Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 56

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:03, 05 Sie 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 56

Spis Treści: Ostatnie ostrzeżenie z "Californiana". Nieodebrany sygnał. Ostatnie nocne marki.

Ostatnie ostrzeżenie z "Californiana"
Kiedy przebrzmiał piąty dzwonek, a ci, którzy nie uczynili tego wcześniej, udali się do kabin na spoczynek, w salonach „Titanica” pozostały już tylko nieliczne nocne marki: garstka zapalonych graczy w karty i weteranów transoceanicznych podróży
Państwo George i Eleonor Widener, zadowoleni z udanej kolacji na cześć kapitana Smitha, już jakiś czas temu pożegnali się z gro­nem przyjaciół i udali się do swoich kabin: 80 i 82 na pokładzie C. W drodze spotkali państwa Astor, którzy także czuli się już znużeni życiem towarzyskim i szli odpocząć w kabinach, opatrzonych numerami 62 i 64.
Niezmordowany jak zwykle Thomas Andrews poszedł do siebie zaraz po kolacji, żeby przejrzeć pie­czołowicie zbierane notatki i rysunki. „Titanic” sprawował się doskonale i Andrews nie mógł nie być usatysfak­cjonowany, ale poczucie odpowiedzial­ności za nowego kolosa nie pozwalało mu myśleć o odpoczynku.
Major Arthur Godfrey Pechen, który trudnił się utrzymywaniem stosunków handlowych z francuskimi, angielskimi i niemieckimi rafineriami, był jednym z tych, dla których podróż przez ocean nie była niczym nadzwyczaj­nym. Miał już na swoim koncie blisko czterdzieści rejsów przez Atlantyk. Toteż kiedy tego wieczora poczuł się zmęczony, nie widział powodu, by zmuszać się do życia towarzyskiego i po półgodzinnej rozmowie z Harrym Marklandem Molsonem, dyrektorem jednej ze swoich spółek oraz z Hudso­nem i Bess Alłisonami, z którymi jadł kolację, bezceremonialnie się pożegnał:
- Dobranoc. Chyba pójdę już spać.
Także podróżujący drugą klasą Lawrence Beesley już dawno udał się do swojej kabiny, położonej w centralnej części pokładu D. Czy­tał właśnie książkę, leżąc w łóżku, kiedy nagle uświadomił sobie, że silniki pracują znacznie szybciej niż w ciągu poprzednich dni. Ozna­czało to niechybnie, że statek płynie z szyb­kością, której nigdy dotąd nie osiągnął. Dziw­nym trafem tego wieczora, przygotowując się do snu, bez żadnego rozsądnego powodu Beesley wyjął z szafy kamizelkę ratunkową i rozwiesił ją na krześle obok łóżka.

Jedna z kabin "Titanica" przygotowana na noc. To unikalne zdjęcie zostało wykonane przez ojca Browne'a, który wcale tego nie planując, stał się autorem jednego z nielicznych reportaży wykonanych na pokładzie transatlantyku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Pokłady kompletnie opustoszały. Choć niebo było cudownie wprost rozgwieżdżone, przej­mujący chłód skutecznie zniechęcał amatorów nocnych spacerów. Tylko miody John Borlnad Thayer, otulony w ciepłe palto, wyszedł na pokład szalupowy i przez chwilę rozkoszo­wał się czarem tej bezksiężycowej nocy.
Wokół nie było żywej duszy. Zniknęli gdzieś nawet marynarze i personel pokładowy, zwykle krzątający się po pokładach. Za burtą rozciągał się bezkresny, ciemny ocean. Thayer przeszedł się chwilę po pokładzie, ale wkrótce i on postanowił wrócić do kabiny, którą zajmował razem z matką.
W tym samym czasie Spencer Victor Silverthorne odpoczywał w wygodnym skórzanym fotelu w palarni, zagłębia­jąc się w lekturze modnej ostatnio powieści Owena Wistera pt. „Wirgińczyk”. Spencer, dyrektor sieci sklepów Nugent w Saint Louis, wracał z podróży służbowej do Europy. Kabinę 24 na pokładzie E dzielił z Edwardem Penningtonem Calderheadem. Zgodnie z zasadą panującą na statkach White Star Line w nie­dzielę wieczór nie wolno było grać w karty. Ten rejs był jednak na tyle wyjątkowy, że komendant zezwolił na odstępstwo od tej reguły i pasjonaci gry w karty mogli poświęcać się ulubionej roz­rywce bez żadnych ograniczeń czasowych. Przy stolikach siedzia­ło więc kilka grupek zapalonych karciarzy. Wyróżniał się wśród nich stolik, którego niekwestionowa­nym przywódcą byl Howard Brown Case, czterdziestoośmioletni dyrektor Vacuum Oil Company Ltd. z Londynu, podróżujący do Ameryki w celu nawią­zania kontaktów ze Standard Oil w Nowym Jorku. Case pochodził ze Stanów Zjednoczonych, konkretnie z Rochester, ale po kilku latach męczą­cych podróży tam i z powrotem zdecy­dował się zamieszkać na stałe w Londy­nie. Jego towarzyszami byli Walter Miller Clark, wiceprezes kolei San Pedro, Los Angeles & Salt Lake oraz dwaj zawodowi gracze, z gatunku spryciarzy nieustannie polujących na jakiegoś bogacza, którego można by oskubać. Jednym z nich był baron Alfred von Drachstedt. Za tym szlachet­nym nazwiskiem krył się w rzeczywis­tości niejaki Alfred Nourney, dwudzies­toletni mieszkaniec Kolonii, urodzony w Nijmegen. Zaokrętował się na „Titani­ca” w Cherbourgu z biletem drugiej klasy, jednak niezadowolony z jakości kabiny drugiej klasy zwrócił się do intendenta o przeniesienie do pierwszej klasy. Ponieważ kabiny zajęte były tylko w połowie, intendent

Niezwykły krajobraz wybrzeża Nowej Funlandii z latarnią morską Cape Race. Na miejscu starej latarni wzniesionej w 1856 roku na południowym krańcu Półwyspu Avalon, w 1907 roku wybudowano nową. W 1909 Marconi Company zainstalowała tam swoją radiostację, pierwszą na Nowej Funlandii.
[link widoczny dla zalogowanych]

Herbert W. McElroy mógł bez trudu uczynić zadość prośbie nie­mieckiego barona, przydzielając mu kabinę pierwszej klasy nr 38 na pokładzie D. By uwiarygodnić swoje arystokratyczne pocho­dzenie Alfred wydal prawdziwą fortunę (ponad 2000 ówczesnych funtów szterlingów) na garderobę godną swojej rangi, biżuterię i elegancką laskę. Nourney, niczym ćma lgnąca do światła, fascy­nował się ekskluzywnym światem pierwszej klasy „Titanica” i chciał za wszelką cenę do niego należeć, nawet za cenę oszustwa. Tego wieczora rozegrał już w palarni pasjonującą partię z Williamem Bertramem Greenfieldem, zamożnym kuśnierzem z Nowego Jorku i Henrym Blankiem, jubilerem z Glenridge w stanie New Jersey.

Nieodebrany sygnał
Dzięki licznym ostrzeżeniom, które przez cały dzień napływały do radiostacji łub bezpośrednio na mostek - jak w przypadku „Rappahannocka”, zarówno dla kapitana Smitha, jak i jego ofice­rów wachtowych, było jasne, że gdzieś w ciemnościach przed dziobem „Titanica” kryje się ogromna ławica lodowa o długości nie mniej niż 60 mil. W tym samym czasie na „Californianie”, który przezornie zatrzymał się na noc na granicy tego samego pola lodowego w zamiarze wyruszenia w drogę do Bostonu o świcie, trzeci oficer Charles Victor Groves zauważył światła jakiejś jednostki, zbliżające się po lewej stronie, od wschodu. Statek znajdował się w odległości około 10 mil od „Californiana”, ale nie było wątpliwości, że to jakiś duży pasażerski liniowiec. Groves poczekał chwilę, by przyjrzeć mu się lepiej. Po chwili, pewny już, że się nie myli, udał się do kapitana Stanleya Lorda, by zameldować o tym, że jakiś statek pasażerski płynący na zachód zbliża się do ich pozycji i wkrótce ich prześcignie. Kapi­tan natychmiast wydał rozkaz, by nawiązać łączność z tym rzę­siście oświetlonym nieznanym transatlantykiem i ostrzec go przed lodem. Groves bezzwłocznie udał się na mostek, skąd przy pomocy lampy sygnalizacyjnej nadał ostrzeżenie. Niestety, transatlantyk nie dostrzegł sygnałów. Na wieść o niepowodzeniu kapitan Lord kazał nadać wiadomość przez radio.

Wnętrze kabiny radiowej na jednym z transatlantyków. W sobotę i w niedzielę ta mała kabina, mieszcząca ostatnie wynalazki z zakresu technologii komunikacji, stała się najważniejszym punktem statku. Niestety nikt nie był tego w pełni świadomy, być może dlatego, że radiotelekomunikacja była w owym czasie czymś stosunkowo nowym.
[link widoczny dla zalogowanych]

Groves udał się więc osobiście do radiooperatora Cyrila Evansa, by zapytać, czy wie coś o dużej jednostce przepływającej w pobli­żu. Radiotelegrafista przypuszczał, że może to być „Titanic”, ponieważ po południu słyszał w słuchawkach silny sygnał radio­stacji MGY.
- Lepiej dać im znać, że jesteśmy otoczeni przez lód i stanę­liśmy - stwierdził kapitan.
Evans włączył radiostację i bez żadnych wstępów nadał do radio­operatora z „Titanica”:
-Halo, stary. Jes­teśmy otoczeni przez lód i zastopowaliśmy. Zaraz potem dobiegł go zirytowany głos kolegi z „Titanica”:
-Zamknij się! Zamknij się! Jestem zajęty. Rozmawiam z Cape Race. Zejdź mi z pasma, przeszka­dzasz.
Lord zdążył już wyjść z kabiny radiowej, toteż nie dowiedział się, jaka była odpowiedź „Titanica”, a radiooperator Evans, urażo­ny sposobem, w jaki został potraktowany, nie podjął więcej prób nawiązania kontaktu. Tym samym ostatnie ostrzeżenie, które być może mogło zadecydować o uratowaniu „Titanica”, nigdy nie dotarło do oficera wachtowego transatlantyku, Williama McMa- stera Murdocha.
Pojawia się pytanie, dlaczego tak się stało? Jaka była właściwa procedura postępowania w takiej sytuacji, zgodna z przepisami ustalonymi przez kompanię telekomunikacyjną Marconiego? Trzeba pamiętać, że były to początki ery transmisji w eterze. Urządzenia radiowe miały wiele ograniczeń, utrudniających zarówno transmisję, jak i odbiór. Na porządku dziennym były silne zakłócenia w eterze, a ważne depesze służbowe nakładały się często na przyjacielskie pogaduszki operatorów.
Z tej przyczyny zgodnie z obowiązującym regulaminem przed nadaniem depeszy Evans miał obowiązek zasygnalizować, że depesza, którą zamierza nadać, jest oficjalna i ważna. W tym celu powinien był zwrócić się do swojego kapitana o zezwolenie na nadanie kodu MSG, oznaczającego służbową depeszę od kapitana statku. Następnie Evans powinien był czekać, aż radiooperator „Titanica” da mu upoważnienie do nada­nia depeszy, czyli nada G, co oznacza: „Nadawaj”. Z kolei radio­telegrafista „Titanica”, wiedząc, że chodzi o depeszę dużej wagi, od kapitana innej jednostki, miał obowiązek przerwać inne trans­misje i dać jej pierwszeństwo.
Dopiero wtedy radiooperator stacji MWL, takim kodem bowiem oznaczona była radiostacja „Californiana”, powinien był nadać depeszę kapitana Lorda. Stało się jednak inaczej. Młody Evans nawiązał kontakt ze swoim kolegą z radiostacji MGY w sposób nieformalny, dlatego spotkał się ze zdecydowaną i gwałtowną odmową. Evansowi brak było doświadczenia w pracy na morzu, dopiero co skończył naukę i nie potrafił zareagować z zimną krwią, tak jak tego wymagała sytuacja. Błąd popełnił jednak nie tylko on. Także kapitan Stanley Lord, zdając sobie sprawę z ogromnego znaczenia ostrzeżenia przesłanego „Titanikowi”, powinien był poczekać i osobiście upewnić się, że wiadomość została odebrana.

Kiedy zgasły ostatnie światła, Cafe Parisien, jak co noc, przekształciła się w spokojny lokalik. Z niektórych stolików nie uprzątnięto jeszcze resztek kieliszków i talerzyków, ale następnego ranka pasażerowie mieli zastać wszystko w idealnym porządku.
[link widoczny dla zalogowanych]

Tym, który w tak gwałtowny sposób zareagował na informację z „Californiana”, był starszy radiotelegrafista John Phillips.
To był dla niego wyjątkowo ciężki dzień. Przez kilka ostatnich godzin, korzystając z dobrej łączności z Cape Race, jeden za dru­gim nadawał telegramy pasażerów piętrzące się na stole przy radiostacji. Miał już tego serdecznie dosyć. Nagle w słuchawkach rozległ się zgrzyt, który zagłuszył inne sygnały i przerwał łącz­ność z nabrzeżną radiostacją MCE. Phillips nie mógł sobie pozwolić na przerwy, a co więcej MWL zapomniał o najbardziej elementarnych zasadach komunikacji w eterze.
-A nich go szlag - pomyślał Phillips. W natłoku pracy nie zdał sobie sprawy z powagi sytuacji i ogromnego znaczenia depeszy z „Californiana”. Myślał tylko o tym, by skończyć nadawanie depesz do Cape Race i nie zostawiać Haroldowi Bride’owi stosu telegramów do wysłania. Był to winien swemu młodszemu kole­dze, ponieważ Bride obiecał odciążyć go wcześniej i rozpocząć swoją wachtę już o północy, a nie - jak przewidywał regulamin
-dwie godziny później. Dlatego Phillips bez ogródek kazał zamilknąć MWL i podjął nadawanie do radiostacji Cape Race:
- Do MCE. Przepraszam, proszę o powtórzenie: miałem zakłócenia.
Radiooperator „Californiana” Ciryl Evans usłyszał w słuchaw­kach, że „Titanic” znowu nawiązał łączność z Cape Race. Jeszcze przez pół godziny siedział ze słuchawkami na uszach, czekając, aż Phillips odezwie się do niego. Na próżno.

Książka "wyłowiona" z przeszłości. Tomik odnaleziony we wraku "Titanica" został starannie odrestaurowany. Być może któryś z pasażerów czytał go tej nocy, która tak tragicznie zapisała się w historii.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ostatnie nocne Marki
Wieczorami młodzi pasażerowie „Titanica” spotykali się zazwy­czaj w Café Parisién. Tego wieczora jednak, kiedy panie udały się do kabin, przenikliwy chłód zmusił panów do przeniesienia się do palarni na pokładzie A. Kilku z nich zamówiło szklaneczkę whisky dla rozgrzewki, tylko Bjórnstróm-Steffansson kazał sobie podać ciepłą lemoniadę. Przy jednym ze stolików salonu pierwszej klasy grupka przyjaciół Williama Slopera rozgrywała kolejną partię brydża, choć salon już dawno powinien zostać zamknięty. Steward pełniący służbę nie śmiał przerwać partii, ale ostatecznie, po półgodzinnym oczekiwaniu, zdecydował się w możliwie najuprzejmiejszy sposób poinformować brydżystów, że zmuszony jest zamknąć salon i że jeśli sobie życzą, mogą kon­tynuować na pokładzie A.
Po zamknięciu salonów jedynymi otwartymi lokalami były palar­nie w pierwszej i drugiej klasie. Tam znalazły schronienie wszyst­kie nocne Marki z „Titanica”. Znalazł się wśród nich angielski mistrz squasha Charles Eugene Williams, który aż do tej pory trenował z Frederickiem Wrightem na boisku ulokowanym na pokładzie G. Choć Williams miał bilet drugiej klasy, jego sława sprawiała, że mógł sobie pozwolić na szukanie towarzystwa pośród pasażerów pierwszej klasy. Płynął do Nowego Jorku, gdzie miał rozegrać decydujący mecz o tytuł mistrza świata. Palarnia nie była już tak przepełniona jak wcześniej, ale możli­wość rozegrania partyjki przyciągnęła sporą grupkę zapalonych karciarzy. Był wśród nich Lucien Philip Smith, mieszkaniec Huntignton w West Virginia, który mimo kiepskiej znajomości francuskiego postanowił rozegrać partię brydża z trzema Francuzami: Alfredem Fernandem Omontem z Havre, Paulem Chevre i Pierrem Marechalem.
Część pasażerów w kabinach oddawała się przyjemnej lekturze. Należała do nich pani Margaret Brown, którą książka wciągnęła tak bardzo, że wcale nie miała ochoty spać. Natomiast Elizabeth Shutes zupełnie nie mogła zasnąć. Odkręciła maksymalnie kalory­fer, ale wciąż było jej zimno. Może to zresztą nie chłód nie pozwalał jej spać, lecz dziwne uczucie niepokoju, które z nie­wiadomych przyczyn ogarnęło ją tego wieczora.

W następnym numerze: Godzina 23:40: góra lodowa na wprost! "Iceberg, right ahead".

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Nie 8:52, 09 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin