Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 17

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:06, 19 Maj 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 17

Spis Treści: Ostatnie kontrole w Southampton. "Dezercja" palaczy.

Ostatnie kontrole w Southampton
Po zakończeniu kontroli technicznej i kontroli wyposażenia ratunkowego Maurice Harvey Clarke przystąpił do inspekcji załogi. Objęto nią wszystkich pracujących na statku, dzieląc ich na grupy w zależności od wykonywanych obowiązków. Uprawnieni lekarze przeprowadzili ogólne badania kontrolne wszystkich marynarzy, palaczy i stewardów.
Ostatnia wizyta Clarke’a na pokładzie „Titanica” trwała całe przedpołudnie, od ósmej rano do dwunastej. Tym razem zarzą­dzono wyjście w morze, chodziło bowiem o sprawdzenie, jak jednostka zachowuje się przy maksymalnej prędkości.
Cała procedura w Southampton stanowiła uzupełnienie inspekcji przeprowadzonych w Belfaście przez Carruthersa. Sprawdzono także rozmieszczenie kajut, szczególną uwagę poświęcając pomieszczeniom trzeciej klasy. Clarke zakończył inspekcję, nie stwierdziwszy żadnych uchybień w stosunku do obowiązują­cych przepisów i podpisał dokument homologacyjny, na mocy którego statek miał prawo wziąć na pokład 3300 osób, włącznie z członkami załogi. Wypełnienie formularzy wydanych przez Carruthersa oznaczało oficjalne uznanie, że liniowiec nadaje się do przewozu emigrantów. Tak więc komisarz, przeprowadzający ostatnie kontrole przed podjęciem służby przez „Titanica”, nie stwierdził żadnych nieprawidłowości. Jego uwadze umknął też zupełnie pożar w zasobni węglowej numer dziesięć. Stało się tak nie z winy roztargnienia inspektora, bowiem Clarke - zda­niem kierownictwa White Star Line - był aż nazbyt skrupulatny Jednak w czasie zaledwie trzech wizyt na pokładzie nie mógł przecież zajrzeć do wszystkich zakamarków i otworzyć wszystkich drzwi statku, który miał 268 metrów długości i 31 metrów wysokości od stępki do mostka kapitańskiego. Równie zrozumiałe, choć z moralnego punktu widzenia naganne, było to, że żaden z oficerów nie śpieszył się z powiadomieniem Clarke’a o tak nieprzyjemnej sytuacji jak pożar w zasobni węglowej. 2 drugiej strony trzeba pamiętać, że od czasów, kiedy napęd parowy zastąpił napęd żaglowy, pożary na statkach nie należały do rzadkości. Pośród członków załogi „Titanica” obo­wiązywała jakby niepisana umowa, w myśl której wszyscy starali się jak najstaranniej spełniać polecenia Clarke’a, przemilczając jednocześnie kwestię węgla tlącego się w zasobni.
Nietrudno bowiem było sobie wyobrazić konsekwencje ujawnie­nia tego faktu. Komisarz z pewnością nie tylko kazałby ugasić pożar, ale przeprowadziłby dodatkowe kontrole, by stwierdzić, czy w trakcie pożaru nic nie uległo uszkodzeniu, szczególnie zaś grodź wodoszczelna numer 5. Grodź ta oddzielała zasobnię numer 10, a zatem kotłownię numer 6 od przyległej zasobni. W razie jakichkolwiek problemów znany ze swej pedanterii inspektor mógł nawet opóźnić o kilka dni dziewiczy rejs „Titanica”. Na samą myśl o tym Ismay oblewał się zimnym potem. Nie, do tego nie można było dopuścić! Znacznie lepiej było uniknąć takiego ryzyka, stąd Clarkowi nawet nie wspomnia­no o pożarze w ładowni. Postanowiono także nie wzywać na pokład „Titanica” portowej straży pożarnej, mimo że oddziały w Southampton dysponowały nowoczesnym sprzętem przeciw­pożarowym. Trudno się było bowiem spodziewać, że operacja gaszenia ognia umknie uwadze komisarza, przeprowadzającego na pokładzie statku szczegółową inspekcję.
I tak po raz kolejny o losie „Titanica” zadecydował pośpiech. Próby w Belfaście z dwóch dni skró­cono do jednego. W czasie rejsu do Southampton zrezygnowano z zawi­jania do portu w Liverpoolu, gdzie statek miał zostać oficjalnie wpisany do rejestrów kompanii żeglugowej. I być może to właśnie pożar był powodem, dla którego kapitan Smith zdecydował się jak naj­szybciej dotrzeć do Southampton.
Tam czekało jeszcze mnóstwo spraw, które trzeba było jak naj­szybciej załatwić. Oficerowie „Titanica” nie mieli chwili wytch­nienia. Na domiar złego pojawiły się komplikacje związane z węglem, nie tylko tym, który tlił się w zasobni, ale i tym, którego brakowało w związku ze strajkiem, a bez którego o dziewiczym rejsie nie było nawet co marzyć. Na szczęście przynajmniej pierwszy z tych problemów można było rozwiązać w szybkim tempie i bez większego trudu. Najskuteczniejsza, a zarazem najprostsza metoda ugaszenia pożaru polegała na opróżnieniu zasobni, czyli możliwie najszybszym spaleniu wypełniającego ją opału.
By zachować w jak największej tajemnicy to, co działo się w trze­wiach nowiutkiego transatlantyku, postanowiono pożar ugasić własnymi silami. Dwunastu palaczy, którzy rankiem 3 kwietnia mieli wypłynąć z Southampton na pokładzie „Olympica”, zostało wysadzonych na brzeg. Czekała ich praca na siostrzanej jednost­ce, oczekiwanej w porcie tego samego wieczora. Przeniesienie palaczy z „Olympica” na „Titanica” nie wzbudziło żadnych podejrzeń. Kompanie często przenosiły członków załogi z jednej jednostki na drugą, przy czym dotyczyło to nawet oficerów. Poza tym z powodu toczącego się strajku górników „Olympic” pozostawił w porcie pewną ilość węgla dla „Titanica”. Nowi palacze mieli pracować po dwóch, w systemie zmianowym: po czterech godzinach pracy mieli prawo do ośmiu godzin odpoczynku. Ich zadaniem miało być trzymanie pod ciągłą kontrolą sytuacji w bunkrze numer 10 i możliwie najszybsze opróżnianie go. Na szczęście płomień nie dochodził do szczytu zasobni, ponieważ w celu utrzymania właściwej wilgotności węgla nieprzerwanie zraszano go wodą.
Znacznie gorzej zapowiadała się sprawa zaopatrzenia w węgiel. Strajk górników spowodował ogromny chaos w gospodarce, a na domiar złego zbliżały się Święta Wielkanocy.
Strajk, trwający nieprzerwanie od pierwszych dni marca, zakoń­czył się dopiero 6 kwietnia. Ta ostra konfrontacja między właści­cielami kopalni a związkami zawodowymi odzwierciedlała ogólne zmiany, które zachodziły w tym okresie w światowej gospodarce. Stany Zjednoczone wyprzedziły już Wielką Brytanię w wydobyciu tego cennego surowca, niezbędnego zarówno w transporcie lądowym, jak i morskim. Niemcy także nadrabiały straty i były już coraz bliżej czołówki. Utrata hegemonii brytyjs­kiej odbijała się na cenach węgla, co z kolei przenosiło się na - i tak już głodowe - płace górników.
Strajk górników wywołał paraliż gospodarki brytyjskiej. W porcie Southampton jego skutki dały się odczuć tak jak wszędzie indziej: w basenie portowym stały zacumowane parow­ce, ponieważ wskutek wyczerpania zapasów węgla kompanie jedna po drugiej odwoływały wszystkie rejsy Tak samo zapewne potoczyłyby się losy „Titanica”, gdyby nie to, że jego dziewiczy rejs był dla White Star Line zbyt ważny. Morgan, Pirrie i Ismay nie dopuszczali nawet myśli, by coś mogło przesz­kodzić w realizacji ich aspiracji. A już z pewnością nie coś tak banalnego jak pożar, strajk czy brak węgla. Wszystko miało się odbyć dokładnie tak, jak zaplanowano, niezależnie od ceny, jaką trzeba by za to zapłacić. Dziewiczy rejs „Titanica” miał zapewnić White Star zwycięstwo w batalii o panowanie w żegludze pasażerskiej na Północnym Atlantyku. A po perypetiach „Olympica” ten rejs zyskał jeszcze większe znaczenie.
Zapasy węgla przywiezione przez „Olympica” z Nowego Jorku zostały już załadowane do ładowni „Titanica”, ale z pewnością nie były one wystarczające. Nie można też było czekać na to, by „Olympic” dowiózł więcej opału. 7 kwietnia wypadała Wielkanoc, a dziewiczy rejs miał się rozpocząć trzy dni później. Konieczne stało się zatem wykorzystanie wszystkich zapasów czarnego złota „Oceanica” i „Majestica”, będących własnością White Star Line, a także liniowców „New York”, „Philadelphia” i „St. Louis”, należących do International Mercantile Marine, która kontrolowała White Star Line. Na szczęście w tym okresie wszystkie te parowce cumowały w Southampton. Jednak i te zapasy nie wystarczały na napełnienie ładowni, a tym samym „Titanic” nie miał szans wystartować w wyścigu o Błękitną Wstęgę. W ten sposób przed wypłynięciem na „Titanica” zabun- krowano łącznie 4498 ton węgla.

Na obrazie pędzla współczesnego malarza Harley'a Crossleya "Titanic", imponujących rozmiarów, niemal "świadomy" tego, że jest największym, najbardziej luksusowym i najnowocześniejszym statkiem swoich czasów, zacumowany jest do nabrzeża w Southampton. Tutaj, po ostatnich pracach wykończeniowych i kontrolach, miał otworzyć swoje salony i kabiny dla pasażerów w oczekiwaniu na wspaniały dziewiczy rejs.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

„Dezercja” palaczy
W czasie ostatnich dni poprzedzających dziewiczy rejs „Titanica” Southampton wyglądało niczym pejzaż, w którym dla podkreśle­nia kontrastu między wydarzeniami malarz sięgnął po jaskrawe, ostre tony. Zbliżające się Święta Wielkanocy wnosiły do wizerun­ku miasta barwy nadziei, odrodzenia i zmartwychwstania. „Titanic” w gali flagowej doskonale harmonizował z atmosferą oczekiwania na gospodarcze odrodzenie po okresie zapaści i kryzysu na rynku pracy. Z tym radosnym i pełnym nadziei obrazem kontrastowały posępne sylwetki statków, jak nigdy stłoczonych w kilku rzędach w basenie portowym, w oczekiwa­niu na paliwo, bez którego nie mogły wypłynąć. Dla tysięcy rodzin, które od pokoleń żyły z ciężkiej pracy na morzu, ozna­czało to prawdziwą katastrofę.
Posada palacza na liniowcu dla mieszkańców nadmorskich miejs­cowości była tym, czym praca w kopalni dla innych. W związku z rozszerzającym się kryzysem i zamykaniem kolejnych kopalni coraz więcej bezrobotnych górników szukało pracy na pokładach parowców.
Biorąc pod uwagę te okoliczności, trudno zrozumieć, dlaczego z całej grupy palaczy, którzy w Belfaście zaokrętowali się na „Titanica”, po zawinięciu do Southampton tylko jeden, Thomas McQuillan zdecydował się kontynuować pracę w czasie rejsu przez ocean?
Palaczami byli zwykle ludzie na skraju nędzy, bez nadziei na przyszłość. Na ich barkach spoczywało utrzymanie licznej rodziny. I oto tacy właśnie ludzie nagle i bez widocznej przyczy­ny rezygnowali z pewnej pracy na najpiękniejszym liniowcu świata, choć zdawali sobie sprawę z tego, że piekło kotłowni jest niczym w porównaniu z czekającym ich na lądzie piekłem bezro­bocia. Co napawało ich obawą, by nie rzec - strachem? Co zobaczyli w czasie prób morskich w Belfaście czy też w czasie rejsu z wybrzeża Irlandii do Kanału La Manche, że pod­jęli tak kontrowersyjną decyzję?
Palacze byli zwykle ludźmi bardzo prostymi, na ogół analfabeta­mi, przesądnymi, skorymi do picia na zabój i bijatyk przy każdym wejściu do portu. Ale to nie tłumaczy tej masowej „dezercji”.
Na pokładzie „Titanica” wszystko było nowe i czyste, nawet w kotłowniach, gdzie w skrzyniach paleniskowych paliły się tony węgla, by wytworzyć parę. Obowiązkiem palaczy na „Titanicu” było tylko systematyczne dorzucanie do palenisk. Nie musieli już przerzucać węgla w kotłach, dzięki wprowadzeniu nowego automatycznego systemu usuwania popiołu. Warunki pracy w kotłowniach „Titanica” były znacznie lepsze niż w kotłow­niach starszych parowców White Star Line. Dawniej zdarzało się, że wyczerpani nieznośnym upałem palacze mdleli i trzeba ich było natychmiast linami wyciągać na pokład, by zaczerpnęli świeżego powietrza i odzyskali przytomność. Te czasy jednak na szczęście minęły, a postęp przyniósł zmiany na lepsze także w mrocznych i brudnych pomieszczeniach we wnętrzu statków. Dlatego praca palacza na „Titanicu” była w gruncie rzeczy całkiem dobrym zajęciem.
Owszem, po długim strajku węglowym gospodarka dochodziła do siebie bardzo powoli. Ruch pasażerski znacznie spadł. W miarę jak rozprzestrzeniały się informacje o anulowaniu rejsów z powodu braku węgla, zmniejszała się także liczba rezerwacji miejsc na transatlantykach. Ci, którzy zaplanowali podróż do Ameryki, w obawie przed niewygodami lub niemi­łymi niespodziankami woleli poczekać z wyruszeniem w drogę, aż sytuacja wróci do normy i podróż przez ocean nie będzie niosła ze sobą takiego ryzyka.
Czy jednak prości, niewykształceni palacze mogli o tym wiedzieć? A może mieli inne, własne argumenty, które skłaniały ich do rezygnacji?

W następnym numerze między innymi: Nowe technologię na pokładzie. Dźwięki i światła na morzu.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 21:57, 31 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin