Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 41

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:07, 06 Lip 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 41

Spis Treści: Zorganizowane życie na oceanie. Pewność i światowe życie. W obronie prywatności. Flirty na pokładzie. Sport i instruktorzy. Depesze telegraficzne. Biuletyn pokładowy.

Zorganizowane życie na oceanie
Ocean jako taki był niezwykłym widowiskiem! Pod jego urokiem pozostawali nawet ci pasażerowie pierwszej klasy, którzy przemierzali Atlantyk nie po raz pierwszy. Ocean dostarczał całej gamy silnych, często kontrastujących wrażeń. Ostry zapach soli wypełniał nozdrza, a powierzchnia wody i horyzont nieprzerwanie zmieniały kolor. Bezkresna, tajemnicza przestrzeń zachwycała także emigrantów, którzy po raz pierwszy podziwiali ocean. Nie mogli oderwać wzroku od białej kipieli wydobywającej się spod rufy statku, która niczym nieuchwytna nić Ariadny łączyła ich z wioskami ukrytymi gdzieś za widnokręgiem. Nie sposób było nie odczuć uśpionej energii ukrytej pod zmieniającą się powierzchnią oceanu. Konfrontacja z żywą, wszechogarniającą naturą uświadamiała człowiekowi jego kruchość i skłaniała do pokory. Do całkiem niedawnej przeszłości należały przecież opowieści o żaglowcach pochłoniętych przez fale w czasie niespodziewanego sztormu lub o gigantycznych falach, przy których największe transatlantyki sprawiały wrażenie zdanych na łaskę i niełaskę losu łupinek orzecha. Jednocześnie wszyscy pasażerowie „Titanica” podzielali pewność co do nowej technologii, o której przypominały ledwie wyczuwalne wibracje przenoszone na cały kadłub przez wielkie maszyny parowe. Ta pewność przeciwsta­wiała się odwiecznemu oceanowi.

Żaden z pasażerów nie potrafił się oprzeć urokowi bezkresnego oceanu, dlatego też wychodzili oni na pokłady często, by zobaczyć jak te majestatyczny gigant brnie po oceanie.
[link widoczny dla zalogowanych]

To nieprzerwane napięcie między ludzkim geniuszem a naturą odczuwali wszyscy, którzy znaleźli się na pokładzie „Titanica”. Było ono zarazem czynnikiem ułatwiającym nawiązywanie znajomości, a nawet przyjaźni między pasażerami. Przez ten krótki czas oderwania od codzienności pasażerowie stawali się członkami nowej społeczności przemieszczającą się z jednego kontynentu na drugi. Statek stawał się wyspą, której mieszkańcy - stanowiący przekrój ludzkości - znaleźli na tych pokładach dom, przyjaciół, a także rozrywki. Wszelkie aspekty życia społecznego ulegały tu specyficznej koncen­tracji. Z niczego tworzyły się nowe przyzwyczajenia. Można było umówić się z przyjaciółmi w danym salonie czy na danym pokładzie o tej i o tej godzinie, by wspólnie przejść do innych sal, gdzie wraz z innymi pasaże­rami komentowało się przebieg rejsu i wydarzenia dnia. Mimo swych rozmiarów to „pływające miasto” miało przecież granice, toteż łatwiej niż na lądzie można tu było spotkać najsław­niejszych przedstawicieli amerykańskiej plutokracji, europejskich arystokratów i znakomitości ze świata kultury i sztuki.
Transatlantyk był więc wyjąt­kową okazją do życia towarzyskiego i nikt nie miał zamiaru jej stracić, przynajmniej nie członkowie najzamożniejszych klas społecznych. Bogata Amerykanka powracająca z Europy mogła skorzystać ze sposobności, by poszukać na pokładzie dobrej partii dla swej córki na wydaniu. Rozpoczynało się więc polowa­nie na młodych, zblazowanych arystokratów, spokrewnionych z rodem królewskim z Londynu lub z którymś z rodów europejs­kich. A trzeba się było spieszyć, bo rejs nie miał trwać wiecznie. Byli na pokładzie i tacy, którzy korzystali z ożywionych rozmów toczących się w palarni, by porozmawiać z królem sieci wielkich amerykańskich domów handlowych czy też jakimś magnatem przemysłowym i zaproponować im świetny - ich zdaniem - interes. Na pokładzie nie brak było także zawodowych graczy w karty, którzy z wystudiowaną obojętnością kręcili się miedzy stolikami do gry w poszukiwaniu takiego, przy którym stawki były najwyższe lub gracze najmniej wprawni.

Biżuterią, taką jak ten pierścionek znaleziono we wraku "Titanica", noszono do wieczorowych sukien, a potem oddawano na przechowanie intendentowi.
[link widoczny dla zalogowanych]

Pewność i światowe życie
Nad prawidłowym przebiegiem życia społecznego czuwał wszechobecny intendent Herbert McElroy, podlegający bezpoś­rednio kapitanowi Johnowi Smithowi, najwyższej władzy na „Titanicu”. Intendent zajmował się m.in. przyjmowaniem do depozytu kosztowności. Przechowywano je w sejfach i wyda­wano na życzenie pań za każdym razem, kiedy specjalna okazja, np. zaproszenie do stolika kapitana, wymagała założenia biżute­rii. Intendent koordynował także organizację różnego rodzaju wydarzeń na pokładzie, a w Southampton i w Cherbourgu oso­biście przyjmował na statku najważniejszych pasażerów. Jego zadaniem było przydzielenie im kabin. Odbywało się to w opar­ciu o ściśle poufne kryteria, które musiały zapewniać maksymal­ne zadowolenie klientów, a tym samym dobre imię kompanii żeglugowej. Intendent musiał więc zachować czujność, by w po­rę zaradzić ewentualnym nieprzyjemnym sytuacjom. W krań­cowych przypadkach pasażerowie byli zapraszani do gabinetu kapitana celem wyjaśnienia nieporozumienia w cztery oczy. Te delikatne zadania wymagały od intendenta doskonałego rozez­nania w życiu towarzyskim w różnych krajach, a także dyskretnej znajomości osobistości światowej sławy, a nawet szczegółów ich życia prywatnego.

Sypialnia w stylu Ludwika XVI w jednym z luksusowych i przestronnych apartamentów "Titanica". O każdej porze dnia zamożni pasażerowie mogli schronić się przed tłumem natrętów w tych wytwornych wnętrzach z wszelkimi wygodam, a kompania zapewniała im pełną obsługę. Ten kto chciał, mógł nawet przez cały rejs nie opuszczać swego apartamentu.
[link widoczny dla zalogowanych]

W obronie prywatności
Najzamożniejszych pasażerów liniowców należało chronić przed niepożądaną popularnością, toteż przydzielano im duże aparta­menty, do których natręci nie mieli wstępu. Oprócz zwykłych kabin pierwszej klasy na „Titanicu” były dwa rodzaje aparta­mentów, różniące się tylko rozmiarami oraz szesnaście eksklu­zywnych kabin specjalnych. Największe były cztery apartamenty zwane „parlor suitę”, rozmieszczone symetrycznie po obu stro­nach statku tuż przy głównej klatce schodowej. Wszystkie składały się z salonu, dwóch sypialni, dwóch garderób i łazienki z toaletą, ale każdy urządzony był w innym stylu. Pozostałe dwa­naście apartamentów, nieco mniejszych, położone było po stronie rufowej. Znajdowały się one na pokładach B i C, po sześć na każ­dym pokładzie. Każdy z tych apartamentów składał się z trzech izb: salonu, dwóch garderób i prywatnej łazienki. System przesuwanych ścianek pozwalał w razie potrzeby wykorzystywać każde z tych pomieszczeń oddzielnie.

Salon w stylu Ludwika XVI w jednym z apartamentów. W skład apartamentu wchodziły poza tym dwie sypialnie, prywatna łazienka i dwie garderoby, co w zupełności wystarczyło, by zapewnić komfort i odosobnienie bogatympasażerom pierwszej klasy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Flirty na pokładzie
„Titanic”, stworzony po to, by stać się legendą, był najpiękniej­szym statkiem, jaki kiedykolwiek pływał po oceanie, nie sposób więc było oprzeć się jego czarowi. Atmosfera transatlantyku zdawała się rozpalać uczucia i sprzyjać flirtom, którym dane byłoby zapewne przetrwać tylko do chwili przybycia do nowo­jorskiego portu. Trzeba jednak pamiętać, że na liniowcu obowią­zywał nie tylko ścisły rozdział klas społecznych, ale i płci. Kawalerowie i panny nie siedzieli obok siebie w jadalni, toteż niezamężna kobieta, która chciała poznać mężczyznę o podob­nym statusie społecznym, nie miała na to szans przy stole. W innych salonach sytuacja wyglądała podobnie: panowie udawa­li się do palarni, a panie do czytelni. Była to epoka „dobrych manier”, które nakazywały spuścić zasłonę na wszelkie związki. Panujący wówczas surowy klimat, nakazujący powściągliwość w uczuciach, nie mógł jednak sprawić, by zaprzestano flirtów. W czasie rejsu zdarzało się często, że młodzieniec chciał spróbo­wać swoich sił w dziedzinie miłosnych podbojów. Był to sposób spędzania czasu, dobry jak każdy inny.
Nie trudno sobie wyobrazić, że już w czasie postoju w Southampton niektórzy mło­dzieńcy spacerowali tam i z powrotem po nabrzeżu, wy­patrując co pięk­niejszych pań w tłumie, znikają­cym w maleńkim otworze w imponu­jącej ścianie z czar­nej nitowanej stali. Jednak nie do pomyślenia było, by znalazłszy się na pokładzie, mło­dzieniec mógł zaprosić wybrankę do swej kabiny. By zapobiec tego rodzaju skan­dalom, armia złożona z 900 członków załogi musiała zachowywać nieprzerwaną czuj­ność i postępować zgodnie z ins­trukcjami oficerów.

Bilet upoważniający do skorzystania z łaźni tureckiej.
[link widoczny dla zalogowanych]

Sport i instruktorzy
Pasażerowie dbający o formę mogli za jednego szylinga kupić bilet na pływalnię. Inne atrakcje, np. łaźnia turecka, kosztowały cztery szylingi. Obsługą łaźni tureckiej zajmowały się dwie panie: pięćdziesięcioletnia Annie Caton, niezamężna oraz trzy­dziestoletnia, zamężna Maud Slocombe, obydwie z Londynu. Za swą pracę otrzymywały wynagrodzenie wysokości czte­rech funtów szterlingów mie­sięcznie. Miss Caton pracowała na pokładzie liniowca po raz pierwszy, natomiast Mrs Slocombe pływała już wcześniej na „Olympicu”. Dla wszystkich pasjonatów sqausha najważniejszą postacią był zawodowy gracz Frederick Wright.
Ten przystojny dwudziestoczterolatek zaokrętował się na „Titanica” 4 kwietnia w Southampton. Przeniesiono go z „Olympica” i na siostrzanej jednostce miał otrzymywać takie samo wynagrodzenie jak przedtem, tzn. funta szterlinga tygod­niowo. Wright miał być do dyspozycji klientów, którzy za 2 szy­lingi za pół godziny chcieli pograć w sąuasha. Ci, którzy osiągnę­li już dobry poziom techniczny, mogli rozgrywać mecze, nato­miast początkującym Wright pomagał doskonalić technikę gry. Tę samą rolę, co Frederick Wright pełnił Thomas W. McCawley, zatrudniony w doskonale wyposażonej siłowni, przeznaczonej dla pasażerów pierwszej klasy. McCawley miał 36 lat, był krępy i tryskał niespożytą energią. Jego zadaniem było objaśnianie klientom, jak korzystać z urządzeń gimnastycznych, a także proponowanie odpowiednich ćwiczeń, dostosowanych do ich kondycji i stanu zdrowia. Pasażerowie zaglądali do siłowni wiedzeni nie tylko dbałością o formę, ale i ciekawością. Można tu było bowiem obejrzeć nowoczesne urządzenia, pozwala­jące uprawiać sporty, których w inny sposób nigdy nie można by uprawiać na oceanie, takie jak jazda na rowerze czy jazda konna.

Depesze telegraficzne
Jedną z ulubionych rozrywek zamożnych pasażerów było wysyła­nie depesz telegraficznych. Pasażerowie pierwszej klasy chętnie płacili niezwykle wygórowaną cenę 12,6 szylinga za każde dzie­sięć słów depeszy. Zresztą dla osób, których jedynym problemem było to, jak wydawać pieniądze, czymś niezwykle podniecającym było nawiązanie łączności z bliskimi, choćby tylko po to, by wysłać krótkie pozdrowienia z pokładu liniowca otoczonego przez granatowe wody oceanu. Na „Titanicu doszło nawet do tego, że depesz do wysłania było zbyt wiele i operatorzy Jack Phillips i Harold Bride nie nadążali z ich wysyłaniem. Na pokładzie statku czekały ich inne, znacznie ważniejsze zadania, ale White Star Line była dumna z usług telegraficznych, tym bardziej, że o wyborze liniowca decydowała nierzadko oferta najmodniejszych usług.

Dzięki współpracy radiotelegrafistów i drukarzy na "Titanicu" ukazywał się regularnie pokładowy biuletyn "Atlantic Daily Bulletin". Na dwunastu stronach gazety artykuły wydrukowane wcześniej przeplatały się z najświeższymi wiadomościami ze świata odbieranymi przez radiotelegrafistów. Dzięki temu pasażerowie otrzymywali codzienną porcję informacji, a najbogatsi mogli nawet przeprowadzić operacje finansowe, przekazując telegraficznie szczegółowe instrukcje zarządom swych przedsiębiorstw.
[link widoczny dla zalogowanych]

Biuletyn pokładowy
Do obowiązków Phillipsa i Bride’a należało spisywanie wiadomości odbieranych przez radiostację „Titanica” i przekazywanie ich na piś­mie intendentowi. Herbert McElroy wybierał niektóre z nich i przekazywał materiał do drukarni, w której druko­wano pokładowy biuletyn „Atlantic Daily Bulletin”. Praktykę tę zainicjowa­no w 1899 roku, kiedy w czasie rejsu z Nowego Yorku do Southampton na parowcu „St Paul” pływającym pod banderą amerykańską wyda­no pierwszą pokładową gazetę o nazwie „Transatlantic Times”. Dzięki wynalazkowi Marconiego pomysł można było dopracować, dając pasażerom poczucie nieprzerwanej łączności ze stałym lądem.
W 1912 roku istniały już dwie radiostacje dużej mocy, w Poldhu w Anglii i na Cape Cod w Ameryce, które mogły nadawać na bardzo duże odległości. To z nich do słuchawek dwóch radiotelegrafistów z „Titanica” docierały wiadomości zamiesz­czane w biuletynie. „Atlantic Daily Bulletin” liczył dwanaście stron i miał zupełnie przyzwoity układ graficzny. Artykuły z dziedziny kultury, sztuki, krytyki literackiej drukowano przed wyruszeniem w rejs, natomiast podczas rejsu przez Atlantyk biuletyn uzupełniano o wkładkę zawierającą informacje na temat bieżących wydarzeń na świecie. Największym zainteresowa­niem cieszyły się notowania nowojorskiej giełdy.

W następnym numerze ROZPOCZYNAMY WYPRAWĘ czyli między innymi: Wyjście z portu w Southampton. Liniowiec odbija od brzegu.

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Sob 16:42, 08 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin