Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 65

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 0:02, 23 Sie 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 65

Spis Treści: I orkiestra zaczęła grać. Przygotowanie szalup ratunkowych. Nowa pozycja "Titanica"

I orkiestra zaczęła grać
Dziesięć minut po północy na korytarzu na pokładzie E można było zobaczyć muzyków z pokładowej orkiestry. Szli pod prąd, w kierunku dziobu, torując sobie drogę w tłumie pasaże­rów trzeciej klasy przemieszczających się na rufę. Ubrali się w eleganckie smokingi, tyle, że niektórzy w pośpiechu chwycili białe, a inni granatowe. Zabrakło czasu na tego rodzaju ustalenia, ponieważ rozkaz z mostka kapitańskiego nadszedł całkiem nie­spodziewanie. „Kapitan chce, żeby orkiestra natych­miast stawiła się na pokładzie A” - usłyszał kapelmistrz Wallace Hartley.

"Bohaterscy muzycy z <<Titanica>>". Tak głosił napis na plakacie wydrukowanym po zatonięciu wielkiego transatlantyku dla uczczenia muzyków, którzy wytrwali do końca. ich tragiczny los otoczyła od razu pełna chwały legenda, która przetrwała do dziś dnia jako przykład niezwykłego hartu ducha.
[link widoczny dla zalogowanych]

Nikt nie wiedział jaka była przyczyna tego rozkazu, jednak ośmiu muzyków, nie namyślając się długo, sięg­nęło po instrumenty i zaczęło przebijać się przez tłum w kierunku pokładu A. Kiedy udało im się dotrzeć do obszernego i luksusowego salonu pierwszej klasy, natychmiast przygotowali instrumenty i zaczęli grać skoczne rytmy ragtime’a, np. słynny „Alexander’s Ragti­me Band”. Kapitan Smith słusznie doszedł do wniosku, że w tych tragicznych chwilach życia statku należy zadbać o właściwą atmosferę, a orkiestra mogła w znacz­nym stopniu przyczynić się do uniknięcia paniki. W sytuacji, kiedy w każdej chwili sprawy mogły przybrać rozpaczliwy obrót, trudno było wyobrazić sobie lepszy pomysł od wypełnienia ciszy dźwiękami beztroskiej, wesołej muzyki.
Salon wypełnił się wkrótce pasażerami pierwszej klasy. Kapitan polecił powiadomić ich - z zachowaniem stosow­nej etykiety oczywiście - że mają się przygotować do wejścia do szalup ratunkowych. Istniała co prawda szansa, że uda się uniknąć najgorszego. Przez cały wieczór odbierano przecież sygnały od licznych statków, które płynęły tym samym szlakiem co „Titanic” w jednym lub w drugim kierunku. Radiostacja „Titanica”, najpotężniejsza z dotychczas zainstalowanych na parow­cach, nadawała wezwanie o pomoc i nie było wątpliwości, że przynajmniej jedna z jednostek płynących w pobliżu pośpie­szy na ratunek pasażerom White Star Line. Utrata statku była już pewna, ale przynajmniej można było uniknąć trage­dii utraty życia ludzkiego. To, ile osób uda się uratować, mogło zależeć także od szczegółów. Jednym z nich był spo­kój, który niewątpliwie ułatwiał opusz­czanie do morza łodzi ratunkowych i przebieg wszystkich operacji, dając załodze możliwość dokładnego wykony­wania rozkazów. Orkiestra pod batutą Wallace’a Henry’ego Hartley’a miała stwarzać wrażenie, że wszystko jest pod kontrolą i że transatlantykowi nie grozi żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo. Wspaniałe żyrandole oświetlające nadzwyczaj piękny salon i wpadająca w ucho muzyka w żaden sposób nie pozwalały przypuszczać, że ten cudow­ny statek ma niebawem pogrążyć się w lodowatych wodach oceanu.

Jedna z szalup ratunkowych "Titanica" zaczepiona do żurawika. Zdjęcia ujmujące w elegancki sposób wiele elementów technicznych statku (wysokie burty, bulaje, szerokie pokłady, system mocowania blach poszycia), pozwala jednocześnie lepiej zrozumieć trudności, na jakie owej nocy napotkali pasażerowie, zmuszeni do wchodzenia do szalup ratunkowych zawieszonych w przestrzeni nad czarną odchłanią oceanu.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przygotowanie szalup ratunkowych
Przekazywany z ust do ust rozkaz kapi­tana wkrótce dotarł do całej załogi. Wszyscy kierowali się na pokład ratunkowy w celu przygotowania szalup ratunkowych. Było ich w sumie dwadzieścia i w większości zostały umieszczo­ne na najwyższym pokładzie transatlantyku, zwanym „pokładem szalupowym”. Natomiast dwie składane szalupy Engelhardta znajdowały się jeszcze wyżej, na dachu kwater oficerskich, przed pierwszym kominem. Po sklarowaniu pierwszych dwóch łodzi od strony dziobowej, marynarze mieli za zadanie zainstalować na nich ramiona żurawiki.
Szalupy mogły pomieścić maksymalnie 1178 osób, czyli niewiele ponad połowę osób znaj­dujących się na pokładzie „Titanica”. Wie­dzieli o tym jednak tylko oficerowie i niewie­lu marynarzy, natomiast pasażerowie zupeł­nie nie zdawali sobie sprawy z tego, że liczba miejsc w szalupach jest całkowicie niewystar­czająca. Okazało się to zresztą zbawienne, w przeciwnym bowiem razie z pewnością natychmiast wybuchłaby panika. Teraz w różnych częściach statku należało przeprowadzić szereg złożonych czynności, przy czym wszystkie one musiały być wyko­nane w określonym porządku. Koordynacją akcji ratunkowej zajmował się kapitan i jego oficerowie. Podczas gdy z kabiny radiowej szło w eter wezwanie o pomoc, które w mgnieniu oka przebywało oceany, by dotrzeć do najbliżej położonych statków, a w salonie pierwszej klasy beztroskie motywy muzycz­ne tuszowały wątpliwości i niepokój, załoga „Titanica” zbierała się wokół szalup ratunko­wych, żeby przygotować je do spuszczenia na wodę.
Akcją ratunkową na sterburcie, gdzie znajdowały się szalupy ratunkowe oznaczone numerami nieparzystymi, zawiadywał pierwszy oficer William McMaster Murdoch, ten sam, który dowodził statkiem w trakcie fatalnych chwil zderzenia. Wspoma­gał go trzeci oficer, Herbert John Pitman. Starszy oficer Wilde natomiast razem z drugim oficerem Lightollerem kierował opera­cjami ratunkowymi na bakburcie, gdzie usytuowane były szalupy ratunkowe oznaczone cyframi parzystymi.

Reklama Welin Davit and Engineering Co. Ltd. z Londynu - producent żurawików o tej samej nazwie, które wybrano na "Titanica", spośród wielu innych oferowanych na rynku, jako najpewniejsze i najprostsze w obsłudze w trudnych warunkach.
[link widoczny dla zalogowanych]

Nowy system żurawików Welina ułatwiał operacje odcumowania drewnianych łodzi. Na „Titanicu” operacje te wymagały znacznie mniej czasu niż dotychczas. Także ten szczegół świadczył o tym, że przy budowie i wyposażeniu „Titanica” wykorzystano najno­wocześniejsze technologie znane w 1912 roku. Mimo usprawnie­nia mechanizmów odczepiania i podnoszenia, operacje nie przebiegały zbyt sprawnie ze względu na zbyt małą liczbę marynarzy Zbierali się oni na pokładzie szalupowym powoli i wobec braku wytycznych kierowali się do tej, a nie innej szalupy, w oparciu o własną, subiektywną oceną sytuacji.
Fakt, że na „Titanicu” nigdy nie odbyły się ćwiczenia akcji ratunkowej, zaczynał dawać o sobie znać. Marynarze nie wiedzie­li, do jakiej szalupy są przydzieleni. Poza tym ogłuszający świst pary wypuszczanej z kotłów zagłuszał skutecznie rozkazy, nawet jeśli wydawano je podniesionym głosem. W tej sytuacji oficerowie musieli uciekać się do języka gestów, co z pewnością nie wpływało na sprawność akcji. Najpierw trzeba było zdjąć z łodzi brezentowe pokrowce, następnie wyjąć i złożyć maszty oraz sklarować olinowanie. Następnie za pomocą żurawików łodzie należało opuścić lodzie tak, by ich burty zrównały się z poziomem pokładu szalupowego lub znajdującego się poniżej pokładu spacerowego.

Szalupy ratunkowe "Titanica" wzdłuż burty pokładu szalupowego. Ta duża przestrzeń, przez cztery dni wymarzone miejsce do spacerów, zabaw i podziwiania ogromu oceanu, 14 kwietnia stała się sceną, na której rozegrała się najsłynniejsza morska tragedia.
[link widoczny dla zalogowanych]

W czasie tych przygotowań na pokładzie pojawiła się Edwina Celia Troutt. Chciała się dowiedzieć, dlaczego statek zatrzymał się tak niespodziewanie i to w środku nocy Jej kabina znajdowała się w części rufowej i kiedy wyszła na pokład jeden ze stewardów podszedł do niej i poprosił, żeby wróciła do siebie. Ale właśnie kiedy miała się wycofać, jej uwagę przyciągnęła grupka maryna­rzy uwijających się na łodziach ratunkowych. Natychmiast zrozu­miała, co oznacza krzątanina tych ludzi o tej porze i czym prędzej ruszyła ostrzec swoich przyjaciół, zajmujących kabiny na pokładzie E. Okazało się to jednak niepotrzebne, ponieważ na korytarzu spotkała innego stewarda, który właśnie zawiada­miał podróżnych.
-Wszyscy pasażerowie są proszeni o założenie kamizelek ratun­kowych - mówił, przechodząc od drzwi do drzwi - i przejście na pokład szalupowy. Proszę się nie martwić o swój bagaż. Będą państwo mogli później wrócić do swoich kabin. To tylko środek ostrożności.
Na twarzach pasażerów wystawiających głowy z kabin malowało się niedowierzanie. Nikt nie potrafił sobie wyobrazić, że na nie­zatapialnym statku mogło się wydarzyć coś, co usprawiedliwiało­by takie zamieszanie. Do Winnie, tak bowiem przyjaciele nazy­wali panią Troutt, podszedł Jacob Milling, z którym dzieliła stolik w jadalni i zapytał:
-Co się dzieje, pani Troutt?
-Statek tonie - odrzekła przerażona Winnie.
-Niemożliwe! - roześmiał się Edgar Andrew, który stał obok Jacoba Millinga i przysłuchiwał się rozmowie.
Milling, widząc, że jego znajoma drży na całym ciele, ujął jej ręce w swoje i powiedział uspokajającym tonem:
-Proszę się nie martwić. Dzisiaj wysłałem kilka depesz. „Titanic” pozostaje w kontakcie z wieloma statkami. Ocalą nas, choć będziemy się musieli rozdzielić.
Winnie była mu bardzo wdzięczna za te słowa. Pożegnała się z panami i szybkim krokiem poszła do swojej kabiny drugiej klasy, oznaczonej numerem 101, by zmienić nocną koszulę i szla­frok na ciepłe ubranie i płaszcz. Uporawszy się z tym próbowała pomóc podróżującej w tej samej kabinie Norze Keane, która przerażona wiadomością o niebezpieczeństwie drżała tak bardzo, że nie była w stanie zapiąć gorsetu. W końcu zniecierpliwiona Winnie krzyknęła, że nie ma czasu do stracenia i chwyciwszy gorset, odrzuciła go w kąt kabiny.

Szalupy ratunkowe przykryte brezentowymi pokrowcami traktowano na "Titanicu" jako dodatkowy środek ostrożności, niemal niepotrzebny. Świadczy o tym dobitnie fakt, że ich liczbę zmniejszono w porównaniu do innych transatlantyków mogących przyjąć na pokład analogiczną liczbę pasażerów. Pod naciskiem White Star Line liczbę szalup ratunkowych zredukowano w stosunku do pierwotnego projektu Alexandra Carlisle'a z 64 do 40, 32, a wreszcie 20.
[link widoczny dla zalogowanych]

Nowa pozycja „Titanica”
Kwadrans po północy Phillips nadał kolejne wezwanie o pomoc „CQD”, w którym podał pozycję „Titanica” 41°46’N, 50°24’W. Wezwanie to zostało odebrane przez trzy radiostacje: Cape Race na stałym lądzie oraz przez dwa parowce „Mount Tempie” i „La Provence”. Po trzech minutach wezwanie o pomoc statku flago­wego White Star Line odebrał także trzeci parowiec - „Ypiranga”. Przynajmniej jeden statek mógłby przyjść na pomoc tym wszyst­kim ludziom, którzy z pewnością nie mieli szans znaleźć miejsca w szalupach ratunkowych: o tym w skrytości serca marzył zarówno kapitan, jak i oficerowie, świadomi nieuchronnej trage­dii. W tym momencie była to już tylko kwestia czasu. Czy pomoc zdąży nadejść zanim wielki statek pogrąży się w oceanie? By dodać sobie nadziei kapitan Smith polecił czwartemu oficero­wi Boxhallowi, żeby ponownie wyznaczył pozycję „Titanica”. Współrzędne przekazane wcześniej Phillipsowi były przybliżone, a żeby pomoc miała szansę dotrzeć jak najszybciej, konieczne było podanie pozycji z możliwie największą precyzją. Kapitan, świadom, że nadana w eter pozycja statku była pozycją z godziny 20.00, wolał, żeby Boxhall jeszcze raz przeprowadził dokładne obliczenia.
Czwarty oficer udał się więc do kabiny nawigacyjnej i natych­miast zabrał się do pracy. Wychodząc od ostatnich pomiarów pozycji gwiazd oraz uwzględniając prędkość w czasie ostatnich godzin rejsu, obliczył, że „Titanic” znajduje się na pozycji: 41°46’N, 50°14’W. Oznaczało to błąd blisko 20 mil w stosunku do tego, co podawano dotychczas w wezwaniu o pomoc. Na wieść o tym kapitan polecił niezwłocznie przekazać precyzyj­ne dane do kabiny radiowej.
Na statku panował tak ogłuszający hałas, więc Boxhall zapisał współrzędne na kartce i położył ją na stole obok Phillipsa, który bez przerwy nadawał wezwanie „CQD”.
Przez cały czas przez przewody w trzech pierwszych kominach usuwano parę z kotłów. Towarzyszył temu taki hałas, że Phillips nie słyszał sygnałów nadawanych przez statki, odpowiadające na jego wezwanie. Trzeba było za wszelką cenę temu zaradzić, w przeciwnym razie bowiem wszelkie wysiłki radiotelegrafistów były bezużyteczne.
Bride był wciąż jeszcze na pół ubrany, ponieważ zerwał się z koi, kiedy hałas się rozpoczął. Phillips polecił mu ubrać się i iść na mostek, żeby powiedzieć o wszystkim kapitanowi i poprosić o zmniejszenie świstu towarzyszącego wypuszczaniu pary. Niestety Bride wrócii do kabiny radiowej, nic nie uzyskawszy Kapitan wyjaśnił bowiem, że przy kontakcie z zimną wodą kotły mogą wybuchnąć, a w zaistniałej sytuacji nie można ryzykować eksplozji na pokładzie. Radiotelegrafiści musieli więc pogodzić się z tym, że nic się nie da zmienić.

W następnym numerze między innymi: 25 minut po północy: spuszczać szalupy!

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 15:26, 16 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin