Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 28

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:07, 10 Cze 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 28

Spis Treści: Angielscy pasażerowie pierwszej klasy. Fałszywi Mr. i Mrs. Morgan. Dziennikarz W. T. Stead.

Angielscy pasażerowie pierwszej klasy
Dziewiczy rejs „Titanica” przyciągnął nie tylko Amerykanów ceniących sobie podróże luksusowymi trans­atlantykami, ale także licznych Anglików z brytyjskich wyższych sfer. Oczywiście wśród poddanych Jej Wysokości nie brak było takich, którzy uważali „Titanica” za statek zagraniczny, ponieważ jego budowa została sfinansowana przez Morgana. Ostatecznie jednak nowy transatlantyk pływał pod angielską banderą, należał do White Star i narodził się w słynnej stoczni Harland & Wolff w Belfaście, by nie wspomnieć o tym, że na jego pokładzie wszystko było w każdym calu „british”.

Sir Cosmo i lady Duff-Gordon projektantka mody i właścicielka salonów w Londynie, Nowym Jorku i Paryżu. Na "Titanica" zaokrętowali się pod fałszywymi nazwiskami: Mr. i Mrs. Morgan. Zabieg ten miał zwrócić uwagę dziennikarzy na nich samych, a przede wszystkim na ich dom mody "Maison Lucile".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Fałszywi Mr. i Mrs. Morgan
12 kwietnia na „Titanica” zaokrętowali się przybyli z Londynu państwo Morgan, posiadacze biletu pierwszej klasy nr 17485. W rzeczywistości jednak nazwisko podane w biurze kompanii żeglugowej było fałszywe. Pod nazwiskiem Morgan kryla się para brytyjskich arystokratów, sir i lady Duff-Gordon, którym towa­rzyszyła guwernantka Laura Francatelli. Małżonkowie zajęli dwie kabiny usytuowane naprzeciw siebie na pokładzie A, oznaczone
numerami 16 (sir Cosmo Duff-Gordon) i 20 (jego małżonka). Guwernantce została przydzielo­na kabina numer 36 na pokładzie E. Jaka jednak była przyczyna tej mas­karady? Po co zmieniać nazwisko, a przede wszystkim dlaczego spośród wszystkich możliwych nazwisk państwo Duff-Gordon wybrali akurat nazwisko rzeczywistego właściciela tego wspaniałego parowca, który zapowiedział, że nie będzie mógł uczestniczyć w dziewiczym rej­sie? Być może odpowiedzi należy szukać w biografii lady Duff- Gordon.
Sir Duff-Gordon był drugim mężem Lucy Christiany Sutherland, bo tak brzmiało jej nazwisko panieńskie. Urodziła się 13 czerwca 1863 roku jako córka inżyniera Douglasa Sutherlanda, a najbliżsi nazywali ją zawsze Christiana, a nie Lucy. Później urodziła się jej siostra Elinor Glyn, która miała w przyszłości zostać wziętą pisarką. Lucy Christiana bardzo młodo wyszła za mąż za Jamesa Stuarta Wallace’a i w wieku 18 lat urodziła dziecko. Niestety w 1888 roku, po rozwodzie, została z synem sama i w wieku 25 lat musiała zacząc pracować na utrzymanie siebie i dziecka. Pełna pomysłów i inicjatywy, choć nie dysponowała żadnym majątkiem, nie załamała się, lecz postanowiła wykorzystać to, czego nauczyła się jako młoda dziewczyna: umiejętności krawiec­kie. Otworzyła w Londynie mały zakład i dzięki swemu doskonałemu gustowi w ciągu kilku lat pozyskała sobie znaczną klientelę wśród zamożnych mieszkanek stolicy.
Powodzenie firmy sprawiło, że 1897 roku przeniosła swój zakład, noszący francuską nazwę „Maison Lucile”, do nowej, okazalszej siedziby pod numerem 7 na Hanover Square. Przy końcu lat dziewięćdziesiątych jej pracownia rywalizowała już z największy­mi londyńskimi domami mody. Pani Sutherland była kobietą ambitną i nie miała najmniejszej ochoty spocząć na laurach. Marzyła o tym, by w jakiś sposób dostać się na dwór królewski. Jednak jako kobieta rozwiedziona nie mogła nawet liczyć na to, że dostąpi zaszczytu ubierania królowej, chyba, że wydarzyłoby się coś, co zatarłoby to ciążące na jej przeszłości piętno. Jej małżeństwo z Jamesem Wallacem było bez wątpienia j,. ^ związkiem z miłości, w którym była i namiętność, i całkowite oddanie. Jednak od tego czasu upłynęło wiele lat i codzienność brutalnie rozprawiła się z młodzieńczymi ideałami Christiany. W wieku 37 lat doszła ona do wniosku, że same uczucia, bez względu na ich siłę, nie zawsze wystarczą do zbudowania trwałego związku. Właśnie na tym etapie życia spotkała o rok od siebie starszego baroneta sir Cosmo Edmunda Duff-Gordona.

Lady Duff-Gordon z dumą prezentuje jedną ze swych wspaniałych kreacji. Ogromne powodzenie założonego przez nią domu mody "Maison Lucille" umożliwiło otwarcie filii w Nowym Jorku (1910), w Paryżu (1912) i w Chicago (1915), które stopniowo dołączały do macierzystego domu utworzonego w 1897 w Londynie.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Sir Cosmo urodził się w arystokratycznej rodzinie 22 lipca 1862 roku i w wieku 34 lat został piątym baronem w swoim rodzie. Tytuł szlachecki zawdzięczał jednemu ze swych przodków, który odznaczył sie na poIu bitwv w czasie woien napoleońskich w 1813 roku. W czasie studiów w Eaton sir Cosmo zaczął z powodzeniem uprawiać szer­mierkę, wykazując się naturalnymi predyspozycja­mi i talentem w tym kierunku. Sukcesy w tej dys­cyplinie sportowej zapewniły mu miejsce w bry­tyjskiej reprezentacji na Olimpiadzie w 1908 roku. Mieszkał w Kensigton, modnej londyńskiej dziel­nicy, a poza tym miał letnią rezydencję w Szkocji, w hrabstwie Kincardine. Nie brak mu było ani prestiżu, ani majątku, nie musiał więc pracować. Mimo to poznawszy panią Lucy Wallace, zgodził się zająć stanowisko dyrektora „Maison Lucille”. Prowadzenie domu mody zaczęło bowiem prze­rastać możliwości Lucy Christiany, która nie czuła się na siłach zarządzać finansami powiększonego przedsiębiorstwa. Sir Cosmo Duff-Gordon mial się zajmować właśnie tymi sprawami, dzięki czemu Lucy miałaby więcej czasu na tworzenie kreacji i wprowadzanie w życie nowych pomysłów. Lucy była kobietą o niespożytej energii.
Ona to pierwsza w Londynie doceniła znaczenie sposobu prezentowania nowych kreacji i wpadła na pomysł wprowadzenia pokazów z modelkami. Poza tym baronet był niewątpliwie przystojnym mężczyzną: otwarta, szczera twarz, krótko ostrzyżone włosy, boko­brody i sylwetka sportowca. Czegóż można by jeszcze chcieć? Christiana porównywała się w myślach z siostrą, której niezwykły czar sprawił, że stała się kochanką lorda Curzona, generalnego gubernatora Indii. Dlaczego zatem nie przypieczętować małżeństwem zarówno uczucia, jak i współpracy z baronetem? Istniała szansa, że dzięki temu zostanie zaakceptowana na dworze. I tak w 1900 roku Lucy po raz drugi wyszła za mąż. Czyżby żądza bogactwa, sławy, szlacheckiego tytułu i sukcesu wygrała z młodzieńczymi ideałami? Trudno powie­dzieć, czy było to wyrachowanie, czy zwykły zbieg okoliczności, fakt faktem, że księżna Yorku, przyszła królowa, została stałą klientką londyńskiego domu mody „Maison Lucile”, a tym samym spełniło się największe marzenie lady Lucy Christiany Duff-Gordon. Przez następne lata firma świetnie się rozwijała, do tego stopnia, że małżonkowie postanowili otworzyć filie we Francji i w Stanach Zjednoczonych. W 1910 roku odbyło się uroczyste otwarcie domu mody w Nowym Jorku. W czasie swych pobytów w tym mieście państwo Duff-Gordon mieszkali zawsze w najlepszych hotelach, np. w Waldorf-Astoria. Interesy za granicą zmuszały ich zresztą do częstych podróży. Także i tym razem madame Lucile, bowiem tak powszechnie nazywano Christianę, udawała się za ocean, by załatwić kilka nie cierpią-cych zwłoki spraw związa­nych z filią w Nowym Jorku. Ona, która zaczynała od skromne­go dzierżawionego zakładu, osiągnęła sławę, o której nigdy nawet nie marzyła, a jej firma zatrudniała ponad tysiąc osób.
Decyzja, by zaokrętować się na „Titanica” była w jej przypadku całkowicie przypadkowa. Po prostu liniowiec White Star wyru­szał jako pierwszy. Choć jednocześnie trzeba powiedzieć, że lady Duff-Gordon zbudowała swój sukces m.in. na doskonałych stosunkach z prasą i pomysł, by posłużyć się pseudonimem był zapewne właśnie posunięciem reklamowym. Lady Duff-Gordon była świadoma, że ten niewinny zabieg roztoczy wokół niej aurę tajemniczości, przyciągając tym samym dziennikarzy, którzy z uwagą śledzili każdy dziewiczy rejs. Elegancja nowego parowca, panujący na nim przepych i modny wystrój wzbudziły jej zachwyt. Stanowiły dla niej inspirację do nowych modeli, które w wyobraźni już zaczy­nała projektować.

Dziennikarz W. T. Stead
Do najwybitniejszych postaci wśród pasażerów pierwszej klasy narodowości angielskiej należał dziennikarz i pisarz William Thomas Stead.
Choć nie był ekscentrycznym milione­rem, a jego majątku nie można było nawet porównać z majątkiem niektó­rych jego towarzyszy podróży, cieszył się nie mniejszą od nich sławą i charyzmą, na którą zapracował sobie przez długie lata pracy dziennikarskiej. W jego twarzy zwracała uwagę miękka, siwa broda, szerokie czoło i żywe, przenikliwe spojrzenie, które pozwalało domyślać się silnego i zdecydowanego charakteru.

Znany dziennikarz, a zarazem filar wielu kampanii obywatelskich i rzecznik rozwoju militarnej potęgi Imperium Brytyjskiego, W. T. Stead w końcu XIX wieku stał się zaprzysięgłym pacyfistą. Na pokładzie "Titanica" znalazł się właśnie ze względu na swą działalność pokojową, ponieważ prezydent Stanów Zjednoczonych Taft zaprosił go do udziału w konferencji pokojowej, która miała się odbyć w kwietniu w Nowym Jorku.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Stead urodził się 5 lipca 1849 roku w Embleton, w Northumber­land, na granicy ze Szkocją, jednak wkrótce potem jego rodzina przeniosła się do Howden-on-Tyne. Nauki pobierał w domu, pod kierunkiem ojca - pastora w gminie kongregacjonalistów, tj. należącej do protestanckiej wspólnoty wyznaniowej, w której poszczególne gminy są niezależne i zarządzane przez zgromadze­nie wiernych. W wieku czternastu lat zaczął terminować w fir­mach handlowych, ale jego prawdziwą pasją było dziennikarstwo. Wkrótce udało mu się nawiązać współpracę z liberalnym dzienni­kiem „Northern Echo” wydawanym w Darlington.
Dzięki entuzjazmowi, z jakim uczestniczył w pracy nad kilkoma artykułami, wkrótce został dostrzeżony i w 1871 roku otrzymał stanowisko redaktora, mimo braku jakichkolwiek wcześniejszych doświadczeń w branży dziennikarskiej. Dwa lata później ożenił się z Emmą Lucy Wilson, która urodziła mu sześcioro dzieci.
W tym okresie w swej pracy dziennikarskiej opowiedział się za stanowiskiem wielkiego męża stanu, premiera Williama Ewarta Gladstone’a, który sprzyjał Bułgarii w jej walce o wyzwolenie spod tureckiej tyranii. Dla kariery Steada przełomowy okazał się rok 1880, kiedy to dziennikarz przeniósł się do Londynu, gdzie zaoferowano mu pracę w innym liberalnym dzienniku, „Pall Mail Gazzette”. Swymi artykułami Stead przy-czynił się w decydujący sposób do wyboru na deputowanego Johna Morleya, wydawcy „Pall Mail Gazzette”. Wkrótce potem został redaktorem naczel­nym dziennika i dzięki swej witalności i energii stopniowo zmie­nił jego charakter. Stead był głęboko przekonany, że rola prasy nie ogranicza się do dostarczania codziennej porcji informacji, lecz jej powinnością jest zabieranie głosu we wszystkich najistot­niejszych sprawach, czynny udział w życiu politycznym i społecz­nym. Stead zrewolucjonizował nie tylko sposób pojmowania roli dziennikarstwa, ale i sposób jego uprawiania, wprowadzając zupełnie nowe narzędzie, jakim był wywiad.

Wnętrze jednej z kabin pierwszej klasy na "Titanicu". W podobny sposób była zapewne umeblowana kabina W.T. Steada.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Po ponownym wyborze Gladstone’a na premiera na lata 1880-1885 właśnie wywiad Steada przeprowadzony z generałem Gordonem spowodował, że rząd brytyjski zdecydował się podjąć interwencję w Sudanie. Poza tym Stead ujawnił nadmierne cięcia w wydatkach na obronność, przede wszystkim w marynarce wojennej. Jego artykuł wstępny pt. „Prawda na temat marynarki wojennej” zapoczątkował kampanię na rzecz zaangażowania rządu w stworzenie silnej i nowocześnie wyposażonej marynarki wojennej. Stead nie ograniczał się jednak do tematyki wojennej. W 1885 roku w swym najsłynniejszym artykule „The maiden tribute of modern Babilon” - „Ofiara z dziewic we współczes­nym Babilonie” ostro zaatakował społeczną plagę prostytucji, w szczególności wśród nieletnich. Idąc za przykładem ojca, chętnie przywdział szaty trybuna, nawołującego masy do podję­cia krucjaty w obronie podstawowych wartości. Także w tej kwestii jego autorytet i determinacja przyniosły konkretne rezul­taty w postaci zmian w kodeksie karnym, chronią­cych nieletnich. Po odejściu z „Pall Mail Gazzette” Stead założył własny miesięcznik „Review of Reviews”, który wkrótce stał się jednym z najbar­dziej poczytnych czasopism. Stead wniósł do niego swoje metody pracy, m.in. poświęcając więcej miejsca na relacje specjalne.
Po powstaniu burskim w Transwału Stead zajął stanowisko pacyfistyczne. Opowiedział się za stworzeniem Międzynarodowej Unii, której zada­niem miałoby być zwalczanie militaryzmu i czuwa­nie nad wprowadzaniem w życie postanowień Konferencji Haskiej. Stał się zaprzysięgłym zwolen­nikiem szukania rozwiązań pokojowych i międzynarodowych porozumień. Właśnie zaangażowanie w sprawę pokoju zawiodło go na „Titanica”, gdzie zajmował kabinę C 87. Prezydent Stanów Zjednoczonych, William Howard Taft zaprosił go bowiem do wygłoszenia referatu w czasie międzynarodowej konferencji pokojowej, która miała się odbyć 21 kwietnia w Carnegie Hall. Początkowo Stead wahał się, czy wyjechać, jednak perspektywa wystąpienia przy tak ważnej okazji i przed tak szacownym, międzynarodowym gronem ostatecznie go prze­konała.
Jako ciekawostkę, nie licującą - zdawałoby się - z osobą formatu Steada, można podać fakt, że pasjonował się spirytyzmem. Bynajmniej się z tym nie krył, choć czasem wprawiał obecnych w zażenowanie opowieściami o duchu, z którym rzekomo nieustannie się kontaktował. Za wyraz tych zainteresowań można uznać dwa krótkie opowiadania jego autorstwa. Jedno, wydane w 1886 roku, to opowieść o zatonięciu statku pocztowego na północnym Atlantyku. Według świadectwa jednego z rozbitków ocalałych po zderzeniu dwóch parowców, ogromna liczba ofiar w tej katastrofie była spowodowana zbyt małą liczbą szalup ratunkowych. Drugie opowiadanie, z 1892 roku, dotyczyło liniowca „Majestic” pływającego pod banderą White Star Line, który dzięki przeczuciu jasnowidzącej kobiety zdołał ocalić rozbitków z innego parowca, skazanego na zatonięcie po zderze­niu z górą lodową.

Także ten przedmiot, wydobyty ze spoczywającego na dnie oceanu wraku "Titanica", przenosi nas w czasy rejsu wielkiego transatlantyku. Patrząc na te kurki ciepłej i zimnej wody nie sposób nie zadać sobie pytania, czyje ręce je odkręcały.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Pasażerami pierwszej klasy, należącymi do zamożnej brytyjskiej burżuazji, byli także Head i Woolner. Christopher Head był burmistrzem Chelsea. Urodził się w pierwszym dniu Bożego Narodzenia 1869 roku. Studiował prawo i przez wiele lat był adwokatem, po czym przeszedł do branży ubezpieczeniowej. Podróż za ocean miała w jego przypadku cha­rakter niemal służbowy, zbierał bowiem informacje na temat szkód wyrządzanych przez zjawiska meteoro­logiczne, np. huragany. Zajmował kabinę B-ll. Natomiast na pokładzie C, w kabinie C-52, podróżował bogaty przedsiębiorca Hugh Woolner, który wsiadł na „Titanica” w Southampton, dokąd przyjechał pocią­giem portowym z rodzinnego Londynu.

W następnym numerze między innymi: Luksusowe kabiny dla Amerykanów. Roebling II: ojciec Mostu Brooklyńskiego. Molly Brown: Irlandka, która zrobiła fortunę.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Sob 2:24, 01 Wrz 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin