Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 62

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:02, 17 Sie 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 62

Spis Treści: Nieubłagana siła oceanu. Dziesięć minut po zderzeniu. Energia elektryczna na "Titanicu". Północ: zmiana wachty. Narada załogi.

Nieubłagana siła oceanu
Pierwszym miejscem na statku, gdzie natychmiast stało się jasne, że to, co się wydarzyło, nie jest tylko drobnym incydentem, lecz czymś znacznie poważniejszym, była ładownia pocztowa. Znajdowała się ona w części dziobowej, pod właściwym urzędem pocztowym położonym na pokładzie G, poniżej linii zanurzenia, tuż za ładownią, w której obok przeróżnych paczek i kufrów zaparkowano także wspaniały automobil wyprodukowany we francuskiej fabryce Renault.
Od strony rufy ładownia przylegała do maszynowni numer 6. Te dwa pomieszczenia dzieliła jedynie zasobnia węglowa numer 11. Oba pomieszczenia znajdowa­ły się między trzecią i czwartą grodzią wodoszczelną, które się­gały pokładu E. W trzech europejskich portach na „Titanica” załadowano tysiące listów, które najpierw składano właśnie
w ładowni pocztowej. Worki wnoszono tam przez właz dziobowy usytuowany na pokładzie Orlop. Później listy sor­towano i przenoszono wyżej, do urzędu poczto­wego znajdującego się na pokładzie G. Prowa­dziły tam kręcone, żelaz­ne schody, dochodzące aż do pokładu F. Tam, w pobliżu kabin trzeciej klasy, a jednocześnie nad urzędem pocztowym, znajdowały się kabiny pięciu urzędników poczto­wych. W związku z przewidywanym wcześniejszym przybyciem do Nowego Jorku, pocztowcy musieli pracować jeszcze intensyw­niej niż zwykle, a do listów załadowanych w Europie doszły listy wysyłane ze statku w ciągu tych czterech dni rejsu.
Zaraz po zderzeniu, kiedy tylko woda wdarła się na pokład Orlop, pocztowcy zaczęli czym prędzej przenosić na wyższe pokłady 200 worków poczty, wciąż jeszcze zgromadzonych w ładowni. Było to niełatwe zadanie, bo worki, zawierające około 20.000 listów poleconych, ważyły 45 kilogramów każdy Już po kilku minutach zdali sobie sprawę, że toczą walkę zgoła beznadziejną. Woda sięgała im już po kolana i przybywało jej w zastraszającym tempie. Jeden z pocztowców, Jago Smith, opu­ścił na chwilę kolegów i pobiegł na mostek złożyć meldunek ofi­cerowi wachtowemu. Na schodach natknął się na czwartego oficera Josepha Groves’a Boxhalla. Młody oficer wracał właśnie z obchodu, na podstawie którego doszedł do wniosku, że wszyst­ko jest w zupełnym porządku.
Ciężko dysząc, Smith poinformował oficera o tym, co dzieje się w lokalach pocztowych. Boxhałl nie tracił czasu na dalsze docie­kanie. Kazał Smithowi natychmiast złożyć meldunek kapitanowi, który chwilę wcześniej objął dowodzenie statkiem, sam zaś ruszył biegiem na pokład G, by osobiście przekonać się o praw­dziwości relacji pocztowca.

Przewody elektryczne, wychodzące od prądnic, dochodziły do skomplikowanej, lecz doskonale uporządkowanej rozdzielni. Składała się ona z dwudziestu pięciu tablic rozdzielczych wykonanych z łupka, na których znajdowały się bezpieczniki, automatyczne wyłączniki i wszystkie systemy kontrolne obwodów oplatających cały liniowiec. Instalacja została wykonana przez firmę Dorman & Smith z Salford w Manchesterze wg projektu inżynierów ze stoczni Harland & Wolff.
[link widoczny dla zalogowanych]

Dziesięć minut po zderzeniu
Meldunek z ładowni pocztowej rozwiał wszelkie wątpliwości kapitana Smitha. Sytuacja była krytyczna. 2 wieści, które docie­rały na mostek w ciągu pierwszych dziesięciu minut po zderze­niu z górą lodową, wynikało, że „Titanic” doznał poważnego uszkodzenia i bierze wodę do dziobowej części kadłuba. Pierwsze pięć przedziałów wodoszczelnych nieubłaganie wypeł­niało się wodą. Jej poziom wynosił tam już z górą dwa i pół metra i z każdą chwilą rósł.
Po złożeniu meldunku Jago Smith zszedł z powrotem do pomieszczeń pocztowych. Woda zalała już ładownię i zaczynała się wdzierać na pokład G. Świadkami zalewania ładowni byli państwo Campbell, którzy zaniepokojeni zgrzytem towarzyszą­cym kolizji, udali się na zwiad na pokład spacerowy, a nie zna­lazłszy tam nic godnego uwagi, ruszyli w stronę klatki schodowej prowadzącej do urzędu pocztowego.
Teraz, nie wierząc własnym oczom, razem z pocztowcami przyglądali się pływającym po wodzie pocztowym workom, zastanawiając się ile sekretnych wiadomości miało na zawsze skryć swą tajemnicę w wodzie, wypełniającej ładownię. Wspomagani przez intendenta Alberta Theissingera i innych członków załogi pocztowcy toczyli beznadziejną walkę o urato­wanie worków z listami, przenosząc je coraz wyżej. Kiedy doszli do pokładu F, poddali się. Dalsza ucieczka przed nieprzejedna­nym oceanem nie miała sensu.
A ocean nieubłaganie przejmował w posiadanie kabiny trzeciej klasy usytuowane w części dziobowej. Pasażerowie trzeciej klasy, wyrwani ze snu przez zgrzyt lodu i rozrywanej blachy, podcho­dząc do klatki schodowej ku swemu przerażeniu stwierdzali, że u stóp schodów jest teraz zielonkawa kipiel. Kilka minut później do klatki schodowej przyszedł kapitan Smith. Towarzyszyli mu inżynier Thomas Andrews, starszy oficer Henry Tingle Wilde, czwarty oficer Boxhall oraz cieśla Hutchinson. Ten ostatni nabrał próbkę wody zalewającej ładow­nię pocztową.

Elektryczne serce "Titanica". Składało się ono z czterech generatorów o mocy 400 kW każdy, które były w stanie wytworzyć energię porównywalną z energią, jaką dysponowało w owych czasach wiele miast. Zapotrzebowanie na energię na "Titanicu" były bowiem ogromne. Wystarczy pomyśleć że na pokładzie było ponad 10000 żarówek, 1500 elektrycznych dzwonków, 420 grzejników elektrycznych, 150 dużych i małych silników elektrycznych, nie licząc wind i żurawików.
[link widoczny dla zalogowanych]

Energia elektryczna na „Titanicu”
Po zderzeniu „Titanic” potrzebował ogromnych ilości energii elektrycznej, bez niej bowiem nie było możliwe prowadzenie złożonych operacji związanych z ewakuacją pasażerów. Na całe szczęście przynajmniej system zasilania statku spełnił swoje zada­nie. Gdyby pod wpływem zalania wodą prądnice przestały dzia­łać, parowiec zatonąłby znacznie szybciej, a liczba ofiar byłaby jeszcze większa. W odróżnieniu od innych elementów konstruk­cyjnych, instalacja elektryczna „Titanica” spisała się na medal, stanowiąc punkt na korzyść wysokiego poziomu technologiczne­go jednostek budowanych w stoczni w Belfaście. Kotły, rozloko­wane w różnych kotłowniach, były wyposażone nie tylko w przewody doprowadzające parę do maszyn napędowych, ale także w oddzielne przewody, które doprowadzały energię do dużych prądnic awaryjnych. Projektanci zdecydowali się umieścić je znacznie ponad linią zanurzenia, żeby mogły działać także w razie częściowego zalania dolnej części kadłuba. Energia elek­tryczna była niezbędna nie tylko do oświetlenia pływającego mia­sta w agonii, ale także do zasilania potężnych pomp, pracowicie uruchamianych przez załogę. Takie rozwiązanie techniczne pozwoliło choć trochę przedłużyć życie „Titanica” w stosunku do przewidywań, które Andrews przedstawił kapitanowi Smitho­wi. Zespół prądnic był w stanie wytworzyć prąd o natężeniu 16 000 amperów i napięciu 100 wolt, porównywalny do elektrowni w dużym mieście. Nie bez znaczenia dla funkcjonowania systemu była sama instalacja elektryczna. Z głównej rozdzielni, złożonej z 25 tablic, rozchodziły się kilometry przewo­dów, doprowadzające energię na cały statek: do żurawików, wind, grzejników elektrycz­nych, piekarników w kuchniach, grodzi wodoszczelnych i wreszcie do 10 000 żaró­wek, przede wszystkim zaś do radiostacji. Od niej teraz zależał los tysięcy ludzi, dla których nie było miejsca w szalupach ratun­kowych.

Kominy "Titanica". Na zdjęciu widać przewody awaryjne służące do odprowadzenia wody z kotłów. Żeby zażegnać niebezpieczeństwo eksplozji kotłów po zalaniu kotłowni, po wygaszeniu palenisk z kotłów zaczęto wypuszczać parę. Operacji tej towarzyszył ogłuszający świst.
[link widoczny dla zalogowanych]

Północ: zmiana wachty
W kotłowniach toczyła się nierówna walka z czasem. W kilka minut po ogłoszeniu alar­mu wszyscy oficerowie objęli służbę w new­ralgicznych punktach statku i zajęli się koor­dynowaniem poszczególnych operacji. Poma­gali im technicy ze stoczni Harland & Wolff, którzy zaokrętowali się na „Titanica” wraz z inżynierem Andrewsem, by w razie potrze­by rozwiązać problemy tech­niczne, często pojawiające się w czasie dziewiczego rejsu. W tym momencie najważniej­sze stało się wygaszenie ognia w kotłach, a także przygotowa­nie pomp do wypompowywani wody z różnych pomieszczeń.
Konieczne było też natychmia­stowe zmniejszenie ciśnienia w kotłach, w przeciwnym razie bowiem istniało niebezpieczeństwo wybuchu. Dziwną ciszę, która zaległa na jakiś czas, kiedy Murdoch wydał rozkaz zatrzy­mania maszyn, zastąpił teraz ogłuszający łoskot strumieni wody odpompowywanej za nadburcia oraz świst pary wydostającej się przez odpowietrzniki w kominach. Mimo to, choć w trzewiach statku niebezpieczeństwo zaczynało nabierać realnych kształtów, tragedia „Titanica” z trudem dochodziła do świadomości człon­ków załogi, nawet tych bezpośrednio uczestniczących w wydarze­niach tej nocy. Na pokładzie rufowym wachtę pełnił sternik George Thomas Rowe. W chwili zderzenia wydawało mu się przez chwilę, że wzdłuż prawej burty płynie jakiś żaglowiec z całkowicie mokrymi żaglami. Podszedł do barierki i wtedy roz­poznał ciemny zarys ogromnej góry lodowej, powoli przesuwają­cej się wzdłuż sterburty. Miał wrażenie, że jest niezwykle blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Nie odczuł strachu. Raczej zdumie­nie. Góra była znacznie wyższa od statku! Po chwili powrócił do swoich zwykłych zajęć. Zauważył wówczas wirujące w powietrzu odłamki lodu, mieniące się w światłach transatlantyku. Przypo­minały kurz oświetlony przez promień słońca w ciemnym poko­ju. Noc była zimna, więc Rowe dla rozgrzewki chodził po pokła­dzie tam i z powrotem. Spędził tam blisko trzy kwadranse po zderzeniu, zupełnie nieświadom tego, co wydarzyło się na statku. O północy, kiedy kapitan przeprowadzał obchód ładowni pocz­towej, w bocianim gnieździe zupełnie zwyczajnie, jakby nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, nastąpiła zmiana wachty. Alfred Franc Evans i George Alfred Hogg zluzowali Lee i Fleeta, który dwadzieścia minut wcześniej uruchomił dzwonek alarmo­wy. Schodził teraz do swojej kabiny zadowolony, że dzięki niemu udało się uniknąć czołowego zderzenia z górą lodową. Obserwatorzy, którzy mieli wachtę od 20 do 22, odpoczywali jeszcze w kabinie. George Symons usłyszał w chwili zderzenia jakiś dziwny trzask, ale uznał go za dzwonienie kotwic i łańcuchów, zupełnie jakby czymś najzupełniej normalnym było zarzucanie cum na otwartym oceanie.

Pokład szalupowy w pobliżu wspaniałej klatki schodowej pierwszej klasy. Na pokład szalupowy zostali wezwani wszyscy oficerowie i marynarze. Tam przekazano im rozkaz przeprowadzenia ewakuacji. Sale i korytarze, niewiele wcześniej wypełnione muzyką i radosnym gwarem, miały się wkrótce stać sceną wielkiej tragedii.
[link widoczny dla zalogowanych]

Narada załogi
Według obliczeń Andrewsa „Titanic” miał przed sobą co najwy­żej dwie godziny życia. Potem miał na zawsze pogrążyć się w wodach oceanu. Zgodnie z zasadą naczyń połączonych - tłu­maczył Andrews kapitanowi Smithowi - woda najpierw zaleje pierwsze pięć komór wodoszczelnych. Kiedy już je wypełni, przeleje się wierzchem przez przegrodę i zacznie wypełniać kolej­ną komorę, i tak po kolei, aż jedna za drugą wypełni się pozosta­łe jedenaście komór, które nie doznały uszczerbku w trakcie zde­rzenia. Poza tym będzie rósł przechył na dziób, bardzo szybko nabierający wody i w pewnej chwili statek niczym ostrze noża wbije się w lodowatą powierzchnię oceanu, tej nocy nadzwyczaj spokojną. Usłyszawszy taki werdykt od człowieka znającego statek lepiej niż ktokolwiek, Smith poczuł w sercu bolesne ukłucie. „Jego” statek, który on sam także uważał za niezatapialny, miał pogrążyć się w tych lodowatych wodach. Największy, najpiękniejszy statek świata, przegrał w poje­dynku z nieprzewidywalną naturą.
Wchodząc z powrotem na mostek, E.J. odzy­skał zimną krew. Nie mógł sobie pozwolić na tego rodzaju rozważania. Dobrze widział, co ma robić. Konieczne było zorganizowanie ewakuacji ponad trzech tysięcy osób znajdu­jących się na pokładzie. Miał do tego niewiele ponad dwadzieścia łodzi ratunkowych.
O godzinie 24.05 kapitan „Titanica” kazał zwołać całą załogę, po czym zwracając się do Wilde’a, polecił rozpocząć przygotowanie szalup.
Świst wypuszczanej pary stał się ogłuszający, lecz - choć może się to wydawać niewiary­godne - kapitan Smith nie miał ani głośnika, ani choćby tuby, przez które mógłby przekazywać rozkazy załodze i pasażerom. Za to miał pełną świado­mość tragicznej sytuacji, w której przyszło się im znaleźć. Boisko do squasha na pokładzie G powoli przeobrażało się w basen, a woda wypełniająca pierwsze pięć grodzi wodoszczelnych zaczy­nała już przeciekać do kotłowni numer 5. Statek nabrał lekkiego przechyłu w kierunku dziobu, a co najgorsze nie było wątpliwo­ści, że szalupy ratunkowe nie pomieszczą wszystkich. Na domiar złego na horyzoncie nie było ani śladu jednostki, która mogłaby przyjść z pomocą śmiertelnie zranionemu olbrzymowi.

W następnym numerze między innymi: Dlaczego "Californian" nie interweniował. Alarm wśród marynarzy.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 16:01, 09 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin