszyscy wykonali go od razu. Charles Joughin doszedł do wniosku, że jeśli istotnie nie­bezpieczeństwo jest na tyle duże, że konieczna jest ewakuacja, warto pomyśleć nie tylko o spuszczaniu łodzi ratunkowych, ale i o chlebie. Z własnej inicjatywy zebrał trochę bochenków chleba i kazał swoim podwładnym dostarczyć je na pokład szalu­powy i porozdzielać na poszczególne szalupy. Później, zadowolo­ny z siebie, zamiast udać się pędem na górę, poszedł do kabiny łyknąć sobie brandy dla kurażu.

W następnym numerze między innymi: Zapobiec rozprzestrzenianiu się paniki! Oficerowie się zbroją.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 15:57, 16 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin