Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Californian [lub inne statki]
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Katastrofa
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
TITANICzna
Capo di tutti capi



Dołączył: 20 Lut 2006
Posty: 1978
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Włocławek/Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 17:44, 20 Wrz 2010    Temat postu: Californian [lub inne statki]

Jak to jest z Californianem? 20, czy 6 mil od Titanica? Kto kłamał, a jeśli jednak to było 20 mil, to jaki statek widzieli ludzie z Titanica i jaki statek widzieli ci z Californiana?

Większość źródeł wskazuje na 20 mil, co jednak kategorycznie wykluczałoby Californiana z kategorii "mystery ships" - i potwierdza to podstawienie pod wzór z tematu technicznego odpowiednich liczb; otrzymujemy absolutnie zbyt małą widoczność, niecałe 9 mil. Mimo to sprawa do dzisiaj jest niejasna, a Stanley Lord pozostaje człowiekiem niegodnym zaufania. Można to tłumaczyć próbą ratowania się, ale... to chyba nie wystarcza.
Znalazłam artykuł na ET, przejrzany pobieżnie (historia goni), który wygląda całkiem sensownie: [link widoczny dla zalogowanych]

Był chyba taki temat, ale jako że zniknął prawdopodobnie gdzieś w archiwum (?) proszę o ponowne rozpatrzenie sprawy/dostarczenie najnowszych poszlak Blue_Light_Colorz_PDT_11


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tar-Minyatur




Dołączył: 08 Lut 2008
Posty: 2731
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Pon 18:57, 20 Wrz 2010    Temat postu:

Była też teoria spiskowa, jak one wszystkie, bardzo wiarygodna i dobrze wyliczona. Nie znalazłem jej wersji takiej, jaką widziałem ją pierwszy raz parę lat temu, ale sam tekst znalazłem:
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
TITANICzna
Capo di tutti capi



Dołączył: 20 Lut 2006
Posty: 1978
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Włocławek/Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:29, 23 Wrz 2010    Temat postu:

Trochę mnie zemdliło przy pewnych fragmentach, ale koncepcja z zepsutymi maszynami nie jest wcale taka głupia. Parę rzeczy nadal się nie zgadza (Californian 12 mil od Titanica, nie 20), ale ostatecznie można chyba wziąć pod uwagę coś takiego.
Tylko, że statki nie pływają sobie po wodach międzynarodowych jak im się podoba. Statek X musiał być jakimś konkretnym statkiem i na pewno odpowiedni ludzie mieli odpowiednie dokumenty na to, jakie jednostki tamtej nocy przepływały niedaleko miejsca katastrofy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tar-Minyatur




Dołączył: 08 Lut 2008
Posty: 2731
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Czw 15:42, 23 Wrz 2010    Temat postu:

Wody międzynarodowe cechuje to, że są międzynarodowe. Są wolne. A to był początek dwudziestego wieku. Pomiędzy zwalczeniem piractwa i handlu newolnikami a powołaniem Ice Patrolu mało kto się nimi interesował.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Słoneczko;D




Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 57
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: lubelskie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:44, 26 Wrz 2010    Temat postu:

W jednej książce przeczytałam że tajemniczym statkiem widzianym z pokładu Titanica mógł być Norwegian - statek rybacki. " Why didn't it help? Maybe it was beraking the law by being in the area" A co do Californiana jest tam niewiele i nie ma wzmianki ile metrów był od Titanica.
PS. Nareszcie mam Niezatapialnego i po polsku Blue_Light_Colorz_PDT_06


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
TITANICzna
Capo di tutti capi



Dołączył: 20 Lut 2006
Posty: 1978
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Włocławek/Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:14, 02 Paź 2010    Temat postu:

No, to by miało sens. Na pewno większy niż to ciągle szukanie winy w Californianie.
I gratulacje, pochwal się zaraz skąd ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Słoneczko;D




Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 57
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: lubelskie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:01, 14 Paź 2010    Temat postu:

Dzięki, oczywiście z niezawodnego allegro Blue_Light_Colorz_PDT_12

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
babie lato




Dołączył: 18 Lis 2010
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: śląskie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:34, 20 Lis 2010    Temat postu:

Sprawa Californiana chyba nie ma szans na rozstrzygnięcie. Choć jedno już wyjaśniła lokalizacja wraku: Californian nie mógł znajdować się w odległości umożliwiającej kontakt wzrokowy. Ble ble... pomijam.... W filmie Camerona najwięcej dostało się (od marynistów) ujęciu z lotu ptaka, z rozbłyskującą nad tonącym statkiem racą. "Tak mógł katastrofę widzieć tylko Pan Bóg!" - i w pełni zgadzam się z tą opinią. Zarazem jednak "strzela mi do łba", że może twórca filmu sugerował w ten sposób, że kosmici obserwowali ów dramat i kiedyś przekażą nam zdjęcia na żywo?
Fantazja druga: może kiedyś w rejon katastrofy będą organizowane wycieczki - na tym statku, który znamy jako mysterious ship (podstawa spekulacji: R. Silverberg, Prądy czasu).
Ponoć wystarczy odpowiednio długo poczekać, a wyjaśnienia tajemnic same się znajdą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Słoneczko;D




Dołączył: 10 Sie 2010
Posty: 57
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: lubelskie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:34, 23 Lis 2010    Temat postu:

O to wszystko jest takie zagmatwane z Californianem. Ale ja uważam, że ta scena wspomniana przez babie lato jest ważna. Pokazuje osamotnienie pasażreów statku - sam na środku Atlantyku, bez cienia szansy na ratunek. Nigdy nie interpretowałam jej jako " oczami Boga" a już na pewno kosmitów itd.;) Ale od zawsze interesował mnie ludzi wymiar tej tragedii.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
babie lato




Dołączył: 18 Lis 2010
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: śląskie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 13:37, 24 Lis 2010    Temat postu:

Słoneczko;D napisał:
...uważam, że ta scena wspomniana przez babie lato jest ważna. Pokazuje osamotnienie pasażreów statku - sam na środku Atlantyku, bez cienia szansy na ratunek..

Fakt, każdy element ma pełnić jakąś funkcję - nie każdy widz tak właśnie skojarzy tę scenę. Trochę szerszy to temat: założenia w wypowiedzi a interpretacja odbiorcy. Warto pamiętać o tej zależności (tu pierwszy biję się w piersi, że zbyt często nie korzystam z tej wiedzy...).
PS Tutejszy "Latający Holender" (Pani Kapitan chyba zgrzytnie zębami) jednak żyje, choć może nie aż tak intensywnie. Zawsze to coś pozytywnego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
TITANICzna
Capo di tutti capi



Dołączył: 20 Lut 2006
Posty: 1978
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Włocławek/Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:18, 11 Gru 2010    Temat postu:

babie lato napisał:
Słoneczko;D napisał:
...uważam, że ta scena wspomniana przez babie lato jest ważna. Pokazuje osamotnienie pasażreów statku - sam na środku Atlantyku, bez cienia szansy na ratunek..

Fakt, każdy element ma pełnić jakąś funkcję - nie każdy widz tak właśnie skojarzy tę scenę. Trochę szerszy to temat: założenia w wypowiedzi a interpretacja odbiorcy.

I w moim wypadku nie było mowy o kosmitach czy tym bardziej o Bogu. Chodziło, jak myślę, raczej o uwypuklenie beznadziejnej sytuacji pasażerów. Piękne ujęcie swoją drogą. Ale interpretacja jest dowolna. To nie matura, klucza nie ma.

Cytat:
PS Tutejszy "Latający Holender" (Pani Kapitan chyba zgrzytnie zębami) j

Aj tam, aj tam...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciek




Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 91
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:27, 20 Lut 2012    Temat postu:

Oficerowie Californiana wyraźnie widzieli jakiś potężny, rzęsiście oświetlony statek, z piętrzącymi się licznymi pokładami nadbudówki, który ok. godz. 23.15 nadpłynął od południowego wschodu, czyli od prawej burty stojącego przed polem lodowym C. Ponadto widzieli dokładnie 8 całkowicie białych, pozbawionych wszelkich innych kolorowych smug i gwiazdek rakiet, które w równych odstępach czasowych eksplodowały wysoko nad owym statkiem. Nieznajomy obiekt zniknął dopiero ok. godz. 2.30, czyli mniej więcej w czasie, w którym Titanic ostatecznie zatonął.
Gdy o 19.30 14. kwietnia T. otrzymał ostrzeżenie o 3 wielkich górach lodowych wysłane przez Californiana, statek ten (C.) znajdował się na 42*3' N i 49*9' W. Z kolei pozycja, przy której C. kilka minut po 22.00 zastopował maszyny i zatrzymał się przed barierą pola lodowego to 42*5' N i 50*7' W. Przypomnę też, że pozycja T., w której po kolizji zastopował maszyny to wg oficera nawigacyjnego Josepha Boxhalla - 41*46' N i 50*14' W.
Co za tym idzie 19 mil na południowy wschód od Californiana, czyli poza zasięgiem wzroku. Nawet jeżeli uwzględnimy prawdziwą pozycję T. (zegar pokładowy nie został wyregulowany przed końcem wachty i śpieszył się o 20 min.) tj. 41*43' N i 49*56' W, jak i pozycję wraku ustaloną w 1985, czyli 41*43' 55’’ i 49*56' 45’’, to i tak odległość wynosi prawie 20 mil. Ta teza jest więc mocnym atutem zwolenników kapitana C. - S. Lorda. Warto jednak pamiętać, że pozycja przy której statek zastopował maszyny (uwzględniono to w dzienniku okrętowym) jest zdecydowanie bardziej na północ od pozycji, przy której znajdował się w momencie wysłania ostrzeżenia.
Wydaje się być mało prawdopodobne, żeby tak ostrożny i przezorny, a zarazem doświadczony wilk morski, jak kapitan Lord celowo skierował swój statek w głąb pola lodowego, a już w szczególności, że z lodem na Atlantyku spotkał się po raz pierwszy w swej karierze. Poza tym nawet stojąc, statek dryfuje i w dalszym ciągu działa na niego prąd morski z prędkością ok. 1 węzła, a co za tym idzie jednostka przemieszcza się. Ponadto współrzędne C. ustalono na podstawie pomiarów wysokości Słońca dokonanych ok. 4 godz. wcześniej, ustalenia te nie zawierały kwestii związanych z dryfem. Reasumując pozycja podawana oficjalnie przez S. Lorda jest nie tylko błędnie wyliczona, ale i całkowicie niezbieżna z wszelką logiką.
Warto też wiedzieć, że oficerowie C. w osobie H. Stone i J. Gibsona widzieli rakiety i na bieżąco o nich informowali kapitana Lorda, ale ten nie wykazał większego zainteresowania, sugerując się ich kolorem. Barwa samych flar w gruncie rzeczy nie ma jednak w tym wypadku większego znaczenia, ponieważ zgodnie z ówczesnymi przepisami, za sygnały alarmowe w 1912 roku uznawało się rakiety lub pociski wyrzucające gwiazdy, w dowolnym kolorze, wystrzeliwane pojedynczo w krótkich odstępach czasu. Dopiero bodajże w latach 70. zreformowano konwencję o bezpieczeństwie na morzu i ustalono, że to czerwone rakiety będą alarmować o zagrożeniu. S. Lord nie miał więc podstaw, aby ignorować doniesienia oficerów pełniących wachtę, aczkolwiek istnieje wszak spore prawdopodobieństwo, że rakiety mogły zostać uznane za sygnały ostrzegawcze kutrów i szkunerów rybackich, które chciały zasygnalizować innym jednostkom akweny swoich połowów. Często można się też natknąć na opinię, że poinformowani o bliskiej obecności T., załoga i kapitan C. mogli uznać flary za jedną z atrakcji transatlantyckiej podróży. Niemniej jednak wszyscy chyba zdają sobie sprawę, że priorytetem liniowców pokroju T. jest przede wszystkim sprawne pokonanie Atlantyku. Dlatego nie chce mi się wierzyć, żeby tak potężny statek przerwał swą podróż tylko po to, żeby wystrzelić kilka flar (de facto w równych odstępach czasu). Poza tym nawet jeżeli faktycznie przewidziano by podobną rozrywkę to chyba nie na środku Atlantyku (w dodatku w sąsiedztwie pól lodowych) i z całą pewnością też flary eksplodowałyby nierównomiernie i chaotycznie. Myślę jednak, że nie mając pewności, co dzieje się na tajemniczym statku, kapitan Lord i jego oficerowie nie powinni byli wyciągać pochopnych wniosków. Błędna interpretacja rakiet okazała się być bowiem krytyczna. Dziwi mnie więc jego bezczynność. Równie irytujący jest fakt, że sami oficerowie nie pokusili się nawet o kontakt z radiotelegrafistą, który gdyby tylko został powiadomiony z całą pewnością dowiedziałby się o agonii T. Ich zachowanie świadczy o braku odwagi w przejmowaniu własnej inicjatywy i zwyczajnym strachu przed Lordem, który podobno był apodyktycznym raptusem, który nie stronił od kąśliwych uwag pod adresem załogi; a zarazem wyraźnie obrazuje, jak silna była wiara w bezpieczeństwo na morzu w tamtym okresie (w ciągu 40 lat przed katastrofa T. na morzu zginęło zaledwie 78 osób). Zaskakujące jest też to, że w dzienniku C. nie ma wzmianki o zaobserwowanych rakietach, w brudnopisie tegoż dziennika również. Kapitan przyznał jednak, że był o owych flarach informowany. W przeciwieństwie do zeznań oficerów nie 3 razy, lecz tylko raz. Poza tym uważał, że statek, który pojawił się w pobliżu był niewiele większy od C. Wydaje się być dziwne, jakim cudem doświadczony kapitan mógł pomylić tak potężny transatlantyk (ba, największy na świecie mobilny obiekt) z małym, wysłużonym statkiem. Istnieje wszak opcja, że zwyczajne zmęczenie i przepracowanie wzięło górę nad kapitanem, a rutyna w pracy i ciągłe zmiany stref czasowych negatywnie odbiły się na stanie psychicznym Lorda tamtej nocy. Już samo zatrzymanie statku i drzemka w kabinie nawigacyjnej wyraźnie wskazywały, że był on znużony i pozbawiony sił. Ponadto z lodem na Atlantyku spotkał się po raz pierwszy, stąd też wolał zachować względną ostrożność. Był to już końcowy etap podróży C. z Londynu do Bostonu, zmęczenie udzielało się wszystkim.
Podczas śledztwa amerykańskiego senator W. A. Smith na podstawie ekspertyzy U. S. Hydrographic Office (Biura Hydrograficznego Stanów Zjednoczonych) ustalił, że w pobliżu T. i C. nie było żadnego innego statku, a już z całą pewnością innej niż T. jednostki, która mogłaby pojawić się między statkami ok. godz. 23.15, wykonać gwałtowny manewr na lewo i podobnie jak tonący kolos wystrzeliwać rakiety alarmowe w liczbie 8, a następnie zniknąć ok. 2.30.
Nawet, gdyby jakikolwiek inny statek faktycznie alarmował cokolwiek za pośrednictwem flar, to z całą pewnością byłby zauważony z pokładu T. , na którym wszyscy (nawet łącznie z pasażerami) desperacko wypatrywali przyjścia innej jednostki.
Kolejnym cennym argumentem jest również fakt, iż w regionach Nowej Fundlandii mamy do czynienia z typowym arktycznym powietrzem, cieszącym się dużą przejrzystością (bliską doskonałej) i brakiem zanieczyszczeń antropogenicznych. Zachodzi tu bowiem zjawisko superrefrakcji. Polega ono na zmianie obrazu widzianego przez ludzkie oko w normalnych warunkach, w efekcie umożliwiając zauważenie obiektów znajdujących się poza linią horyzontu. Dlatego też nawet jeżeli T. znajdował się w odległości co najmniej 20 mil to, powinien był zostać bezproblemowo zauważony.
Warto też dodać, że czas, w jakim zauważono wystrzeliwane rakiety różni się od czasu podawanego przez sternika Rowe’a, który sądził, że pierwszą rakietę wystrzelił ok. godz. 00.45, a ostatnią ok. 1.30. Oficerowie C. zeznali zaś, że pierwszy poblask białego światła nad tajemniczą jednostką zauważyli ok. 0.50 albo 0.55, czyli co najmniej 10, tudzież 12 minut później. W dodatku chronometry okrętowe obydwu statków różniły się od siebie o 12 minut. Prawda jest jednak taka, że akurat w tym wypadku racja leży po stronie załogi C., bowiem w trakcie, gdy rozpoczęto opuszczać na wodę pierwszą szalupę nr 7, czyli o godz. 0.45 (de facto w momencie, gdy wg Rowe’a, wystrzelił on właśnie pierwszą rakietę) sternik ten wciąż znajdował się jeszcze na mostku pomocniczym, czyli wąskim pomoście biegnącym wzdłuż rufy statku. Widząc opuszczaną łódź zaniepokojony sternik zadzwonił na mostek i wtedy dopiero Boxhall rozkazał mu wziąć rakiety i udać się na posterunek. Oczywiste jest więc, że nie mógł wystrzelić pierwszej flary o wskazanej przez siebie porze. Nie pokonałby przecież blisko 200 m ze skrzynką „wybuchowych rakiet” w dłoniach (już o przygotowaniu miejsca do wystrzału i ustawienia wszystkiego odpowiednio) w ciągu kilku sekund. Ponadto zeznania pasażerów jednoznacznie wskazują, że pierwsza rakieta eksplodowała 5 minut przed północą, czyli o 0.55, w czasie gdy wodowana łódź nr 5 i 6. Zbyt wielu naocznych świadków to widziało. Poza tym skoro rakiety eksplodowały w odstępach 5. minut to zaczynając o 0.45 musiałby skończyć o 0.20, a nie 0.30.
Niemniej jednak nawet, jeżeli sternik się pomylił o te 10 minut, to nie powinno to budzić większego zdziwienia, bowiem w obliczu katastrofy człowiek jest pod działaniem wielu czynników.
Wracając jednak to kwestii innego tajemniczego statku, który zdaniem obrony L. był między C., a T. warto nawiązać do niewielkiego szkunera rybackiego „Samsona”. Jednostka ta pływała w pobliżu Grand Banks (łowisk szelfowych w pobliżu Nowej Fundlandii) łowiąc nielegalnie foki. W latach 30. pojawiła się pierwsza informacja o tymże statku i szybko stał się on jednym z najenergiczniej popieranych kandydatów do roli tajemniczej jednostki, która wg Lorda mogła znaleźć się między statkami. S. umieścił opłaty portowe w porcie w Rejkiawiku (stolica Islandii, na południu tego kraju) w dniu 12. i 20 kwietnia. Niemożliwe jest więc, żeby tak mały szkuner rybacki osiągający prędkość zaledwie 5-6 węzłów mógł w ciągu niespełna tygodnia pokonać tak duży dystans, następnie pojawić się między statkami, wystrzelić rakiety i zniknąć (a to wszystko dokładnie w tym samym czasie, co Titanic), zdążając przy tym dopłynąć do portu 20 kwietnia. Pierwszy raz o S. dowiedziałem się w programie dokumentalnym, w którym Clive Cussler poszukiwał wraku zatopionej u wybrzeży Irlandii „Carpathii”. Wrak co prawda odnalazł. Przestawił również oczywiście heroiczną historię tego statku, nawiązując przy tym do karygodnego zachowania Lorda, który zignorował rakiety i jak to lektor powiedział - „Kapitan Lord poszedł spać”. Najciekawsze jednak jest to, że autor filmu omawiając krótko rolę S. , stwierdził, że statek ten był najbliżej T., ale gdy ujrzał rakiety, wystraszył się i uznając flary za sygnały jednostki straży przybrzeżnej (a jak napisałem powyżej S. był tam nielegalnie); uciekł z tego miejsca. Na słynnej ET natrafiłem z kolei na artykuł niejakiego Jima Currie’go, który twierdzi, że pomiędzy T., a C. znalazł się płynący z NJ do Amsterdamu statek o nazwie „Campanello”. Jednostka ta wypłynęła z NJ mniej więcej 11. kwietnia, a przypłynęła do Amsterdamu dopiero 25. kwietnia, czyli zdecydowanie później niż przewidziano. Podróż ta z reguły powinna trwać nie więcej jak 11 dni (szczególnie, że statystycznie krócej trwa podróż powrotna na wschód, niż podróż na zachód, wg kapitanów, pływających na północnoatlantyckich szlakach). Dlatego sugeruje się, że być może jednostka ta zastopowała maszyny niczym C. i czekała przed polem lodowym, co przedłużyło czas trwania rejsu. Kapitan tegoż statku twierdził bowiem, że dowiedział się o katastrofie, jak był w odległości dnia drogi od miejsca agonii (nie zdefiniował jednak, czy ma na myśli 15.,16. kwietnia, czy może odległość dnia w milach morskich, ale prędzej to ostatnie). Wiadomo jednak, że jednostka 23. kwietnia znajdowała się w odległości 140 mil od Bolt Head w pobliżu miasta Devon w Anglii. Dlatego też istnieje wszak prawdopodobieństwo, iż wypłynęła z NJ 14. kwietnia, osiągając barierę lodu ok. 18. kwietnia, czyli po ok. 3. dniach i 19. godzinach podróży, co za tym po katastrofie statku, a utrzymując przy tym średnią prędkość 13. węzłów powinna się znaleźć właśnie we wskazanym 23. kwietnia miejscu, a sama podróż trwała by więc 11 dni, czyli dokładnie tyle, ile trwać powinna. Tym samym statek „Campanello” wydaje się być słabym pretendentem do tytułu tajemniczej jednostki, która oprócz „Californiana” znalazła się między nim, a tonącym „Titanikiem”. Poza tym (wspomniana już wcześniej) ekspertyza U.S. Hydrographic Office jednoznacznie wskazuje, że oprócz C. nie było innego statku w pobliżu.
Chciałbym jeszcze wrócić do pewnej kwestii, związanej z zachowaniem załogi „Californiana”. Mianowicie, dlaczego w takim razie, skoro rzekomo kapitan Lord cieszył się tak fatalną opinią wśród jej członków (był wręcz sarkastycznym tyranem, nieustannie terroryzującym swoich podwładnych) oficerowie informowali S. Lorda o rakietach aż 3 razy, budząc go w środku nocy. Zamiast udać się w tym czasie do kabiny radiowej, woleli ryzykować i przerywać sen „tyranowi”. Naprawdę nie wiem, który człowiek lubi być budzony w trakcie snu, podobnie, jak nie wiem kto odważyłby się budzić i to wielokrotnie kogoś tak nerwowego, jak kapitan S. Lord (zdaniem załogi, oczywiście). Zagadką jest dla mnie również fakt, dlaczego oficerowie C. nie zauważyli lampy Morse’a, za pomocą której sternik Rowe wysyłał sygnały (w przerwie miedzy wystrzeliwaniem rakiet). Już nie wspominając o tym, że oni sami nie dostosowali się do rozkazów Lorda, gdy ten nakazał im, aby także próbowali skontaktować się z tajemniczym przybyszem ową lampą, czego ci nie zrobili. Powołuję się tutaj na następujący cytat z książki D. A. Butlera pt. : „Niezatapialny” : „(…) Stone wezwał przez tubę głosową kapitana Lorda i poinformował go o pięciu białych rakietach.
- Czy to sygnały kampanii ? – spytał Lord.
- Nie wiem, sir, ale wydaje mi się, że były zupełnie białe.
- W porządku, proszę kontaktować się z nim Morse’em.
- Tak, sir.
Lord wrócił do przerwanej drzemki, a Stone do obserwacji odległego statku.”
Wygląda więc, że oficerowie nie dostosowali się do kapitańskiego rozkazu i to pomimo tego całego strachu przed dowódcą. Na mostku był wówczas tylko jeden oficer (młody praktykant Gibson przyszedł po chwili, ale obserwujący statek Stone nie polecił mu kontaktować się Morse’m z tajemniczą jednostką).
Zachowanie to wydaje się więc być dziwne i podejrzane, podobnie jak fakt, iż pomimo, że Stone widział nie tylko same odblaski rakiet, sposób w jaki eksplodowały, deszcz iskier, ale także nienaturalny przechył statku. Dlaczego więc nie zauważył błyskającej lampy Morse’a, za pomocą której z C. próbował kontaktować się Rowe ? Być może akurat w tym wypadku odległość była zbyt duża, niemniej jednak kwestia ta i tak jest podejrzana. Bo skoro widzieli mnóstwo szczegółów (lorneta J. Gibsona miała daleki zasięg) to powinni i zauważyć błyskającą lampę.
Korzystając z okazji chciałbym też łatwo obalić teorię restartu silników. O 23.50, czyli 10 minut po kolizji obserwatorzy (jednokrotnie uderzając w mosiężny dzwon) poinformowali mostek w osobie kapitana Smitha i oficerów, że widzą statek na północny na lewej burcie. Podobno czas w jakim statek płynął po kolizji, czyli czas restartu silników, to jakieś 15-20 minut (wg różnych źródeł), no w każdym razie minimum 10 minut – np. w nowym filmie pt. „How sank Titanic ?” przedstawione jest, że maszyny ruszyły o 23.45, a zatrzymały się o 23.53 (z tego, co udało mi się wywnioskować). W każdym bądź razie, gdyby faktycznie statek płynął to z całą pewnością powinien był ruszyć w kierunku owej jednostki. Kapitan Smith po otrzymaniu raportu z bocianiego gniazda nie zrobił jednak przez najbliższe 45 minut nic, w kwestii zaobserwowanego obiektu. Mało wiarygodne jest więc, żeby maszyny były wówczas uruchomione.
Niezależnie od tego, kto zawinił tamtej nocy, jestem pewny, że Californian widział tonący statek, ale z powodu wielu przestawionych powyżej czynników nie przedsięwziął odpowiednich środków. Zachowanie jego załogi jest podejrzane i myślę, że dużo zależało od niej tamtej kwietniowej nocy. Fakt, faktem zawsze zbiorową odpowiedzialność za postępowanie podwładnych ponosi kapitan, nic więc dziwnego, że S. Lord został uznany za winnego wszelkich zaniedbań. Warto jednak zachować obiektywizm i dystans w tej kwestii. Przecież wiele rzeczy zostało jeszcze nie wyjaśnionych, a część postanowionych przeze mnie pytań pozostała bez odpowiedzi.

Przepraszam, że aż tyle napisałem, ale ten temat należy do największych zagadek tej niezwykłej historii.

Zapraszam do dyskusji Drodzy Marynarze !


Bibliografia :

> D. A. Butler – „Niezatapialny” :

- rozdział X - „Patrząc na osiem białych rakiet (210s.)”
- rozdział XII - „Dochodzenie i sąd (232 s.)”
- Aneks II - „Titanic, Californian i problem winy kapitana Lorda (306s.)”

> Link (Encyklopedia Titanica – kwestia “SS Campanello”) :

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Maciek dnia Pią 16:56, 24 Lut 2012, w całości zmieniany 19 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tar-Minyatur




Dołączył: 08 Lut 2008
Posty: 2731
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Pon 19:50, 20 Lut 2012    Temat postu:

Twój post robi wrażenie. Ale porównaj z tym artykułem:
[link widoczny dla zalogowanych]
A wieczorem albo jutro zrobię scrutiny Twojego, no, praktycznie referatu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciek




Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 91
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:16, 21 Lut 2012    Temat postu:

Myślę, że ten artykuł nie jest do końca przekonywujący, bo nawet jeśli faktycznie między T., a C. była inna jednostka, to i tak nic nie zmieni faktu, iż załoga tego drugiego widziała jakiś statek i rakiety. Przyznać trzeba, iż podoba mi się żarliwość dyskusji i wciąż aktywna obrona kapitana S. Lorda, która pomimo upływu lat dzielnie walczy o jego rehabilitację. Nie mniej jednak nic nie zmieni faktu, iż kapitan Lord tamtej nocy nie zrobił nic, a ciągłe poszukiwanie tajemniczej jednostki jest jedynie odwracaniem uwagi od tego, co wydarzyło się na pokładzie C. Jeżeli tym tajemniczym statkiem nie był parowie Leyland Line to albo oficerowie C. kłamali (co by nawet nosiło pewne cechy prawdy), albo ekspertyza U.S. Hydrographic Office była sfałszowana. Przypomnę, że dotyczyła ona rozmieszczenia jednostek, które mogłyby ewentualnie znaleźć się między C., a T. i jednoznacznie wskazała, iż nie było tam żadnego innego statku. W tym wypadku jednak mówienie o sfałszowaniu czegokolwiek jest jednoznaczne z kreowaniem kolejnej teorii spiskowej, z resztą Amerykanom było to obojętne; nie od dziś bowiem wiemy, że S. Lorda obwiniała przede wszystkim brytyjska Izba Handlu (aczkolwiek Amerykanie byli nie mniej surowi względem niego), bo chciała odwrócić uwagę opinii publicznej od własnych zaniedbań.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciek dnia Pią 11:25, 24 Lut 2012, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maciek




Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 91
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:58, 24 Lut 2012    Temat postu:

Po dokładnej i wnikliwej analizie tegoż artykuły z ET dochodzę do wniosku, że prawdopodobieństwo, iż C. nie był "Tajemniczym Statkiem" istnieje. Niemniej jednak dziwi mnie fakt, dlaczego zeznania odnośnie ustawienia dziobu są tak różne. W sumie co świadek, to inny obraz wydarzeń. Poza tym jeżeli już miałbym opierać się na wersji, kogokolwiek z nich, to raczej przychylał bym się do opcji, proponowanej przez oficera J. Boxhall'a. Był to w końcu oficer nawigacyjny, który doskonale orientował się w terenie i potrafił określić współrzędne statku. Ponadto autor artykułu nie uwzględnił zjawiska superrefrakcji, które zdecydowanie poprawia widoczność na tym obszarze (więcej o tym napisałem w swoim "referacie" powyżej). A co do łodzi nr 8 to nie bazowałbym na zeznaniach stewarda A. Crawford'a. Wg bowiem szacunków Boxhall'a i kapitana Smith'a "Tajemniczy Statek" był w odległości co najmniej 10-11, nawet 12 mil, a nie 7-5 mil (choć i takie opcje się pojawiają). Myślę więc, że w wyniku superrefrakcji z odległości 5-7 mil ów statek byłby widoczny znacznie lepiej. Poza tym, z tego co wiem każda z łodzi była zbudowana z bardzo twardego drewna, a mianowicie z wiązu i ważyła tym samym ok. 2. ton. Przy czym wymiary "8" były następujące: 300 cali dł., 81 cali szer., 40 cali głęb., czyli była to jedna z 14. największych łodzi. Warto też dodać, że w szalupie tej znajdowało się tylko 28 osób (na 65, a nawet 70 miejsc), z czego tylko kilku (ok. 3-4) marynarzy. Nic więc dziwnego, że przerażone i drżące z zimna kobiety pokonały do świtu dystans tylko kilku mil. Wątpię też, żeby światło na horyzoncie było widoczne na tyle dobrze, żeby (bez lornety) łódź mogła je widzieć i płynąć w tym kierunku. Poza tym hrabina Rothes nic, o tym nie wspominała w swych zeznaniach, a to właśnie ona stanęła za sterami, po deczcji T. Jones'a i razem z nim chciała zawrócić, gdy byli w odległosci ok. 1,5 mili od tonącego statku i usłyszeli krzyki unoszących się na wodzie rozbitków. Poza tym, jeżeli do godz. 4.00 rano łódź pokonała dystans 3 mil, a dryfujący C. ok 1,5 mili (aczkolwiek dziwi mnie to, dlaczego akurat na południe dryfował, skoro nie było księżyca i panowała flauta, czyli bezwietrzna pogoda), to dystans między nimi zmienił się tym samym do 0,5-1,5 mili. Powinni, więc byli doskonale siebie widzieć. Mimo wszystko, z uwzględnieniem zjawiska superrefrakcji tego typu sytuacja wydaje się być prawdopodobna, bo przecież odległość 5-7 mil mogła być tylko pozorem. Nawet jeśli C. nie był ową jednostką, to co tak na prawdę widzieli jego oficerowie ? Wracając jeszcze do kwestii kierunku obrotu steru, to w "Niezatapialnym" czytamy, że Titanic wykonał zwrot na północ, a "Tajemniczy Statek" był widziany z lewej burty, mniej więcej pół rumba na prawo, czyli w kierunku północno-zachodnim. Jeżeli faktycznie zaś T. miał się skierować na północ to łodzie płynęłyby w kierunku północnym, ale jeżeli T. skierował się na zachód (zgodnie z kierunkiem rejsu), a właściwie pozostał na trasie, (wg Boxhalla) to łodzie powinny były kierować się na południowy-zachód. Ostatecznie znaleziono je na południe od miejsca katastrofy. Ta teza wydaje się być, więc mocnym argumentem dla obrony kapitana Lorda. Oficer Boxhall posiadał w końcu kompas, dlatego dobrze znał kierunki. Ciekawe jest jednak to, że przed komisją uznał, że statek był w odległości 4-5 mil, podczas, gdy w "Niezatapialnym" czytamy, że sam oszacował dystans na ok. 12 mil. W książce czytamy też, że Boxhall określił, że statek jest wielkości 1/3 Titanica, czyli całkiem spory. Musiał być, więc przeciętnej wielkości statkiem rejsowym. Dlatego też wszelkiego rodzaju kutry i szkunery odpadają (wątek Samsona i Norwegiana chyba definitywnie należy wyeliminować). Poza tym, czy tak małe jednostki posiadają wysokie maszty (skoro było widać światło masztu owego statku, musiał być całkiem wysoki) i boczne światła pozycyjne ? To chyba element wyglądu większych statków ? Bazując na opisie wyglądu jednostki, która miała boczne (zielone i czerwone lampy burtowe; stojąc, obracała się wokół własnej osi, więc można było je zauważyć), można by dojść do wniosku, że C. teoretycznie pasuje do tej roli, przynajmniej w kwestii wyglądu. Wracając jeszcze do łodzi nr 8, dziwne wydaje mi się, że skoro łódź płynęła na południe (myśląc, że płynie na północ) to znalazła się bardziej w kierunku południowym, niż Carpathia, bo skoro statek ten był 3-4 mile na południe od nich to znaczy, że C. powinna była znaleźć się w miejscu katastrofy. To troszkę niezbieżne z zeznaniami A. Rostrona (kapitana Carpathii), który stwierdził, że nie popłynął on w prawdziwe miejsce katastrofy, nie widział poza tym ciał i fragmentów wraku. Istnieje jednak wszak prawdopodobieństwo, iż A. Crawford po prostu pomylił się w swoich szacunkach i błędnie określił położenie i prędkość łodzi. Nie budziło by to z resztą zdziwienia, bo był on w końcu stewardem (z całym szacunkiem), a nie doświadczonym wilkiem morskim. Poza tym w obliczu katastrofy łatwo popełnić błąd i mam tu na myśli również Boxhalla. Co by nie powiedzieć zagadka wciąż intryguje i nadal trudno ją rozwiązać. A tak swoją drogą, jaki był sens skierowania statku na północ, przecież tajemniczą jednostkę zauważono dopiero o 23.50, czyli raczej po manewrze. Poza tym unikając kolizji Murdoch wydał skręt prawo na burt i liniowiec skręcił w lewo, względem dotychczasowego kierunku, czyli zachodu. Skoro tak, to powinien był skierować się na południowy zachód po kolizji. W zamian za to podobno był na północy. Może w takim razie dotychczasowe teorie na temat tego, jaki manewr wykonał pierwszy oficer są błędne (było to już poruszane na forum) i najpierw skręcił on w lewo, potem w prawo (chcąc uniknąć zderzenia na całej długości), czyli bardziej na północ, zataczając przy tym S. A może statek skierował się na północ chcąc (po restarcie silników, ta teoria również była już poruszana) iść w stronę Halifaxu, czyli w kierunku północnym. Z drugiej jednak strony skoro kapitan dostał informację o "Tajemniczym Statku" za 10 dwunasta, to powinien był płynąć w jego kierunku, co tłumaczyłoby zmianę. Dlaczego jednak silnik wyłączono chwilę po raporcie z "bocianiego gniazda"? Dlaczego też wrak znaleziono o kilka mil od kursu N 71 W, którym płynął T. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, ale autor tego artykułu z ET sugeruje też, że statek mógł dryfować, nabierając wodę, co chyba jest sprzeczne z logiką.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Maciek dnia Pią 17:10, 24 Lut 2012, w całości zmieniany 15 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Katastrofa Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin