Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 21

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:05, 27 Maj 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 21

Spis Treści: Czterej niżsi oficerowie. Herbert John Pitman. Joseph Groves Boxhall. Harold Godfrey Lowe. James Paul Moody. Mechanicy.

Czterej niżsi oficerowie
Poza wyższymi oficerami, którzy pełnili funkcję oficerów wachtowych, na „Titanicu” służyli czterej młodsi oficerowie, niż­szego stopnia. Mieli za zadanie pomagać oficerom wachtowym w rozmaitych czynnościach niezbędnych do nawigacji.

Na "Titanicu" zainstalowano najnowocześniejsze telefony i systemy wewnętrznej łączności. Dzięki nim oficerowie byli na bieżąco informowani o wszystkim, co się działo na statku i mogli szybko przekazać rozkazy.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Kajuty siedmiu oficerów pokładowych nazywano „officers quar­ters”, czyli kwaterami oficerskimi. Znajdowały się one po lewej i po prawej stronie pierwszego komina, na pokładzie i szalupowym, w pobliżu mostka. Ten zaś położony był w odległości mniej więcej siedemdziesięciu metrów od rufy statku. We wnętrzu znajdował się główny kompas, koło sterowe, tablica, na której odnotowywano wszelkie zmiany kursu, a także telefony, za pośrednictwem któ­rych oficerowie pełniący wachtę mogli nawiązać łącz­ność z newralgicznymi punktami liniowca, m.in. z maszynownią, rufówką i marsem. Od strony rufy za urządzeniem sterowym znajdowała się kabina nawigacyjna, w której w pięknej mahoniowej komodzie i leżały porządnie posortowane mapy morskie. Znajdował się tu zegar, od którego zależały wszyst­kie czynności na statku, bowiem zsynchronizowa­no z nim wszystkie pozostałe zegary na pokładzie. Przy doborze młodszych oficerów, których zada­niem miało być wspieranie oficerów wachtowych, nie doszło do żadnych przenosin z innych jednos­tek, ani degradacji. Wszyscy zaokrętowali się w Belfaście, a w Southampton ograniczono się do formalnego potwierdzenia ich funkcji. White Star Line dobrała ich z wielką starannością.

<script>[link widoczny dla zalogowanych]
Na obu zdjęciach ukazana jest wierna rekonstrukcja pokładu szalupowego, pozwalająca lepiej zorientować się w rozmieszczeniu pomieszczeń dowodzenia i kwater oficerskich.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Podstawowym wymogiem było zdanie egzaminu oficerskiego. Kolejnym etapem w karierze oficerskiej egzamin na drugiego oficera pokładowego, po którym można było przystąpić do egzaminu trzeciego stopnia, tj. egzami­nu na stopień kapitana żeglugi wielkiej. Wszyscy młodzi oficero­wie w owych czasach marzyli o prestiżowej karierze kapitanów nowoczesnych transatlantyków. „Titanic”, ówczesny szczyt techni­ki okrętowej ze stoczni Harland & Wolff, miał wszelkie dane po temu, by stać się modelowym liniowcem pod względem regularności kursów między dwoma brzegami Atlantyku. Owa regularność była istotna nie tylko dla klientów, ale także dla zaokrętowanych oficerów, dla których oznaczała częstsze przepustki na stałym lądzie, czyli skrócenie okresów rozłąki z najbliższymi. Nowoczesne transatlantyki reklamowano - i tak też postrzegali je stali klienci - jako rodzaj specjalnego pociągu przemieszczającego się na morzu po niewidzialnych szynach. Miał dotrzeć do miejsca przeznaczenia punktualnie, ni­czym lokomotywa na dworzec kolejowy. „Oceanikowi”, pływają­cemu pod banderą White Star Line, udało się odbyć dwa rejsy, jeden po drugim, w niemal identycznym czasie, z różnicą zaled­wie jednej minuty. Tym samym przestrzeganie z góry ustalonego „rozkładu jazdy” przestało być tylko niedościgłym marzeniem. Innym czynnikiem zachęcającym młodych oficerów do zaokręto­wania się na „Titanica” był komfort podróży i panujący na pokładzie luksus. Także i pod tym względem reklama supernowoczesnego liniowca oddziaływała równie silnie na klientów, co na oficerów. Długie lata ciężkiej pracy na żaglowcach należały już do przeszłości. Czterech niż­szych oficerów, którzy mieli służyć pod rozkazami tyleż słynne­go, co doświadczonego kapitana Edwarda Johna Smitha, czekały na „Titanicu” zupełnie inne warunki i inne wrażenia.
Podczas gdy rozmiary poprzednich parowców, klasy „Olympica”, rodziły nadmierne poczucie bezpieczeństwa, „Titanic”, o wypor­ności trzykrotnie przewyższającej wyporność „Oceanica”, spra­wiał, że oficerowie pokładowi mieli pełne prawo czuć się bez­piecznie. Nic więc dziwnego, że Pitman, Boxhałl, Lowe i Moody byli dumni z tego, że udało im się dostać na największy trans­atlantyk na świecie.

Herbert John Pitman
Trzecim oficerem był trzydziestoczteroletni Herbert John Pitman. Zawód marynarza wybrał w wieku osiemnastu lat, idąc śladami ojca i innych krewnych. Zanim zaczął służyć na parowcach, przez prawie dziesięć lat pływał na żaglowcach. Jeszcze tak niedawno stał na pokładzie rufówki klipra, wpatrując się w horyzont i do granic możliwości wytężając zmysły, by w przesyconym solą powietrzu wyczuć najlżejsze zmiany kierunku wiatru, które mogłyby świad­czyć o nadchodzącym sztormie. Zdarzało się, że wiatr zrywał się zupełnie niespodziewanie, nie dając czasu na zrefowanie żagli. Wystarczyła chwila, by lekka, niewinna bryza przekształciła się w huragan z wściekłością szarpiący żaglami, a przed dziobem stat­ku zaczynały nagłe wyrastać ściany wody. Dlatego oficer pełniący wachtę na mostku musiał być zawsze czujny, by nie dać się zasko­czyć falom, które z łoskotem przetaczały się przez pokład, jakby chciały zmyć z niego wszystko do ostatka.

Herbert John Pitman, przez przyjaciół zwany Bert, przygotował się do pracy w marynarce handlowej, kończąc kursy nawigacji w Merchant Ventures' Technical College.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Teraz, na „Titanicu”, Pitman nie czul się już tak zdany na łaskę sił natury: deszcz, śnieg, grad musiały skapitulować w obliczu osłaniającej go przeogromnej masy stali. Nie był już zmuszony walczyć o przetrwanie. Praca oficera na „Titanicu” nie wiązała się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem, lecz przekładała się na sze­reg skomplikowanych, acz bezpiecznych, czynności, w których profesjonalizm zawsze brał górę nad tym, co nieprzewidywalne. Pitman został oficerem w wieku dwudziestu siedmiu lat, a w 1907 roku podpisał kontrakt z White Star Line. Wcześniej pływał w Blue Anchor Line i Shire Line, na kursach z Wielkiej Brytanii do Australii lub do Chin.
Zgodnie z regulaminem trzeci oficer miał m.in. w czasie manewrów cumowania i odbijania od nabrzeża pomagać na pokładzie rufowym pierwszemu oficerowi, zapewniając łączność z mostkiem.

Oryginalny plan pokładu szalupowego z zaznaczonym mostkiem i kwaterami oficerskimi. Wszystkie te pomieszczenia znajdowały się wokół pierwszego komina.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Joseph Groves Boxhall
Czwartym oficerem na pokładzie „Titanica” był Joseph Groves Boxhall. Pochodził z Hull, a kontrakt z White Star Line podpisał w listopadzie 1907 roku. Zdał egzamin na kapitana żeglugi wiel­kiej i egzamin specjalizacyjny w zakresie nowych transatlan­tyków. Pierwsze zetknięcie z żeglugą pasażerską na Północnym Atlantyku było dla Boxhalla niemałym wstrząsem. Po latach spędzonych na żaglowcach przemierzających samotnie dalekie morza BoxhalI boleśnie odczuł tłok na Kanale La Manche, czy nawet na trasach pokonywanych przez wielkie parowce pływają­ce do Nowego Jorku. W pierwszej chwili odniósł wrażenie, że to zupełnie inny rodzaj kontaktu z morzem, wymagający innych umiejętności i znajomości nowych technologii. Pływając na parowcach, miał się przekonać, że w przypadku zlej widoczności, a zatem w razie niebezpieczeństwa, oficer pokładowy pełniący wachtę w sterówce nie od razu zwraca się do kapitana, lecz naj­pierw sam musi ponosić całe ryzyko związane z kierowaniem statkiem. Nie oznaczało to ani braku odpowiedzialności, ani zuchwałości. Po prostu twarde prawo morza wymagało, by oficer wachtowy przyjmował odpowiedzialność nawet za bardzo trud­no decyzje.

Choć Boxhall był jednym z najmłodszych oficerów na "Titanicu", w chwili zaokrętowania miał za sobą trzynaście lat spędzonych na morzu
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Zdarzało się (i to znacznie częściej niż można by przypuszczać), że nagle, znikąd wyrastała przed statkiem inna jednostka i tylko zdolność właściwej oceny sytuacji i refleks pozwalały jakoś wybrnąć z opałów. To, co przydarzyło się Williamowi McMasterowi Murdochowi na „Arabicu”, mogło się przydarzyć także innym, nie można więc było liczyć na to, że gdzieś w pobliżu zawsze będzie czuwał kapitan.
Jeśli oficerowi wachtowemu udało się zażegnać niebezpieczeń­stwo, pozostawało mu tylko odetchnąć z ulgą, a nielicznym marynarzom, którzy zdawali sobie sprawę z tego, co się wydar­zyło, dać rozkaz, by nikomu nie pisnęli o tym nawet słowem. W czasie swojej wachty Boxhall był odpowiedzialny za korzysta­nie z telegrafu maszynowego, za pośrednictwem którego prze­kazywano rozkazy kapitana do maszynowni.
Do jego obowiązków należało także rejestrowanie w dzienniku pokładowym wszystkich wykonywanych manewrów Miał dwa­dzieścia osiem lat i pomimo swego młodego wieku uważany był za najlepiej przygotowanego oficera. Nie było wątpliwości co do tego, że czeka go wspaniała kariera. A krokiem w tej karierze miał być udział w dziewiczym rejsie owego ósmego cudu świata, za jaki powszechnie uważano "Titanica".

Kadeci uczestniczący do szkół morskich często odbywali ćwiczenia na szkolnych żaglowcach. Na fotografii grupa kadetów stoi w szyku przed żaglowcem "King Alfred".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Harold Godfrey Lowe
Funkcję piątego oficera pełnił Harold Godfrey Lowe, niemal rówieśnik Boxhalla. Urodził się na północy Walii i już za młodu odznaczał się buntowniczym charakterem. W wieku czternastu lat postanowił wyzwolić się spod władzy ojcowskiej. Pociągało go pełne przygód życie na morzu, a nie terminowa­nie w jakimś biurze, gdzie pracując bez wyna­grodzenia, miał zgłębiać „arkana” pracy urzędni­ka.

Za młodu Lowe pływał do Afryki Zachodniej. Do White Star Line dostał się zaledwie piętnaście miesięcy przed zaokrętowaniem na "Titanica".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Wbrew swojej woli udał się z ojcem do Liverpoołu, gdzie cze­kała na niego posada, ale tam zrodził się w nim tak wielki sprzeciw, że zbiegł z domu i zaokrę­tował się na pierwszy lepszy szkuner. I choć choroba morska mocno dała mu się we znaki, odurzył go widok nadę­tych żagli, a smak i zapach morza przeniknęły do szpiku kości, sprawiając, że odtąd fale stały się jego naturalnym środowiskiem życia. Długie noce, w czasie których na niebie próżno byłoby szukać księżyca czy gwiazd, kiedy wszystko wokół ogarniała gęsta ciemność, a życie ludzkie zdawało się wisieć na włosku, zmusiły go do szukania życiowej pewności i odwagi w samym sobie. Nauczył się manewrować linami, choć jego dłonie na początku pełne były ran. Później stały się twarde i zgrubiałe niczym konopie, z których splatano fały. W ten sposób, u schył­ku XIX wieku, rozpoczęła się jego kariera na morzu, w trakcie której zdobył wszystkie możliwe dyplomy żeglarskie. W styczniu 1911 roku został zatrudniony w White Star Line, najpierw w stopniu trzeciego oficera na „Belgicu” i „Tropicu”. W czasie swojej czternastoletniej kariery zawodowej pływał na najmniej­szych szkunerach i na brygantynach, które kursowały do Afryki Zachodniej. W czasie dziewiczego rejsu „Titanica” miał po raz pierwszy przepłynąć Północny Atlantyk. Tak więc, choć lata spędzone na żaglowcach zahartowały go w boju, nowa funkcja wprawiała go w lekkie zaniepokojenie.

James Paul Moody
Najmłodszym z siedmiu oficerów pokładowych był James Paul Moody, który pełnił funkcję szóstego oficera. Właśnie skończył studia i w kwietniu 1911 roku zdał egzamin na patent. Może dlatego, kiedy któryś ze starszych kolegów prosił go o pomoc w sprawach technicznych, w głowie kłębiły mu się niezliczone zadania z matematyki i astronomii nawigacyjnej rozwiązywane w szkole morskiej. Porównując się z innymi, czuł się wiecznie nieprzygotowany i niepewny własnych umiejętności. Także i on odbył praktykę na żaglowcach, po czym dostał się do White Star Line, gdzie służył początkowo na „Oceanicu”.

J. P. Moody, otrzymał dyplom oficera marynarki handlowej po ukończeniu nauki w szkole morskiej imienia króla Edwarda VII w Londynie, w 1911 roku, czyli zaledwie rok przed zaokrętowaniem na "Titanica".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Niestety, przenie­sienie na „Titanica” nie przyniosło mu żadnych korzyści finan­sowych, bowiem kontrakt przewidywał takie same pobory jak na „Oceanicu”.
Dzięki temu, że na nowym transatlantyku nie brakowało miejsca, każdy oficer otrzymał własną kabinę. Co prawda, rozmiarami kajuta Moody’ego niewiele różniła się od przestronnej szafy, ale w końcu miał ją wyłącznie dla siebie. Z drugiej strony prze­rażały go nieco rozmiary tego pływającego miasta. W liście do rodziny wysłanym jeszcze z Belfastu, gdzie „Titanic” zatrzymał się w celu przeprowadzenia ostatnich prób technicznych, pisał, że stara się przede wszystkim nabrać orientacji w tym labiryncie schodów, korytarzy, sal i kabin, jakim jest nowy transatlantyk.

Mechanicy
Serce „Titanica” stanowił jego system napędowy, czyli dwa ogromne rzędowe silniki parowe typu odwróconego i niskoprężna turbina, napędzająca centralną śrubę. Jej obsługa należała do zespołu wykwalifikowanych mechaników, także w stopniu oficerów. To oni mieli zagwarantować ową szybkość i regu­larność rejsów, które były przedmio­tem dumy kompanii żeglugowej. Podczas gdy oficerowie pokładowi władali górną częścią statku, od pokła­du A w górę, królestwo mechaników znajdowało się niżej, a ich kabiny usytuowane były po prawej stronie pokładu F. Tak jak oficerowie pokła­dowi mieszkali w pobliżu mostka i sterówki, mechanicy mieli swoje kajuty dokładnie nad głównymi silnikami.
Na posiłki mechanicy udawali się na pokład E, a zatem wchodzili o jeden pokład wyżej. Jeśli nato­miast chcieli zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, mogli space­rować po lewej stronie pokładu szalupowego, między trzecim a czwartym kominem. Dowodził nimi pierwszy mechanik, Joseph Bell, podobnie jak Wilde przeniesiony z „Olympica” na „Titanica”. Dowodzący „Olympikiem” kapitan Herbert James Haddock nie miał wyboru. Chcąc nie chcąc musiał się pogodzić z utratą najlepszych marynarzy na rzecz komodora Edwarda Johna Smitha.

W następnym numerze: Najlepsi z najlepszych. Herbert Walter McElroy. F.W.N. O'Loughlin. W służbie pasażerom. Oczy statku.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Sob 0:13, 01 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin