Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 22

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:28, 29 Maj 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 22

Spis Treści: Najlepsi z najlepszych. Herbert Walter McElroy. F.W.N. O'Loughlin. W służbie pasażerom. Oczy statku.

Najlepsi z najlepszych
Obserwatorzy współczesnych wyścigów Formuły 1 niejednokrotnie zadają sobie pytanie: co jest ważniejsze, samo­chód czy pilot? Abstrahując od tego, jakiej odpowiedzi udziela się w poszczególnych przy- padkach, już samo sformułowa­nie takiego pytania podkreśla znaczenie obydwu elementów: techniki i człowieka, które w przypadku zwycięstwa są ze sobą nierozerwalnie związane. Także w przypadku „Titanica” zarząd White Star Line ze szczególną dbałością dobrał zespół najwyższej klasy profe­sjonalistów, przygotowanych do pracy na nowoczesnym trans­atlantyku, wyposażonym w najnowsze rozwiązania tech­nologiczne. Zapłaciły za to inne jednostki kompanii żeglugowej, które zostały pozbawione naj­cenniejszych oficerów.

Siedzą od lewej: kapitan Smith i F.W.N. O'Loughlin. Za ich plecami stoi pierwszy oficer Murdoch, McElroy, Bailey i Pittman.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Kapitan „Titanica”, Edward John Smith, poza pierwszorzędną parą fachowców w postaci starszego oficera Henry’ego Tingle’a Wilde’a i pierwszego mechani­ka Josepha Bella, mógł także liczyć na inną parę doświadczo­nych i sprawdzonych profesjo­nalistów: intendenta H. W. McElroya i lekarza okrę­towego EW.N. 0’Loughlina.

Herbert Walter McEIroy
H.W. McEIroy byl oficerem odpowiedzialnym za admi­nistrację i aprowizację „Titanica”. Wspomagali go dwaj asystenci, Barker i Denison, którzy odpowiadali za przechowywanie dokumentów oraz bezpieczeństwo kosztowności ukrytych w okrętowych sejfach. Poza tym intendent kierował pracą pokaźnej grupy urzęd­ników, których zadaniem było sporządzanie licznych dokumentów administracyjnych i prowadzenie rejstrów okrętowych.

McElroy, oficer marynarki handlowej, podobnie jak jego ojciec w chwili rozpoczęcia służby na "Titanicu" miał już za sobą trzynaście lat służby na statkach pływających pod banderą White Star Line.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Od 6 kwietnia McEIroy osobiście nadzorował wszystkie operacje załadunku prowiantu na „Titanica”. Starał się, by ten dziewiczy rejs przeszedł do historii nawigacji także ze względu na jakość i różnorodność dań serwowanych na okręcie. Pracownicy White Star Line odpowiedzialni za utrzymywanie kontaktów z prasą nie omieszkali szczegółowo informować dziennikarzy o menu dla najbardziej utytułowanych pasażerów: począwszy od win, przez sery, kawior, langusty, aż po szkockie bażanty i szynki z Smithfield. Wykwintna kuchnia miała być jednym z atutów White Star Line w walce o dominację na szlakach atlantyckich. Co rano intendent przyjmował raporty pracowników kuchni i nadzorował rozdział żywności przeznaczonej do konsumpcji w danym dniu.
Swoją popularnością wśród pasażerów McElroy dorównywał samemu kapitanowi. W odróżnieniu od grupy oficerów pokła­dowych, którzy w gruncie rzeczy niemal nie opuszczali kwater oficerskich i mostka (do tych części statku pasażerowie nie mieli dostępu), intendent odgrywał na liniowcu bardzo istotną rolę towarzyską, a zaproszenie do jego stolika w czasie obiadu lub kolacji było prawie takim samym zaszczytem jak zaproszenie do stolika kapitańskiego.
Zarówno Smith, jak i McElroy byli tak uwielbiani przez grupę stałych pasażerów pierwszej klasy, że niektórzy, zachwyceni obsługą w czasie poprzednich podróży przez ocean, zarezerwo­wali miejsca na „Titanicu” właśnie z ich powodu. Członkowie rodzin panujących, słynne osobistości, zamożni i wpływowi arys­tokraci i przemysłowcy, piękne i fascynujące kobiety - wszyscy oni woleli odbyć podróż w towarzystwie intendenta, który nie tylko potrafił podtrzymywać konwersację, lecz obdarzony był także niemałym poczuciem humoru i rzadką umiejętnością rozła­dowywania napięcia, dzięki której nawet w trudnych sytuacjach potrafił przywrócić uśmiech na twarzach obecnych.
Zarząd White Star Line, świadomy tego, że osobisty urok i oso­bowość Smitha i McElroya mogły mieć decydujący wpływ na decyzję elity międzynarodowej socjety o wzięciu udziału w rejsie, nie omieszkał wykorzystać tej okoliczności, robiąc wszystko, by na „Titanicu” popłynęła owa „zwycięska para” z „Olympica”. Kiedy znane osobistości śmietanki towarzyskiej zarezerwowały miejsca na statku, kompania żeglugowa mogła być pewna, że nie zabraknie także innych klientów, zwabionych niczym ćmy światłem „gwiazd”.
Herbert McElroy urodził się w katolickiej rodzinie w Irlandii.
Był wysokim, barczystym mężczyzną, nieco młodszym od kapi­tana Smitha. Pociągało go światowe życie nie tylko na pokładzie liniowców, ale także na lądzie. Wieczorem, 9 kwietnia, w przed­dzień dziewiczego rejsu, wraz z żoną udał się do teatru w Southampton na spektakl Adeline Genee, słynnej duńskiej primabaleriny. Po zakończeniu przedstawienia przesłał do garde­roby artystki bukiet róż w kolorach duńskiej flagi narodowej.

Rekonstrukcja kabiny (po lewej) i gabinetu (po prawej) McElroya. Mieściły się one na pokładzie C, na wysokości pierwszego komina od strony dziobowej.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

F. W. N. 0’Loughlin
Francis William Norman 0’Loughlin pełnił na „Titanicu” funkcję lekarza okrętowego. Jego zastępcą był doktor J. Edward Simpson, ponieważ zgodnie z przepisami na pokładach parowców przewożących ponad tysiąc pasażerów musieli praco­wać dwaj lekarze okrętowi. O’Loughlin zaczynał jako lekarz rodzinny w rodzinnej wiosce w Irlandii. Później zatrudnił się w White Star Line, gdzie pracował przez osiem lat. Ze starego statku flagowego „Oceanic” przeszedł na „Baltica”. Później przez rok pływał na „Olympicu”, aż wreszcie, w pierwszych dniach kwietnia został przeniesiony na „Titanica”, gdzie mógł wreszcie po latach spotkać się ze swym rodakiem i drogim przyjacielem Herbertem McElroy’em.
Lekarz okrętowy był uważany za pełnoprawnego oficera. W związku z tym zgodnie z przepisami kodeksu marynarki handlowej przysługiwały mu takie same prawa jak innym ofice­rom. Miał na statku zadanie niezbyt przyjemne, acz niezwykle ważne z punktu widzenia zbiorowości: był odpowiedzialny za to, by na pokład nie dostali się pasażerowie zakażeni chorobami zakaźnymi, ani nawet rekonwalescenci.
Przed wypłynięciem w morze osobiście sprawdził, czy okrętowa apteka została zaopatrzona we wszystkie niezbędne leki i narzę­dzia chirurgiczne. Nie mogło pośród nich zabraknąć instru­mentów potrzebnych w razie ewentualnego porodu.

W służbie pasażerom
Zgodnie z wykazem załoga „Titanica” liczyła 892 osoby wraz z oficerami. W wyniku strajku górników i, w konsekwencji, braku paliwa, który spowodował przymusowy postój wielu statków, White Star Line nie miała najmniejszych kłopotów ze skompletowaniem załogi. Doszło nawet do zatargów między chętnymi do zaokrętowania się na „Titanica”, ponieważ w czasie kryzysu na rynku pracy możliwość pracy na statku dla wielu bezrobotnych oznaczała znacznie więcej niż tylko zapewnienie sobie stałych dochodów. Z punktu widzenia kompa­nii żeglugowej była to sytuacja niezwykle korzystna. Z praktycz­nego punktu widzenia oznaczała utrzymywanie się niskich płac, a dodatkowo, ponieważ popyt na pracę przewyższał podaż, dawała możliwość przebierania wśród chętnych do zaokrętowa­nia. Członkowie załogi wywodzili się częściowo z dużych ośrodków portowych: Londynu i Liverpoolu, albo z Irlandii: z Dublina czy Belfastu. Większość jednak pochodziła z Southampton. W rejestrze załogi odnotowywano dokładny adres zamieszkania wszystkich członków załogi, z wyjątkiem mieszkańców Southampton, w przypadku których pomijano nazwę miasta. Podawano wówczas tylko nazwę ulicy i numer domu, zaś nazwę miasta przyjmowano jako domyślną. Większość członków załogi „Titanica” pracowała już wcześniej na statkach. Zresztą zatrudnianie załogi na jeden rejs tam i z powrotem było powszechnie przyjętą praktyką, ponieważ nawet potężne kompanie żeglugowe: Cunard Line i White Star Line, nie były w stanie zagwarantować ciągłości stosunku pracy. W konsekwencji każdy rejs przez Atlantyk stanowił osobny rozdział. Choć zatrudnieni członkowie załogi mieli już doświad­czenia w marynarce handlowej, nierzadko po wejściu na pokład czuli się zdezorientowani rozmiarami pokładów, pomieszczeń i korytarzy. Mieli prawo wstępu tylko do niektórych z nich, w zależności od pełnionych funkcji. Na „Titanicu” wszystko było większe, bardziej skomplikowane, a każdy świeżo zaokrętowany członek załogi najbardziej obawiał się jednego: że się zgubi. Z drugiej strony, nie ma się czemu dziwić, skoro problem orien­tacji w tym pływającym pałacu trapił nawet młodych oficerów pokładowych, np. Jamesa Moody’ego, tym bardziej musiał nękać zwykłych marynarzy.

Jedno z nielicznych zachowanych zdjęć załogi "Titanica".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

By skompletować pozostałą część załogi, White Star Line zatrud­niła wiele osób, które do 3 kwietnia pracowały na „Olympicu”. Ze szczególną starannością dobrano załogę, która miała stykać się z pasażerami pierwszej klasy. Obsługa musiała być sprawna i bez zarzutu, dlatego niektórym stewardom przydzielono dokładnie takie same trasy do kajut jak w czasie poprzednich rejsów na siostrzanej jednostce.
Zgodnie z przyjętym zwyczajem White Star Line dołożyła wszelkich starań, by odpowiednio wyważyć proporcje nowych pracowników, po raz pierwszy zatrudnionych na pokładzie liniowca, wobec pracowników już sprawdzonych i niezawodnych. Bardzo niewielka część całej załogi, mniej niż siedem procent, wliczając w to także oficerów, miała uprawnienia do pracy na jednostkach pływających.
W ostatniej chwili doszło do zmian, które wprowadziły niemały bałagan w pokładowych rejestrach. Dwadzieścia dwie osoby zatrudnione przez White Star Line nie stawiły się na pokład o wyznaczonej porze. Fakt ten sam w sobie nie był znaczący, bowiem chodziło o palaczy i trymerów, którzy zapewne poprzedniego wieczora zbyt hucznie świętowali zdobycie upragnionego miejsca pracy.
Wszystko to mieściło się w granicach normy, zważywszy na roz­maitość ludzkich typów, zaludniających zaułki tak wielkiego i ważnego portu jak Southampton.
Nie było żadnych przesłanek ku temu, by ów incydent traktować jako sygnał, że na „Titanicu” dzieje się coś niedobrego, że coś nie funkcjonuje tak, jak powinno. Część nieobecnych uznano za „dezerterów”, a część została „zwolniona” za zgodą kompanii żeglugowej i otrzymała oficjalne zezwolenie na wyokrętowanie. Na miejsce nieobecnych, ku rozczarowaniu licznych kandydatów, zatrudniono tylko trzynaście osób, pozostawiając wolne miejsca.

"Belvedere Arms", jeden z licznych portowych pubów w Southampton. Tutaj zwerbowano ostatnich marynarzy na "Titanica", przede wszystkim palaczy i mechaników, zapełniając wakaty powstałe w wyniku rezygnacji niektórych członków załogi.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Oczy statku
Spośród marynarzy wykonujących różne zadania związane z nawigacją, szczególnie odpowiedzialną rolę mieli obserwatorzy, o czym świadczy przysługujący im pięcioszylingowy dodatek do normalnej marynarskiej pensji.
Na „Titanicu” zatrudniono sześciu obserwatorów. Pracowali po dwóch, pełniąc dwugodzinne wachty, po których przysługiwały im cztery godziny odpoczynku. W skład każdej pary wchodził jeden obserwator i jeden pomocnik: George Symons i Archie Jewell, Frederick Fleet i Reginal Robinson Lee i wreszcie George Hogg z Alfredem Evansem.
Punkt obserwacyjny, zwany bocianim gniazdem, był to rodzaj kosza przyczepionego u szczytu głównego masztu, pierwszego od strony dziobu. Żeby się tam dostać, marynarze musieli wspi­nać się po wąskich, kręconych schodach wewnątrz masztu. Dodatek do pensji przyznawano obserwatorom nie tylko dlate­go, że ich funkcja miała podstawowe znaczenie dla bezpieczeń­stwa statku, ale także dlatego, że była to praca niezwykle ciężka. Obserwatorzy musieli pełnić wachtę niezależnie od warunków atmosferycznych, zarówno w ciągu dnia, jak i nocą. Byli przecież oczami statku. Jeśli tylko zauważyli jakiś obiekt, mieli obowiązek natychmiast zawiadomić oficerów pełniących wachtę na mostku, którzy z kolei decydowali o ewentualnej zmianie kursu. Pojawienie się niebezpieczeństwa sygnalizowano przy pomocy dzwonka zainstalowanego w bocianim gnieździe. W czasie nawi­gacji po otwartym morzu obserwatorom szczególnie doskwierała monotonia, grożąca znużeniem i osłabieniem uwagi. A przecież marynarz pełniący wachtę w bocianim gnieździe musiał zachowywać najwyższą czujność, choćby wszystko wokół wyda­wało się spokojne, a morze jak okiem sięgnąć było gładkie jak stół. Doświadczenie sprawiało, że wzrok obserwatorów wyostrzał się do tego stopnia, iż potrafili wypatrzeć niezauważalny dla zwykłego śmiertelnika cień na widnokręgu, np. ledwo widoczny obłok dymu, świadczący o tym, że poza zasięgiem wzroku znaj­duje się inna jednostka pływająca.

W następnym numerze: Życie codzienne na pokładzie. Najbliżsi pasażerom.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Sob 0:37, 01 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin