Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 39

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:03, 02 Lip 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 39

Spis Treści: Rozkosze podniebienia na pokładzie "Titanica". Obsługa "a la carte". Gargantuiczne zapasy żywności. Personel kuchenny.

Rozkosze podniebienia na pokładzie "Titanica"
W 1901 roku, po śmierci królowej Wiktorii, tron objął Edward VII. Wprowadził on na dworze królewskim wiele radykalnych zmian, które w oczywisty sposób promieniowały na zewnątrz, prowadząc do przełomu obyczajowego w całym społeczeństwie. Okres edwardiański zapisał się w historii jako okres odejścia od surowej moralności i rozluźnienia obyczajowego wśród mieszczaństwa. Dążenie do przyjemności, które dotychczas było przywilejem wyłącznie arystokracji lub uboższych klas społecz­nych, zdecydowanie potępianym przez burżuazję, przestało być postrzegane jako naganne. Przykład dał sam król, otaczając się pięknymi kobietami i utrzymując żywe kontakty towarzyskie w angielskiej i cudzoziemskiej socjecie. Przemiana obyczajowa znalazła swoje odzwierciedlenie także w kuchni, gdzie przełożyła się nawet na zmianę upodobań kulinarnych. W dobrym tonie stało się nie tylko serwowanie wyszukanych dań, ale i przesada ilościowa. Dziś trudno sobie nawet wyobrazić, jak wielki był apetyt wyższych klas społecznych. Biesiadujący przy stołach uginających się pod ciężarem egzotycznych potraw bogacze pochłaniali niewyobrażalne wręcz ilości jadła, choć nierzadko kończyło się to podagrą lub atakami apopleksji. Ale istniał i innych świat, w którym biednych ludzi często nie było stać na dwa posiłki dziennie. Najuboższe klasy społeczne żyły w warunkach porównywalnych do sytuacji panującej obecnie w niektórych krajach Trzeciego Świata, a być może nawet trudniejszych, zważywszy na nieprzyjazne warunki klimatyczne.
Na pokładzie „Titanica” spotkały się wszystkie kategorie społeczne, choć nie należy zapominać, że były one od siebie starannie oddzielone. Każda z tych grup - nawet stojący na najniż­szym szczeblu drabiny społecznej emigranci - była traktowana w sposób wyjątkowy, oczy­wiście zawsze współmierny do przynależności klasowej. Jeszcze kilka lat wcześniej emigranci musieli zabierać ze sobą w podróż prowiant na czas rejsu, ale na transatlantyku White Star Line wyżywienie zostało wliczone w koszt biletu. Choć arystokraci zapewne kręciliby nosem na widok menu i jakości potraw w trzeciej klasie, dla wielu podróżujących nią pasażerów był to luksus, o którym nie mogli nawet marzyć w codziennym życiu, nawet w czasie świąt. Pory posiłków na „Titanicu” były stałe i we wszystkich trzech klasach wydawano je w tych samych godzinach:

śniadanie od 8.30 do 10.30
obiad od 13.00 do 14.30
kolację od 18.00 do 20.00.

O ustalonej porze na statku rozlegały się dźwięki trąbki, wygry­wającej popularną melodię „The Roast Beef of Old England”. Oznaczało to, że śniadanie, obiad lub kolacja są gotowe. Panowie podróżujący pierwszą klasą z właściwą sobie godnością podawali paniom ramię i powoli, dostojnie kierowali się do jadalni. Także pasażerowie trzeciej klasy, choć nieco onieśmieleni i niepewni, schodzili się tłumnie do swoich jadalni. Urządzono je prosto, bez przepychu, ale stoły były tam równie porządnie nakryte. Sztućce i kieliszki rozkładano równiutko na nieskazitelnie białych, lnianych obrusach, a dania serwowali kelnerzy, sprawnie przemykający z jadalni do kuchni przeznaczonej specjalnie dla trzeciej klasy. Pozostałe klasy miały inną, wspólną kuchnię. Onieśmielenie pasażerów trzeciej klasy wzmagał fakt, że więk­szość z nich po raz pierwszy w życiu była obsługiwana przez kelnera i czuli się w tej sytuacji trochę nieswojo.

Niezależnie od swych rozmiarów transatlantyk pozostaje zamkniętą przestrzenią, w której możliwości spędzania wolnego czasu są ograniczone. W czasie najcieplejszych godzin przed i po obiedzie ulubionym miejscem spotkań pasażerów były pokład szalupowy i spacerowy poszczególnych klas.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Obsługa „a la carte”
Położona na pokładzie B restauracja „a la carte”, przeznaczona wyłącznie dla pasażerów pierwszej klasy, była otwarta od 8 rano do 11 wieczorem. Mogli z niej korzystać ci, którzy mieli ochotę na coś szczególnego lub po prostu nie odpowiadały im ustalone pory posiłków. Restauracja ta przewyższała luksusem jadalnię pierwszej klasy, a stali bywalcy nazwali ją „Ritz Restaurant”, ponieważ dorównywała lokalom znakomitej sieci Ritz-Carlton. Ta ostatnia prowadziła luksusowe restauracje na pokładach trans­atlantyków niemieckiej kompanii Hamburg-Amerika Linie, głównej konkurentki White Star Line. Szefem na niemieckich statkach był światowej sławy kucharz Augustę Escoffier, a wszys­cy zatrudnieni tam kelnerzy musieli przejść szkolenie u Cesara Ritza. Mimo to wielu pasażerów często pływających na trans­atlantykach wyżej oceniało standard i klasę restauracji „a la carte” na „Titanicu”. Można w niej było spróbować wielu wyk­wintnych dań, które serwowano na zastawie imitującej cenne serwisy z XVII wieku, zamówionej specjalnie w słynnej fabryce porcelany Royal Crown Derby.
Za luksus i wyszukane potrawy trzeba było słono płacić, ale wygórowane ceny nie przeszkadzały zamożnym pasażerom, tym bardziej, że tym, którzy w czasie rejsu jedli w restauracji, po przybyciu na miejsce zwracano pewną sumę tytułem niewy­korzystanych posiłków w jadalni. Inaczej niż to miało miejsce we wszystkich trzech jadalniach, gdzie obsługę zapewniała White Star Line, restaurację „a la carte” oddano w koncesję. Prowadził ją Włoch, Luigi Gatti, który zatrudnił własnych kelnerów i kucharzy.
Gatti był szefem kuchni w hotelu Ritz i w Odenino’s Imperial Restaurant na Piccadily w Londynie. Na „Titanica” dobrał sobie grupę 68 osób - w tym aż dziesięciu krewnych - złożoną z kucharzy, kelnerów i menadżerów jego londyńskich restauracji: Gattfs Adelphi i Gatti’s Strand. Choć nie należeli oni do załogi „Titanica”, musieli na piśmie zobowiązać się do wykonywania rozkazów oficerów. Gatti nie wzbraniał się przed tym, jako że dobrze znał przepisy obowiązujące w White Star Line, prowadził już bowiem restaurację na „Olympicu”. Był zresztą na jego pokładzie także w czasie zderzenia z HMS „Hawke”. Po tym incydencie żona próbowała go odwieść od uczestnictwa w dzie­wiczym rejsie „Titanica”, ale on w odpowiedzi zapewnił ją żar­tem, że świetnie pływa, więc nie ma się o co martwić.

Do tej reklamy nie trzeba komentarza. Wyposażenia kuchni na wielkich transatlantykach serii "Olympica" było chlubą firmy Henry Wilson & Co. Ltd.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Dla gości pierwszej i drugiej klasy posiłki były najbardziej wyczekiwanym momentem w ciągu dnia. Największym problemem zamożnych dam w epoce edwar- diańskiej była moda, toteż większość z nich podróżowała z pokojówkami. Zabierały ze sobą ogromne ilości bagażu, by na każdym posiłku wystąpić w innej toalecie. Mężczyzn natomiast obowiązywał strój wieczorowy. Największym zaszczytem było zaproszenie do stołu kapitana Smitha. O tym marzyli wszyscy, a niektóre panie nie cofały się przed fortelami, byle by tego zaszczytu dostąpić. Nie było to łatwe, bowiem kapitan wolał jeść samotnie: albo przy małym stoliku pierwszej klasy, albo we własnej kabinie. Tak więc okazji do wspólnego z nim biesiadowa­nia było niewiele i tym bardziej stawało się to upragnionym celem.
Kiedy kapitan Smith godził się spędzić wieczór w towarzystwie, okazywał się błyskotliwym i uroczym towarzyszem, dżentelme­nem w każdym calu, potrafiącym bawić współbiesiadników opowieściami o swych rejsach na słynnych żaglowcach i najbar­dziej luksusowych parowcach, a także o swych spotkaniach ze znanymi osobistościami. Zresztą miał wśród nich swych wiel­bicieli, którzy podróżowali wyłącznie na statkach pod jego dowództwem.

Gargantuiczne zapasy żywności
Niebagatelną sprawą było zgromadzenie zapasów żywności, wystarczających dla pasażerów i załogi. Choć wykaz prowiantu załadowanego na statek zaginął, można przypuszczać, że nie róż­nił się on znacznie od wykazu zapasów załadowanych na „Olympica”. Pierwszym posiłkiem na statku było lekkie śniadanie early morning tea. Kelnerzy roznosili do kabin filiżankę herbaty lub kawy - do wyboru - z chrupiącym rogalikiem, tostem z masłem i dżemem oraz owoce. Posiliwszy się, pasażerowie wstawali, odbywali poranną toaletę, ubierali się i już byli gotowi do praw­dziwego śniadania, tym razem nie w kabinie, lecz w jadalni. Na śnia­danie serwowano wędzone ryby, mięsa z rusztu, jajka na bekonie, jajka na twardo, na miękko, jajecz­nicę oraz tosty z masłem i dże­mem, a do picia kawę lub herbatę. Podobne śniadanie serwowano w drugiej klasie, choć tam wybór był nieco mniejszy, a porcje nie tak obfite. Nawet w trzeciej klasie nie mogło zabraknąć typowych brytyjskich dań takich jak owsian­ka, zwana porńdge, wędzone śle­dzie, pieczone ziemniaki, smażone flaczki z cebulą, jajka na twardo i świeży chleb z masłem i dżemem. Po tak obfitym posiłku pasażero­wie zwykli udawać się na pokład spacerowy lub na kryte promena­dy, oczywiście nie zapominając przedtem o zejściu do kabiny w celu założenia płaszcza i kape­lusza, które zgodnie z ówczesną modą uważano za niezbędne dodatki, niezależnie od pogody. Czas upływał na spacerach i pogawędkach i oto nadchodziła pora obiadu.
W trzeciej klasie menu było znacznie bardziej uproszczone, niemniej bardziej urozmaicone niż na innych parowcach. Przykładowy lunch wyglądał następująco:

Lunch 3rd Class
zupa, befsztyk i cynaderki, gotowana baranina z sosem kaparowym, zestaw sałatek, deser
Wieczorem serwowano kolację, zwaną high tea:
Tea 3rd Class
zapiekanka z dorsza, sery i marynaty, pieczywo i masło, powidła śliwkowe lub dżem jabłkowy

Z punktu widzenia dzisiejszych nawyków żywieniowych posiłki podawane na „Titanicu” mogłyby się wydawać niezwykle obfite. Wydaje się jednak, że pasażerowie nie byli aż tak syci, jak można by się spodziewać. Świadczy o tym fakt, że między posiłkami i po kolacji wielu z nich udawało się do Café Parisién, jednej z dwóch kawiarni na pokładzie „Titanica” (drugą była Verandah Café, urządzona w stylu egzotycznej oranżerii). W tej eleganckiej kawiarni zarezerwowanej dla gości pierwszej klasy spotykali się przede wszystkim młodsi pasażerowie oraz ci, którzy chcieli być do tej grupy zalicza­ni. Wchodząc do Café Parisién, można było pomyśleć, że jest się w kawiarni na którymś z paryskich bulwarów, stąd też jej nazwa. Można tu było zamówić aperitif lub wszechobecną herbatę, a do tego doskonałe ciastecz­ka lub tartinki.

Personel kuchenny
Sprawne funkcjonowanie tej ogromnej machiny gastronomicznej, złożonej z pięciu kuchni, które były w stanie wydać 6000 posiłków dziennie, wymagało zatrudnienia rzeszy pracowników: 60 kucharzy wyspecjalizowanych w przygotowywaniu pierw­szych dań, mięs lub jarzyn, piekarzy, cukierników, pomocników, pomywaczy i kelnerów. Na „Titanicu” nie zabrakło nawet kucharza przygotowującego koszerne dania dla podróżujących na statku Żydów, którzy nie tknęliby potraw ugotowanych nie­zgodnie z rytualnymi przepisami. Kelnerzy pracowali od 6 rano do 21 (w „Ritzu” nawet do 23) z godzinną przerwą po południu. Musieli dwoić się i troić, by zdążyć nakryć stoły, podać oraz sprzątnąć po każdym posiłku. Mogli skończyć pracę dopiero wtedy, kiedy wszystko było gotowe do następnego śniadania.
Po dziesiątej wieczorem w kuchniach robiło się spokojniej. Większość kucharzy udawała się na zasłużony odpoczynek.
Tylko drużyna 36 pomywaczy nadal myła stosy talerzy, kie­liszków, sztućców, garnków i rondelków - ręcznie, bowiem nie znano jeszcze zmywarek. Była to praca monotonna, uciążliwa i wymagała zatrudnienia licznego personelu, który uwijał się jak w ukropie, poganiany przez zwierzchników obawiających się spóźnienia czy niedociągnięć. Kiedy praca w kuchni dobiegała końca, do działania ruszał mistrz piekarski Walter Bedford. Musiał przy­gotować świeży chleb i rogaliki na śniadanie następnego ranka. Od kilku godzin pracowali też kucharze odpowiedzialni za przygotowanie potraw serwowanych na śniadanie. Gastronomiczna machina „Titanica” nie zatrzy­mywała się ani na chwilę.

W następnym numerze między innymi: Na oceanie przy dźwiękach muzyki. Orkiestra, muzycy i muzyka.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Wto 23:39, 04 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin