Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 19

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:32, 23 Maj 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 19

Spis Treści: Edward J. Smith: kapitan milioner. Od marynarza do kapitana.

Edward J. Smith: kapitan milioner
Wieczorem 2 kwietnia William McMaster Murdoch wyruszył z Belfastu razem z kapitanem Edwardem Johnem Smithem jako starszy oficer „Titanica”. Jednak po dopłynięciu do Southampton został zdegradowany do stopnia pierwszego ofi­cera. Zadecydował o tym zarząd White Star Line, ale - choć z pozoru mogłoby się wydawać inaczej - przyczyna nie leżała w żadnym uchybieniu ze strony dzielnego i doświadczonego oficera marynarki handlowej.

Życie spędzone na morzu i lata służby na statkach White Star Line - oto referencje, dzięki, którym kapitan Edward John Smith dostąpił zaszczytu dowodzenia "Titanikiem".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Do roszady na stanowiskach oficerskich doszło na życze­nie Smitha, który zażądał od kierownictwa kompanii żeglugowej, by jego najbliższym współpracownikiem, starszym oficerem, został Henry Tingle Wilde. Oznaczałoby to odtworzenie słynnej pary dowodzącej „Olympikiem”, zarówno w czasie dziewiczego rejsu rok wcześniej, jak i w czasie kilku kolejnych miesięcy regularnych rejsów przez Atlantyk.
Ostatnie kontrole układu napędowego i kotłów wypadły pomyślnie. Kapitan osobiście sprawdził kompletność i aktualność map nawigacyjnych i locji, czyli przewodników tekstowych zawierających infor­macje niezbędne do prowadzenia żeglugi w określonym akwenie lub po danym szlaku wodnym. Ostatecznie to właśnie Smith ponosił odpowiedzialność za nawigację, dlatego, mimo ogromnego zaufania do swych bezpośrednich podkomendnych, na wszelki wypadek, wolał osobiście skontrolować stan przygotowania mostka i sterówki do rejsu. W końcu było to jego królestwo, toteż czynności te nie tylko nie ciążyły mu w najmniejszym stopniu, przeciwnie, stanowiły pewnego rodzaju potwierdzenie jego niepodzielnej władzy na statku. Tym bardziej na pokładzie tego właśnie statku, który miał zostać flagowcem floty White Star Line.
Po przeniesieniu Smitha na „Titanica” dowodzenie „Olympikiem” przejął kapitan Herbert James Haddock, znacznie mniej doświadczony od swego poprzednika, zwłaszcza jeśli chodzi o dowodzenie najnowszymi jednostkami wychodzą­cymi ze stoczni Harland & Wolff, wyraźnie większymi od daw­nych transatlantyków. Tym bardziej więc należałoby się spodzie­wać, że kompania zapewni mu wsparcie doświadczonego ofice­ra, jakim był Henry Tingle Wilde. Lecz ze względu na silne wpływy Smitha w zarządzie White Star Line sprawy potoczyły się inaczej. Doszło do ogólnego przetasowania oficerów, pełnią­cych najważniejsze funkcje na obu siostrzanych jednostkach, w wyniku którego „Titanic” bez wątpienia zyskał, a „Olympic” stracił.
Nie bez znaczenia był także fakt, że w White Star Line tradycją już niemal stało się, iż w czasie dziewiczych rejsów nowymi parowcami dowodził komodor E. J. Smith, w środowisku żeglarskim znany jako „E.J.”.

Stocznia Lairda w liverpoolskiej dzielnicy Merseyside na rycinie z 1856 roku. W tym otoczeniu obracał się młody Smith już w wieku trzynastu lat, kiedy porzucił naukę w Etruria British School w Hanley w rodzinnym hrabstwie Stafford, by rozpocząć życie na morzu.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Prawdopodobnie miał to być ostatni rejs Smitha jako kapitana przed odejściem na emeryturę, choć do osiągnięcia wieku emerytalnego, tj. sześćdziesięciu pięciu lat, brakowało mu jeszcze trzech lat. E.J. bardzo tego pragnął i zażądał, by kompania żeglugowa zapewniła mu możliwie najlepsze warunki. Dzięki swej wysokiej pozycji w zarządzie mógł być pewny, że jego żądania zostaną spełnione.
Dokumenty, którymi dysponujemy, nie pozwalają stwierdzić z całą pewnością, czy kapitan Edward James Smith oficjalnie powiadomił prezesa White Star Line, Josepha Bruce’a Ismaya o swej woli przejścia na emeryturę po dotarciu do Nowego Jorku. Zdaniem niektórych historyków, Smith czekał z odejś- I ciem na emeryturę do zakończenia budowy trzeciego transatlan- i tyku klasy „Olympica”. Mógłby wówczas wpisać na swoje konto j także dziewiczy rejs na „Britannicu”. Pośrednie potwierdzenie tej hipotezy stanowi fakt, że do 10 kwietnia 1912 roku w doku­mentach White Star Line nie znajdujemy żadnej wzmianki, która pozwalałaby przypuszczać, iż wybrany został następca komodora Smitha.

Krwawa i długa, lecz zwycięska wojna bursko-angielska (1899-1902) zapewniła Wielkiej Brytanii jedną z najważniejszych i najbogatszych kolonii, zaś kapitanowi Smithowi - tytuł kapitana Royal Navy Reserve i prawo do błękitnej bandery RNR - "Blue Duster".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Od marynarza do kapitana
Edward John Smith urodził się w 1850 roku w Hauley w hrab­stwie Stafford. Jako że poszerzanie wiedzy teoretycznej nie było ! w owych czasach ani konieczne, ani tym bardziej proste, w wieku trzynastu lat porzucił szkołę i zaokrętował się na żaglowiec kom­panii Gibson & Company z Liverpoolu. Po latach ostrej szkoły życia na żaglowcach w wieku trzydziestu lat został przyjęty do White Star Line, gdzie w ciągu siedmiu lat przeszedł kolejne stopnie kariery, od podoficera do kapitana. Przez kolejne ćwierćwiecze dowodził aż siedemnastoma jednostkami pływającymi w barwach White Star Line. Zdarzyło mu się wówczas znaleźć w trudnych sytuacjach, lecz mówiąc o nich, starał się zawsze umniejszać zagrożenie. 27 stycznia 1889 roku dowo­dzony przez Smitha liniowiec „Republic” (chodzi o parowiec wybudowany w 1872 roku, a nie o noszący tę samą nazwę paro­wiec, który zatonął w 1909 roku), w trakcie zbliżania się do portu w Nowym Jorku osiadł na mieliźnie i dopiero po pięciu godzi­nach holowniki zdołały go uwolnić i przeciągnąć do nabrzeża, gdzie pasażerowie z Europy mogli wreszcie wyjść na stały ląd. Jakby tego było mało, niespodziewanie doszło do uszkodzenia przewodu w jednym z kotłów. Przez wyłom buchnęła na zew­nątrz chmura pary, zabijając trzech palaczy i raniąc kolejnych siedmiu. Mimo napięcia związanego z wielogodzinną akcją ratow­niczą, kapitan Smith zachował zimną krew i spokojnie stwierdził, że w gruncie rzeczy był to tylko nieprzyjemny incydent, w istocie bez większego znaczenia. Niemniej, jeszcze tego samego roku statek został sprzedany. Wkrótce wybuchła II wojna burska i kapitan Smith został wezwany do wojska. Służył ojczyźnie, dowodząc statkami, którymi prze­wożono do Afryki brytyjskie oddziały wojsko­we. Za zasługi dla imperium był wielokrotnie odznaczany, a także otrzymał zaszczytny stopień kapitana Royal Naval Reserve, czyli RNR, który wielce sobie cenił. Właśnie dlatego na „Titanicu” nie powiewała czerwona bandera brytyjskiej marynarki handlowej, lecz bandera niebieska, tzw. „Blue Duster” Royal Naval Reserve. Prawo do niej Smith zdobył w czasie długich lat wojny burskiej.
Po zakończeniu konfliktu E.J. powrócił do służby liniowej. Dwa związane z nią epizody mogą rzucić nieco światła na postępowanie kapitana Smitha bezpośrednio przed rejsem „Titanica” z Southampton do Liverpoolu, kiedy w zasobni węglowej numer 10 doszło do samozapłonu zapasów węgla. 7 sierpnia 1901 roku, kiedy Smith dowodził zbudowanym dziesięć lat wcześniej „Majestikiem”, w trakcie wprowadzania statku do nowojorskiego portu w niewielkim pomieszczeniu magazynowym pod pokładem nastąpiło spięcie i wybuchł pożar. Usiłowano go ugasić, lejąc wodę przez luk w górnym pokładzie. Kiedy po pięciu godzinach akcji przeciwpożarowej wydawało się, że pożar został stłumiony, z palących się pomieszczeń strzeliły słupy dymu. Sytuacja z każdą chwilą stawała się coraz bardziej niebezpieczna, ponieważ dym przenikał przez wszelkie szpary i otwory i wciskał się do kabin. Trzeba było natychmiast podjąć przerwaną akcję. Tym razem do gaszenia pożaru wykorzystano strumienie pary, która ostatecznie ugasiła pożar.
W całym incydencie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że po tym niefortunnym zdarzeniu kapitan Smith zapewniał, iż na początku nie został poinformowany o wybuchu pożaru i dlatego nie zwrócił należytej uwagi na to, co się dzieje na statku. Uczynił to dopiero w drugiej fazie akcji przeciwpożarowej.
Inny pożar na pokładzie dowodzonego przezeń statku miał miejsce w listopadzie 1906 roku. Tym razem pożar wybuchł w magazynie bawełny liniowca „Baltic”, w owych czasach flago­wego statku White Star Line, w trakcie postoju w porcie w Liverpoolu. Podjęto decyzję o zalaniu magazynu: pożar udało się ugasić, ale 640 bali bawełny trzeba było spisać na straty Te dwa epizody z jednej strony uzmysławiają, że w czasach gwał­townego rozwoju żeglugi parowej pożar na pokładzie statku nie należał do rzadkości. Z drugiej strony dowodzą, że przy każdym z tych pożarów kapitan Smith zdawał się lekceważyć zagrożenie, zupełnie jakby w głębi duszy był przekonany, iż na tym stalowym statku pożar jest czymś, z czym podobnie jak z falami w czasie sztormu można sobie jakoś dać radę.

Dynamiczny rozwój przemysłowy i gospodarczy Stanów Zjednoczonych przeobraził Nowy Jork, a w konsekwencji także port w tym mieście, w najważniejszy węzeł handlowy i komunikacyjny, do którego zawijały transatlantyki z całego świata.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Smith osiągnął szczyt kariery żeglarskiej. Otrzymał stopień komodora i przejął dowodzenie flagowcami White Star Line. Począwszy od „Balticu” w 1904 roku, przez kolejne osiem lat prowadził najlepsze jednostki tej kompanii. W tym samym roku, kiedy Cunard Line oddawała do służby „Lusitanię”, a potem „Mauretanię”, kapitan Smith przejął dowodzenie nowym flagow­cem White Star Line - „Adriatikiem” o wyporności 24 541 BRT. Rok 1907 był dla żeglugi morskiej rokiem bezprecedensowego
rozwoju. W atmosferze powszechnej euforii, wynikającej z przekona­nia, że dzięki technolo­gii uda się wyelimino­wać odwieczne niebez­pieczeństwa czyhające na śmiałków zapuszcza­jących się do królestwa Neptuna, ówczesny kapitan „Adriatica” i przyszły kapitan „Titanica”, w wywiadzie udzielonym dziennika­rzowi „New York Timesa” tak wypowiadał się na temat możli­wości zatonięcia nowych transatlantyków: „Nie potrafię sobie wyobrazić warunków, które mogłyby spowodować zatonięcie tego rodzaju statku, ani żadnej awarii, której nie można by usunąć. Współczesne budownictwo okrętowe dawno już porad­ziło sobie z tego rodzaju problemami”. Ta wypowiedź dowodzi, że bezgraniczna wiara we wszechmoc technologii, niczym narkotyk, omamiała nawet doświadczonych ludzi morza, którzy przecież powinni byli zdawać sobie sprawę z względności rozwią­zań technologicznych i nie lekceważyć sił natury. Pewność bijąca z tego wywiadu udzielonego pięć lat przed rokiem 1912 świadczy o tym, że kapitan Smith naprawdę głęboko wierzył w to, że „Titanic” jest „niezatapialny”.

13 września 1907 roku "Lusitania" kończy swój dziewiczy rejs w Nowym Jorku. Wejście do amerykańskiego portu stanowiło w istocie prawdziwy chrzest każdego nowego statku pasażerskiego.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Tego rodzaju opinie wyrażały publicznie osoby cieszące się ogromnym autorytetem, przyczyniając się tym samym do roz­powszechnienia przekonania o niezatapialności owych pływają­cych miast, zdolnych w czasie jednego, kilkudniowego rejsu prze­transportować tysiące osób z jednego kontynentu na drugi. Coraz rzadziej ocean traktowano jako wroga, któremu nigdy nie można zaufać. Statystyki wypadków przytrafiających się liniow­com przyczyniały się do ugruntowania tego podejścia: katastrof morskich było coraz mniej, a od lat nie doszło do wypadku z dużą liczbą ofiar. Zawdzięczano to postępowi w budownictwie morskim: zarówno w zakresie projektowania, jak i wykonawstwa. Prasa upowszechniała tego rodzaju przekonania, zresztą nie tylko pośród laików, ale i w kręgach fachowców. Nawet doświadczeni kapitanowie uważali, że skończyły się czasy, kiedy podczas nawi­gacji musieli zawsze pamiętać o niestabilności warunków pogo­dowych, a czasem byli zmuszeni ulegać żywiołowi. Świadomość, że niezależnie od warunków panujących na morzu można liczyć na siłę napędową silników, a statki są coraz większe i szybsze, sprawiała, że kapitanowie zaczynali czuć się panami sytuacji. Wydawało im się, że są w stanie uniknąć każdego niebezpieczeństwa i przezwyciężyć każdą przeszkodę. Kariera zawodowa Edwarda Johna Smitha przebiegała spokojnie i była w gruncie rzeczy pasmem sukcesów. Stał się kapitanem od innowacji: nie tylko dowodził coraz nowocześniejszymi jednostkami, ale zlecano mu także otwieranie nowych szlaków wodnych. W 1907 roku, w czasie powrotnego rejsu z Nowego Jorku do Europy, zamiast do Liverpoolu, zawinął do Southampton. Kompania żeglugowa wolała, by statki wyruszały z portu położonego bliżej Londynu, a zarazem wybrzeża Francji, umożliwiało to bowiem przechwycenie fali emigrantów z Europy. Nowy szlak wodny zainaugurował kapitan Smith.
Przed dziewiczym rejsem „Titanica” kapitan Smith był najbar­dziej utytułowanym i najlepiej opłacanym kapitanem. Znany był powszechnie jako „kapitan milioner”, pobierał bowiem wyna­grodzenie dwukrotnie wyższe niż kapitanowie w konkurencyjnej Cunard Line. Odebrano mu jednak szesnastoprocentową premię za bezkolizyjność ze względu na incydent z „Olympikiem” w 1911 roku. Istotnie, od kiedy w 1887 roku Edward John Smith uzyskał stopień kapitana, najpoważniejszym wypad­kiem, który w pewnym stopniu rzucił cień na jego karierę, była właśnie kolizja „Olympica” z wojskowym krążowni­kiem HMS „Hawke”. Jednakże, zgodnie z ówczes­nymi przepisami, uznano, że kapitan nie ponosi winy za wypadek, bowiem w chwili zderzenia liniow­cem dowodził pilot George William Bowyer, który jako jedyny był uprawniony do przeprowadzenia manewru na wodach w okolicy Bramble.

Tradycja chce, by zdjęcie to przedstawiało kapitana Edwarda Johna Smitha w trakcie samotnego spaceru po jednym z krytych pokładów "Titanica". Można by przypuszczać, że chciał sobie odcisnąć w pamięci najdrobniejsze szczegóły nowego statku.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Smith cieszył się wielkim szacunkiem wśród oficerów. Ceniono go za niezwykłą fachowość. Potrafił bezbłędnie przeprowadzić ogromny parowiec przez pogmatwany kawał prowadzący do portu w Nowym Jorku i z mistrzowską precyzją, zarówno co do czasu, jak i miejsca, przeprowadzić manewr przybijania do nabrzeża. O tym, że dostąpił zaszczytu dowodzenia największym i naj­bardziej luksusowym liniowcem na świecie w trakcie dziewiczego rejsu, zadecydowała również w jakiejś mierze popularnośćw wyższych sferach.
Smith był postawnym mężczyzną z gęstą, siwą brodą, o wyglądzie mądrego patriarchy, który już samą swą obecnością wpływał na otoczenie kojąco, a właściwa mu łagodna stanowczość świadczyła o wrodzonych zdolnościach przywód­czych. W istocie nikt nie mógł zaprzeczyć, że Smith był właś­ciwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Wiadomo też było, że wielu pasażerów decydowało się odbyć podróż przez Atlantyk na tym, a nie innym statku, właśnie ze względu na osobę kapitana. Smith cieszył się dużą popularnością i świadom tego stanu rzeczy, mógł sobie pozwolić na występowa­nie do kierownictwa White Star Line z takimi roszczeniami, jak np. mianowanie na stanowisko starszego oficera Henry’ego Tingle’a Wilde’a, mimo że dla kapitana Haddocka dowodzącego „Olympikiem” mogło to oznaczać niemałe problemy. W osobo­wości Smitha poczucie dyscypliny, której przestrzegania wymagał od wszystkich swoich podwładnych, splatało się harmonijnie z dobrym sercem i wyrozumiałością.
Kajuty kapitana na „Titanicu” mieściły się obok sterówki od stro­ny rufy, po prawej stronie pokładu szalupowego. Tam też kapitan Smith udawał się, by nieco odpocząć od światowego zgiełku i w spokoju delektować się ulubionym cygarem. Zagłębiony w fotelu zwykł był obserwować obłoczki dymu, które unosiły się powoli, by rozpłynąć się nad jego głową.
Zgodnie ze zwyczajem panującym na transatlantykach, w czasie obiadów i kolacji zapraszał do swego stolika najznakomitszych gości, gawędził z pasażerami i osobiście doglądał, czy nikomu niczego nie trzeba. Wyjątkiem było śniadanie, które wolał spoży­wać w zaciszu własnej kajuty, świadom, że spełnianie licznych obowiązków towarzyskich wymaga, by znalazł czas na skupienie myśli w samotności.

W następnym numerze między innymi: Wilde, starszy oficer. Murdoch, pierwszy oficer. Lightoller, drugi oficer. Polecam.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 22:57, 31 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin