Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna


Kolekcja Titanica NR 12

 
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobra83




Dołączył: 13 Kwi 2012
Posty: 171
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Skąd: Gliwice
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:45, 09 Maj 2012    Temat postu: Kolekcja Titanica NR 12

Spis Treści: Prawdziwe pływające miasto. Błękitna Wstęga. Czy "Titanic" zdobędzie Błękitną Wstęgę? Wybór transatlantyku.

Prawdziwe pływające miasto
Titanic, z dziobem skierowanym w stronę Southampton, przygotowywał się do startu w pasjonującym współzawod­nictwie, w którym stawką była dominacja na szlakach północnoatlantyckich.
Pośpiech, z jakim przeprowadzono próby morskie w Belfaście, nie był czymś wyjątkowym ani przypadkowym, lecz widoczną oznaką szalonego wyścigu z czasem. Wreszcie nadszedł moment, w którym „Titanic” był gotów podjąć wyzwanie. Czekała go wiel­ka przygoda: rejs przez ocean, który miał pozostawić niezatarty ślad w pamięci wszystkich pasażerów, i tych pławiących się w luksusie pierwszej klasy, i tych ściśniętych w trzeciej klasie. Wspomnienie tej fascynującej podróży miało jeszcze przez długie lata odżywać w ich pamięci. W 1912 roku statki były jedynym środkiem lokomocji, umożliwiającym przedostatnie się z Europy do Ameryki. W konsekwencji złe warunki pogodowe nie były wystarczającym powodem, by przerwać rejsy. Parowce kursowały regularnie przez cały rok, bez względu na sztormy czy wichury. Tradycja nakazywała, by ostatnie chwile przed wypłynięciem w rejs świętować wraz z innymi pasażerami, krewnymi, przyja­ciółmi i znajomymi, życząc sobie wzajemnie, by los nie zgotował wyjeżdżającym żadnych niespodzianek. Pożegnalne przyjęcia pomagały pokonać niepokój, który nieuchronnie czaił się w sercach uczestników, świadomych licznych niebez­pieczeństw, na jakie narażony był statek w czasie rejsu przez Atlantyk. Co prawda w dobie nowych transatlantyków wydawało się, że lęki i obawy prze­stają mieć rację bytu. Winny należeć do przeszłości, w której statek był niczym łupina orzecha zdana na kaprysy wiatrów. Ogromne rozmiary „Titanica” sprawiały, że po wejściu na jego pokład można było bez trudu zapomnieć, że jest się na statku. Wydawał się bowiem raczej pływającym miastem, które pew­nie i dumnie sunie po falach, nie lękając się niczego, nawet najstraszliwszego żywiołu. Z drugiej strony jednak wiadomo było, że niesprzyjające warunki pogodowe mogą zepsuć przyjemność podróży nawet na nowoczesnych transatlantykach z początku XX wieku. Choroba morska nie miała żadnych względów dla przedstawicieli wyższych sfer, tak więc i pasażerowi pierwszej klasy mogło się przydarzyć, że mimo wszelkich wygód, eleganckiego wystroju kabiny i doskonałej obsługi, zamiast na przechadzkach, pogawęd­kach, przyjęciach i grze w karty spędzi całą podróż, walcząc z nie­przyjemnymi dolegliwościami. Kompanie żeglugowe musiały oczywiście być przygotowane na sztorm. Meble i wszelkie inne elementy wyposażenia mocowano do ścian tak, że nie mogły się przemieszczać. Niestety w przypadku pasażerów nie można było stosować tego prostego rozwiązania. Na porządku dziennym były zatem stłuczenia i siniaki, które natychmiast opatrywano w pokła­dowym ambulatorium. Mimo tych nieprzyjemnych aspektów podróż na nowych transatlantykach była emocjonu­jącą przygodą, a czas spędzony na pokładzie wypełniały pasaże­rom niezliczone przyjemności i atrakcje. Już od chwili postawie­nia pierwszego kroku na schodni pasażer zaczynał mieć wrażenie, że wchodzi do innego, zaczarowa­nego świata. Tuż przy wejściu na gości czekali uśmiechnięci człon­kowie załogi, ubrani w eleganckie, czyściusieńkie mundury ze złoco­nymi guzikami. Ich zadaniem było poprowadzenie nowoprzy­byłych do kajut, niełatwo bowiem było zorientować się w topografii tego pływającego miasta, stano­wiącego coś na kształt odrębnego świata, mogącego swobodnie przemieszczać się z jednego kontynentu na drugi.

W czasie postojów przy nabrzeżach wielkie transatlantyki - m.in. "Olympic" i "Titanic" - przyciągały tłumy ciekawskich. Organizowano dla nich płatne wycieczki z przewodnikiem, w czasie których mogli na własne oczy przekonać się o wspaniałości tych luksusowych pływających miast
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Salony, kabiny, sale przeznaczone na różnorodne rozrywki, a nawet obszerne hole, nie miały swoich odpowiedników na stałym lądzie. Wystarczyło wejść na pokład spacerowy i objąć wzrokiem zgro­madzony na nabrzeżu tłum, a już zaczynało się odnosić wrażenie, że jest się w innym wymiarze. Ziemia wydawała się mniejsza, a przed oczami otwierały się bezkresne przestrzenie oceanu. Każdy, kto chciał posmakować tych wrażeń, musiał zawczasu, nawet z kil­kumiesięcznym wyprzedzeniem, zarezerwować miejsce na statku. Każdy liniowiec miał jakieś szczególne, wyróżniające go cechy, które przyczyniały się do stworzenia panującej na pokładzie atmos­fery wyjątkowości. W tej sytuacji niezwykle istotny był wybór liniowca, na którym chciało się odbyć podróż. Dokonywano go w oparciu o cały szereg kryteriów, o własne doświadczenia lub - wobec ich braku - o entuzjastyczne opowieści tych, którzy odbyli już podróż na pokładzie tego czy innego transatlantyku.

Parowiec "Britannia" należący do kompanii Cunard Line jako jeden z pierwszych zdobył Błękitną Wstęgę.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Błękitna Wstęga
Na płaszczyźnie międzynarodowej nieprzerwanie trwała zaciekła walka kompanii żeglugowych o klienta. Konkurencja w żegludze pasażerskiej na liniach atlantyckich nie była niczym nowym. Przeciwnie, miała już długą tradycję. Był rok 1840, kiedy słynna „Britannia”, należąca do wielkiej rywalki White Star Line, w rekor­dowym czasie 12 dni i 10 godzin przepłynęła Atlantyk ze średnia pręd­kością ośmiu i pól węzła. „Britannia” była drewnianym parowcem o napędzie kołowym, konstrukcją przypominają­cym szkuner. Była pierwszym z czterech parowców, zamówiony­ch przez British & North American Royal Mail Steam Packet Co., tj. kompanię żeglugową znaną później jako Cunard Line. Począwszy od drugiej połowy dziewiętnastego wieku w transpor­cie morskim doszło do radykalnych przeobrażeń. Były one następstwem rewolucji przemysłowej, która spowodowała masową emigrację. Rosnąca konkurencja sprawiała, że by utrzy­mać się na rynku, kompanie żeglugowe potrzebowały coraz większych statków. Było to możliwe dzięki zastosowaniu nowych materiałów i technologii. Stopniowo, coraz powszechniej stosowa­no maszyny parowe, stal, elektryczność i radiotelegraf.
Druga połowa XIX wieku to okres gwałtownego rozwoju kolei żelaznych. Analogiczne zjawisko miało miejsce na morzach i ocea­nach, przy czym ekspansja dotyczyła zarówno transportu towarów, jak i pasażerów. Szlaki na północnym Atlantyku stały się polem bitwy między towarzystwami żeglugowymi. Zewnętrznym wyrazem tego współzawodnictwa był wyścig o Błękitną Wstęgę, przyznawaną najszybszej jednostce. Choć ze zwycięstwem nie wiązała się żadna uroczystość z wręczeniem pucharu, z punktu widzenia prestiżu kompanii laury dla najszyb­szego liniowca były czymś ogromnie ważnym. North Atlantic Riband Challenge Trophy, tak bowiem brzmiała pełna nazwa trofeum, zdobywał statek, któremu udało się pokonać odległość między dwoma brzegami Atlantyku w najkrótszym czasie, bez względu na kierunek rejsu.

"Lusitania" zacumowana w porcie w Nowym Jorku. Finansowa potęga Stanów Zjednoczonych i wielka koncentracja przemysłu, często związanego z krajami europejskimi, czyniły z tego portu obowiązkowe miejsce postoju dla wszystkich kompanii żeglugowych.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Czy „Titanic” zdobędzie Błękitną Wstęgę?
Żadna kompania żeglugowa nigdy nie oświadczyłaby publicznie, że pretenduje do Błękitnej Wstęgi. Choć tajemnicą poliszynela był ogromny wysiłek finansowy i organizacyjny, na jaki musiała się zdobyć White Star Line w celu budowy nowego transatlantyku, nikt z kierownictwa kompanii nigdy nie przyznałby otwarcie, że z „Titanikiem” wiązane są nadzieje na odebranie Cunard Line prestiżowego tytułu zdobytego pięć lat wcześniej przez „Lusitanię”.
Próba pobicia rekordu podejmowana była zwykle właśnie przy okazji dziewiczego rejsu, a działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, dla kompanii, której udało się zdobyć upragnione laury, utrzymywa­nie „rekordowej” prędkości w regularnych rejsach było zupełnie nieopłacalne finansowo ze względu na wykładniczy wzrost zużycia węgla. Wystarczy uświadomić sobie, że po przekroczeniu granicy dwudziestu węzłów koszt każdego dodatkowego węzła równał się kosztowi pierwszych dwudziestu węzłów. Z drugiej strony korzyści, które płynęły ze zdobycia Błękitnej Wstęgi, przenosiły się automatycznie na wszystkie statki zwycięskiego armatora. Poza tym powtarzanie prób pobicia rekor­du za każdym razem było także niekorzystne z punktu widzenia rozkładu rejsów, pociągało bowiem za sobą zmiany i nakładanie się na siebie terminów rejsów różnych transatlantyków danej kompanii. Dziewiczy rejs przyciągał zawsze nowych, żądnych wrażeń klientów. Któż bowiem nie chciałby uczestniczyć w czymś tak niezwykłym, w wydarzeniu, które miało zapisać się w historii. Któż nie chciałby później z dumą powtarzać swoim znajomym: „Byłem tam!”.
Jednak nie wszystkie nowe transatlantyki projektowano z myślą o tym, by stały się uczestnikami wyścigu o Błękitną Wstęgę. Za zwycięstwo trzeba było bowiem zapłacić zbyt wysoką cenę. Morgan, Pirrie i Ismay nie postawili wszystkiego na prymat w zakresie prędkości, ponieważ zdawali sobie sprawę z tego, że wybierając ten czy inny transatlantyk, klienci kierują się także innego rodzaju czynnikami.

Czwarty komin "Titanica" przed zamontowaniem. W rzeczywistości nie był to prawdziwy komin, lecz atrapa, którą projektanci zdecydowali się wprowadzić, by nadać statkowi jeszcze bardziej imponujący i elegancki wygląd i zwiększyć poczucie bezpieczeństwa pasażerów.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Wybór transatlantyku
Na decyzję co do tego, na jakim transatlantyku odbyć podróż z jednego kontynentu na drugi, mogły wpływać np. porty, z których wyruszał i do których zawijał dany liniowiec. A zatem Halifaks czy Nowy Jork, Liverpool czy Southampton, wreszcie Queenstown czy Plymouth? Kierownictwa wszystkich kompanii żeglugowych musiały ustalić najbardziej opłacalną trasę rejsu, uwzględniając ruch pasażerski i lądowe połączenia z ośrodkami miejskimi.

Wspaniałe, bogato zdobione schody na "Titanicu" prowadziły do salonów pierwszej klasy. Nad schodami górowała wielka kopuła a ich oprawę stanowiły witraże, rzeźbione balustrady i eleganckie poręcze.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Dla szczególnie niespokoj­nych podróżnych, obawiają­cych się morskiej podróży i szukających maksymalnego bezpieczeństwa, ogromne znaczenie miała data wodo­
wania i rozmiary statku. Tego rodzaju przesądy były tak silne, że miały wpływ na konstrukcję niektórych liniowców. Pasażerowie z nis­kich warstw społecznych, często analfabeci, byli prze­konani, że bezpieczeństwo statku jest wprost proporcjo­nalne do ilości kominów. Czwarty komin „Titanica” był więc jedynie atrapą. Nie służył do emisji dymu powstającego w czasie spalania węgla, lecz miał funkcję czysto estetyczną. Dzięki niemu nowy transatlantyk wydawał się jeszcze potężniejszy i bardziej imponujący.

Prywatna łazienka w kajucie pierwszej klasy, wyposażona a prysznic i wannę
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

W wyborze transatlantyku kierowano się także renomą samej kompanii żeglugowej i jej narodowością. Zdobycie laurów w wyś­cigu na północnym Atlantyku przynosiło ogromny prestiż nie tylko kompanii, będącej właścicielem zwycięskiej jednostki, ale także całemu narodowi. Współzawodnictwo odbywało się w istocie na stołach kreślarskich, lecz bodźcem do niego były uczucia patriotyczne. W grę wchodziła duma i honor narodu, nic więc dziwnego, że nie cofano się przed niczym, byle tylko powiodło się przedsięwzięcie, mające okryć chwałą cały kraj. Nie bez znaczenia była także prędkość, jaką statek był w stanie rozwijać i technologiczne innowacje na pokładzie. Były to czynniki ważne, ale nie wystarczające do tego, by na stałe przywiązać do sie­bie klientelę. Elementem, który mógł przeważyć szalę na korzyść tej, a nie innej kompanii, była za to jakość obsługi na pokładzie. W tej dziedzinie Anglicy byli niedościgli. Zawdzięczali to zarówno sztywnej hierarchii społecznej, nie nadszarpniętej przez rewolucje, jak i tradycyjnie obowiązującej na morzach sztywnej dyscyplinie. I właśnie najwyższej klasy obsługa miała być atutem White Star Line. Załoga „Titanica” potrafiła zachowywać się w sposób iście nienaganny, łącząc uprzejmość, doskonałe maniery i szacunek dla wszystkich pasażerów.

W ten sposób ilustratorzy ze stoczni Harland & Wolff przedstawiali to samo pomieszczenie co wyżej w reklamowych folderach, starając się położyć nacisk na wygody, które miały zadowolić nawet najbardziej wyrafinowanych i wymagających pasażerów "Titanica".
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

To była prawdziwa sztuka, kultywowana już na statkach generacji „Olympica” i wymagająca zaangażowania całej załogi, od zwykłego stewar­da po kapitana. Gest okrycia kocem klienta, odpoczywającego na leżaku na pokładzie space­rowym, miał być wykonany z taką gracją, by klient od razu poczuł się bezpieczny i miał świadomość, że jest w dobrych rękach. Śniada­nie miało być podawane w kajutach tak, by uszanować prywatność pasażerów, pozwolić im rozkoszować się intymną atmosferę przytul­nych kajut i nie zmuszać do udawania się do jadalni. Ta przejawiająca się w najdrobniejszych szczegółach troska o pasażerów, troska o to, by dogodzić im w każdym względzie, stała u podstaw wierności klienteli. Nierzadko pasażerowie zaprzyjaźniali się z załogą i z tego powodu później chętnie wracali na ten sam sta­tek. Kompanie starały się oczywiście, by na liniowcach pływał zawsze ten sam, wypróbowa­ny personel. Zdarzało się więc, że zanim pasażer pierwszej klasy zdołał pomyśleć o tym, co chce zamówić, już na jego stoliku pojawiał się ulubiony drink. Pasażerowie mieli być otoczeni nieprzerwaną, acz dyskretną uwagą.

Przybory toaletowe odnalezione we wraku "Titanica". Okrągły pojemniczek z pastą do zębów i mydelniczka.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Naturalną oprawę dla tej wspaniałej obsługi sta­nowiły bogato zdobione salony, luksusowe apar­tamenty i wyrafinowane wyposażenie. Przestrzeń na pokładzie statku był widzialnym znakiem posiadanej władzy, czyli - inaczej mówiąc - przynależności do określonej klasy społecznej. Na „Titanicu” sala, w której pasażerowie pierwszej klasy mogli się odświeżyć po wyjściu z tureckiej łaźni, była dwa i pół razy większa od jadalni w drugiej klasie. Na szczycie całej tej piramidy stał kapitan statku, „drugi po Bogu”. Zaproszenie do spędzenia wieczoru przy jego stoliku było przywile­jem nielicznych i marze­niem wielu. Tym samym także sława kapitana była jed­nym z elementów, które brano pod uwagę przy podejmowaniu decyzji, jakim transatlantykiem przepłynąć ocean.
Obok wiedzy ściśle technicznej niezbędnej do kierowania stat­kiem, kapitan musiał wyróżniać się nienagannymi maniera­mi, obyciem, znajomością form towarzyskich, słowem musiał być człowiekiem prawdziwie światowym. Do jego obowiązków należało w równej mierze kie­rowanie statkiem, co spełnianie powinności towar­zyskich w stosunku do utytułowanych gości. Na zakończenie pełnej chwały kariery, jako wyraz uznania dla wiernej i lojalnej służby, komendant statku flagowego Cunard Line otrzymywał nawet tytuł komodora oraz tytuł szlachecki od korony angielskiej.

Kapitan Smith, pan i władca statku w czasie rejsu. Od jego decyzji zależał nie tylko przebieg samego rejsu, ale i dobre samopoczucie pasażerów i komfort podróży.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

Oczywiste jest, że mówiąc o wyborze transatlan­tyku, nie można pominąć tak ważnego czynnika jak moda. Kiedy rozchodziły się pogłoski, że książę Walii uda się w podróż na pokładzie określonego transatlantyku, można było iść o zakład, że wszystkie bilety na ten rejs zostaną wyprzedane. Z punktu widzenia życia wyższych sfer podróż przez Atlantyk stanowiła moment zupełnie wyjątkowy. Na pokładzie liniowców można było spotkać słynne osobistości: aktorów, amerykańskich magnatów, znanych sportowców i pisarzy, a wreszcie indyjskich maharadżów i przedstawi­cieli brytyjskich wyższych sfer. Tam po prostu wypadało się pokazać.

W czasie rejsu przez Atlantyk pasażerowie mogli korzystać z tej eleganckiej restauracji.
<script>[link widoczny dla zalogowanych]

W następnym numerze między innymi: Wielka rywalka Cunard Line. Polecam!

Źródło: "Titanic" zbuduj sam. Kolekcja Hachette.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kobra83 dnia Pią 20:23, 31 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu    Forum TITANIC - forum o Titanicu Strona Główna -> Artykuły o Titanicu / Kolekcja Titanica Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Bright free theme by spleen stylerbb.net & programosy.pl
Regulamin