Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 64

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:02, 21 Sie 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 64

Spis Treści: CQD CQD: "Come Quick Danger". Prawda dla wybranych. Oblężenie sejfu.

CQD CQD: "Come Quick Danger"
Radiotełegrafiści umówili się, że tej nocy Bride zluzuje Phillipsa o północy, z dwugodzinnym wyprzedzeniem w stosun­ku do zwykłego cyklu zmiany wacht. Radiooperatorzy spali na koi oddzielonej od kabiny radiowej zwykłą zieloną kotarą. Phillips obudził więc kolegę po fachu i po kilku minutach Bride był już gotów przejąć słuchawki od swego starszego kolegi. Phil­lips wyjaśnił krótko, że udało mu się nadrobić opóźnienia w przesyłaniu depesz do Cape Race. Nie omieszkał też powiado­mić Bride’a, że „Titanic” musiał w coś uderzyć, ponieważ maszy­ny zostały zatrzymane.

Radiotelegrafista Harold Bride przy pracy w kabinie radiowej. Zdjęcie to zawdzięczamy obiektywowi ojca Browne'a, którzy w ciągu kilku dni dziewiczego rejsu "Titanica" uwiecznił liczne sceny z codziennego życia statku. Los chciał, by fotografie te stały się bezcenną pamiątką.
[link widoczny dla zalogowanych]

Wydarzenie to jednak w najmniejszym stopniu go nie poruszyło. Relacjonował całą sprawę z takim spokojem, jakby mówił, że na zewnątrz zaczęło padać. Bride założył słuchawki i natychmiast zabrał się do pracy, Phillips zaś zaczął się rozbierać, marząc już o odpoczynku. Przygotowując się do snu, dorzucił tyko, że jeśli doszło do podobnego wypadku jak w przypadku „Ołympica”, „Titanic” z pewnością będzie musiał wrócić do Belfastu. W tym momencie zupełnie niespodziewanie w kabinie radiowej pojawił się kapitan Smith:
- Zderzyliśmy się z górą lodową - powiedział bez ogródek. Odczekał kilka sekund, żeby radiotelegrafiści uświadomili sobie prawdziwe znaczenie tych słów, po czym ciągnął: - Trwa właśnie obchód. Sprawdzamy, co jest uszkodzone. Bądźcie gotowi do nadawania wezwania o pomoc. Ale bez mojego rozkazu, proszę nic nie nadawać.
Smith w pośpiechu opuścił kabinę radiową i udał się na mostek, gdzie czekały na niego inne, nie cierpiące zwłoki obowiązki. Radiotelegrafiści zostali sami. Potrzebowali dłuższej chwili, żeby dojść do siebie, choć żadnemu z nich nie przeszło nawet przez myśl, jak poważne jest zagrożenie. Zdawali sobie sprawę z tego, że poza kabiną panował znacznie większy ruch niż zazwyczaj o tej porze, ale nic nie pozwalało przypuszczać, że sytuacja jest krytyczna. Wymienili więc nawet kilka żartobliwych uwag, a Phillips postanowił nie kłaść się spać, by zgodnie z rozkazem kapitana być gotowym do podjęcia pracy, mimo że dopiero co skończył wyczerpującą wachtę. Na szczęście poprzedniej nocy udało im się naprawić uszkodzony nadajnik, toteż byli pewni, że nie będą mieli trudności z wykonaniem rozkazu kapitana.
Po kilku minutach kapitan znowu pojawił się w kabinie radiowej.
-Nadawajcie CQD - powiedział ostro, podając starszemu radiote­legrafiście kartkę ze współrzędnymi geograficznymi statku.
Sygnał CQD był skrótem od „Come Quick Danger” (przybywaj­cie szybko, niebezpieczeństwo).
Phillips powtórzył rozkaz kapitana i upewnił się, czy ma zacząć nadawanie od razu.
-Natychmiast - rzucił krótko kapitan i oddalił się, pozostawiając dwóch radiotelegrafistów na stanowisku pracy.
Phillips przestał się łudzić, że tej nocy uda mu się odpocząć. Oczywiste było, że nie może być mowy o pozostawieniu kolegi samego. Radiooperatorzy ponownie zamienili się miejscami, Phillips nałożył słuchawki i zaczął nadawać międzynarodowe wezwanie o pomoc: „Zderzyliśmy się z górą lodową. „Titanic” uszkodzony. Nasza pozycja 41°46’N, 50°14’W”. Po CQD następo­wał kod wywoławczy „Titanica” - MGY. Wezwanie powtórzono sześciokrotnie. Zostało ono natychmiast odebrane przez radiosta­cję Cape Race na Nowej Fundlandii i przez kilka statków znaj­dujących się w różnych punktach oceanu.

[link widoczny dla zalogowanych]

Radiooperatorzy z "Titanica", którzy pełnili funkcję "głosu i uszu" statku. U góry Jack Phillips, starszy radiooperator, poniżej jego pomocnik młodziutki Harold Bride.

[link widoczny dla zalogowanych]

Prawda dla wybranych
Po zderzeniu spora grupka pasażerów wyległa z kabin na koryta­rze, żeby dowiedzieć się, co takiego się wydarzyło. Większość z nich była jednak tak głęboko przekonana o niezatapialności „Titanica”, że po krótkim obchodzie powróciła do kabin. Cóż zresztą było robić? Na pokładzie szalupowym nic się nie działo. Nigdzie też nie można było znaleźć jakiegoś oficera, u którego można by zasięgnąć języka. Być może był to jeden z powodów, dla których niektórzy pasażerowie czekali na dalszy rozwój wypadków, powodowani ową szczególną ciekawością, która w sposób naturalny rodzi się u osób podróżujących statkiem, w dodatku tak ogromnym jak „Titanic”. Pomijając świst pary wydobywającej się z ogromną siłą z odpowietrz­ników kominowych oraz wody wypompowywanej za burtę, spokój panujący tej rozgwieżdżonej nocy i płaski jak stół ocean nie budziły najmniejszego niepokoju.

Z chwilą wejścia na wspaniałe schody w klatce schodowej pierwszej klasy wielu pasażerów spostrzegło, że nachylenie schodów uległo zmianie. Tym samym wielu z nich uświadomiło sobie, że sytuacja jest poważniejsza niż przypuszczali.
[link widoczny dla zalogowanych]

Przez pierwsze pół godziny po wypadku większość pasażerów nie zdawała sobie zatem sprawy z grożącego im niebezpieczeń­stwa. Ale nie dotyczyło to wszystkich. Niektórzy, szczególnie uprzywilejowani, zostali powiadomieni o zdarzeniu przez same­go kapitana. Wielkie uznanie, jakim Smith cieszył się wśród swoich bogatych i wysoko postawionych gości podróżujących pierwszą klasą, wynikało z szacunku i uprzejmości, z jaką ich traktował. Jako dżentelmen, kapitan nie miał prawa ukrywać prawdy przed tymi, którzy zdecydowali się odbyć podróż tym statkiem dlatego, że to on właśnie nim dowodził. Oparte na wzajemnym szacunku relacje między kapitanem a niektórymi pasażerami pierwszej klasy ukształtowały się w czasie rozlicznych rejsów przez ocean innymi liniowcami White Star Line.
Pułkownik John Jacob Astor stał właś­nie na pokładzie A razem z młodą żoną, Madeleine, ubraną w elegancki strój wieczorowy i rozmawiał z sze­ścioma pasażerami tej samej rangi, kiedy na schodach prowadzących na pokład szalupowy pojawił się kapitan Smitha. Astor podszedł do kapitana i odbył z nim krótką, ożywioną rozmowę. Smith był - jak zwykle - poważny i nie zdradzał żadnych emo­cji. Po kilku minutach pułkownik równie spokojnie pożegnał się z kapi­tanem i podszedłszy do żony i grupki przyjaciół, powiedział:
-Nie ma powodu do niepokoju, ale lepiej, żebyśmy wszyscy poszli do kabin, założyli kamizelki ratunkowe i udali się na pokład szalupowy.
Wziął pod rękę Madeleine, pewną, że doszło do jakiegoś niefor­tunnego zdarzenia w kuchniach i razem, dostojnym krokiem skierowali się do swego apartamentu na pokładzie C.
Nie mogło być mowy o tym, by dżentelmen swoim histerycz­nym zachowaniem zawiódł zaufanie kapitana. Astor przekazał więc ostrzeżenie nieformalnie i spokojnie, bez niepotrzebnego dzwonienia na alarm, zgodnie z etykietą obowiązującą w wyż­szych sferach. To ta właśnie grupka pasażerów jako pierwsza powiadomiła krewnych i przyjaciół płynących „Titanikiem”, że sytuacja jest poważna.
W tym samym czasie doktor Washington Dodge wrócił do swojej kabiny 34 położonej na pokładzie A, by powiadomić o wszyst­kim żonę.
-Ruth, mieliśmy wypadek - powiedział, po czym spoglądając na łóżko, na którym smacznie spał mały Washington Jr, dodał
-Przygotuj się szybko, musimy wyjść na pokład szalupowy. Panowie bawiący w palarni pierwszej klasy, którzy mimo zderze­nia powrócili do gry w karty, jak gdyby nic się nie wydarzyło, zostali powiadomieni o wszystkim przez jednego z oficerów.
Co prawda i przedtem zdawali sobie sprawę z tego, że całe zamieszanie ma coś wspólnego z górą lodową, ale przekonani o niezatapialności statku, nie czuli najmniejszych obaw. Oficer powiedział im, że doszło do awarii i że na wszelki wypadek powinni ubrać się w kamizelki ratunkowe i bezzwłocznie udać się na pokład szalupowy położony nad pokładem A.
Większość pasażerów dowiedziała się o kolizji od stewardów obsługujących kabiny, którzy, przechodząc z kabiny do kabiny, przekazywali rozkaz kapitana. Na „Titanicu” jeden steward przy­padał na osiem kabin, znacznie mniej niż na innych pasażerskich liniowcach pływających po szlakach atlantyckich. Właśnie stewar­dom przypadło teraz zadanie cierpliwego tłumaczenia wyrwa­nym ze snu pasażerom, że należy się ubrać, nałożyć kamizelkę ratunkową i wyjść na pokład szalupowy. Dziesięć minut po północy, kiedy kapitan Smith był już więcej niż pewny, że godziny „niezatapialnego” „Titanica” są już policzone, wspaniały liniowiec zaczął się przechylać na dziób. Paleniska w kotłach po stronie dziobu zostały już wygaszone, a pompy pracowały na pełnych obrotach, wyrzucając za burtę ogromne ilości wody, lecz mimo to masa wody wdzierającej się przez wyrwę w burcie nieubłaganie rosła. Na szczęście pompy mogły przynajmniej opóźnić zatonięcie, a tym samym dać możliwość bardziej racjo­nalnego zorganizowania ewakuacji pasażerów. Lawrence Beesley, wiedziony niepohamowaną ciekawością, jako jeden z pierwszych znalazł się na pokładzie A. Nie trafił jednak na nic godnego uwagi, toteż postanowił wrócić do kabiny, sprawdzając po drodze, czy coś nie wydarzyło się na niższych pokładach.
Chciał też zobaczyć, co też robili jego przyjaciele zajmujący sąsiednie kabiny.
Kiedy tylko postanowił nogę na stopniu, poczuł się jakoś dziwnie. Schodził dalej, starając się zrozumieć, z czego wynika to dziwne odczucie. I nagle zdał sobie sprawę z przyczyny tego nieprzyjemnego odczucia: scho­dy były lekko nachylone do przodu. W jednym z salonów pierwszej klasy na pokładzie A dwaj przyjaciele: Archibald Gracie i Clingh Smith doszli do takiego samego wniosku jak Beesley. Oni także spo­strzegli nieoczekiwane nachylenie schodów. Odkrycie to uznali za mało zabawne. Przeciwnie, wymieniwszy poro­zumiewawcze spojrzenie, uzgodnili, że lepiej nie dzielić się z innymi pasażerami tą znamienną informacją, by niepotrzebnie nie wywoływać paniki.
Oficerowie na mostku odnotowali ten złowrogi znak, zapowiedź tego, co miało nastąpić za maksymalnie dwie godziny, dzięki specjalnemu urządzeniu o nazwie chyło- mierz, który wykazał lekki przechył statku na dziób. Mimo że przechył był na razie niewielki, można go było odczuć nie tylko na wyższych pokładach liniowca, ale także w kotłowni numer 5. Palacz Frederick Barrett, który od razu zdał sobie z niego sprawę, podobnie jak Gracie i Smith postanowił zachować dla siebie przerażającą perspektywę zalania części dziobowej, by nie wywoływać większego zamiesza­nia wśród marynarzy zajętych obsługą pomp.
Pułkownik Gracie już kilka minut wcześniej wywnioskował, że dzieje się coś niepokojącego, mimo nieprzeniknionej twarzy kapitana Smitha. Przechył był dla niego nieomylnym znakiem, że sytuacja jest tragiczna. Uzgodnili więc z Clinchem, że wrócą jeszcze na chwilę do swoich kabin, żeby zabrać niezbędne rzeczy.

Odrestaurowane drzwi jednego z sejfów wydobyte z dna oceanu. Także ten anonimowy przedmiot, niezastąpiony i dyskretny do tego momentu rejsu, znalazł się w centrum uwagi pasażerom, którzy chcieli jak najprędzej odebrać swoje kosztowności, by uniknąć ich utraty, nieuchronnej już jak się zdawało.
[link widoczny dla zalogowanych]

Oblężenie sejfu
Thomas Andrews skończył właśnie obchód bagażowni pierwszej klasy i urzędu pocztowego. Stał teraz na pokładzie A, starając się uspokoić zasypujących go pytaniami pasażerów. Dzięki swemu profesjonalizmowi doskonale dawał sobie z tym radę:
- Na dole jest pewne uszkodzenie - tłumaczył jak na inżyniera przystało - ale grodzie wodoszczelne na rufie powinny wytrzy­mać i statek nie powinien zatonąć. Proszę o spokój! Niech Państwo ubiorą się jak najcieplej i czym prędzej przejdą na pokład szalupowy. Po tych słowach oddalił się.
Poszedł szukać jakiejś pokojówki, żeby przekazać te same polecenia. Niewiele dalej natknął się na młodą pokojówkę, na próżno szukającą właśnie jakichś informacji. Andrews zwrócił się do niej spokojnie, acz zdecydowanie:
- Niech pani powyciąga ze wszystkich schowków kamizelki ratunkowe i zapasowe koce. Proszę je rozdać pasażerom. I proszę mówić wszystkim, że mają się ciepło ubrać, założyć kamizelki ratunkowe i iść na pokład szalupowy. Przed biurem intendenta Herberta McElroya stopniowo groma­dził się coraz liczniejszy tłum. Wyglądało to niemal jak oblężenie sejfu, wszyscy bowiem chcieli teraz na gwałt odebrać swoje kosz­towności i pieniądze. Intendent z pomocą asystentów starał się jak najsprawniej wydać depozyt jak największej liczbie osób, ale tłum rósł w oczach.

[link widoczny dla zalogowanych]

(U góry). Jedna z pojemnych toreb odnalezionych przez ekspedycję Ballarda, wyjawiła ona swoją zawartość po, pieniądze. (Poniżej)

[link widoczny dla zalogowanych]

Poza tym jako oficer miał obowiązek nie tylko wydawać pasaże­rom ich własność, ale także cierpliwie odpowiadać na wciąż te same, coraz bardziej natarczywe pytania.
Było to trudne zadanie. Z jednej strony starał się nie powiększać i tak już niemałego zamieszania, ale z drugiej miał obowiązek skłonić tych wszystkich ludzi, dotąd pewnych, że znajdują się na pokładzie niezatapialnego statku, żeby - oczywiście tylko na wszelki wypadek - założyli kamizelki ratunkowe. Przechodzący obok biura intendenta Thomas Andrews, przyszedł z pomocą McElroyowi, starając się uspokoić pasażerów. Po chwili zagłębił się ponownie w labirynt korytarzy i pokładów, by zanieść rozkaz kapitana jak największej liczbie osób. Wkrótce zderzył się niemal z pokojówką Mary Sloan.
-Dlaczego pani jeszcze nie założyła kamizelki ratunkowej?
-zapytał z wyrzutem. Mary, która robiła dokładnie to, co Andrews polecił jej kilka minut wcześniej, odparła, że rozdaje kamizelki pasażerom, ale sama nie ubrała się w kamizelkę, żeby nie budzić paniki.
-Niech się pani o to nie martwi - odparł ostro dyrektor tech­niczny Harlanda & Wolffa. - Proszę założyć płaszcz i kamizelkę i tak chodzić, żeby jak najwięcej pasażerów to widziało. Niezmordowany i wiecznie zapracowany w czasie rejsu, także w tym momencie, w chwili zbliżającej się katastrofy, Andrews był pełen energii. Starał się, o ile to tylko możliwe, pomóc pasa­żerom i załodze.
Na pokładzie E, gdzie znajdowały się kabiny trzeciej klasy, robiło się coraz większe zamieszanie, ponieważ na podłodze pojawiła się strużka wody. Wkrótce w sektorze trzeciej klasy zjawił się jeden ze stewardów. Polecił wszystkim założyć ubrania i przejść do czę­ści rufowej. Podróżujący samotnie mężczyźni mieli swoje koje właśnie tu, w strefie dziobowej, która została mocno uszkodzona w czasie zderzenia. Tutaj naj­szybciej dały się zauważyć skutki zderze­nia. Kiedy woda zaczęła się wdzierać do pomieszczeń, pierwszą myślą tych pasaże­rów było uratowanie garstki rzeczy, które ze sobą wieźli. Nierzadko stanowiły one cały ich dobytek. Rozpoczęła się powolna procesja pasażerów trzeciej klasy, którzy dźwigając przeróżne pakunki, szli do czę­ści rufowej, do swoich krewnych, przyja­ciół, czy przygodnych znajomych pozna­nych w czasie rejsu.

Kamizelki ratunkowe z mocnej juty i korka, w które wyposażono wszystkie kabiny, były niewygodne i zbyt obszerne. Rozkaz nałożenia ich był najbardziej oczywistym sygnałem, że sytuacja "Titanica" jest coraz poważniejsza.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: I orkiestra zaczęła grać. Przygotowanie szalup ratunkowych.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 14:56, 16 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin