Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 92

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:05, 16 Paź 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 92

Spis Treści: Pierwsze wiadomości w gazetach. "Carpathia" dobija do nabrzeża. Wezwanie dla Ismaya.

Pierwsze wiadomości w gazetach
Dla większości mieszkańców Nowego Jorku ten ponie­działkowy poranek niczym nie różnił się od innych dni, choć byli i tacy, do których dotarły już pierwsze pogłoski na temat zatonięcia „Titanica”. Artykuły w porannych wydaniach dzienników opierały się na kilku niepewnych informacjach. Na próżno od ósmej rano dziennikarze żądni sensacji oblegali siedzibę Wbite Star Line na Broadway’u. Na polecenie Philipa Franklina pracownicy kom­panii żeglugowej powtarzali wszystkim, że w wyniku zderzenia „Titanica” z górą lodową nie doszło do żadnych poważniejszych uszkodzeń. Poza tym przecież statek miał opinię niezatapialnego. Nikt zatem nie mówił o katastrofie, jako że wszyscy byli przekonani, iż w najgorszym razie „Titanic” i tak utrzyma się na powierzchni do chwili przybycia pomocy. Wiara w wyższość technologii nad siłami natury pozostawała nienaruszona!
Do siedziby kompanii żeglugowej przybyli nie tylko dziennikarze, ale także krewni pasażerów „Titanica”. Był wśród nich W.H. Force, ojciec Madeleine, młodej żony j.J. Astora, a także syn sławnego amerykańskiego finansisty, z inicjatywy którego „Titanic” został zbudowany, J.P. Morgan Jr. Ten ostatni nie wiedział, że ojciec zrezygnował z rejsu i pozostał we Francji. Informacji na temat Benjamina Guggenheima szukała jego żona, Florette Sligman, przybyła na Broadway w towarzystwie swego brata. Wszyscy krewni i przyjaciele pasażerów „Titanica”, bez względu na pozycję społeczną, otrzymy­wali dokładnie taką samą odpowiedź jak dziennikarze: nie ma powodu do zmartwienia, „Titanic” jest niezata­pialny, może nawet przez kilka dni czekać na przybycie pomocy, a poza tym - w najgorszym razie - jest wyposa­żony w wystarczającą liczbę szalup ratunkowych. Równie pocieszające wieści przynosiły poranne gazety.

Kiedy tylko rozeszła się wiadomość o zatonięciu "Titanica", do biur White Star Line zaczęły napływać pielgrzymki przyjaciół i krewnych pasażerów, szukając pewnych informacji na temat swoich bliskich.
[link widoczny dla zalogowanych]

Zresztą wszystkie artykuły zostały napisane na podsta­wie skąpych informacji udzie­lonych przez personel White Star Line, jak zawsze uprzej­my i usłużny wobec klientów Powszechnie panującą atmos­ferę optymizmu doskonale oddaje tytuł artykułu z pierwszej strony dziennika „Evening Sun”: „Titanic zderzył się z górą lodową. Wszyscy uratowani”. W arty­kule można było przeczytać, że pasażerowie zostali prze­transportowani na dwa inne statki: „Carpathię” i „Pari­sian”, natomiast załoga zosta­ła na „Titanicu”, który jest odholowywany do najbliższe­go portu, tj. do Halifaksu, przez parowiec „Virginian”. Jednak „Titanic” to nie tylko wielki statek pasażerski. W jego ogromnych ładowniach poza pocztą zmieściły się pokaźne ilości towarów będących przedmiotem międzykontynentalnego handlu. Z tego powodu informacji na temat „Titanica” szukali także maklerzy giełdowi i towarzystwa ubezpieczeniowe. Przez cały poniedziałkowy ranek utrzymywały się stosunkowo spokojne nastroje, a stawki ubezpieczeniowe po krótkim wzroście do 60% spadły do znacznie bardziej uspokajającej wartości dwudziestu pięciu procent.
Akcje IMM - koncernu, będącego właścicielem „Titanica”, założonego z inicjatywy J.P. Morgana w celu przejęcia kontroli nad żeglugą oceaniczną, odnotowały na początku niewielki spadek, lecz po paru godzinach powróciły do zwykłych notowań. Jednocześnie, od chwili otwarcia giełdy, strzeliły w górę notowa­nia akcji spółki Marconi.
Dopiero kiedy prezes „Timesa” Carr Van Anda jako pierwszy podał, że transatlantyk tonie, a kobiety i dzieci zostały ewakuowane w szalupach ratunkowych, pojawiła się hipoteza, że zdarzyło się to, czego nikt w najśmielszych domysłach nie przewidział - największa katastrofa w historii żeglugi oceanicznej. Stosunkowo świeży wynalazek genialnego włoskiego uczonego sprawił, że o tragedii, która rozegrała się na pełnym oceanie, dowiedział się wkrótce cały świat. Radiotelegrafiści, będący na nasłuchu na częstotliwościach wykorzystywanych na morzu, odebrali depesze, które „Carpathia” przesłała „Olympikowi” i przekazali je dalej. W ten sposób wiadomość o zatonięciu „Titanica” zataczała coraz szersze kręgi, choć przez cały czas brakowało oficjalnego potwierdzenia.

18 kwietnia 1912. O godzinie 7 rano na nabrzeżu Cunard Line w Nowym Jorku zebrał się tłum krewnych, dziennikarzy i zwykłych ciekawskich. Wszyscy czekali na przybycie "Carpathii". Część z nich przybyła do portu już poprzedniej nocy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Niewiele po 18 wiceprezes White Star Line Franklin otrzymał od „Olympica” depeszę z informacją, że „Titanic” zatonął w poniedziałek 15 kwietnia o godzinie 2.20 w nocy i że „Carpathia” wraca do Nowego Jorku z 705 osobami urato­wanymi z katastrofy. Przez cały dzień siedzibę kompanii żeglugowej oblegali dzienni­karze, domagający się potwierdzenia pogłosek o zatonięciu stat­ku. Franklin nie miał wyjścia i o godzinie 19 oficjalnie zakomuni­kował dziennikarzom, że „Titanic” zatonął, nie podając jednak tragicznych szczegółów. Zmagania z prasą trwały więc dalej i dopiero godzinę później White Star Line podała, że niemal na pewno są ofiary. Wreszcie o 21 kompania żeglugowa przyznała, jak ogromne rozmiary miała katastrofa: „Tak, liczba ofiar jest przerażająca...”
W związku z podanymi wcześniej informacjami, jakoby „Titanic” był odholowywany do portu Halifax, White Star Line wynajęła specjalny pociąg dla krewnych niektórych pasażerów transatlan­tyku. Podróżowała nim m.in. córka państwa Straus, a także grupa dziennikarzy. Pociąg wyruszył z Nowego Jorku wczesnym popo­łudniem. O godzinie 20 został zatrzymany i zawrócony, bowiem było już pewne, że rozbitkowie przybędą nie do Halifaksu, lecz do Nowego Jorku. Kiedy córka państwa Straus, pani Hess, we wtorkowy poranek przybyła do Nowego Jorku, czekał na nią brat, który starał się jak najłagodniej przygotować ją na najgorsze.
Do biur White Star Line napływała nieprzerwana procesja krewnych wybit­nych osobistości, które pły­nęły „Titanikiem”. Około 22.30 w poniedziałek stawił się tam Vincent Astor, syn pułkownika Johna Jacoba Astora z pierwszego małżeństwa. Natychmiast wprowadzono go do gabinetu wiceprezesa Franklina.
W biurach kompanii poza krewnymi i przyjaciółmi pasażerów „Titanica” tłoczyli się także zwykli ciekawscy oraz dziennikarze szukający potwierdzenia pogłosek oraz polujący na sensacyjne szczegóły, o których można by napisać w następnych wydaniach gazet. Jeden z nich zauważył, że Vincent Astor wyszedł z gabine­tu Franklina z oczami napuchniętymi od łez. Dziennikarz natychmiast pobiegł do telefonu i zadzwonił do ojca Madeleine Astor, W.H. Force’a. Zapytał, czy jego córka zginęła w katastro­fie. W odpowiedzi nieszczęsny ojciec wykrzyczał do słuchawki:
- Nie! Niemożliwe! Skąd wiecie?
Wiadomość o zatonięciu „Titanica” miała tym większe znaczenie, że towarzyszyły jej informacje o śmierci takich wybitnych osobi­stości jak John Jacob Astor, należący do owego wąskiego kręgu półbogów, którym - jak się mogło zdawać - do szczęścia brako­wało tylko nieśmiertelności. Śmierci J. J. Astora poświęcono niemal cały artykuł na pierwszej stronie wtorkowego wydania „New York American”. Wiadomość o śmierci 1800 osób pojawiła się nim niemal mimochodem, w ostatnich linijkach.
W siedzibie kompanii żeglugowej powieszono pierwszą listę pasażerów, którzy wyszli cało z tragedii. Jednak milczenie „Carpathii” sprawiało, że krewni pasażerów „Titanica” mieli nadzieję, iż nie wszystkie szalupy zostały odnalezione i gdzieś, na oceanie część z nich nadal oczekiwała na pomoc. W kwestii udzielania informacji kapitan Arthur Rostron od samego początku był nieugięty. Odmówił jakichkolwiek kontak­tów z prasą, ponieważ nie chciał dostarczać dziennikarzom żad­nych informacji poza oficjalnymi komunikatami. Pozwolił natomiast rozbitkom przesyłać prywatne depesze do domów w celu uspokojenia zaniepokojonych krewnych.
Kolejne trzy dni minęły w atmosferze niepewności i nadziei, w oczekiwaniu na przybycie statku, wraz z którym tajemnica losu „Titanica” miała się ostatecznie wyjaśnić. W tym czasie notowania akcji spółki Marconi urosły do niebotycznych rozmia­rów: z 2 dolarów w poprzednim roku doszły do 225 dolarów. Ten niezwykły wzrost spółka zawdzięczała temu, że katastrofa „Titanica” uświadomiła całemu światu, jak fundamentalną rolę w żegludze odgrywa radiotelegrafia.

Fotograf zarejestrował trzy momenty z przybycia "Carpathii" do nowojorskiego portu: szalupy ratunkowe z "Titanica" zawieszone przy burtach statku - zostaną ponownie spuszczone na morze przy nabrzeżu White Star Line; część pasażerów przechodzi na holownik, który podpłynął do "Carpathii"; schodnia została zamocowana i niektórzy oczekujący wchodzą na pokład "Carpathii" po swoich najbliższych ocalałych z katastrofy.
[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

„Carpathia” dobija do nabrzeża
18 kwietnia o godzinie 18 w porcie w Nowym Jorku czekał tłum ludzi. Blisko czterdzieści tysięcy osób napierało na kordon policji. Na tę okoliczność zmobilizowano wszystkich policjantów z mia­sta. Pogoda nie zmieniła się. Niebo było zasnute ciemnymi chmu­rami, deszcz nie przestawał padać. O godzinie 20 w ciemności zaczęły majaczyć światła i sylwetka „Carpathii”. Po nabrzeżu, na którym zgromadziło się co naj­mniej dziesięć tysięcy osób, przebiegł szmer. Grupa dziennikarzy i fotografów z głównych dzienników weszła na holowniki, by jak najwcześniej dostać się na pokład „Carpa­thii” i przeprowadzić wywiady z kapitanem i ocalałymi z kata­strofy. Jednak kapitan Rostron nie zgodził się na żadne kontakty z prasą i choć „Carpathia” powoli płynęła North River, nikogo nie wpuścił na pokład. Dziennikarze podpłynęli więc pod burty statku i próbowali zadawać pytania pasażerom przez megafon.
Ku zdumieniu oczekującego tłumu „Carpathia” przepłynęła obok nabrzeża 54 zarezerwowanego dla Cunard Line i dobiła do nabrzeża, przy którym cumowały jednostki White Star Line. Wyładowano tam szalupy ratunkowe „Titanica” i dopiero wtedy statek wrócił do swojego nabrzeża. Oświetlono je dużymi reflek­torami, by ułatwić rozpoznanie rozbitków. Tłum stał w całkowi­tej ciszy, którą raz na jakiś czas przerywało szlochanie. Wreszcie zamontowano schodnię i o godzinie 21 rozpoczęła się smutna procesja. Najpierw ruszyli pasażerowie pierwszej klasy „Titani­ca”. Ich twarze, smutne i zmęczone, zdradzały rozmiary tragedii, w czasie której tak wielu, zbyt wielu z nich pochłonął ocean. Niektórzy oczekujący na widok swoich bliskich schodzących na nabrzeże zaczęli wykrzykiwać ich imiona. Spokój prysnął w jednej chwili i na całym nabrzeżu zapanowało ogromne zamieszanie.
Mając na uwagę ciężkie przeżycia, jakich doświadczyła Madeleine Astor, a także jej odmienny stan, Vincent Astor kazał przygotować na przyjęcie młodszej od siebie macochy dwa samo­chody, dwóch lekarzy, pielęgniarkę i sekretarkę. Kiedy tylko zobaczył ją na schodni w towarzystwie służącej Rosalie Bidois i opiekunki do dzieci Caroline Louise Endres, podbiegł do niej i zaprowadził ją do samochodu, by jak najszybciej opuścić nabrzeże, na którym z minuty na minutę rosło zamieszanie. Tłum wykrzykiwał imiona i nazwiska ofiar. Tu i ówdzie błyskały lampy aparatów fotograficznych. Ludzie napierali na siebie, przekrzykiwali się, przepychali, by podejść do kogoś, kogo - jak im się zdawało - znali, po czym z bliska okazywało się, że to zupełnie kto inny.
Bogactwo i władza pasażerów pierwszej klasy „Titanica” dały się zauważyć także na nabrzeżu 54. Dla Eleonor Widener przygoto­wano specjalny pociąg, składający się z lokomotywy, salonki i wagonu bagażowego. Także na Clarę Hays czekał pociąg złożony z dwóch wagonów przeznaczonych wyłącznie dla niej. Radość ze spotkania z bliskimi mąciła świadomość, że tysiąc pięćset osób zginęło. Tego wieczora na nabrzeżu zabrakło tysiąc pięćset osób. Prawie we wszystkich rodzinach były ofiary. Urato­wało się tylko kilka pełnych rodzin, m.in. Nellie Becker z troj­giem dzieci, której tego wieczora udało się zejść na nabrzeże w pierwszej kolejności dzięki telegramowi z wiadomością, że na nabrzeżu ktoś będzie na nią czekał. Ustalono bowiem, że ci pasażerowie, na których nikt nie czeka, zostaną na razie zatrzy­mani na pokładzie.
W miarę jak coraz więcej osób schodziło na nabrzeże, zamiesza­nie rosło.

"Przybycie statku boleści do Nowego Jorku", tak bowiem ochrzczona została przez prasę "Carpathia". Tego rodzaju ilustracje w znacznym stopniu przyczyniły się do narodzin mitu "Titanica", który w niemal niezmienionej postaci przetrwał do dnia dzisiejszego.
[link widoczny dla zalogowanych]

Na nabrzeżu 54 na narzeczoną, Marion Wright czekał Arthur Woolcott. Nie posiadał się ze szczęścia, kiedy okazało się, że jej nazwisko jest na liście ocalałych wywieszonej w siedzibie White Star Line. Woolcott z wielkim trudem przepchał się do pierwsze­go rzędu. Z niecierpliwością wypatrywał narzeczonej, by jak tylko zejdzie ze schodni zabrać ją z nabrzeża. Chciał, by jak najszybciej zapomniała o przeżytym koszmarze. Jednak w całym tym zamieszaniu nie zauważył, kiedy zeszła z pokładu „Carpathii”. Marion czekała na niego przez jakiś czas, lecz na próżno. Ostatecznie postanowiła opuścić nabrzeże z przyjaciółką, Bessie Watt, także cudem ocalałą. Narzeczeni spotkali się dopiero następnego dnia, a dwa dni później, 20 kwietnia w sobotę, odbył się ich ślub.

Wezwanie dla Ismaya
Nie zważając na deszcz, dziennikarze czekali przede wszystkim na jedną osobę, ale ta akurat nie pojawiała się na szczycie schod­ni, choć zeszło już bardzo wielu pasażerów i czas mijał. Przez cztery dni podróży na „Carpathii” Ismay ani razu nie wyszedł z kabiny, którą odstąpił mu lekarz pokła­dowy, doktor McGhee. Nic chciał też nikogo widzieć i zgodził się jeść wyłącz­nie zupę. Rozbitkowie powoli opuszczali statek, ale Bruce Ismay nie ruszył się z miejsca, póki nie przyszedł do niego wiceprezes White Star Line, Philip Franklin. Nie przynosił dobrych wieści. Przyszedł zawiadomić prezesa kompanii, że na nabrzeżu czekają na niego senatorowie William Aden Smith ze stanu Michigan i Francis G. Newlands z Nevady. Wiado­mo już było, że w związku z zatonięciem „Titanica” przeprowadzone zostanie oficjalne dochodzenie, a tym samym Isamy nie będzie mógł - jak to było jego zamiarem - natychmiast powrócić do Europy, lecz będzie musiał zeznawać jako świadek przed komisją śledczą.
Po kilku minutach wiadomość przekaza­na przez Franklina zmaterializowała się w postaci dwóch senatorów, którzy przekazali Isamay’owi wezwanie do stawienia się przed komisją.

Harold Bride schodzi z pokładu "Carpathii". Na skutek długiego przebywania w lodowatej wodzie dzielny radiotelegrafista poważnie odmroził sobie stopy, dlatego został niemal wyniesiony na portowe nabrzeże.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: Dochodzenie amerykańskiego senatu. Reakcje w Wielkiej Brytanii.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin