Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 45

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:03, 14 Lip 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 45

Spis Treści: Czwartek 11 kwietnia 1912: w stronę oceanu. Wzdłuż wybrzeża. Pożegnanie z Europą. Thomas Andrews: Kontroler na pokładzie. Ten, którego nie mogło zabraknąć: J. B. Ismay.

Czwartek 11 kwietnia 1912: w stronę oceanu
W czwartek 11 kwietnia o godzinie 13.30 „Titanic" wyszedł w otwarte morze i opuściwszy zatokę Queenstown, wziął kurs na południowy-zachód, sterburtą do wybrzeża połud­niowo-zachodniej Irlandii.Po przepłynięciu kilku mil omal nie spowodował wywrócenia kutra rybackiego pływającego pod banderą francuską. Przyczyną była wysoka fala powstała za burtą wskutek ogrom­nych rozmiarów transatlantyku. Nieszczęścia udało się uniknąć dzięki natychmiastowej reakcji kapitana Smitha, który wydał rozkaz zatrzymania wszystkich maszyn. Do rybaków wysłano sygnał, oznaczający przeprosiny, po czym „Titanic” wyruszył w dalszą drogę.
Wiele osób na wybrzeżu miało tego dnia okazję podziwiać „Titanica” w całej jego krasie. Przez blisko godzinę rybacy przery­wali pracę, kobiety wychodziły na progi domów, a dzieci w drodze ze szkoły zatrzy­mywały się, by przyjrzeć się płynącemu olbrzymowi. Widok był istotnie niezwykły i nie sposób było pozostać obojętnym wobec tego dumnego giganta, śmiało płyną­cego na spotkanie bezkresnego Atlantyku.

W czasie postoju w Queenstown na pokładzie "Titanica" wsiedli ostatni pasażerowie, w większości emigranci. Tendry, maleńkie w porównaniu z ogromnym transatlantykiem, odbyły kilka kursów tam i z powrotem, przewożąc pasażerów i towary.
[link widoczny dla zalogowanych]

Wzdłuż wybrzeża
Lepszej pogody nie można było sobie wymarzyć. Słońce stało wysoko i tylko od czasu do czasu przysłaniały je białe obłoczki przepływające po intensywnie nie­bieskim niebie. W powietrzu czuło się wiosnę, a lekki, orzeźwiający wietrzyk w żaden sposób nie wskazywał na obec­ność gór lodowych na północnym Atlantyku, którą sygnalizowały inne parowce płynące po północno-zachodnim basenie oceanu. Nie było w tym nic dziw­nego, bowiem ciepły Prąd Zatokowy spra­wia, że Irlandia, choć leży na tej samej sze­rokości geograficznej, co Labrador, cieszy się znacznie łagodniejszym klimatem.
Mimo euforii i ciekawości, które nieuchron­nie towarzyszyły wsiadaniu na pokład, irlandzcy emigranci odłożyli na później zwiedzanie statku i oglądanie pomieszczeń, które zostały im przydzielone na tym sta­lowym potworze. Większość wyległa na pokład, by podziwiać powoli przesuwającą się przed ich oczami ojczyznę i pożegnać się z nią ostatnim czułym spojrzeniem. Przyroda, krajobraz zawsze były integralną częścią duszy każde­go Irlandczyka. William Butler Yeats tak pisał o łoskocie fal rozbijających się o wybrzeża wyspy Innisfree:
„Jezdni pod stopą bruk, chodnik czy asfalt szos /Słyszę go dzień i noc, na serca dnie go słyszę”
Na horyzoncie ukazał się Kinsale, duży port rybacki, który przeszedł do historii po stoczo­nej tu w 1603 roku bitwie. Wojska angielskie odniosły wówczas miażdżące zwycięstwo nad zbuntowanymi wojskami irlandzkimi, wspiera­nymi przez Hiszpanów. Konsekwencją prze­granej Irlandczyków była przymusowa emi­gracja do Europy wielu przedstawicieli irlandzkiej arystokracji, znana jako „ucieczka hrabiów”. Za przylądkiem Old Head of Kinsale oczom emigrantów ukazała się zatoka Clonakilty i jej piękna plaża z drobniutkim piaskiem. „Titanic” przepłynął obok latarni morskiej w Galley Head, pozostawiając po prawej stronie malowniczą miejscowość Roscarbery, gdzie w 1900 roku George Bernard Shaw napi­sał dramat „Nawrócenie kapitana Brassbounda”, stanowiący część trylogii „Trzy komedie dla purytanów”.

Niektórzy pasażerowie , którzy zaokrętowali się w Southampton, zeszli na ląd po przybyciu "Titanica" do Irlandii. Dla nich wielka przygoda dobiegła końca. Opuszczali statek nie bez żalu, z zazdrością spoglądając na tych, których czekała niezwykła podróż przez ocean.
[link widoczny dla zalogowanych]

Po trzyipółgodzinnej żegludze pasażerowie zgromadzeni na pokładzie ujrzeli malowniczą wysepkę Fastnet z klifowym wybrzeżem, na którym wznosiła się słynna latarnia mors­ka. Fastnet jest ostatnim skrawkiem irlandz­kiej ziemi, którzy emigranci mogli zobaczyć przed wyruszeniem na pełny ocean w kierunku Nowego Świata. Jego nazwa w języku celtyckim oznacza płacz, lament.

Obraz olejny angielskiego malarza Fredericka Cayleya Robinsona (1827-1927) z 1912 roku przedstawiający "Titanica" u wybrzeży Irlandii. Płótno charakteryzuje atmosfera melancholii i powagi, która z pewnością nie towarzyszyła pożegnaniu transatlantyku, lecz jest owocem uczuć, które wzbudziły u współczesnych tragiczny los parowca.
[link widoczny dla zalogowanych]

Pożegnanie z Europą
O zmroku, kiedy łańcuchy górskie południowej Irlandii zaczęły niknąć w oddali, nad głowami pasażerów, którzy mimo wieczor­nego chłodu dotrwali do tej chwili na pokładzie spacerowym, rozległy się dźwięki tęsknej melodii „Erin’s Lament”. To dwu- dziestodziewięciołetni Eugene Patrick Dały żegnał się z ojczyzną, grając na kobzie tę tradycyjną irlandzką pieśń. Dały pochodził z miejscowości Athlone, położonej w hrabstwie Westmeath, osiemdziesiąt kilometrów od Dublina i był jednym z wielu, którzy opuszczali ziemię ojców, by szukać szczęścia w Nowym Swiecie. Zamierzał udać się do Nowego Jorku w nadziei, że tam znajdzie stałą pracę. Teraz, kiedy w ciemności widać już było ledwie zarys wybrzeża Irlandii, instrument pozwolił mu wyrazić przemożne uczucie melancholii. Muzyka, najbar­dziej uniwersalny język na świecie, nie potrzebowała przekładu. Jej dźwięki przemawiały wprost do serc zasłuchanych emi­grantów. Zadumę przerwał ostry dźwięk dzwonka, obwieszczają­cy kolację. Pasażerowie zaczęli się powoli rozchodzić do jadalni. Ich ruchy śledziło tylko stado mew, które towarzyszyło „Titanikowi” od chwili wyjścia z zatoki Cork, licząc na jakieś smaczne kęski.
Pasażerowie pierwszej klasy mogli zadomowić się na wielkim transatlantyku już poprzedniego wieczora, w Cherbourgu. Urządzili się w kabinach, wysłuchali pierwszego koncertu na pokładzie, a nawet zaczęli się już dzielić na mniejsze grupki, złożone z bywalców transatlantyków lub też osoby, które odkryły, że łączą ich wspólne zainteresowania. Nie czuli nostalgii z powodu rozstania z domem. Byli radośni, szczęśliwi i mieli zamiar w pełni korzystać z wszelkich przyjemności, jakie wiązały się z zamieszkaniem w tej wspa­niałej siedzibie udostępnionej przez White Star Line. Tym razem zresztą kompania przeszła samą siebie, „Titanic” bowiem przewyższał wspaniałością i tak już doskonałego „Olympica”.

Thomas Andrews: kontroler na pokładzie
Urządzoną w ostatniej chwili kabinę A36 na pokładzie A zajął Thomas Andrews, dyrek­tor techniczny stoczni Harland & Wolff, odpowiedzialny za projekty dla White Star Line. Reprezentował prezesa stoczni z Belfastu, lorda Pirrie, któremu zły stan zdrowia uniemożliwił uczestnictwo w dziewiczym rejsie transatlantyku. Choć Thomas Andrews był siostrzeńcem Pirriego, nadzwyczajną karierę zawdzięczał wyłącznie swemu oddaniu pracy. W wieku szesnastu lat przerwał naukę w szkole i zatrudnił się w stoczni Harland & Wolff na Queen’s Island jako zwykły praktykant. Od tamtej chwili przez pięć lat zaczynał pracę punktualnie o szóstej rano, zaś wieczorami uczęszczał na kursy obowiązkowe dla wszystkich praktykantów, nie opuszczając ani jednego dnia. I tak, za cenę wielu wyrzeczeń, wykazał się przed wujem i innymi swym przygotowaniem teoretycznym i praktycznym. Doceniając jego nieprzeciętne zdolności i sumienność, zwierzchnicy powierzali mu coraz bardziej odpowiedzialne i coraz ważniejsze zadania. W wieku lat trzydziestu został kierownikiem pracowni projektowej, a dwa lata później został dyrektorem generalnym przedsię­biorstwa.
Od dwóch lat dzień po dniu Thomas Andrews zajmował się wszystkim, co dotyczyło konstrukcji „Titanica”.

Portret Thomasa Andrewsa, dyrektora generalnego stoczni Harland & Wolff, który na pokładzie "Titanica" zajmował kabinę A36. Andrews wyruszył w dziewiczy rejs, by zobaczyć, jak w praktyce sprawdzają się wszystkie elementy statku. Kontrolował więc wszystko, od najwyższych pokładów po najbardziej ukryte korytarze, niedostępne dla pasażerów. Miał do pomocy grupę wspólpracowników, których uwagi miały posłużyć wprowadzeniu ulepszeń w następnych statkach budowanych w stoczni. Poza tym w razie konieczności mogli oni przeprowadzić naprawy na samym "Titanicu".
[link widoczny dla zalogowanych]

To on stworzył koncepcję wyglądu „Titanica”, opracował wszel­kie szczegóły i od samego początku czuwał nad konstrukcją. Dlatego czuł się odpowiedzialny za wszystko, czego brakowało, co nie działało, czy też było nie na swoim miejscu. Na pokładzie „Titanica” Andrews nie miał czasu na zabawy. Był z pewnością najbardziej zajętym człowiekiem na statku, zwracał uwagę na każdy, nawet pozornie nic nie znaczący szczegół. Zdawało się mu czasem, że problemy nigdy się nie skończą. Ledwie wszedł do kabiny, sprawdziwszy uprzednio np. dlaczego płyty kuchenne w restauracji nie działają jak należy, a już wzywa­no go w jakiejś innej sprawie.
Andrews nie poprzestawał jednak na wszelkiego rodzaju napra­wach. Sukces „Titanica” tak bardzo leżał mu na sercu, że interwe­niował także w razie drobnych problemów związanych z za­rządzaniem personelem, wnosząc wszędzie swój charakterystycz­ny spokój. Traktował wszystkich z jednakową uprzejmością i chętnie służył wyjaśnieniami na temat konstrukcji liniowca, a szczególnie na temat pewnych rozwiązań, które sam obmyślił, toteż były mu one szczególnie bliskie.
Mogło się wydawać, że nie należy do świata arystokratów, którzy zajmowali strefę zarezerwowaną dla pierwszej klasy.
Wraz z nim na pokład „Titanica” weszło ośmiu pracowników stoczni Harland & Wolff, m.in. główny projektant, który mógł się przydać w razie konieczności wprowadzenia jakichś modyfi­kacji. Któryś z nich zawsze towarzyszył Andrewsowi w czasie jego niekończących się inspekcji statku: w kotłowniach, kabinach, na pokładzie i w salonach.

Ten, którego nie mogło zabraknąć: J. B. Ismay
W towarzystwie bogaczy czuł się natomiast doskonale J. Bruce Ismay, który zajmował apartament B52, obejmujący dwie kabiny: B54 i B56. Ten najbardziej luksusowy apartament na „Titanicu” miał zajmować „prawdziwy” właściciel statku, John Pierpont Morgan. Sam zadecydował o jego wystroju, zapoznał się z projektami i osobiście doglądał ich realizacji, jednak w ostat­niej chwili zawiadomił, że nie będzie mógł uczestniczyć w dziewiczym rejsie - podobnie jak lord Pirrie - ze względu na zly stan zdrowia. W tej sytuacji wspaniały apartament przygotowany dla amerykańskiego bankiera przypadł Ismayowi. Także na pokładzie B, ale po prawej stronie w stosunku do apar­tamentu Ismaya, mieścił się drugi apartament, B51, zajmowany przez państwa Cardeza. Był to apartament równie ekskluzywny: w czasie sezonu jego cena wynosiła 870 funtów szterlingów za podróż w jedną stronę.

J. B. Ismay, prezes kompanii żeglugowej, był najważniejszym przedstawicielem White Star Line na pokładzie "Titanica". Dlatego jemu właśnie przypadł najbardziej luksusowy apartament na pokładzie B56, 54 oraz 53, pierwotnie przeznaczony dla J.P. Morgana.
[link widoczny dla zalogowanych]

J. Bruce Ismay musiał uczestniczyć w dziewiczym rejsie „Tita­nica” jako prezes White Star Line. Stanowisko to odziedziczył po ojcu, Thomasie Henrym Ismayu i piastował je już od trzynas­tu łat. Podróżował sam, czy też raczej bez żony i dzieci, z który­mi rozstał się w Southampton, towarzyszył mu bowiem sekretarz W. H. Harrison i kamerdyner Richard Fry, który zajmował położoną vis à vis kabinę B102.
Ismaya rozpierała duma z powodu wprowadzonych przez kom­panię ulepszeń. Byl przekonany, że przewaga White Star Line wobec konkurencji, tj. Cunard Line i niemieckich kompanii żeglugowych, stała się rzeczywistością. Choć nie cieszył się zbyt­nią sympatią ze względu na swój obcesowy i arogancki sposób bycia, nawet osoby mu niechętne musiały przyznać, że dzięki niemu White Star Line sięgnęła szczytu.

W chwili ostatecznego pożegnania z Europą życie na "Titanicu" dopiero zaczynało się rozkręcać. Pasażerowie nie objeli jeszcze statku w posiadanie i póki co nieśmiało kręcili się po pokładach, na których czekały na nich porządnie ułożone krzesła i leżaki.
[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: Piątek 12 kwietnia: na Atlantyku. Świt nowego dnia.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Sob 21:54, 08 Wrz 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin