Autor Wiadomość
Kobra83
PostWysłany: Sob 0:08, 20 Paź 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 94

Spis Treści: Dochodzenie w Wielkiej Brytanii. Stanley Lord - winny. Skandal wokół postępowania państwa Duff-Gordon. Drugi oficer ratuje White Star.

Dochodzenie w Wielkiej Brytanii
Po głośnym dochodzeniu przeprowadzonym przez komisję senatu Stanów Zjednoczonych przyszła kolej na brytyjski wymiar sprawiedliwości. Jego ambicją stało się pokazanie całemu światu jak powinno wyglądać rzetelne i skrupulatne dochodzenie w sprawie morskiej katastrofy. Proces przeprowadziła Brytyjska Izba Handlu, a przesłuchania odbywały się w London Scottish Drill Hall w Buckingham Gate. W skład komisji dochodzeniowej weszli inżynierowie budownictwa okrętowego i doświadczeni ludzie morza. Przewodniczył jej John Charles Bigham, czyli Lord Mersey - sędzia znany i otoczony powszechnym szacunkiem, mający na swoim koncie wiele trudnych spraw.
Przy doborze członków komisji zastosowano zupełnie inne kryteria niż w przypadku komi­sji amerykańskiego senatu. Senator Smith zastosował bowiem klucz wyłącznie politycz­ny, natomiast brytyjskie ministerstwo handlu brało pod uwagę wiedzę techniczną i doświad­czenie na morzu.
Prace komisji Lorda Mersey’a rozpoczęły się 3 maja i trwały przez 36 dni. W tym czasie przesłuchano prawie stu świadków. Proces rozpoczęły zeznania, które - jak się spodzie­wano - umożliwią odtworzenie przebiegu wydarzeń owej tragicznej nocy i pozwolą odpowiedzieć na pytanie, dlaczego doszło do zatonięcia największego i najwspanialszego transatlantyku świata. Przed komisją stanęli więc obserwatorzy, którzy w chwili zderzenia pełnili służbę w bocianim gnieździe. Po nich przyszła kolej na sternika, ponieważ to on wykonał rozkaz wydany przez pierwszego oficera Murdocha. Następnie przesłuchano osoby, które mogły podać szczegóły dotyczące operacji spuszczania na morze szalup ratunkowych. Pytania zadawane świadkom z dnia na dzień stawały się bardziej szczegółowe. Komisja szukała wszelkich najdrobniejszych szcze­gółów, z pozoru nieistotnych, mając nadzieję, że rzucą nieco światła na sprawę tragedii. Przed ustawionym pod ścianą stołem, za którym zasiadał przewodniczący komisji Lord Mersey i biegli, przechodził korowód świadków. W sumie w czasie procesu zadano 25 600 pytań.

Angielska prasa - w odróżnieniu od amerykańskiej - nie koncentrowała się na sensacjach, lecz przedstawiała katastrofę "Titanica" jako narodową tragedię i starała się za pośrednictwem zdjęć i rycin przypomnieć najlepsze chwile tego klejnotu mórz.


Napięcie z dnia na dzień rosło, a publikowane w prasie sprawoz­dania z kolejnych dni procesu podsycały zainteresowanie opinii publicznej. Mimo że zła akustyka sali utrudniała słuchanie zeznań, w Scottish Hall co rano gromadził się tłum zainteresowa­nych wszelkimi szczegółami katastrofy, która tak wstrząsnęła opinią publiczną, obalając mit dominacji Wielkiej Brytanii w dziedzinie technologii.

Stanley Lord - winny
Napięcie sięgnęło szczytu 14 maja. Na ten dzień przewidziano przesłuchanie państwa Duff-Gordon. Opinię publiczną niezwykle uderzył fakt, że w czasie ewakuacji pasaże­rów i załogi „Titanica” nie wykorzystano w pełni pojemności szalup ratunkowych. Zarzut ten padł w licznych artykułach prasowych. W tej kwestii nie było miejsca na hipotezy lub inter­pretacje, ponieważ liczby mówiły same za siebie. Nie ulegało wątpliwości, że „Titanic” posiadał za mało szalup ratunkowych, ale na domiar złego wiele osób zginęło tylko dlatego, że łodzie spuszczane na morze były wypełnione tylko w części. Rzeczywi­sta pojemność szalup wynosiła 1178 osób. 2 pierwszej klasy uratowało się 93% kobiet i dzieci, zaś pozostałe 7% to kobiety, które nie chciały się rozstać ze swoimi bliskimi. Jednak w przy­padku trzeciej klasy sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, jako że uratowało się tylko 53% kobiet i dzieci podróżujących z najtań­szym biletem. W sumie w katastrofie zginęło 157 kobiet i dzieci. Wszyscy oni mogli się uratować, ponieważ w szalupach były aż 473 wolne miejsca, które pozostały niewykorzystane bez żadnej uzasadnionej przyczyny.
Szczególne emocje, zwłaszcza wśród krewnych ofiar, wzbudziła szalupa numer 1, do której wsiadło tylko pięć osób, m.in. właśnie państwo Duff-Gordon. 14 maja sala pękała w szwach, a publiczność poczuła się ogrom­nie rozczarowana, kiedy obwieszczono, że Sir Cosmo i jego małżonka nie przybędą, ponieważ musieli zostać w Stanach Zjednoczonych.

Bruce Ismay w chwili przybycia do Liverpoolu. Przypłynął tam na pokładzie parowca "Adriatic", na który zaokrętował się gdy tylko otrzymał od komisji dochodzeniowej pozwolenie na opuszczenie Stanów Zjednoczonych.


Rozczarowanie złagodziło równie oczekiwane przesłuchanie kapitana „Californiana” Stanley’a Lorda. Prokurator generalny Sir Rufus Isaacs skoncentrował swoją uwagę na kwestii potwier­dzenia faktu, iż na pokładzie „Californiana” dostrzeżono osiem rakiet wystrzelonych z pokładu „Titanica” przez Boxhalla. Kapitan Lord uchylał się od pełnej odpowiedzi na pytania, niemniej i tym razem nie udało mu się rozwiać wątpliwości, które nieuchronnie budziło jego postępowanie owej pamiętnej nocy. Wykazał się wówczas całkowitym brakiem inicjatywy i obojętnością i nie udzielił pomocy zagrożonej jednostce, znajdu­jącej się przecież w bardzo niedużej odległości. „Californian” znajdował się znacznie bliżej „Titanica” niż „Carpathia”, ale to właśnie „Carpathia” jako pierwsza przybyła na miejsce katastrofy i dzięki niej ocalało ponad siedmiuset rozbitków czekających na ratunek w dwudziestu szalupach.
Sir Isaacs zadawał Lordowi coraz bardziej szczegółowe pytania, których celem było wykazanie, że zgodnie z morską tradycją rakiety wystrzelone z „Titanica” musiały być rakietami alarmowymi. Po zeznaniach Lorda przyszła kolej na oficerów i załogę „Californiana”. Zimna i obojętna postawa kapitana Lorda w czasie procesu wzmogła niechęć opinii publicznej i wywołała bardzo podobne reakcje jak w czasie dochodzenia komisji senackiej Stanów Zjednoczonych.
Nawet adwokat C. Robertson Dunlop, reprezentujący w czasie procesu interesy armatorów i oficerów „Californiana”, nie zdołał złagodzić niechętnych kapitanowi nastrojów. W trakcie przesłu­chania doszło nawet do incydentu. Swoimi natarczywymi pyta­niami żona jednego ze zmarłych oficerów „Titanica” zmusiła jednego z oficerów „Californiana” do przyznania, że kapitan Lord świadomie zrezygnował z interwencji, a pozostali oficero­wie, chcąc nie chcąc, musieli na to przystać, w przeciwnym razie bowiem groziły im sankcje za niesubordynację. Potwierdzeniem tego, że na pokładzie „Californiana” doszło do nieprawidłowości, był dziennik pokładowy, w którym całkowicie pominięto fakt, że jakaś jednostka w pobliżu wystrzeliła rakiety sygnalizacyjne. Co więcej, w tajemniczy sposób zniknął zeszyt, w którym odnotowywano najważniejsze informacje na temat nawigacji, żeby po zakończeniu wachty przepisać je do dziennika pokłado­wego. W nim właśnie powinny się były znaleźć zapiski na temat nocy z 14 na 15 kwietnia.

Po prawej Sir John Charles Bigham, Lord Mersey, sędzia Sądu Najwyższego Wielkiej Brytanii, przewodniczący brytyjskiej komisji prowadzącej dochodzenie w sprawie zatonięcia "Titanica". Obok niego syn, kapitan Bigham, pełniący funkcję sekretarza komisji. Zadaniem Lorda Mersey'a było wskazanie winnych katastrofy oraz rozwianie niezliczonych wątpliwości powstałych w czasie podobnego dochodzenia przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych.


Skandal wokół postępowania państwa Duff-Gordon
Przesłuchanie państwa Duff-Gordon przełożono na 20 maja i tego dnia znowu sala wypełniła się po brzegi. Nie było ani jednego wolnego miejsca, ciekawscy tłoczyli się pod ścianami i w korytarzach, a w środku wielkiego salonu, gdzie ustawiono stoły dla dziennikarzy i obrońców nie można się było wręcz ruszyć. Londyńska socjeta potraktowała proces jako pretekst do spotkań towarzyskich, zupełnie jakby chodziło o premierę opery. Wśród przybyłych była sama żona premiera Margot Asquith, lady St. Hellier, Lady Middleton, niemiecki książę Albert von Schleswig-Holstein i ambasador Rosji Beckendorf. Już na pierwszy rzut oka uderzał silny kontrast między czarnymi ubraniami załogi „Titanica” i pogrążonych w żałobie krewnych ofiar, a kosztownymi strojami dam z londyńskich wyższych sfer, przybyłych tu jak na przedstawienie teatralne, w którym główna rolę miała grać tym razem jedna z nich, Lady Duff-Gordon. Wszyscy zadawali sobie to samo pytanie: czy uda się jej odeprzeć zarzuty, jakoby przekupiła załogę szalupy numer 1 i kazała jej oddalić się czym prędzej z miejsca katastrofy, nie bacząc na roz­brzmiewające wokół krzyki zrozpaczonych rozbitków skazanych na pewną śmierć w lodowatej wodzie?
Polemika wybuchła po tym, jak palacz Charles George Hendrickson oświadczył prasie, że państwo Duff-Gordon zdecy­dowanie przeciwstawili się jego propozycji, by wrócić na miejsce katastrofy i zabrać do szalupy przynajmniej kilka osób spośród setek nieszczęśników pływających w odległości zaledwie dwustu metrów. W szalupie numer 1 było miejsce dla co najmniej trzy­dziestu osób. Hednrickson potwierdził następnie swoje oświadczenie przed komisją. Zaraz po nim na świadka powołano obserwatora George’a Thomasa Symonsa, któremu powierzono dowodzenie tą szalupą.

Kapitan Stanley Lord. W czasie żadnego z dochodzeń Lordowi nie udało się przekonująco wyjaśnić, dlaczego dowodzony przezeń statek nie ruszył na pomoc tonącemu "Titanikowi".


Podana przez Symonsa wersja wydarzeń całkowicie przeczyła wersji Hendricksona. Symons wziął na siebie całą odpowiedzial­ność za podjęte decyzje, włącznie z decyzją oddalenia się od miejsca katastrofy i nieudzielenia pomocy rozbitkom. Nie chciał mówić na temat wizyty, jaką złożył u niego w domu adwokat państwa Duff-Gordon. Odmowę odpowiedzi motywował tym, że to, co dzieje się u niego w domu, jest jego osobistą sprawą i nikogo nie powinno interesować. Tym samym podejrzenie, że zapłacono mu za ukrycie prawdy na temat postępowania bogatych pasażerów jego szalupy, pozostało jedynie hipotezą. Jako pierwszy zeznawał Sir Cosmo Edmund Duff-Gordon. Początkowo odpowiadał lekceważąco, jednak w miarę zadawa­nych pytań tracił pewność siebie. Szczególnie natarczywie zaata­kował go Thomas Scanlan, przedstawiciel krajowego związku zawodowego pracujących na morzu. Scanlan - doświadczony dziennikarz, a zarazem przedstawiciel Irlandii Północnej w Izbie Gmin, od niedawna próbował swoich sił także w sali rozpraw. Tego dnia wypytywał sir Cosmo tak długo i szczegółowo, umie­jętnie formułując pytania i nie pozwalając świadkowi na uniki, że udało mu się przyprzeć arystokratę do muru. Dla wszystkich stało się oczywiste, iż owej pamiętnej nocy sir Cosmo wykazał się niesłychanym egoizmem.
Zainteresowanie zgromadzonych wzrosło jeszcze bardziej, kiedy miejsce męża zajęła blada Lady Lucy Duff-Gordon, jak zawsze niezwykle elegancka, w czarnym kapeluszu z szerokim rondem. W trakcie przesłuchania sir Cosmo lady Duff-Gordon siedziała niemal nieruchomo ze schyloną głową. Teraz wszystkie oczy utkwione były w niej, lecz nie wyglądała na speszoną. Zresztą to ona sama, w porozumieniu z mężem, zwróciła się do komisji o umożliwienie jej złożenia zeznań, ponieważ chciała - jak twier­dziła - położyć kres krążącym na ich temat plotkom.
Prokurator generalny postawił jej kilka szablonowych pytań, na które Lady Duff-Gordon odpowiedziała spokojnie. Stojąc obok dużego modelu „Titanica” (w rzeczywistości był to model bliźniaczego „Olympica”), opowiadała o spuszczaniu szalup na morze i długich godzinach spędzonych w oczekiwaniu na pomoc. Nie udało jej się jednak zatrzeć negatywnego wrażenia wywołanego zeznaniami męża, choć z pewnością wzbudziła duże zainteresowanie wśród zebranych w sali przedstawicieli wyższych sfer i dała okazję do plotek.

W trakcie prac komisji tłum gromadził się przed gmachem Scottish Drill Hall w Londynie w oczekiwaniu na nowinki z procesu. Dodatkową atrakcją byli wchodzący tymi drzwiami świadkowie powołani do stawienia się przed komisją. Sam gmach stał się miejscem spotkań przedstawicieli angielskiej arystokracji, którzy śledzili przesłuchania, traktując je jako swoiste wydarzenie towarzyskie.


Drugi oficer ratuje White Star
Tego samego popołudnia przed komisją stanęła kolejna długo oczekiwana osoba, drugi oficer „Titanica” Charles Herbert Lightoller, cudem ocalały z katastrofy.
Szło o dużą stawkę, ponieważ w związku ze śmiercią kapitana Smitha, starszego oficera Wilde’a i pierwszego oficera Murdocha, właśnie Lightollerowi przyszło odeprzeć atak oskarżycieli, pragnących wykazać, że winę za katastrofę ponosi kompania żeglugowa. Gdyby im się to udało, White Star Line byłaby zmu­szona wypłacić rodzinom ofiar ogromne odszkodowania. Kompanię żeglugową reprezentował w sądzie Sir Robert Finlay. Miał do pomocy grupę doskonałych adwokatów, którzy potrafili wykorzystać nawet najdrobniejsze szczegóły, by zdjąć winę ze swojego potężnego klienta.
Na pytania oskarżycieli i obrońców White Star Line Lightoller odpowiadał celnie, wykorzystując całe swoje doświadczenie na morzu. Chwilami wydawało się wręcz, że to on ma przewagę nad przesłuchującymi, a nie odwrotnie. Przesłuchanie ciągnęło się kilka godzin. Kiedy oficer opowiadał o wydarzeniach bezpośred­nio poprzedzających zatonięcie statku, o tym, jak wskoczył do wody i cudem wynurzył się pośród setek rozpaczliwie krzyczących mężczyzn, kobiet i dzieci, napięcie sięgnęło szczytu.
By nie uronić ani jednego słowa z tej tragicznej opowieści, słuchacze pogrążeni byli w całkowitej ciszy, tym bardziej, że mimo umieszczenia w sali paneli wyciszających, nie udało się poprawić jej akustyki.

Herbert Pitman i Charles Lightoller, dwaj oficerowie z "Titanica" ocaleli z katastrofy, przed wejściem do Scottish Drill Hall, w której odbywały się przesłuchania komisji dochodzeniowej. Oficerowie zostali wprost zasypani pytaniami (Pitmanowi zadano 400 pytań, a Lightollerowi 1500), ale ich zeznania miały kluczowe znaczenie dla oczyszczenia z zarzutów White Star Line i samego kapitana Smitha.


Na kluczowe pytania - dlaczego doszło do tak wielkiej katastrofy i czy można jej było uniknąć - Lightoller odpowiedział, że prędkość „Titanica” nie wykraczała poza normę, co potwierdzili kapitanowie innych transatlantyków i że w noc tak pogodną jak 14 kwietnia górę lodową można było dostrzec z wystarczającym wyprzedzeniem. Wobec nalegań przesłuchujących stwierdził, że do zderzenia doszło z powodu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, który zdarza się raz na sto lat: noc była pogodna ale bezksiężycowa, powierzchnia oceanu płaska jak stół, przez co zabrakło charakterystycznej falki u stóp góry lodowej, wreszcie góra lodowa była niewidoczna, ponieważ - jego zdaniem - dopie­ro co odwróciła się i nad powierzchnię oceanu wystawała jej ciemna część.
Po zeznaniach Lightollera, kluczowych dla zrozumienia przebie­gu zdarzeń, komisja pracowała jeszcze do końca czerwca, kiedy to adwokaci stron wygłosili końcowe mowy. White Star Line wyszła z procesu bez szwanku. Zawdzięczała to sformułowaniu „nadzwyczajne okoliczności” użytym przez Lightollera i natych­miast wykorzystanym przez Sir Roberta Finlay’a.
W.D. Harbinson, adwokat pasażerów trzeciej klasy, nie zdołał nic wskórać, a wysuwane przezeń oskarżenia wobec White Star Line i brytyjskiej Izby Handlu zostały odparte. Przewodniczący komisji uznał, że kapitan Smith nie ponosi żadnej winy za katastrofę, ponieważ z jego strony nie doszło do zaniedbania. Podkreślono, że tragiczne doświadczenie „Titanica” powinno być ostrzeżeniem na przyszłość, a anachroniczne przepisy żeglugowe należy zastąpić nowymi, uwzględniającymi konieczne środki ostrożności.

Uroczysta msza żałobna za ofiary katastrofy "Titanica" została odprawiona w katedrze St. Colman w Queenstown 22 kwietnia 1912 roku. Minęło zaledwie 12 dni od chwili, kiedy wspaniały transatlantyk wyruszył w dziewiczy rejs. Nabożeństwo odprawił biskup Robert Browne, wuj ojca Browne'a, któremu zawdzięczamy najsłynniejsze zdjęcia statku wykonane w trasie Southampton - Queenstown.


W następnym numerze między innymi: Trzeci olbrzym: HMNS "Britannic". Eksplozja.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.

Powered by phpBB (php5) 2.0.11 [CR] C 2001, 2002
phpBB Group, hosted by kei.pl
Design forum - r@ven web for phpbb.pl