Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 61

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:04, 15 Sie 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 61

Spis Treści: Ogień i woda w ładowniach "Titanica". Palacze i mechanicy. Kotłownia numer 6. Kelnerzy i kuchnia okrętowa.

Ogień i woda w ładowniach "Titanica"
W pierwszej chwili większość członków załogi „Tita­nica” nie zdała sobie sprawy z tego, że wielki transatlantyk zderzył się z górą lodową. Sam Jospeh Groves Boxhall, czwarty oficer, który przecież miał w tym czasie wachtę, nie zorientował się, z której strony nastąpiło zderzenie. W ciągu tych kilku fatal­nych sekund przebywał na pokładzie, ale na bakburcie i wracał właśnie na mostek po zakończeniu obchodu części rufowej. Usłyszał dźwięki przypominające skrzypienie wielkiego noża zarysowującego lód, ale panująca wokół ciemność sprawiła, że nie dostrzegł wielkiej masy, przesuwającej się majesta­tycznie wzdłuż przeciwległej burty. Nawet ci nieliczni członkowie załogi, którzy znajdowali się w części dziobo­wej w pobliżu rozdartej przez górę lodową burty, nie od razu uświadomili sobie, że statek został śmiertelnie zraniony. Wydarzenie zlekceważyli nawet ci, którzy pracowali w tej części statku, do której z chwilą zderzenia zaczęły się nieubłaganie wdzierać masy wody.

Zamknięci w trzewiach statku, w królestwie ognia palacze z "Titanica" musieli niespodziewanie stawić czoła kaskadzie wody wdzierającej się do wnętrza przez rozerwane poszycie, im pierwszym śmierć zajrzała w oczy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Palacze i mechanicy
W czasie tej wachty zgodnie z rozkazami pracowano na zdwojonych obrotach. Jeszcze tylko dwadzieścia minut i można będzie iść spać. Kilku palaczy, którym przypadła tym razem najgorsza, psia wachta, od północy do czwar­tej rano, odpoczywało jeszcze przed podjęciem pracy. Trzykrotny dźwięk dzwonka alarmowego, który rozległ się za sprawą obserwatora Fredericka Fleeta, nie mógł być słyszalny w trzewiach ogromnego liniowca. Usłyszano tam natomiast dźwięk telegrafu maszynowego. Niemal natychmiast zatrzymano maszyny i wzięto całą wstecz. Te kilka sekund, które na mostku wydawały się wieczno­ścią, w wielkich kotłowniach minęło w mgnieniu oka.
Nagle burta statku pękła, rozległ się głuchy, złowrogi zgrzyt i do wnętrza z prze­raźliwym łoskotem wdarła się masa woda. Po chwili rozległ się ostry dźwięk dzwonka alarmowego, obwieszczający natychmia­stowe zamknięcie grodzi wodoszczelnych. Ci, którzy kilka miesięcy wcześniej pływali jeszcze na „Olympi- cu”, powrócili teraz myślą do poważnego zderzenia, do którego doszło na wodach Grand Banks w pobliżu Nowej Fund- landii. „Olympic” stracił wówczas jedną ze śrub. Także i wtedy do kolizji doszło nocą, o podobnej porze. Domysły weteranów bardzo szybko zyskały rangę pewnej wiadomości, która lotem błyskawicy rozeszła się po całym liniowcu. Nic się nie stało, prze­kazywano sobie z ust do ust, statek po prostu stracił jedną śrubę. Palacz Harry Senior z Yorkshire miał swoją koję w części rufo­wej. Wstrząs wyrwał go z głębokiego snu, toteż przez dłuższą chwilę nie mógł zrozumieć, co w gruncie rzeczy się stało, tym bardziej, że śniło mu się, iż jedzie pociągiem, któremu grozi wykolejenie. Z czystej ciekawości zszedł z koi i wspiął się na wyższy pokład. Widok rozrzuconych odłamków lodu sprawił, że wszystko stało się jasne. Statek musiał się zderzyć z górą lodo­wą. Zaspokoiwszy ciekawość, pewny, że nie ma powodu do obaw, Harry wrócił do swej kajuty i ponownie położył się spać. Zderzenie obudziło także innego palacza, który podobnie jak Senior miał akurat wolne. Jego uwagę przykuł głośny świst w pobliżu kabiny. Wstał więc z koi i poszedł do skrajnika dzio­bowego, gdzie zwijano łańcuchy, żeby sprawdzić, co się dzieje. Okazało się, że był to świst powietrza, które gwałtownym stru­mieniem wydobywało się z tego pomieszczenia wypychane przez wlewającą się niżej wodę.

Pozostałości jednego z ogromnych kotłów "titanica", który wypadł z kotłowni, kiedy statek przełamał się na dwoje.
[link widoczny dla zalogowanych]

Thomas Ford z Liverpoolu i Charles George Hendrickson, star­szy palacz pochodzący z Southampton, zajmowali razem kabinę nieco bardziej wysuniętą w stronę rufy. Ten ostatni nie obudził się w chwili zderzenia, toteż Ford postanowił go obudzić. Wyr­wany ze snu Hendrickson zaproponował, by najpierw sprawdzić, skąd pochodzi dziwny dźwięk tuż obok kabiny. Ford nalegał jed­nak, żeby poszli prosto na pokład, ponieważ jego zdaniem tam prędzej można się będzie czegoś dowiedzieć. Poszli więc razem na pokład C, gdzie spotkali innych członków załogi, którzy wpadli na taki sam pomysł. Był wśród nich Alfred Shiers. Nie zauważyli jednak nic niepokojącego poza odłamkami lodu w pobliżu barierki na sterburcie. Statek wytracał pęd i powoli zatrzymywał się na bezkresnej, ciemnej połaci oceanu. Turkot maszyn ustał i na „Titanicu” zaległa nierealna cisza. Nie było najmniejszych wątpliwości: statek zderzył się z górą lodową.
Nie tracąc ani chwili, Hendrickson wyruszył na poszukiwanie jakichś informacji. W tym celu zszedł na pokład E i skierował się do kręconych schodów prowadzących do kotłowni. Jego podsta­wowym obowiązkiem było sprawdzenie, czy w kotłowniach wszystko jest w porządku. Stanął u szczytu schodów i nagle, ku swemu przerażeniu zobaczył, że u podstawy schodów jest mnóstwo wody, a jej poziom rośnie w oczach.

Głowice niskociśnieniowych cylindrów, stanowiących integralną część złożonego systemu napędowego "Titanica", dzisiaj, 100 lat po zatonięciu.
[link widoczny dla zalogowanych]

Kotłownia numer 6
Zasługą Freda Barretta, starszego palacza, było ugaszenie pożaru zasobni węglowej, który przez wiele dni nie pozwalał spać spo­kojnie załodze „Titanica”. Zadowolony z pomyślnego rozwiąza­nia problemu, gawędził spokojnie z drugim mechanikiem Joh­nem Henrym Heskethem w kotłowni numer 6, tuż obok grodzi wodoszczelnej numer 5, usytuowanej po prawej stronie. Wachta przebiegała bez żadnych problemów, kiedy nagle tuż przed jego oczami zapaliło się czerwo­ne światełko alarmowe, oznaczające „stop”.
-Zamknąć wszystkie zawory ssące - krzyknął ile sił w płucach.
Palacze nie zdążyli wykonać rozkazu, kiedy doszło do zderzenia. Barret i Hesketh stojący na belkach ułożonych nad zbiornikami usłyszeli ogłuszający huk, po czym przez wyrwę powstałą na wysokości 60 centymetrów po pra­wej stronie, dokładnie w punkcie, gdzie stali, do środka gwałtownie wdar­ła się woda. Burta statku została rozdar­ta od dziobu w jednej trzeciej swojej długości!
Woda wlewała się do środka z niesły­chaną wręcz siłą. Barretowi i Hesketho- wi nie pozostało nic innego, jak uciekać w kierunku rufy.
W ostatniej chwili przeskoczyli między zamykającymi się gro­dziami wodoszczelnymi i jednym susem znaleźli się w przyległej kotłowni numer 5. Tam ich uszu doszło wołanie:
-Zamykać szybry, gasić ogień!
Inni palacze pełniący wachtę w kotłowni numer 6 nie zdążyli wydostać się na zewnątrz tą drogą, co Barret i Hesketh. Teraz wspinali się więc po drabinkach ewakuacyjnych na wyższy pokład, w przeciwnym razie bowiem niechybnie groziło im uto­nięcie. W chwili zderzenia na jednego z palaczy posypała się góra węgla i teraz próbował się spod niej wydobyć. Tuż obok jakiś inny palacz patrzył ze zdziwieniem na miskę zupy, którą ustawił na kotle, żeby się podgrzała. Zupa rozlała się po pokrytej sadzą podłodze. W innych kotłowniach i zasobniach węglowych, usytuowanych nieco dalej w stronę rufy, panowało zamieszanie. Nikt nie wie­dział, co się tak naprawdę stało. Nagły wstrząs, zatrzymanie maszyn i niespodziewane zamknięcie grodzi wodoszczelnych
-wszystko to wydawało się niezrozumiałe i wzajemnie ze sobą niepowiązane.
Wobec braku rozkazów palacze na wachcie czekali na dalsze polecenia na stanowiskach pracy, tym bardziej, że nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że statek może zatonąć. W tym czasie Barrett wszedł na górny pokład, żeby z góry zorientować się w sytuacji kotłowni numer 6. Było tam już ponad dwa metry wody. Także w kotłowni numer 5 powstała wyrwa wielkości około 60 centymetrów, w pobliżu zamkniętej już gro­dzi wodoszczelnej.

[link widoczny dla zalogowanych]

Po zakończeniu eleganckiej kolacji kelnerzy mieli rozstawić na stołach w jadalni pierwszej klasy (powyżej) wspaniałą porcelanową zastawę i srebrne sztućce przeznaczone na śniadanie następnego dnia. (Poniżej) Wydobyte z dna oceanu srebra stołowa po latach znowu zaczęła błyszczeć jak w czasach, kiedy należały do eleganckiej zastawy używanej w jadalni pierwszej klasy.

[link widoczny dla zalogowanych]

W maszynowni wachtę pełnił drugi mechanik Jonathan Shepherd. Kazał już załodze uruchomić pompy i zatkać wyrwę, która wydawała mu się niewielka. Nie mając żadnego kontaktu z pozostałą częścią statku, musiał polegać na własnej ocenie sytuacji, a w oparciu o to, co widział w kotłowni numer 5, nie było powodu do niepokoju. W tym samym czasie bosman cho­dził tam i z powrotem po pokładzie E, wzywając palaczy, by wyszli na pokład szalupowy. Kiedy jednak tam doszli, zostali odesłani z powrotem. Zebrali się zatem w swoich kabinach, zasta­nawiając się, co też takiego się wydarzyło i co należy robić. Barrett, zamiast iść z innymi palaczami na pokład szalupowy, udał się do kotłowni numer 5, żeby w razie czego pomóc She- pherdowi. Byli tam też dwaj mechanicy: Herbert Gifford Harvey i Bertie Wilson.
Nagle bez żadnego ostrzeżenia światła w kotłowni pogasły i młod­szy mechanik Harvey polecił Bar- rettowi znaleźć latarki. Oczywi­ście, z powodu zamknięcia grodzi wodoszczelnych nie można już było przechodzić bezpośrednio z jednej kotłowni do drugiej. Bar­rett wspiął się więc po drabinie na górę i zszedł na drugą stronę, do kotłowni numer 4. Jego trud oka­zał się jednak daremny, ponieważ gdy tylko udało mu się zdobyć latarki, światło znowu się zapaliło i po chwilowym zamieszaniu powrócił względny spokój. Drugi mechanik Hesketh zmagał się z pompami usuwającymi wodę z kotłowni i natychmiast po powrocie Baretta, polecił mu wyga­sić wszystkie paleniska. W prze­ciwnym razie nadmierne ciśnienie pary w silnikach „Titanica”, które do tej chwili pracowały na najwyż­szych obrotach, mogło spowodować uszkodzenie zaworów bezpieczeństwa. Barrett musiał więc znowu wspiąć się na pokład E, żeby zebrać jak największą grupę palaczy, niezbędnych do wykonania tej trudnej operacji. Zgroma­dzenie około dwudziestu ludzi nie było zbyt trudne, ponieważ większość palaczy kręciła się w pobliżu kabin.
Drużyna Barretta zeszła do kotłowni i zabrała się do zalewania wodą palenisk w trzydziestu kotłach. Po chwili całą kotłownię wypełniły kłęby pary wodnej, sprawiając, że ledwo można było oddychać. Temperatura stała się nieznośna, ale ludzie nie podda­wali się i ostatecznie udało im się ugasić wszystkie paleniska i zamknąć szybry w kotłach. Po mniej więcej dwudziestu minu­tach morderczej pracy w kotłowniach wszystko wróciło do normy. Wciąż jeszcze nikt z tu obecnych nie zdawał sobie sprawy z tego, że na statku, uważanym za „niezatapialny” zarówno przez prasę i pasażerów, jak i przez samą załogę, wydarzyło się coś nie­odwracalnego. Rozeszły się pogłoski, że palacze, którym przypa­dła w udziale następna wachta, zanoszą swoje materace na pokład spacerowy, ponieważ ich kajuty zostały zalane.
Po pierwszych chwilach zamieszania do kotłowni powrócił porządek i palacze przyjęli tę wiadomość jako żart. Nikt z nich nie przypuszczał, że „Titanic” mógł zostać poważnie uszkodzony. Niestety, wkrótce w kotłowni numer 5 doszło do nieprzyjemne­go wypadku. Na polecenie Harveya Barrett podniósł pokrywę luku prowadzącego do ładowni, lecz drugi mechanik, Shepherd, nie wiedząc o tym, potknął się i złamał sobie nogę. Barrett i Harvey zaraz udzielili mu pomocy. Podnieśli Shepharda i posa­dzili tymczasem w pompowni.

W kuchni praca nie ustawała nawet nocą. Złożona machina organizacyjna na transatlantyku nigdy się nie zatrzymywała, zwłaszcza jeśli chodziło o zapewnienie pasażerom doskonałego serwisu.

[link widoczny dla zalogowanych]

Kelnerzy i kuchnia okrętowa
Jadalnia już dawno opusto­szała i wszystko było gotowe na następny dzień. Kelnerzy zdążyli już nakryć stoły do śniadania i teraz czterech z nich odpoczywało, gawę­dząc o tym i owym i z upodobaniem przekazując sobie plotki na temat pasaże­rów, którym w ciągu dnia tak pilnie usługiwali. Wstrząs, który dał się odczuć o 23.40, nie był na tyle silny, by wzbudzić niepokój, tym bardziej, że nikt nie był w stanie stwierdzić, jakiej części statku dotyczył. James Johnson miał już gotowe wyjaśnienie: na pewno statek dostał się na mieliznę i któraś ze śrub uległa uszkodzeniu. Nic poważnego, ale incydent tego rodzaju oznaczał, że „Titanic” będzie musiał powrócić do irlandzkiej stoczni Harland & Wolff na niezbędne naprawy, a tym samym wszyscy będą mieli trochę wolnego. Pozostali kelnerzy bez zastrzeżeń przyjęli tę hipotezę i zaczęli z radością skandować:
- Wracamy do Belfastu! Wracamy do Belfastu!
Było już późno, więc zadowoleni rozstali się i każdy ruszył do swojej kabiny. Johnsonowi jednak nie dawało spokoju zagadka wibracji, przez którą przez chwilę dało się słyszeć brzęczenie kieliszków na stołach. Postanowił więc nie kłaść się jeszcze i wyruszyć na rekonesans, by potwierdzić swoje przypuszczenia. Po drodze spotkał kapitana Smitha. Stanął na baczność i z należ­nym szacunkiem oświadczył, że jest do dyspozycji, w razie gdyby potrzebna była także jego pomoc. Kapitan odpowiedział odmow­nie, wyjaśniając, że nie stało się nic poważnego. Na odchodnym poradził Johnsonowi, by poszedł się położyć, żeby nazajutrz być w dobrej formie.
Choć ze słów kapitana w żaden sposób nie wynikało, że wyda­rzyło się coś poważnego, Johnson nie czuł się dostatecznie uspo­kojony. W zachowaniu kapitana było coś, co go zaniepokoiło. Johnson doszedł więc do wniosku, że lepiej zaopatrzyć się w suchy prowiant, więc wziął sobie z kuchni cztery pomarańcze. Nie było ku temu żadnych racjonalnych podstaw, jedynie instynktowna chęć przygotowania się na każdą okoliczność.
W kuchni praca wrzała. Następnego dnia, jak każdego dnia rejsu, trzeba było wyżywić blisko trzy tysiące osób. Pieczono chleby i przygotowywano przeróżne smakołyki, które musiały się poja­wiać na stołach najbardziej luksusowego statku na świecie, jeśli statek ten chciał zasłużyć na to miano. Kuchnie znajdowały się po stronie rufy, toteż zderzenie z górą lodową było tu praktycz­nie niewyczuwalne.
William Barnet Bedford, trzydziestojednoletni kucharz, właśnie wyciągnął z pieca partię pachnących rogalików z ciasta francu­skiego, kiedy ku swej zgrozie zobaczył, jak blacha zjeżdża na zie­mię, a smakołyki rozsypują się po całej podłodze. Bedford zaklął głośno, na co jeden z podkuchennych rzucił:
- Idę o zakład, że znowu straciliśmy śrubę!
Inni piekarze nie uznali tego drobnego incydentu za godny uwagi. Ledwie rzuciwszy okiem w stronę Bedforda, dalej spokoj­nie zajmowali się swoimi wypiekami, w najmniejszym stopniu niezaniepokojeni tym lekkim wstrząsem.

W następnym numerze między innymi: Nieubłagana siła oceanu. Dziesięć minut po zderzeniu.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 16:07, 09 Wrz 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin