Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 59

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:33, 11 Sie 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 59

Spis Treści: Po zderzeniu: pierwsze reakcje. Lód na pokładzie. Alarm w trzeciej klasie. Druga klasa: całkowity spokój.

Po zderzeniu: pierwsze reakcje
Chwila zderzenia z ciemną górą lodową zapisała się w pamięci pasażerów „Titanica” w bardzo różny sposób. Ich wra­żenia i odczucia zależały od całego szeregu czynników, m.in. od tego, gdzie się znajdowali w ciągu tych dziesięciu sekund, które miały przesądzić o losie największego transatlantyku, a także od tego, czym się akurat zajmowali. Większość pasażerów była już w kabinach i wielu po prostu spało. Opisy momentu zderzenia różnią się od siebie diametralnie także dlatego, że wobec wyjątko­wego charakteru tego, co się wydarzyło i braku jakichkolwiek podobnych doświadczeń każdy starał się sprowadzić doznane wrażenia do swoich doświadczeń z przeszłości.
Zgrzyt lodu przecinającego poszycie statku wyrwał ze snu uro­dziwą panią Hedwig Margarithę Fróiicher. Przez chwilę wydawa­ło jej się, że „Titanic” gwałtownie zacumował do jakiegoś nabrze­ża, ponieważ dźwięk, który usłyszała, przywiódł jej na myśl nie­prawidłowo przepro­wadzony manewr cumowania na szwaj­carskich jeziorach, kiedy to stateczki dobi­jały do nabrzeża z nad­mierną prędkością. Spokojniej zareagowała pięćdziesięciodwuletnia pani Marta Stephen­son, choć uderzenie sprawiło, że przypo­mniał jej się pierwszy wstrząs trzęsienia ziemi w San Francisco. Całkiem spora grupa pasażerów w ogóle nie zdała sobie sprawy z tego, że cokolwiek się stało. Spali dalej spokojnie, nieświadomi tego, że kolejne dwie godziny będą ostat­nimi w życiu wielu z nich. Zresztą zderzenie nie było na tyle silne, by ktokolwiek spadł z koi.

Mostek "Titanica" i część przeznaczona dla oficerów w mroku na dnie Oceanu Atlantyckiego. Stąd dowodzono akcją ratunkową, którą podjęto, kiedy stało się jasne, że los transatlantyku jest przesądna.
[link widoczny dla zalogowanych]

Także ci nieliczni pasażerowie, którzy o 23.40 jeszcze nie spali, zareagowali na zderzenie bardzo różnie. Byli nawet tacy, którzy dalej spokojnie grali w karty, jak gdyby nic się nie stało. Jednak najbardziej powszechną reakcją w ciągu pierwszych dwóch kwa­dransów po zderzeniu była ciekawość. Nikomu z pasażerów nawet przez myśl nie przeszło, że wspaniały statek doznał nieod­wracalnego uszkodzenia. Z wielu kabin odezwały się dzwoneczki, ponieważ zaintrygowani pasażerowie wzywali stewardów, by uzyskać jakieś wyjaśnienia. Inni, nie mogąc się doczekać przyby­cia kogoś z obsługi, przystawiali uszy do drzwi w nadziei, że uda im się wychwycić jakiś sygnał, który wszystko wyjaśni. Ale wszę­dzie panowała cisza i to ona właśnie, bardziej niż sam tajemniczy zgrzyt, stała się przyczyną narastającego niepokoju. Silniki nie pracowały, wszelkie wibracje, towarzyszące pasażerom nieprze­rwanie od kilku dni, teraz nagle ustały. Czas się zatrzymał, wszystko zawisło w powietrzu całkowicie odrealnione.

Bulaje kabin pierwszej klasy sfotografowane przez kamery łodzi podwodnej w czasie ekspedycji Roberta Ballarda. W nocy w chwili zderzenia, niektóre bulaje były otwarte, toteż odłamki lodu przedostały się do kabin, budząc zaniepokojenie pasażerów.
[link widoczny dla zalogowanych]

W tej wszechobecnej ciszy nawet najlżejsze dźwięki dochodzące z kabin, czy z korytarzy ulegały zwielokrotnieniu. Niepokój rósł, tym bardziej, że nie pojawiał się nikt z załogi. Ostatecznie spora grupka pasażerów postanowiła wstać z łóżka, ubrać się i samo­dzielnie szukać wyjaśnienia nadprogramowego postoju na otwartym Atlantyku.

Lód na pokładzie
„Titanic” nie zderzył się z górą lodową czołowo, lecz otarł się o nią sterburtą. Wskutek tego na pokład, przede wszystkim na strefę zarezerwowaną dla pasa­żerów trzeciej klasy, posypały się odłamki lodu. Kiedy miss Mary Natalie Wick, która zajmowała kabinę 7 na pokładzie C wraz z Caroline Bonnell, podeszła do okna, ku swemu zdumieniu zobaczyła, jak grupka pasażerów przybyłych na pokład w poszu­kiwaniu informacji, bawi się odłamkami lodu i rzuca śnieżkami. Nikt w owej chwili nie przeczuwał, że białe bryłki są ponurą Odłamki lodu wpadły nawet do niektórych kabin usytuowanych na sterburcie, w których pozostawio­no otwarte bulaje. Odnotował to w swoich wspomnieniach James Robert McGough, dzielący kabinę E-25 z Johnem Flynnem.
W chwili zderzenia George Achilles Harder, wracający ze wspaniałej podróży poślubnej, był już w łóżku razem z żoną w kabinie E-50. Nagle jego uszu dobiegł głęboki, głuchy zgrzyt. Harder zerwał się z łóżka i podbiegł do okna. Tuż przed bula- jem, zdawałoby się - na wyciągnięcie ręki, powoli przesuwała się jakaś wielka, ciemna bryła.

Tuż przy drzwiach kabin, w miejscu, do którego można było łatwo sięgnąć także z łóżka (rozwiązanie, za którym obstawiali projektanci), zainstalowano przyciski służące do przywołania stewardów lub pokojowych. Nietrudno sobie wyobrazić, że tej nocy wielu pasażerów zaniepokojonych nieoczekiwanym postojem na środku oceanu skorzystało z tej możliwości.
[link widoczny dla zalogowanych]

Jedyną osobą, która mimo dokuczli­wego chłodu i późnej pory nadal spacerowała po pokładzie, był eks­centryczny dziennikarz William Thomas Stead. Ale zderzenie nie wzbudziło w nim najmniejszego niepokoju. Zachował całkowity spokój, przekonany był bowiem, że „Titanikowi” nie może przydarzyć się nic poważnego.
Nic dziwnego zatem, że w palarni pierwszej klasy nikt nie zdał sobie sprawy z wagi zdarzenia. Przy stolikach pozostały już tylko nieliczne grupki. W chwili kolizji dał się odczuć lekki wstrząs, toteż gracze zerwali się od stolików i przez obrotowe drzwi wybiegli na pokład. Ci, którzy znaleźli się na bakburcie, w ogóle nic nie zauważyli. Kilka osób wybiegło na drugą stronę i ci zdoła­li dostrzec jakiś ciemny kształt przesuwający się szybko wzdłuż burty „Titanica”. Jednym z tych, którzy pospieszyli na pokład, był Spencer Victor Silverthorne. Tego wieczora, zagłębiony w wygodnym, obitym skórą fotelu, pogrążony był w lekturze powieści Owena Wistera „The Virginian”. Nagle poczuł wstrząs, a jego uszu dobiegł dziwny, nieprzyjemny dźwięk. Natychmiast przyszło mu do głowy, że „Titanic” musiał się zderzyć z wielory­bem albo nawet z jakimś statkiem, ale kiedy wybiegł na pokład natychmiast zrozumiał, że to góra lodowa. Kiedy przesuwała się w ciszy wzdłuż burty, odniósł wrażenie, że wyrasta ponad pokład szalupowy. Zaraz potem zauważył, że sporo wielkich odłamków lodu wpadło do wody. Cala scena trwała zaledwie kilka sekund. Po chwili góra lodowa znikła w ciemności za rufą. Wydarzenie nie zaniepokoiło go jednak w najmniejszym stopniu. Wrócił do palarni i obwieścił pozostałym pasażerom, że „Titanic” po prostu przepłynął tuż obok góry lodowej, ale nie ma się czego obawiać, bo wszystko jest w porządku.
Niska temperatura zmusiła zresztą wszystkich ciekawskich do powrotu do palarni, tym bardziej, że na zewnątrz nie było już nic do oglądania. Nikt nie miał wątpliwości, że statek jest dosko­nały w każdym calu, solidny, trwały i niestraszna mu żadna góra lodowa. „Przecież jest niezatapialny” - powtarzali sobie w duchu ci, których mimo wszystko incydent nieco zaniepokoił.

Telefony zainstalowane były we wszystkich pomieszczeniach nawigacyjnych (mostek, maszynownia, kabiny oficerskie), a także w niektórych kabinach pierwszej klasy. Za pośrednictwem tych aparatów pasażerowie otrzymali pierwsze wiadomości o tym, co się stało.
[link widoczny dla zalogowanych]

Wkrótce wszyscy panowie siedzieli już w ciepłej palarni i spokoj­nie kontynuowali grę w karty, popijając coś na rozgrzewkę. Jed­nym wspomnieniem incydentu wydawał się być lód pokrywający pokład. Ktoś ze śmiechem komentował wydarzenie. Po chwili zderzenie zostało wymazane z pamięci pasażerów wraz z samą górą lodową, która znikła gdzieś w ciemnościach.

Wyrwanym ze snu pasażerom długie korytarze "Titanica", oświetlone sztucznym światłem i opustoszałe, musiały się wydawać zupełnie inne niż zwykle i z pewnością zrobiły na nich niepokojące wrażenie.
[link widoczny dla zalogowanych]

Kilku pasażerów, którzy w czasie zderzenia przebywali już w kabinach, narzuciło palta na piżamy i udało się na pokład sza­lupowy. Nie spotkali tam jednak ani żadnego oficera, ani nikogo z załogi. Nie pozostawało nic innego, jak dzielenie się wrażenia­mi z innymi pasażerami, równie zdezorientowanymi. Snuto prze­różne domysły, ale nie miały one w sobie nic dramatycznego, bo wokół panował całkowity spokój. Pasażerowie zaczęli powoli rozchodzić się do kabin, do ciepłych łóżek. Przecież nic się nie stało, a ten nieprzewidziany postój mógł co najwyżej zmniej­szyć średnią prędkość ostatnich godzin rejsu, sprawiając, że „Titanic” przybędzie do Nowego Jorku nie we wtorek wieczór, lecz w środę rano, zresztą zgodnie z planem.

Centralka telefoniczna na "Titanicu" miała 50 przyłączy i umożliwiała szybkie łączenie. Urządzenie londyńskiej firmy Alfred Graham & Co. wyprodukowano w zakładach Crofton Park Works.
[link widoczny dla zalogowanych]

Alarm w trzeciej klasie
Część kabin trzeciej klasy rozlokowana była w części dziobowej, w strefie, która najbardziej ucierpiała w wyniku zderzenia. W tym rejonie zgrzyt, który rozległ się w chwili kolizji, nie został odebrany jako głuchy i stłumiony. Ciszę rozdarł przeraźli­wy łoskot, który obudził wszystkich zajmujących kabiny w tej części statku.
Dla tej grupy pasażerów oczywiste było, że musiało się wydarzyć coś nieprzewidzianego i poważnego. Zaniepokojeni państwo Yasbeck, zaledwie pięćdziesiąt dni po ślubie, jako jedni z pierw­szych wybiegli z kabiny. W przeciwieństwie do większości pasa­żerów nie pobiegli w górę, lecz zbiegli w kierunku drzwi prowa­dzących do kotłowni. Wystarczył rzut oka, by zrozumieć, że nie ma na co czekać. Puścili się biegiem do kabiny, by czym prędzej ubrać się i przygotować do ewakuacji.
Carl Johnson spał na koi w trzeciej sypialni od strony dziobu. Kiedy rozległ się łoskot, Johnson nie wstał, lecz czekał chwilę, starając się wychwycić dźwięki dobiegające z korytarza. Nie miał ochoty opuszczać ciepłej koi, po kilku minutach jednak zdecydo­wał się podnieść. Dotknąwszy stopami ziemi, zdał sobie sprawę, że przez szparę pod drzwiami do pomieszczenia wpływa języ­czek wody. Ubrał się więc szybko, nie ociągając się już więcej. Kiedy był gotów, woda sięgała mu już do kostek. To samo przydarzyło się innemu pasażerowi trzeciej klasy, Danielowi Buckley’owi.
Oczom pasażerów trzeciej klasy, którzy po zderzeniu wbiegli na pokład spacerowy C, ukazała się gruba warstwa lodu. Jeden z mężczyzn zdumiony podniósł odłamek lodu i zaniósł czwarte­mu oficerowi. W rufowej części statku, gdzie także znajdowały się pomieszcze­nia przeznaczone dla pasażerów trzeciej klasy, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Panował tu całkowity spokój i podobnie jak na większej części transatlantyku mogło się wydawać, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa.
W chwili zderzenia do uszu Winnie Coutts doszedł tylko daleki zgrzyt, który nawet przy najbuj­niejszej wyobraźni nie przywodził na myśl żadnego zagrożenia. Toteż przez jakieś dziesięć minut pozo­stała w łóżku, wsłuchując się w dźwięki raz po raz czas docho­dzące z korytarza. Nie wiedzieć dlaczego niektóre drzwi otwierały się, po czym rozlegał się uspokaja­jący głos stewarda, tłumaczący cierpliwie, że nic się nie stało i sta­tek wkrótce znów ruszy. Nie rozu­miejąc, co też takiego mogło się wydarzyć, Winnie zdecydowała się ostatecznie wstać z łóżka i otwo­rzyć drzwi na korytarz. Ku swemu zdziwieniu zobaczyła, że niektórzy pasażerowie, kompletnie ubrani, z walizkami w rękach, w pośpie­chu opuszczają swoje kabiny. Po chwili jednak znowu zapanował spokój i ponownie zaległa cisza. Winnie Coutts nie poczuła się zaniepokojona. Wróciła do kabiny, do dzieci, które nadal spały spokojnie, mimo zamieszania na korytarzu.

Widok górnych pokładów "Titanica", na których zebrali się świadkowie pierwszych chwil tragedii. Oficerowie i pasażerowie, którzy jeszcze nie udali się na spoczynek - pierwsi z obowiązku, drudzy, ponieważ do ostatniej chwili chcieli korzystać z przyjemności dostępnych na liniowcu - przeżyli te chwile zupełnie inaczej: oficerowie - w napięciu, pasażerowie - względnie spokojnie.
[link widoczny dla zalogowanych]

Druga klasa: całkowity spokój
Do kabin drugiej klasy nie dotarł łoskot, który obudził część pasażerów trzeciej klasy oraz tych pasażerów, którzy zajmowali kabiny w pobliżu miejsca, gdzie „Titanic” otarł się o górę lodową. Przez blisko pół godziny po zderzeniu panował tu całkowity spokój. W palarni drugiej klasy wstrząs dał się wyczuć, ale pasażerowie nie mieli najmniejszej ochoty opuszczać ciepłego pomieszczenia. Postanowiono więc zgodnie posłać na zwiady stewarda Jamesa Wittera.
Zapaleni gracze byli tak podekscytowani możliwością rozegrania kilku partyjek nawet w niedzielny wieczór, że nie chcąc tracić ani chwili, nie oddalili się nawet od stołów. Niektórzy byli tak pochłonięci grą, że nie raczyli podnieść wzroku znad kart, choć­by po to, by skierować pytające spojrzenie na partnera.
Po chwili steward wrócił i rozwiał wszelkie obawy - jeśli w ogóle ktokolwiek je miał - zapewniając w imieniu jednego z oficerów, że nie wydarzyło się nic szczególnego, po prostu „Titanic” zderzył się z wielorybem. Ktoś rzucił żartem, że lód z pokładu można wykorzystać do whisky i resztki napięcia prysły. Nic się nie stało!
W tym samym czasie wielebny Thomas Byles odmawiał brewiarz na pokładzie szalupowym. Mimo chłodu postanowił modlić się tu właśnie, ponieważ pragnął oderwać się jakość od wszechobec­nego na „Titanicu” luksusu i nawiązać prawdziwszy, bezpośredni kontakt z naturą, która tej nocy, pod rozgwieżdżonym niebem, przemawiała wprost do jego serca unaoczniając moc Najwyższe­go. Byles, podobnie jak William Thomas Stead, nie przejął się wcale nagłym zgrzytem, który dobiegł jego uszu. Modlił się dalej spokojnie, po czym udał się do kabiny na spoczynek.
Na pokładzie D profesor Lawrence Beesley zgodnie ze swoim zwyczajem czytał przed snem. Jego uwagę zwrócił nie tyle sam moment kolizji, ile cisza, która zaległa po chwili. Wyszedł na korytarz i zapytał przechodzącego stewar­da, dlaczego silniki zostały zatrzymane.
- Nie wiem, proszę pana. Ale to nic poważnego - odpowiedział pośpiesznie steward.
Jeszcze niżej, na pokładzie E, miss Kate Buss przerwała lekturę gazety. Przez chwi­lę wydawało jej się, że słyszy dźwięk przy­pominający skrzypienie łyżew na lodzie.
W pierwszej chwili wcale jej to nie zanie­pokoiło, jednak całkowita cisza, jaka zale­gła po chwili i brak wibracji, wzbudziły jej ciekawość. Poczekała jeszcze chwilę, po czym postanowiła się ubrać i wyjaśnić tajemnicę. Narzuciwszy na siebie szlafrok, wyszła na korytarz, gdzie spotkała dokto­ra Ernesta Morawecka. Znała go, ponie­waż w czasie posiłków siedzieli przy jed­nym stole. Doktor Moraweck zapewnił, że uda się na rekonesans na pokłady, a nawet na mostek i poradził Kate, by spokojnie czekała na jego powrót w kabinie.

Podniecenie, radość i ciekawość, panujące na pokładach "Titanica" od chwili odbicia od nabrzeża w Southampton, miały wkrótce ustąpić miejsca przerażeniu i rozpaczy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Kiedy Moraweck wyruszył, miss Buss zamiast wrócić do swojej kabiny udała się do Marion Wright. W czasie tych kilku dni podróży zdążyły się ze sobą zaprzyjaźnić i teraz pomyślała, że łatwiej jej będzie cze­kać na wieści w towarzystwie przyjaciółki. Marion wciąż spała i zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że coś się stało. Jed­nak relacja Kate sprawiła, że postanowiły nie czekać na powrót Morawecka i razem udać się na pokład szalupowy. Tam spotkały tułające się grupki pasażerów, podobnie jak one szukające infor­macji. Był wśród nich Robert Douglas Norman i dopiero on wyjaśnił im zagadkę nagłego zatrzymania silników:
- „Titanic” zderzył się z górą lodową!
Kate, Marion i Robert podeszli do barierki na rufie i przez chwi­lę wypatrywali w ciemności owej masy lodu, ale ta dawno już znikła w oddali. Na pokład schodziło się coraz więcej pasażerów. Ale nie byli to już tylko ciekawscy. Pojawiły się pierwsze grupki pasażerów, których wiodła tu świadomość powagi sytuacji.

W następnym numerze między innymi: Niedowierzanie pasażerów pierwszej klasy. Pierwszy strach.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 9:46, 09 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin